P O E Z J E

 

 

Władysława Strzelnickiego

 

 

 

ŻYTOMIERZ

Nakładem J. STRZELNICKIEGO

̶

1860

 

Władysław Strzelnicki

„Poezje”

 

Publikacja sfinansowana w ramach projektu

„Biblioteka Kaukaska”

pod kierownictwem

ks. dr. hab. Józefa Wołczańskiego, prof. UPJPII

 

finansowanego przez

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego

w ramach

Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki

 

Przepisanie

mgr Weronika Gącerz

Wstępem opatrzyła

 dr Elżbieta Lijewska

 

 

 

 

Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie

Kraków 2013

 


Spis treści

Wstęp - Władysław Strzelnicki: „pisarz wielkich nadziei”

Sonety:

1 ..................................

 2 ..................................

 3 Do J... Z...wskiego .......

4 W imionniku Olimpii K.....

Grecya

Oddalony (dumka)

Na imieniny Emilii P.           

Do smutnego przyjaciela ...

Do Ignacego B. ......

Do wielkiego poety J... S:—go

Róża

Królowa balu

Tęsknota

Skowronek: I  

Skowronek: II  

Piosnka

Życzenia (melodja)

Do Tadeusza Łady-Zabłockiego

Do...

Anioł-Stróż

Jeździec na Kaspijskiem wybrzeżu

Przestroga

Przeszłość i przyszłość

Duma

Do..... i ........ j

W noc miesięczną (dumka)

W imionniku J. H.

Kaz-Beg (dumanie wieczorne)

Ułomki z poematu: „Bej-Bułat”:

 I  Bej-Bułat (początek poematu)

Objaśnienia do tego poematu

II Pobojowisko

III Róża Kumuchu

IV Porwanie

Ostatnia pieśń

Przypisy

Wstęp

 

Władysław Strzelnicki: „pisarz wielkich nadziei”

 

„Filareta” z Kijowa

 

            Władysław Strzelnicki, przedstawiciel tzw. „kaukaskiej grupy” poetów, pochodził z Podola. Urodził się w 1820 (lub 1818) roku w rodzinie szlacheckiej jako syn Mikołaja Strzelnickiego z majątku Piaseczna w powiecie kamienieckim[I]. Z notki biograficznej, znajdującej się w dokumentach śledztwa z 1839 roku, wynika, iż ukończył gimnazjum w Kamieńcu Podolskim, natomiast Zygmunt Starorypiński w swoim pamiętniku zanotował, iż:  „Władysław Strzelnicki przygotowywał się do uniwersytetu sam w domu w Pasiecznej na wsi”[II].

            W 1836 roku został przyjęty na Wydział Filologiczno-Filozoficzny Uniwersytetu św. Włodzimierza w Kijowie. Studiował w jednym z najlepszych okresów uniwersytetu kijowskiego, ponieważ uczyli tam profesorowie zamkniętego przez władze Liceum Krzemienickiego. Na Wydziale Filologiczno-Filozoficznym wykładał m.in. znakomity filolog klasyczny Maksymilian Jakubowicz, a także dramaturg Józef Korzeniowski. Wykłady Jakubowicza wypowiadane były po łacinie, „stylem świetnym”,  z wielką erudycją i zapałem; wyróżniały się „umiłowaniem przedmiotu i zupełnym zespoleniem się z epoką starożytną, o której uczył”[III]. W późniejszych pracach literackich Strzelnickiego znać dobre klasyczne wykształcenie wyniesione z uniwersytetu kijowskiego. O atmosferze panującej na uniwersytecie pisał Wacław Lasocki:

            W mury uniwersytetu kijowskiego zakradł się duch wszechnicy wileńskiej i Krzemienieckiego Liceum […]. Rząd pragnął tu zaszczepić bałwochwalczą cześć do władz […], bezmyślne posłuszeństwo oraz naukę powierzchowną dla patentu tylko i kariery. Hasła filaretów wniosły do młodego przybytku wiedzy miłość kraju i rodaków, gotowość do czynów, do pracy i do ofiar. Dwa te kierunki walczyły ze sobą. Rządowy garnął obojętnych, egoistów i karierowiczów, filarecki objął najzapaleńszą i najszlachetniejszą część młodzieży[IV].

            Lasocki przekazał również charakterystykę Strzelnickiego z czasów studiów:

            […] wyróżniał się nieco oryginalnym ułożeniem, a więcej jeszcze zacnym charakterem i poetycznymi zdolnościami. Znał utwory spółczesnych pisarzy ojczystych, rozczytywał się z zamiłowaniem w starożytnej literaturze polskiej. Smutek głęboki wiał z jego poezji, niby przeczucie przyszłości swojej[V]. 

 

Strzelnicki zaangażował się w działalność tajnego stowarzyszenia studenckiego, którego celem było m.in. utrzymywanie zagrożonej narodowości, praca nad odrodzeniem moralnym i religijnym młodzieży, wychowanie w duchu demokratyzmu. Poeta został przyjęty do organizacji przez Władysława Gordona wraz z innymi studentami (Hugo Korsakiem, Aleksandrem Czernym, Stanisławem Niemirą); przyjął pseudonim Zbigniew Oleśnicki[VI].

Tajna organizacja studencka działająca na uniwersytecie kijowskim została z czasem wcielona do Stowarzyszenia Ludu Polskiego Szymona Konarskiego[VII]. Po aresztowaniu w Wilnie Konarskiego w roku 1838 i wykryciu tajnego związku, w Kijowie uwięziono 115 osób, w tym 34 studentów. Oskarżeni zostali osadzeni w cytadeli kijowskiej. Śledztwo trwało długo, nadzorował je generał-gubernator Dmitrij Bibikow, kijowski „Nowosilcow”[VIII]. Strzelnicki zeznawał, że do stowarzyszenia zwerbował go Władysław Gordon (był już poza granicami Rosji), przyznał, że przekazał list od Gordona Stanisławowi Winnickiemu, podkreślał, że pociągała go tajemniczość organizacji. Prowadzący śledztwo próbowali zmusić studentów do bardziej obszernych zeznań:

            Gdy nic nie pomagało, zaczęto osłabiać ich głodem i pragnieniem. Podjął się tego pułkownik Afanasjew. On dostarczał pożywienia więźniom. Studenci przezwali go wujaszkiem. Jeden z nich (podobno Strzelnicki) ułożył wiersz pod tytułem „Więzienne toasty”. W tym wierszu była strofa:

            A więc wiwat nasz wujaszek:

            Afanasjew, mistrz obrzędów!

            Czy myślicie, że dla fraszek

            pchał nas do lochów i swędów[IX]?

            Troskliwy o zdrowie nasze,

            Ów Haneman zawołany,

Skąpo dzielił chleb i kaszę,

            Szczodrze śledzie i kajdany.[1]

Zgłodniałym więźniom dawano słone śledzie, a nie dawano im wody. Dawny to sposób indagowania, tradycyjny, sięgający jeszcze czasów Nowosilcowa w Wilnie[X].

 

            Studenci starali się nie tracić „filareckiego” ducha, jednak warunki więzienne były bardzo ciężkie.  W marcu 1839 roku, po półrocznym śledztwie, odbyła się rozprawa i zapadł surowy wyrok. Jedenastu studentów skazano na karę śmierci, a w ostatnim momencie dostarczono im ułaskawienie Mikołaja I, który uchylił najwyższy wymiar kary. Studentów wcielono do korpusu kaukaskiego, pozbawiając ich jednocześnie szlachectwa. Następnych piętnastu również wcielono do korpusu kaukaskiego z prawem awansu, wśród nich znalazł się Władysław Strzelnicki[XI]. Więźniów wywieziono na zesłanie kibitkami, pojedynczo, żeby nie mogli się między sobą komunikować.

 

Żołnierz – poeta

 

            Dwa miesiące studenci kijowscy spędzili w twierdzy w Tyflisie (Tbilisi), a następnie zostali rozesłani do różnych pułków na terenie całego Kaukazu. Strzelnicki został skierowany do pułku szyrwańskiego, stacjonującego w mieście Szemacha w Azerbejdżanie. Służył w artylerii na wschodzie Kaukazu w 6 Gruzińskim Batalionie Liniowym[XII]; jego marszrutę częściowo możemy odtworzyć dzięki temu, że tworzone wówczas wiersze opatrywał dokładną datą oraz miejscem powstania. Przebywał m.in. w miejscowościach: Szemacha (1839, 1840), Baku nad Morzem Kaspijskim (1841), Temir-Chan-Szura i Kuba w Dagestanie (1841),  Chodżały w Karabachu ( 1841 i 1842), w obozie Akusza w Dagestanie  (1844). W swoich Szkicach Kaukazu opisuje jeszcze miejscowości: Kiurdamir nieopodal Szemachy, Agdżabet nad rzeką Kurą oraz Szusza w Karabachu. W roku 1846 Strzelnicki odwiedził Piatigorsk na północnym Kaukazie, przeprawiać się musiał wzdłuż Tereku wojenno-gruzińską drogą; mijając Kaz-bek, uchodzący wówczas za najwyższy szczyt Kaukazu.

            Polscy zesłańcy mieli świadomość udziału w niesprawiedliwej wojnie. Stawali wobec dylematu: czy być gorliwym w służbie ciemięzcy wolnych narodów, czy unikać walki i niebezpieczeństwa, opuścić się w obowiązkach[XIII]. Dla katolików przejście na stronę wojsk Szamila było niemożliwe, ponieważ miurydyzm był świętą wojną, prowadzoną w imię Mahometa. Niektórzy zesłańcy szukali śmierci od kuli czeczeńskiej, inni załamywali się; świadectwem zmagań Strzelnickiego z myślą samobójczą są wiersze Anioł Stróż  i Przestroga.

            Służba w wojsku na Kaukazie polegała na forsownych marszach przez góry i zdobywaniu góralskich aułów (wiosek) albo na robotach pułkowych. Wojsko dziesiątkowały choroby i morderczy wysiłek podczas wypraw górskich. Warunki życia zależały też od miejsca, jakie się zajmowało w hierarchii wojskowej. Prostych żołnierzy wziętych z poboru albo pozbawionych szlachectwa bito pałkami nieraz na śmierć. Tak karano też dezerterów[XIV]. Lepiej obchodzono się z tymi, którzy mieli prawo szlachectwa.

            Wykształconych żołnierzy wykorzystywano do zajęć pisemnych: korespondencji, prowadzenia rachunków. Byłych studentów jako „piśmiennych” z czasem zatrudniano w takim charakterze, co oznaczało znaczną poprawę ich sytuacji. Strzelnicki awansował na podchorążego. Nawet podczas wypraw wojennych prowadził prace literackie i naukowe: pisał wiersze, uczył się miejscowych języków (azerskiego, lezgińskiego, kumuchskiego), zbierał materiały do szkiców i opowieści. Należał zapewne również do tych, którzy zabiegali o sprowadzanie na Kaukaz polskich książek:

            Zajmując się pracami umysłowymi, zesłani poczęli myśleć o sprowadzeniu książek polskich, których zupełny był brak na Kaukazie. Młodzież kijowska dała najpierwszy popęd urządzania składowych biblioteczek w miejscach, gdzie kilku zesłanych gromadziło się. […] Z kopiejkowych ofiar i z kopiejkowych kar za dopuszczanie się błędów językowych w mowie, składały się sumki po kilka, potem po kilkanaście, a nareszcie po awansach niektórych, i po kilkadziesiąt rubli. W 1847 r. kilka punktów Kaukazu dobrze już było zaopatrzonych w książnice polskie, liczące nawet po kilkaset tomów[XV].

            Dość szybko Strzelnicki zetknął się na Kaukazie z Tadeuszem Ładą-Zabłockim (1813-1847)[XVI] zesłańcem i poetą, który stał się wielkim orędownikiem twórczości młodszego pisarza. Uważał się nie tylko za odkrywcę jego talentu, ale skłonny był uznać jego poetycką wyższość; w skierowanym do niego liście poetyckim pisał:

            A okryte czoło me żałobą,

            Ponad którym burzy błysk migoce,

            Schylę wtenczas, Mistrzu mój! przed tobą

            I swą lutnię u twych stóp zdruzgocę[XVII].

Zabłocki przesłał poezje Strzelnickiego Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu do wileńskiego „Athenaeum”[XVIII]. W czerwcu 1843 roku pisał, iż „Strzelnicki przed kilką miesiącami był w Tyflisie i czytał w niektórych domach nową napisaną przez siebie powieść pt. Mahmudek, którą miał posłać do Warszawy”[XIX]. Warto tu zaznaczyć, że Łada-Zabłocki znał wielu przedstawicieli gruzińskiej inteligencji, m.in. poetę i tłumacza polskiej literatury Michała Tumaniszwili[XX] i mógł wprowadzić Strzelnickiego do gruzińskich domów.

             Z młodzieży kijowskiej oprócz Strzelnickiego z Tadeuszem Ładą-Zabłockim związali się również: Ksawery Pietraszkiewicz, Michał Butowt-Andrzeykowicz oraz Stanisław Winnicki. W roku 1841 dołączył do nich były student Uniwersytetu Warszawskiego – Leon Janiszewski. Stanowili oni trzon nieformalnej „kaukaskiej grupy” polskich pisarzy-zesłańców. Planowali, z inicjatywy Zabłockiego, wydawanie „zbiorowego pisma kaukaskiego, które by zapoznawało rodaków w kraju z ziemią przeznaczoną na mogilnik ich braci”[XXI]. Ponieważ projekt ten nie doszedł do skutku, wysyłali swoje utwory do pism krajowych; starali się pisać tak, by cenzura przepuściła ich teksty. Jako pośrednik między „kaukazczykami” a krajem występował często Józef Ignacy Kraszewski.

            Strzelnicki zadebiutował w 1843 roku w petersburskim  „Roczniku Literackim” wierszem Anioł Stróż, przedrukowanym wkrótce w paryskim „Dzienniku Narodowym” (1843 nr 134). Rok później „Rocznik Literacki”, redagowany przez Romualda Podbereskiego, opublikował początek poematu Bej-Bułat. Utwory Strzelnickiego ukazywał się później w  wileńskim „Athenaeum” (1845) i „Rubonie” (1846, 1847, 1849), w kijowskiej „Gwieździe” (1846, 1847), grodzieńskiej „Ondynie Druskienickich Wód” i w  „Bibliotece Warszawskiej” (1847). Pisarz posługiwał się bardzo dobrze językiem rosyjskim i publikował też w rosyjskim piśmie „Kavkaz”, m.in. w 1846 roku powieść Dwaj uzdani  oraz Nową wędrówkę narodów.  

            Ze względu na znajomość miejscowych języków: azerskiego, lezgińskiego, kumuchskiego, nowy (od 1845 r.) namiestnik Kaukazu, Mikołaj Woroncow, przeznaczył go do prowadzenia badań naukowych Kaukazu. Tę nominację zawdzięczał zapewne rekomendacji Wojciecha Potockiego, bliskiego współpracownika Woroncowa. M. Żywow odnalazł w archiwum w Tbilisi bardzo pochlebne charakterystyki Łady-Zabłockiego i Strzelnickiego. O tym ostatnim Woroncow otrzymał notkę: 

            Świetnych zdolności, posiada wysokie wykształcenie i jest znanym pisarzem piszącym po polsku, lecz włada po mistrzowsku językiem rosyjskim; surowych zasad, cieszy się zasłużenie powszechnym szacunkiem![XXII]

            Nominacja oznaczała zwolnienie z służby wojskowej i zupełną zmianę w sytuacji poety. Mógł teraz udać się na kurację do słynnego uzdrowiska Piatigorsk na północy Kaukazu, gdzie przebywał w maju i czerwcu 1846 roku. Jednak „widmo Kaukazu” doścignęło swoją ofiarę; po powrocie do Tbilisi jesienią tego roku Strzelnicki zachorował na dyzenterię (czerwonkę) i wkrótce zmarł. W nekrologu, którego autorem był zapewne Zabłocki, w rosyjskiej gazecie „Kavkaz” pisano:

19 października [1846 roku] w Tyflisie, po krótkich cierpieniach, zmarł młody i obiecujący pisarz Władysław Strzelnicki, zamieszczający swoje prace w naszej gazecie. Polska i rosyjska literatura (gdyż równie łatwo i przepięknie pisał on w obu językach) poniosły wielką stratę ze śmiercią tego uzdolnionego człowieka, posiadającego wykształceni klasyczne i wybitny talent poetycki. Ostatnie jego pełne cierpienia chwile przedzgonne i ostatnie słowa: „przyjaciele, żyjcie po chrześcijańsku” – świadczą o jego niezłomnej i wzniosłej duszy. Koledzy i przyjaciele Strzelnickiego, opłakawszy zbyt przedwczesną śmierć młodego poety, tak bardzo obiecującego, pogrzebali jego ciało 22 października na cmentarzu katolickim, powyżej kościoła, bliżej nieba, za którym tak często tęsknił w swoich wierszach, i skropili mogiłe szczerymi, gorącymi łzami!  […][XXIII].

Śmierć poety uczcili wierszami Wojciech Potocki i Tadeusz Łada-Zabłocki, ten ostatni widział go pomiędzy wybitnymi, przedwcześni zmarłymi poetami:

            Garczyński, Zimorowic i Malczewski

Rozbitych harf niedomówiony dźwięk,

Z krainy wychylali się niebieskiej

Na jego ducha przedostatni jęk

I wyciągając doń pokrewne dłonie,

Potomny wieniec kładli mu na skronie[XXIV]

Tą wysoką ocenę dorobku „kaukazczyka” potwierdzał Leon Janiszewski: „Strzelnicki umarł – talent wielki – prawdziwy poeta – pisarz wielkich nadziei”[XXV]. Zabłocki zatroszczył się o spuściznę po zmarłym; jego bibliotekę przekazał do czytelni publicznej w Tyflisie (została umieszczona w osobnej, ozdobnej szafie)[XXVI]. Układał i przepisywał rękopisy przyjaciela, zamierzał je wydać i zwracał się w tej sprawie o pomoc do Kraszewskiego:

Rękopisma jego znajdują się w moim ręku. Między nimi jest powieść „Mahmudek”, co pod względem twórczości i artystycznego wykończenia wysokie miejsce zajmie w polskiej literaturze. Chciałbym to wszystko ogłosić drukiem, lecz zarzucony na granicę Turcji nie wiem, jak doprowadzę  ten zamiar do skutku. […][XXVII].

Rzeczywiście, nie doprowadził swojego zamiaru do skutku; zmarł wkrótce na cholerę w Kulpach u stóp Araratu, gdzie przyjął posadę kierownika kopalni soli. Losy ich pokolenia z właściwym sobie sarkazmem podsumował Leon Janiszewski: „Winnicki umarł na gorączkę, Strzelnicki na zapalenie kiszek i dyzenterię; Zach zginął uniesiony górskim potokiem i zawalony skałami; Zabłocki umarł z cholery”[XXVIII].

Rękopisy poety wydał w czterech tomikach w roku 1860 w Żytomierzu krewny poety, Józef Strzelnicki. Wypełnił on także testament Władysława, który dochód ze sprzedaży swoich pism chciał przeznaczyć na zakupienie książek do nabożeństwa dla tyfliskiego kościoła[XXIX].

 

 

„Wieszcz zadawniały”

 

            Strzelnickiego można uznać za przedstawiciela drugiego pokolenia romantyków, wychowanego na poezji Mickiewicza, ale również poetów Ukrainy i Podola: Józefa Bohdana Zaleskiego czy Tymona Zaborowskiego. Pisał poezje już w czasach studenckich. Z tego okresu pochodzą wiersze:  Do smutnego przyjaciela i Skowronek I (oba sygnowane:  Kijów 1838). Prawdopodobnie także inne teksty poetyckie umieszczone w pierwszej części żytomierskiego tomiku[XXX] powstały w czasach kijowskich, np. wiersz Grecyja, który jest świadectwem fascynacji kulturą starożytną.

            Młody poeta próbował pióra w różnych gatunkach i ewokując różne nastroje.  Często sięgał po formę listu poetyckiego: Do J… Z…..wskiego, Do Ignacego B……, Do wielkiego poety J… S-------go. Obok nostalgicznych Sonetów, dumki Oddalony czy wiersza Tęsknota znajdujemy też wiersze sztambuchowe:  np. humorystyczny  wiersz  Na imieniny Emilii P. Strzelnicki był też prawdopodobnie autorem napisanych w więzieniu, przytaczanych już wcześniej, Toastów więziennych[XXXI], nawiązujących do tradycji poezji filareckiej oraz twórczości Podolanina, Stacha z Zamiechowa (Stanisława Starzyńskiego)[XXXII], który stworzył typ poety-śpiewaka uśmiechającego się na przekór swojemu losowi i nie traktującego zbyt poważnie własnej twórczości. Ta nuta autoironii pojawi się u Strzelnickiego w poezji zesłańczej.

            Ważnym patronem literackim zdaje się być dla Strzelnickiego Józef Bohdan Zaleski ze swoim młodzieńczym programem poetyckim z wiersza Śpiew poety (1823). Lirnik ukraiński chciał wyśpiewać swoją prostą pieśnią wielkość Boga, która objawia się w przyrodzeniu; sam poeta ukrywał się pod symbolem skowronka. Strzelnicki podobnie jak Zaleski wzorował się na ukraińskiej pieśni ludowej, z której czerpał harmonijną śpiewność rytmu i niezwykła prostotę, a także silnie skonwencjonalizowane opisy przyrody. Cechy te możemy odnaleźć w wierszach Skowronek I oraz Skowronek II – pierwszy utwór powstał jeszcze w Kijowie, drugi 15 czerwca 1839 roku w Szemasze. Los poety-zesłańca został opowiedziany z wykorzystaniem niewielu obrazów: ptaka, wichru, chmury. Skowronek oddala się od rodzinnej ziemi, gnany tęsknotą za czymś wyższym, doskonalszym, nie słucha ostrzeżeń:

            Już za późno, - z siwej chmury

                        Potok błysków się rozlewał,

                        I skowronek ciemnopióry

                        Rannej piosnki nie dośpiewał.

 

            Wicher ujął go skrzydłami,

            Na dalekie zniósł pustynie;

            Pod cudzymi niebiosami,

            Jakże smutno tam ptaszynie![XXXIII]    

 

 W późniejszych wierszach zesłańczych motyw ptaka ulegnie przeobrażeniu; zamiast  skowronka pojawią się inne ptaki –  orzeł lub sokół. I tak w Ostatniej pieśni groźba załamania się pod wpływem przeciwności losu zostanie wyrażona w obrazie ugodzonego strzałą sokoła[XXXIV]. A w Jeźdźcu na Kaspijskim wybrzeżu (1841, Baku), odwołującym się do Mickiewiczowskiego Farysa, pragnienie pędu i lotu symbolizuje koń-orzeł.

            W poezji zesłańczej Strzelnicki sięgał się do postawy biblijnego psalmisty, dla którego śpiew, nawet jeśli wyraża żal, skargę czy bunt,  jest jednocześnie wyrazem nadziei i ufności Bogu. Pisarskim credo zdają się być dla niego słowa psalmu 146: „póki żyję, chwalić będę Pana, / i grać mu będę na harfie póki istnieję”. Choć w Ostatniej pieśni pobrzmiewa buntownicza pieśń Konrada z Wielkiej Improwizacji, ostatecznie poeta przezwycięża tę postawę i  pragnie połączyć swe pieśni  z „serafów pieśniami”, i śpiewać „bez końca chwałę Jehowy”[XXXV].

            Powszechna w poezji „kaukazczyków” jest refleksja nad śmiercią i przemijaniem;  Strzelnicki w wierszu Pobojowisko  zwraca się z pytaniem do ciężko rannych żołnierzy:

            Jeśli człowiek, gość innej krainy,

            Jest tylko więźniem w tej lepiance gliny,

            I ma odzyskać swe szczęście nadziemne:

            Dlaczegoż więzień nie utkwi źrenicy

            Za kratę swoją – i lęka się chwili,

            Co skruszy pęta i drzwi mu odchyli

            I bije czołem w progi swej ciemnicy[XXXVI]

Nie ma tu buntu wobec śmierci, raczej zdziwienie, że może ona nie być oczekiwana z upragnieniem przez człowieka. Dla Strzelnickiego ostatecznym celem wędrówki przez pustynię świata jest osiągnięcie ojczyzny wiecznej. Tym różnił się od wielu zesłańców i poetów romantycznych, którzy tego celu upatrywali w ojczyźnie ziemskiej.

            Postawy pokory wobec losu uczył zesłańców majestat Kaukazu. W poezji Strzelnickiego niewiele jest obrazów romantycznej, nieokiełznanej  górskiej przyrody. Poeta zachowuje wobec gór raczej postawę biblijną i klasyczną[XXXVII]. Natura wskazuje na swojego Stwórcę, a obrazy górskie są tłem dla refleksji filozoficznej – tak jak było w poezji Tymona Zaborowskiego z Podola, „wieszcza Miodoborów”. Rozważanie nad znikomością ludzkich dokonań pojawia się w wierszu Strzelnickiego Kaz-bek; poeta kontynuuje refleksję historiozoficzną z Mickiewiczowskiego Czatyrdahu, polemizując zarazem z optymizmem Farysa i Ody do młodości. Wobec góry wierzchołkiem sięgającej „błękitnych stropów”  stawia retoryczne pytanie: 

            czy krążą tam wieści,

            Że my, przemożni nadzieją i duchem

            Świat oplątali myślą jak łańcuchem […]?

Poeta zdaje się być zafascynowany przemijalnością ludzkich potęg, po których nie pozostaje na ziemi żaden ślad:

            Jak wielcy tej ziemi

            Byli i znikli. –  Całe pokolenia,

            Za twej pamięci krokami spiesznemi

            Biegły, dobiegły do wrót zapomnienia!

 

            Refleksja ta dotyczy nie tylko wielkiej historii, lecz także przemijalności sławy poetyckiej, mód literackich, „książeczek w najnowszym duchu”. Tu może należy szukać źródła autoironii, dystansu do swej twórczości, do ludzkiego uznania.  Sam poeta kreuje się na „wieszcza zadawniałego”; w liście poetyckim Do [Tadeusza Łady-Zabłockiego] stawia adresatowi pytanie:

            Ty, dla którego stoją otworem

            Umysłowego skarbnice ruchu;

[…]

Ty, opływając w takie bogactwa,

Prozy, poezji odzianej w szaty

Współczesnej mody, nowej oświaty;

Czy sierocego datek tułactwa,

Na stare nuty składane pienia

(Co ci przynoszę ku twej zabawie,

Ja, nieświadomy wieku dążenia,

Wieszcz zadawniały – przyjmiesz łaskawie?...[XXXVIII]

„Wieszcz zadawniały” to także wieszcz prowincjonalny, który znajduje się z dala od centrów życia literackiego. Wybór gatunku listu poetyckiego i budowanie opozycji między centrum a peryferiami odsyła nas do tradycji Owidiuszowych listów z Pontu.  Żale na brak książek, przyjaciół, natchnienia, na niepoetyczność okolic to znane motywy z poetyckich listów wygnanego ze swej ojczyzny Owidiusza. Zatem polski poeta wpisuje swój los w literacki wzorzec[XXXIX]:

            Kiedym Gruzyi żegnał stolicę,

                        Posłuszny losom, co mię strącały

                        Na gorzki zawód bojów bez chwały

                        W głuche, bezdrożne, gdzieś okolice,

                                   Wymogłeś na mnie w rozstania dobie,

                                   Abym wrażenia moich wędrówek,

                                   Jak jeńców z wojny, odsyłał tobie

                                   W podwójnych pętach miar i końcówek[XL]

 

Trzeba dodać, że o swojej niemocy twórczej potrafi poeta pisać w sposób żartobliwy  – tak jest np. w humorystycznym wierszu sztambuchowym W imionniku J.H., gdzie mozolne składanie rymów porównane zostało do musztry żołnierskiej, której podlegają słowa i znaki interpunkcyjne. Poeta prosi muzy – „dziewice Helikonu”, by mógł „choć na chwilę zostać wieszczem”.

            Niekiedy muzy okazywały na chwilę swą życzliwość, np. wtedy, gdy poeta pisał poemat Bej-Bułat, uderzając w wysokie tony poezji epickiej, a wzorów obrazowania poszukując w poezji orientalnej. Utwór poświęcony był jednemu z legendarnych przywódców powstania czeczeńskiego, walecznemu Bejbułatowi. Poemat nie został ukończony i znany jest tylko jego początek. Trzeba zaznaczyć, że obraz Kaukazu i jego mieszkańców częściej pojawia się w prozie Strzelnickiego niż w jego poezji.

 

„Obozowy literat”

 

            Szkice Kaukazu Władysława Strzelnickiego są przykładem bogatej literatury pisanej przez przymusowych podróżnych na Kaukazie[XLI] – obok Obrazów i myśli Leona Janiszewskiego, Szkiców Kaukazu Michała Butowta-Andrzeykowicza, opowiadań kaukaskich Wojciecha Potockiego, wspomnień Wincentego Dawida, Ksawerego Pietraszkiewicza i wielu innych. Literaturze tej patronowały Szkice Kaukazu Bestużewa Marlińskiego; w barwnej prozie rosyjskiego dekabrysty polscy zesłańcy odkrywali ukrytą symbolikę wolności, uczyli się z niej także spojrzenia na mieszkańców Kaukazu. Wiernym uczniem Marlińskiego był zaprzyjaźniony z nim Wojciech Potocki. Strzelnicki, podobnie jak Leon Janiszewski,  często odwoływał się do wzorca sentymentalno – ironicznego o proweniencji sternowskiej.

            Żytomierski tomik Strzelnickiego składa się z trzech szkiców kaukaskich, nie dokończonej rozprawki naukowej o pochodzeniu Kozaków oraz listu do przyjaciela Jana Załęskiego. Pierwszy szkic, najdłuższy i literacko najciekawszy, ukazał się wcześniej w „Rubonie” jako Ułomek z rozpoczętych szkiców Kaukazu. Wydana w roku 1860 książeczka Szkice Kaukazu zawiera prawdopodobnie tylko fragment tego, co zamierzał opublikować autor. Wiadomo, że pisał też inne szkice, które mogłyby się złożyć na ten tomik, np. publikowane w rosyjskim piśmie „Kavkaz” Szkice Tyflisu czy Nowa wędrówka narodów.

            Teksty te powstawały z zamiarem publikowania ich w prasie, a więc musiały przejść surową cenzurę carską. Narrator przybiera zatem rolę podróżnego zwiedzającego Kaukaz dla własnej przyjemności. W szkicu Kaukaskie mineralne wody odgrywa nawet rolę przewodnika oprowadzającego po modnym uzdrowisku. Bierze czytelnika pod ramię i razem z nim spaceruje po Piatigorsku:

            […] używasz ciągłej, byleby nie męczącej przechadzki, plączesz się po labiryncie uliczek i klombów,  […] spostrzegasz migocące tu i ówdzie Nimfy i Ondyny tych siarczanych zdrojów, posyłasz im spojrzenia pełne wyrazu, serdeczne półuśmiechy; albo […] udajesz się do altanki na najwyższym punkcie ogrodu, w której […] znajduje się Eolska harfa zachowująca, w ciszy i na wietrze, uroczyste milczenie […][XLII].

Ten pogodny opis kaukaskiego uzdrowiska przypomina relację z modnej „podróży do wód”, a nie z zesłania. Jedynie drobna uwaga może zastanowić uważnego czytelnika; widoczne na widnokręgu szczyty górskie jawią się autorowi jako „białe widma”. Poufałe porozumienie z czytelnikiem okazuje się pozorne. Narrator wytrąca go z wyobrażeń ukształtowanych przez modną wówczas literaturę podróżniczą, zwłaszcza do wód i „podróże sentymentalne”. O sobie pisze: „ja prosty podróżny”, „obozowy literat”, a potem nagle radzi jak romantyk: „weź kij pielgrzymi”. Owszem, dla cenzury jest turystą, naukowcem, kuracjuszem. Dla czytelnika sentymentalnych romansów i podróży przywdziewa maskę podróżnego sentymentalnego. Lecz dla uważniejszego odbiorcy pozostaje zesłańcem, który pokpiwa z poprzednich ról, wychyla się na chwilę spod maski narratora i ujawnia swoje prawdziwe oblicze:

            Ileż to pamiątek mieliśmy wspólnych? – Pamiątek z czasów poezji naszej, nie tej poezji, co się pisze atramentem na papierze, ale tej, co szalonymi zgłoskami młodości wpisuje się w kronikę życia!... Odtąd wiele, wiele rzeczy odmieniło się. Ze znajomych i przyjaciół naszych jedni popędzili gdzieś za losem, innych sam los popędził, niektórzy znikli pod kosą Azraela[XLIII].

            Dyskretnym patronem narratora pierwszego szkicu Strzelnickiego jest podmiot liryczny Sonetów krymskich – podróżny podziwiający egzotyczny krajobraz  i pielgrzym zarazem. Szkice Kaukazu rozpoczynają się bezpośrednim nawiązaniem do Burzy Mickiewicza: „’Szczęśliwy, kto ma się z kim żegnać!’ powtórzyłem w myśli z poetą, kładąc nogę w strzemię”[XLIV]. Obecność Poety wyczuwalna jest i w dalszym ciągu tekstu.

            Bardzo osobistym tekstem (być może nie przeznaczony nawet do publikacji) jest list do przyjaciela Jana Załęskiego, przeżywającego kryzys egzystencjalny i twórczy. List ten to prawdziwe credo życiowe i literackie Strzelnickiego. Poeta stara się podnieść na duchu zgnębionego towarzysza zesłania, ukazując mu piękno przyrody Kaukazu, wartość poszukiwania nowych wrażeń wśród nieznanego świata. Podnosząc wzrok ku szczytom górskim pyta za psalmistą: „czymże jest człowiek”, by skarżył się na los swój. Potężni władcy i despoci, którzy zahaczyli w swych podbojach o Kaukaz –  jak Czyngis Chan, Tamerlan czy Aleksander Wielki –  przemijali, a góry wskazując niebo trwały. Pamiętały czasy biblijnego potopu; wierzono wszakże, iż na Elbrusie lub na Kazbeku osiadła arka Noego, stąd do nieba został wzięty prorok Eliasz. Tu przykuty do skał cierpiał Prometeusz.

            Bogactwo biblijnych, mitologicznych i historycznych skojarzeń oraz piękno natury pozwalało choć na chwilę zapomnieć o swoim losie. Wojciech Potocki, spoglądając na Morze Czarne, starożytny Euxyn, dumał:

            Biały żagiel, co się przesuwał powoli z daleka przed okiem, przypominał łódź Argonautów, nawy greckie, flotę Pompejusza, statek wiozący Owidiusza, żagle Wenecji i Genui […]; przebywałem wieki i zbierałem w jedno ognisko długi szereg zadziwiających przemian kolei ludzkich[XLV].

 

            Niejeden z zesłanych akademików dobrze znał koncepcje historiozoficzne, które wywodziły z Kaukazu protoplastów polskiej szlachty, Lazów – strażników tzw. Wrót Kaukaskich (Porta Sarmatica)[XLVI]. Wszakże – jak pisał Mickiewicz – „Kaukaz leży na wielkim gościńcu z Europy do Azji”[XLVII]. Dla wykształconych zesłańców świadomość, iż powracają (choć przymusowo) do źródeł ludzkości, kultury europejskiej i do kolebki narodu, była wielką pociechą. Pobudzała również wyobraźnię:

            Roiska plemion, co tymi strony kiedyś przemykały, jak mgła jakaś osiadły przede mną z całą dziką wielkością swoją, ze swoim stujęzycznym hałasem, rżeniem koni, chrzęstem nożów, strzał i rohatyn. Ścigałem je potem myślą, jak szły zaludniać nasze północne równiny, jak niektóre oddzieliły się na zachód, żeby odegrać nadane sobie od przeznaczenia role w owym pamiętnym dramacie, który z rąk potworu rzymskiego wytrącił nieprawnie posiadane berło świata[XLVIII].

 

            Strzelnickiego interesował także Kaukaz jemu współczesny. Konfrontował wiedzę książkową z tym, co sam widział. Irytował się na różnych znawców i piewców Wschodu za uogólnienia, uproszczenia, brak wiedzy: „niebo wschodnie, gościnność wschodnia, obyczaje wschodnie powtarzają się na każdej stronicy”[XLIX]. Był świadomy bogactwa rzeczywistości etnograficznej Kaukazu i ignorancji europejskich podróżnych, uważających się za znawców problematyki wschodniej. Sam uczył się miejscowych języków, by poznać w sposób wiarygodny kulturę przynajmniej niektórych narodów czy plemion wschodniego Kaukazu. Podzielał opinię Bestużewa Marlińskiego, że Europejczycy zwiedzający Kaukaz widzą wszystko świątecznie, a Azjaci są skryci
w swojej zwyczajności.

            Kto by chciał poznać ubiór Inguszanek, niech sobie dostanie książkę pana Klaprotha[L]; znajdzie w niej wiele malowniczych szczegółów, więcej niż ja znalazłem
w rzeczywistości. Damy tutejsze musiały się przygotować na przyjęcie tego dystyngowanego gościa […] nie bez poradzenia się dzienników paryskich. Ja, prosty podróżny, widziałem Inguszanki w ich zwyczajnym ubiorze, nie różniącym się od ubioru wszystkich kobiet północno-wschodniej gałęzi Kaukazu
[LI].

           

            Czytając Szkice Strzelnickiego warto pamiętać o tym, że pisarz kreśli obraz Kaukazu z nastawieniem polemicznym w stosunku do europejskich wyobrażeń
o romantycznym Wschodzie. Raczej prozaizuje, deheroizuje oglądaną rzeczywistość niż ją uwzniośla. Warto też odnotować, iż pisarz nigdzie nie wprowadza do swoich tekstów postaci Rosjan. To przemilczenie zdaje się być znaczące. 

 

            Władysław Strzelnicki jako człowiek i jako twórca jest bardzo wyrazistą, spójną osobowością, co nie przeszkadza odnajdywać w jego twórczości interesujących kontrastów. Pojmował swoją rolę pisarza jako wieszcza, który jak biblijni prorocy wskazuje „wysoki, ostatni cel […] wędrówki”, a jednocześnie (w zależności od przyjętej konwencji) wprowadzał humorystyczno-ironiczny dystans do swojej twórczości, tonację dehoroizującą. W jego postawie można zaobserwować konserwatyzm „wieszcza zadawniałego”, klasyczną dyscyplinę, a zarazem romantyczne pojmowanie literatury jako „serca narodu”.  Wyczuwa się w jego poezji miłość do swojej „małej ojczyzny”, położonej nad Dniestrem u stóp Miodoborów, a jednocześnie unikanie tęsknoty za nią i wpisywanie się w bardziej uniwersalny wzór kondycji człowieka – pielgrzyma.  Musiał posiadać sporą wiedzę dotyczącą Kaukazu, a w swoich Szkicach przedstawia się jako „prosty podróżny”, „obozowy literat”.

 


 

Bibliografia

 

Archiwalia:

1.      CDIAU (Centralne Państwowe Archiwum Historyczne Ukrainy w Kijowie), zesp. 470, inw. 1, vol. 173, k. 7-10 (Protokół przesłuchania W. Strzelnickiego przez komisję śledczą w Kijowie z 29 września 1838 r.).

2.      BPP (Biblioteka Polska w Paryżu) rkps 131 „Miscellanea poetyckie”  (m.in. rękopisy utworów Władysława Strzelnickiego).

3.      BJ (Biblioteka Jagiellońska), rkps 6479/IV, k. 472-473 (J. Strzelnicki do J.I. Kraszewskiego, Żytomierz 1859)

4.      RGWIA (Rosyjskie Państwowe Archiwum Wojskowo-Historyczne w Moskwie), zesp. 1, inw. 1, vol. 12076a, k. 166v-168; ibidem, vol. 12126, k. 25; ibidem, zesp. 395, inw. 292, vol. 51, k. 29.

 

 

Literatura podmiotowa:

1.      Dwaj uzdeni. Powieść kaukaska, Żytomierz 1860 (fragm. „Rocznik Literacki” 1846), w j. ros. w autorskim tłumaczeniu:  „Кавказ” 1846 nry18-21.

2.      Mahmudek. Powieść kaukaska. „Biblioteka Warszawska” 1847, t.1-2, wyd. osobno: Żytomierz 1860, w j. ros. w tłumaczeniu F.O. Konstantinowa: „Кавказ” 1848 nry 28-37.

3.      Новое передвижение народов, „Кавказ” 1846 nr 29.

4.      Очерки Тифлиса. Сцена III, „Кавказ” (Tyflis) 1849 nr 1.

5.      Poezje, Żytomierz 1860 (wcześniej poezje ogłaszał m.in. „Dziennik Narodowy” 1843, „Rocznik Literacki” 1844, „Athenaeum” 1845 z. 2, „Rubon” 1846 t. 7).

6.      Szkice Kaukazu, Żytomierz  1860 (fragm. „Rubon” 1849 t. 10)

7.      Księga wierszy polskich XIX wieku, zebrał J. Tuwim, oprac. J.W. Gomulicki, Warszawa 1954 (2 wyd. 1956), t. 2, s. 92-102.

 

Wybrana literatura przedmiotowa:

1.      Łada – Zabłocki T.,  List do R. Podbereskiego, Tyflis, 10 czerwca 1843 (fragm. ogł.  „Rocznik Literacki” 1849, t. 4, s. XI-XII).

2.      [Nekrologi:],  „Kawkaz” (Tyflis) 1846 nr 43; „Tygodnik Petersburski” 1847 nr 87; „Gwiazda” 1847, t. 2.

3.      Janiszewski L.,  Do Wydawcy Pamiętnika, „Pamiętnik Naukowo-Literacki” 1850, t. 2, z. 6, s. 115-127, przedr. jako: List o pracach literackich i naukowych na Kaukazie, „Czas” 1851, nry 203-205.

4.       Żywow M., Polscy poeci „kaukascy” (Materiały biograficzne), przeł. K. Heintsch, „Pamiętnik Literacki” 1959 z. 3/4.

5.      Inglot M.,  Polacy piszący na Kaukazie w pierwszej połowie XIX wieku. Materiały do zagadnienia, Pamiętnik Literacki” 1975 z. 2, s. 538-551.

6.      Садыхов M., Повесть В. Стжельницково „Махмудка”, [w:] Очерки русско-азербайджанско-польских литературных связей XIX века, Baku 1975, s. 118-127.

7.      Małek E.,  Proza polskich kaukazczyków wobec literatury rosyjskiej lat 30-40 wieku XIX, [w:] Języki i literatury wschodniosłowiańskie (Materiały Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej, Łódź 14-15 czerwca 1976), Łódź 1976, s. 133-141.

8.      Janion M.,  „Rozbitych harf niedomówiony dźwięk”, „Twórczość” 1986 nr 3, s. 73-87. 

9.      Chodubski A., Poeta wielkich nadziei. Władysław Strzelnicki, „Okolice” (Warszawa) 1988 nr 2, s. 79-84.

10.  Ossowska D.,  O poezji kaukaskiego wygnania, „Studia i Materiały WSP
w Olsztynie. Filologia Polska”, 1989 nr 10, s. 23-41.

11.  Прокофьева Д. С.,  „Кавказская группа” польских поэтов, [w:] eadem,  Струн вещих пламенные звуки, Moskwa 1990, s. 662-669.

12.  Филина M., Жизнь и деятельность ссыльних польских литературов в Грузии во втoрой трети XIX века,  [w:],  eadem,  Грузино-полские литерературны взаимосвязи XIX-XX веков, Tbilisi 1991, s. 58-85.

13.  Śliwowska W., Władysław Strzelnicki, [w:] eadem, Zesłańcy polscy w Imperium Rosyjskim w pierwszej połowie XIX wiek, Słownik biograficzny, Warszawa 1998, s. 577-578.

14.  Lijewska E., Szkice kaukaskie. O twórczości wygnańczej Władysława Strzelnickiego, Poznań 1998.

15.  Inglot M., Władysław Strzelnicki, [w:] Polski słownik biograficzny,  t. XLV, Warszawa-Kraków 2007-2008, s. 20-21.

16.  Filina M.,  Ossowska D.,  Losy Polaków na Kaukazie. Część I „Tbiliska grupa” polskich poetów zesłańczych,  Wydawnictwo „Uniwersal”, Tbilisi 2007 (tu obszerna antologia tekstów „kaukazczyków).

 


 

Nota o autorze

Dr Elżbieta Lijewska –  pracuje w Pracowni Dokumentacji Literackiej Instytutu Filologii Polskiej UAM. Pracę doktorską napisała pod kierunkiem prof. Zofii Trojanowiczowej: Szkice kaukaskie. O twórczości wygnańczej Władysława Strzelnickiego  (1996). Współautorka Kalendarza życia i twórczości Cypriana Norwida (2007). Zajmuje się regionalistyką literacką (m.in. wielkopolskim epizodem Adama Mickiewicza).

 

 

 

 


 

 

 

POEZYE

 

Władysława Strzelnickiego

 

 

 

 

 

 

ŻYTOMIERZ

Nakładem Józefa Strzelnickiego

1860

 

 

 

 

 

 

 

 

Pozwala się drukować, pod warunkiem złożenia w Komitecie Cenzury, po wydrukowaniu, prawem przepisanej liczby egzemplarzy.

Kijów, dnia 18 Maja 1S60 roku.

Cenzor Or. Nowicki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

w Drukarni A. Kwiatkowskiego i Kom. w Żytomierzu.

 


//5

SONETY

 

1

Gdyby’m jak zorza wszystkie mógł rozświecić

strony,

Na każdy kwiatek wieniec posyłać różowy,

Gdyby’m wolny jak słońca połysk brylantowy,

I jak on rozłamany w złotych tęcz miljony

 

Mógł się w każdego zdroju przezierać krysztale;

Ggdyby’m mógł jako arfy chwiejące się tony

Płynąć, powiewnym żaglem zefiru niesiony,

Na około harmonji rozlewając fale:-

 

Wtenczas by’m się z krainy wiecznej mgły i cienia,

Gdzie jak błyski w obłoku błądzą myśli moje,

Choć jednym ich promieniem w nieba wzniósł

podwoje,

 

Otwarte talizmanem twojego spojrzenia.....

Ile łez w mej źrenicy, ile gwiazd na niebie.

Tyle pieśni z mej duszy wysnułby'm dla ciebie.—

 

//6

2

 

Milczą hymny godowe, — naddniestrzańskie skały

Przybysz z mroźnej krainy dziki wiatr potrąca,

Niekiedy mu zawtórzy pieśń obłędna, drżąca,
Bezsilny oddźwięk tonów co już uleciały.—

 

Uleciały jak mara, jak gwiazda błądząca—

0! tony uleciały, lecz słowa zostały,

I w serca się złotemi głoskami wpisały,

I w myśli gorą jasno jak iskra płonąca.

 

Milczą hymny godowe! — cóż zaśpiewam tobie?

Mamże rozbudzić widma co usnęły w grobie,

Łzą wilżyć kwiat przeszłości? — Tęskne dumy moje

 

Są jak pieśni żałobne — żywy nie usłucha,

A w umarłym nie wskrzeszą zagasłego ducha.

Czyliż zdolne tem echem odbrzmieć serce twoje?

 

//7

3

Do J… Z…..wskiego[2],

który chciał mojego Pegaza kierować na pole historyi.

 

Gdy po raz pierwszy ze wschodu pościeli

Mrugnie jutrzenka złotemi oczami,

Raz pierwszy złotym promykiem wystrzeli

Na kwiat - niemowlę , zawity listkami, —

                

Spójrz na ten kwiatek! — ledwie się ośmieli,

Rumieniec, rosy zalany perłami,

Które ssie zefir drzącemi ustami

Odkryć spójrzeniom kwiatów - przyjacieli.

 

Ten skromny kwiatek, to mój obraz żywy,

A ty, mą sławę widzieć niecierpliwy,

Chcesz mój lot w górne skierować obłoki!

 

Próżno! przeszłości widnokręg szeroki

Rzewni mą duszę, łzy z oczu wyciska,

Lecz niedobędzie iskier z jej ogniska. —

 

//8

4

W imionniku Olimpii K......

 

O błogo pączku róży, błogo ci na ziemi,

Gdy w poranku dni twoich gałązka zielona

Opiekuńcze nad tobą roztoczy ramiona,

I kolebkę okryje listkami świeżemi,—

 

I od skwarnych promieni, od burzy zasłoni.

O błogo pączku róży, błogo ci na ziemi,

Gdy cię wietrzyk usypia piosnkami cichemi,

I całunkiem ociera perłę twojej skroni.—

 

Ach! szczęśliwy ten słowik, co w wiosennej dobie

Ranną piosnkę wymarzył i odśpiewał tobie!

Ale gdy letnie słońce dolinę oświeci,

 

Kiedy piosnki ucichną i śpiewak odleci,

Niezapomnij tych dźwięków, niezapomnij miła

Co ubóstwiły ciebie, kiedy’ś pączkiem była.—

 

//9

GRECYA

 

Potomnych wieków uwielbieniem zdobna,

Już w kolebce przeszłości śpi Hellas nadobna:

Lecz promień myśli wysnuty z jej łona,

Jak słup ognisty, co śród dzikiej puszczy

Drogę Hebreów rozpromieniał tłuszczy,

Blaskiem słońca rozświeca następne plemiona.—

Niezwiędłe uczuć kwiaty wzrosłe na jej błoni,

Jako gwiazdy na niebios migocące skroni

W zamęcie wieków świeżym, blaskiem płoną.—

* * *

Świętokradzka dłoń czasu zatarła imiona,

Wyryte dłonią twoich mistrzów na marmurze,

Twe świątynie, posągi, rozwinęły burze,

Lecz, o Grecyo! ku tobie zwracam myśl zdumioną,

Do ciebie leci serce pełne uwielbienia,

I myśl moja, me serce w nieśmiertelność wierzy.—

* * *

Jak łódź co w dobie zniszczenia

Świętą rodzinę wzniosła nad otchłanie,

Tak z twą rodziną wieszczów, mędrców i rycerzy

U kresu wieków łódź twej sławy stanie.—

//10

Oddalony

(dumka)

 

Szumi jesień, — w stepie głucho,

W stepie zwiędnął kwiat wiośniany.

Wiatr gałązkę zrywa suchą

I gdzieś pędzi w kraj nieznany—

Noc zwiesiła mgły oponę

Nad nurtami Dnieprowemi,

Za nią gwiazdy oddalone

Lśnią oczyma niejasnemi.

Nagle—jakiż świst ponury?

Ach! to orzeł mgłę przecina!

Dokąd, orle modropióry,

Jaka wzywa cię kraina?

Poco krążysz nad mą głową,

 Może mi z zachodniej strony

Ukłon, lub pociechy słowo

Niesiesz ptaku ulubiony?

I zataczam wzrok do koła......

Darmo, już utonął w niebie!

O latawcze! nigdyż ciebie

Tęskne serce nieprzywoła?

Gdy mi na przyjaznej fali,

Ranek cichych dni upływał,

Ja’m twój polot ujrzał w dali,

I stęskniony ciebie’m wzywał.—

//11

Ty’ś się zgubił nieścigniony,

U blizkiego chmur manowca,

Z tobą złote sny wędrowca,

Z tobą świat mój wymarzony! —

 

 

Na imieniny Emilii P.

 

Dzisiaj imieniny twoje

Ziemski globus celebruje,

Więc ci każdy powie swoje,

Co tam myśli, albo czuje. —

Może afekt z jakiej strony,

Co jak iskra tlał w popiele,

Tą okazyą ośmielony

W wynurzenia się rozśmiele.—

Co mi za to, gdy wywróżę? —

Bo wiązanie takiej treści,

Mam nadzieję że ci może

Mile w uchu zaszeleści.—

Lecz gdy razić mają uszy

Wypłowiałe tylko frazy,

Czcze, bez myśli, i bez duszy,

Powtórzone tysiąc razy,

Więc znudzona i ze złości

Słuchaj co ci będę życzył,

Wszakże w marzeń twych skrytości

Ja’m się dobrze wtajemniczył.—

//12

Czego twe serduszko łaknie,

Kędy się myśl twoja, błąka,

Wszystko muza ma wybłąka

Słów jej pewnie niezabraknie.—

Na tem morzu bez przystani

Samej nudno i niemiło!

A co, zgadłem ? czy się pani

Nigdy o tem nieprzyśniło?

Że współżeglarz jaki taki,

Coby w jedne płynął szlaki,

I jej łódkę miał na pieczy,

Był by wcale nie od rzeczy?

Więc oracyi mej osnowa,

Niechaj będzie Bogu chwała,

Do połowy już gotowa.—

Niech pomyślę — będzie cała.—

Chociaż to na bożym świecie,

Koczkodanów jest bez miary,

Długo’m musiał myślić przecie

Jakiej tobie życzyć pary.—

W myślach moich, wyznam szczerze,

Jak na rynku było szumnie,

Różni się cisnęli tłumnie

Eleganci i żołnierze.—

Gospodarze i uczeni,

I artyści co się zowie,

I brodiahy[3] i panowie

Przez heroldyą utwierdzeni.

//13

Wreszcie odpędziłem zgraję

Myśląc sobie: co mi potem,

Jaką rolę kto udaje

Jakim biedę kuje młotem.—

Jakim kuje, takim kuje,

Czy w dostatku, czy o głodzie,

Ja się o to niefrasuję,

U mnie wszystko na urodzie.—

Lecz tu znowu sęk nielada:

Różne w świecie obyczaje,

Tym rumiana, owym blada

Twarz piękniejszą, się wydaje.—

Co tu wybrać?....gdy się męczę,

Na myśl przyszła mi osoba,

Że w gust trafię, za to ręczę,

Pewny’m że ci się podoba.—

Choć to wieczna zgoda święcie

Ślubuje się u ołtarza,

Lecz w małżeńskim sakramencie

Czasem różnie się wydarza. —

Dni cukrowe gdy przeminą,

Kiedy nektar się wyszumi,

Któż to tego nierozumie,

Ze i fusy na wierzch spłyną.—

Ja’m nie prorok, chowaj Boże!

Lecz przypuśćmy, — bo kto zgadnie ,

Co też kiedyś tam wypadnie?

Wszak na świecie jak na dworze,

//14

Złote dni gdy przejdą rączo

Może czasem w złej godzinie,

Rączki pani się zaplączą

W jegomościnej czuprynie....

Ach! na rany Chrystusowe,

Żałowałbym adonisa !

By ocalić biedną głowę

Niech jak kułak będzie łysa. —

Łysa głowa mędrca znaczy,

Mędrzec widzi zbyt daleko

Jednem okiem dość zobaczy,

Drugie niech ma pod powieką.—

Trudno dziś przysięgom wierzyć

 Rzadka wierność przy urodzie;

Więc by niechciał ząbków szczerzyć

Dość niech jeden ma na przodzie.—

Przy tem wszystkiem to rzecz główna,

Że prostaków pełno wszędzie —

U twojego niech niebędzie

Jedna noga drugiej równa.—

By sąsiadki zazdrościły

Niech przed niemi się twój miły,

Dużym garbem oszańcuje—

Tem życzenia konkluduję.—

//15

Do smutnego przyjaciela

 

Któż mi to da, abych był jako dawnych miesiąców.

Księga, Joba.

 

Gdzie bluszcz twój, o pielgrzymie! gdzie twój

bluszcz zielony?

Gdzie twoja gwiazda, gwiazda twoja złota?

Pewnie ciemne twe niebo, i kres oddalony,

I cierń na pustej drodze żywota....

Pewnie siły stargałeś,— bo blade masz lica,

I słabo, i powolnie bije serce twoje,

I krwią zabiegła źrenica.—

Może świat ten szeroki, jak zmącone zdroje.

Widziadeł twego serca odbić niewydała.—

I tego tęsknisz? — Czy widmo anioła,

Co’ś wykołysał na marzeń obłoku,

Dalekie, nieschwytane, jak księżyc w pomroku,

Nie spływa na twe łono w widomej postaci

I tego tęsknisz?......

* * *

O! niepłacz samotniku! szczęśliwość tej ziemi

Krwią Chrystus okupował,— czyż się łzą opłaci?

We łzach, potęga duszy twojej się zatopi,

Nadzieja zmięknie, celu nie wytropi.—

O! niepłacz, samotniku! niech czyny świętemi

Brzemienne czucie tajemnie wre w duszy,

Jak wulkan, póki ziemnej zapory nieskruszy.—

//16

Bo gdy się we łzach rozpłynie—

Zmaleje i zmarnieje, i bez czasu zginie,

Jak chmura w deszcz rozlana, i niewyda płodu!

* * *

O! niepłacz, samotniku! łza na głaz upadnie,

A chodź głaz użyzniony wyda gałąź drogą,

Nadejdzie Faryzeusz,— źródła nieodgadnie,

Spójrzy na gałąź-i potrąci nogą.—

* * *

Błogi kto bez wyrzekania,

Dotrwał na ścieżce cierpkiego zawodu!

I rychlej troska z serca mu odleci

I jaśniej słońce u celu zaświeci.—

* * *

Spójrz! dzisiaj zima te pola osłania,

Tak głucho, tak posępnie kędy spójrzysz okiem,

Ni gwiazdy, ani chmurki na niebie, szerokiem,

Ni kwiatka, ani chwastu na szerokiej błoni.—

Gdzie niegdzie tylko z pod śniegów topieli,

Samotny skielet burzanu wystrzeli,

Rzekłbyś, mieszkaniec podziemnej ustroni

Ze śmiertelnego dobył się powicia,

By ujrzeć strony gdzie błądził za życia;

Lecz gdy go słońce olśni, wiosna rozweseli,

Ileż życia zakwitnie na skieletu skroni!—

 

Kijów, 1838.

//17

Do Ignacego B......

 

Tam gdzie Dniestru błyszczą zdroje,        

Kwieciem wdzięczy się dolina,

Tam latają myśli twoje,

Tam mieszka twoja dziewczyna.—

Śliczna, jak majowa róża,

Czysta jak aniołek w niebie;

Łzą zwilżone oczki zmruża....

Ta łza, bracie!...... nie dla ciebie!

Cóż dziwnego że łzy roni,

Kiedy serce jej w żałobie;

Białą chustką twarz osłoni,

I duma...lecz nie o tobie.—

Jakże miły sen anioła!

Płyną słodkich marzeń roje....

Ciszej! przez sen kogoś woła ....

Czyjeż imie?....oj nie twoje!

 

 

Do wielkiego Poety

J...  S—go[4]

 

Czemże cierpień są koleje,

Czem są losu huragany?

Słodki balsam wnet rozleje

Na bolesne serca rany

Duszy twojej pieśń.—

//18

Jak głos dzwonu, co rozprasza

Z czoła niebios chmur zawoje,

Niech tak brzmią piosenki twoje,

A jutrzenka błyśnie nasza

Wyjaśniona znów.—

Cześć i chwała słowikowi!

Ty'ś słowikiem, Jasiu miły,

Śpiewaj tylko! my gotowi

Słuchać cię ze wszystkiej siły

Byle’ś śpiewał nam.—

Gdy pociechy oddźwięk słaby

Z twej nam lutni zaszeleści,

Cóż mój bracie! my nie baby

Śmiać się będziem śród boleści,

Taka pieśni moc.—

Gdy wspomnienia twe załechce

Wdzięk Justysi twej uroczy,

Gdy jak zefir igrać zechce

Ze splotami jej warkoczy

Drząca piosnka twa.—

Nasze serca nie zestali!

I w słuchaczów zaraz łonie

Namiętności żar zapłonie

I tam dalej, i tam dalej

Reszty domyśl się.—

//19

Gdyby który z przyjacieli

Chciał ten srogi świat porzucić,

Ty mu wtenczas racz zanócić,

Pewnie go twa rozweseli

Przy skonaniu pieśń. —

 

 

Róża

 

Póki się zorza krasi złotem swych promieni,

Dopóki rosy zdroje pijesz z jej kielicha,

Jak się mile, o różo! twe lice rumieni,

Darząc woniami wietrzyk co do ciebie wzdycha;

Niczem słońce wiosenne, niczem blask jutrzenki,

Piękniej nad nie, królowo! jaśnieją twe wdzięki.—

 

Ale ty niepostrzegasz szczęściem omamiona,

Jak poranek ulata, jak wiosna ulata,

Jak groźna przyszłość nagie wyciąga ramiona

By zwarzyć skronie twoje upałami lata,

Wyssać wonie z twych piersi — by z wiatrem jesieni

 Rozkoszne listki twoje rozwiać po przestrzeni. —

 

Tą wróżbą różę straszyłem wesołą,

Co się wstydliwie pod jaźminem kryła —

Ona ze smutkiem rubinowe czoło

Do kochanego narcyzu schyliła

//20

I cóś mówiła, słyszałem jej słowa:

Luby! przy tobie jam umrzeć gotowa.

Ale gdy upał lata moją postać zmieni,

Niech sig dawny jej obraz w twej pamięci schroni,

Gdy me listki rozwieje dziki wiatr jesieni,

Jeden listek zatrzymaj na swej białej skroni.—

 

 

Królowa Balu

 

Patrzaj, jak mile

Płyną im chwile,

Bóstwo harmonji gości w tej sali;

Po niej wesoło

Tancerzy koło

Pływa, jak łodzie po morskiej fali.-

Jak w maju ranek

Lica niebianek,

Jak w maju niebo śliczne ich oczy;

Lecz krasą lica,

Anioł-dziewica,

Królowa balu wszystkie zamroczy.—

Gdy się zbliżyła

Tancerka miła,

Ucichły gwary w biesiadnem kole,

Roskosz w jej tchnieniu,

Szczęście w spojrzeniu

Duma zwyciężcy widna na czole.—

//21

Szmer się rozlega

Salę przebiega,

Garnie się wkoło rzesza zdumiona;

W niejednem łonie

Miłość już płonie

Lecz któż z całego milszy jej grona?

Próżno się biedzi,

Każdy z gawiedzi,

Jakby pokonać współwielbicieli,

Bo spójrzeniami

I uśmiechami

Bogini wszystkich po równi dzieli.—

Baw się, aniele!

Niechaj wesele,

Gości w twej duszy, gdy milczy dusza,

Gdy słaby wątek

Dawnych pamiątek

Pustego serca już nieporusza.

Gdy do mogiły

Zwłoki wstąpiły

A duch swobodny zniknął bez wieści;

Wtedy cierpienia,

Wtedy westchnienia,

Wtedy właściwsza szata boleści. —

Szkoda łzy jednej

Dla mary biednej

Co pogrzebiona jeszcze za życia. —

//22

Więc, mój aniele!

Niechaj wesele

Pustego serca przysporzy bicia. —

Lecz ach! dla Boga,

Cóż to za trwoga

Przerywa tańce w środku biesiady?

W godowem kole

Z wzgardą na czole

Z śmiercią w spojrzeniu stanął gość blady.

Stójcie! zawoła,

Niech wzrok anioła

I potępieńca spotka źrenicę;

Czegoś się miła

Tak zatrwożyła?

Czego ze zgrozą odwracasz lice?

W milczeniu głuchem

Wstrząsnął łańcuchem,

Serca tóm echem dziko zabrzmiały;

Balu królowej

Jako hołd nowy

Upadł pod nogi pierścionek mały. —

//23

Tęsknota

Porzućmy tę ziemię!

St. Winnicki[5]

 

Bije godzina , — a z tą godziną

Zwiędnie mych uczuć najmilszy kwiat,

Bo zgonem każda z tych chwil co płyną,

A przyszła nowy gotuje zgon.—

 

Ja niezabudkę uszczknę z tej błoni

Gdzie krótki życia przespałem świt,

Pierś ma ostatnią piosnkę wyroni,

I pójdę, pójdę w weselszy kraj.—

 

I cichy, stanę po długim biegu,

Ciższy niż fali wieczorny szmer,

Kiedy się drząca tuli do brzegu,

Stanę gdzie Boga wznosi się tron.—

 

Powiem Mu: Ojcze! źle mi na świecie,

Dni moje ziemskie gorzki to dar,

Ty’ś taki dobry, pocóż twe dziecię

Tak wiele rzewnych wylewa łez?

 

Wszak już oddawna, duszy, mej gońca,

Tęskną do Ciebie posyłam myśl,

Z księgą mych cierpień, — jako do słońca

Fontanna lśniący posyła zdrój.—

//24

Jak ona drobnych pereł milionem

Spada, by nowy podsycić wzlot,

I ja spadałem,— w sercu zwiedzionem

Gościł niekiedy błędny ten świat.—

 

Przebacz! bo jako świt porankowy,

Obraz twój w duszy zaświtał znów,

Przebacz lub ukarz,— ja’m znieść gotowy,

Lecz tamtych więzów niewracaj mi.—

 

Tak będę modlił, —Bóg się użali,

Ziemio! na wieki pożegnam cię,

Pożegnam ciebie sercem ze stali......

Weź na pamiątkę sobie mój proch.—

 

Ciebie nie żegnam, drogi mój kwiecie!

Ty przesadzony z rajskich tu niw,

Gdy zwiędniesz na tym niemiłym święcie

Wolniej i milej zakwitniesz tam.—

 

Gdy ja odlecę,— tutaj na błoni,

Wiosna uśmiechem powita cię,

Słowik swej miłej, piosnkę zadzwoni,

Echem wtórzącem ozwie się gaj.—

 

Ale niebędzie już tego dźwięku

Któremu serce wtórzyło twe!

Ty, smutna, lica złożysz na ręku,

I powiesz myślą: gdzież śpiewak mój?

//25

Wtedy łza moja gwiazdą na niebie,

Pieśń moja będzie harmonją sfer,

Lecz ja zaśpiewam znowu dla ciebie,

Zaśpiewani tobie pamiątek pieśń —

 

I do snu serce twe ukołyszę,

A kiedy ze snu przebudzisz się,

Ujrzysz dokoła rajskie zacisze

Przy sobie ujrzysz niebianów chór.—

 

Tam wiecznie razem w wieczystym maju.

Wiecznie dla siebie będziemy żyć—

I znów fijołkiem mojego raju,

Znowu aniołem mym będziesz tam!

 

Skowronek

 

I

 

Nad łąki strojne kwiatów tkaniną,

W krainie złotej jutrzenki,

Jak strumień cichy, daleki, płyną

Jakieś uroczyste dźwięki. —

 

Czy aniół wiosny, gdy czystem tchnieniem

Z śniegu pootrząsał kwiaty,

Swe dzieło Bogu oznajmia pieniem

W wyższe odlatując światy. —

//26

Może mu tęskno rzucać te strony

Że smutne piosenki roni;

Coraz głos słabiej pływa zemdlony

W powietrza dalekiej toni.—

 

I jak sen błogi,— ostatnie dźwięki,

W oddali skonały głucho,—

Lecz choć skonały, — miłej piosenki

Jeszcze słuchało me ucho.—

 

Spojrzałem w górę, —myślą dogonię,

Lub okiem dogonię może,

Pogodne niebo rumieńcem płonie

Wesołą witając zorzę. —

 

Księżyc pobladł, — i rzucał wejrzenie

Pogardzonego kochanka,

I zatęsknił, że jego promienie

Gasną przed gwiazdą poranka.—

 

A jaka cisza w tych swiatach bez końca!

Słyszę jak wietrzyk swawoli,

Jak rosa z listków zsuwa się drząca

W dalekim gaju topoli.—

 

Może przyroda modły niememi

Wita cię, chwilo wesela!

Może słucha, czy zabrzmi z nad ziemi

Dzienny rozkaz Stworzyciela.—

//27

Kiedyż, śpiewaku, twa dumka spłynie

Znowu z nieścigłej oddali?

Jak mała koncha w morza głębinie

Ty’ś zniknął w powietrza fali!

* * *

Skowronku'! rzekłem wtedy zdziwiony,

Czy wiosna nie miła tobie,

Że gdzieś w nieznane odlatasz strony

Że ją zostawiasz w żałobie?

 

Spojrzyj na dół,— tu krawędź strumienia

Wieńczą różnolice kwiatki,

Tu fijołek wyziera z pod cienia,

Tu niezabudki, bławatki.—

 

Tu róża płonie ogniem korali,

Patrz jak cię nęci do siebie,

Na jej się licu łezka krysztali,

Ten ogień,— ta łza, dla ciebie!

On.

Miła mi wiosna, i kwiatek miły,

Kwiatek ze łzawem wejrzeniem,

Miła dolina, którą okryły

Zielone gaje swym cieniem.—

 

Lecz te łzy lotne zwieją motyle,

Lub jedno zefiru tchnienie,

Ten ogień zgaszą roskoszy chwile,

Lub południowe promienie.—

//28

A tu i słońca połysk jaśniejszy

Na moje skrzydełka spływa,

Tu wiosny urok stokroć piękniejszy

W oddali mgła przyodziewa. —

 

Tu się zanurzam w światła kąpieli,

Eteru oddycham tchnieniem,

Tu mię  jutrzenka z rannej pościeli

Najpierwszym wita promieniem.

 

Promień przynosi z rodzinnej strony

Gdy mię  ogarnie tęsknota,

Wierny obrazek z niej odstrzelony

W wianku purpury i złota.—

 

Kijów, 1838.

 

 

 

Skowronek

 

II

 

Sennem okiem, nierozwity

Ode wschodu mrugnął dzionek,

I wyleciał już skowronek

Z powitaniem pod błękity.—

Tam siał światów orszak cały

W niebios posłuchalnej sali;

One ze wschodowej dali

Króla światów wyglądały.—

//29

Jakże lekko, jakże miło,

Wzlecieć strzałą nad równiny,

Gdy zamglone tło niziny

Ginie, jakby się prześniło.—

A gdy nizin tło zaginie,

Jakże miło, tam! wysoko

W zaiskrzonej gwiazd drużynie

 Zalśnić gwiazdą jasnooką.—

W lot skowronku, w lot za niemi,

Stąd nie widne goń światełka,

Nie dla ziemi twe skrzydełka,

Twoje piosnki nie dla ziemi.—

Już się ślizga po lazurze......

Niebios droga jasna, czysta,

W koło cisza — tylko w górze

Płynie chmurka przezroczysta.—

Ode wschodu, zapłoniony

Ranek lica jej całował;

I jak wiankiem z każdej strony

Złotem brzegi umalował.—

Lecz z jej łona, — lecz z jej głębi

Gdy rozwinie szare zwoje,

Nigdyż grom sig nie wykłębi?

Tylkoż rosy padną zdroje?

Zleć, skowronku! tu, ku ziemi,

Do spokojtlej zleć ustroni,

Krzew rodzinny cię osłoni

Gałązkami zielonemi.—

//30

Już zapóźno, — z siwej chmury

Potok błysków się rozlewał,

I skowronek ciemno - pióry

Rannej piosnki niedośpiewał.—

Wicher ujął go skrzydłami,

Na dalekie zniósł pustynie;

Pod cudzemi niebiosami,

Jakże smutno tam ptaszynie!

 

Szemacha[6], 15 czerwca 1839.

 

 

 

Piosnka

 

W dniach tęsknoty i niedoli

Gdy dni milsze się przeżyło,

O przyszłości śnić niemiło,

I wspominać serce boli.—

Wszystkoż z sobą już na wieki

Uniósł mój poranek złoty,

Bratnie koło, uciech steki

I kochanki mej pieszczoty?

Wszystko! tylko wspomnień wątek

W duszy brzmi jak głos z pod ziemi,

Póki łez mych i pamiątek

Głucha przyszłość nieoniemi.—

Ach! jak dobrze mą krainę

Widzę w myśli, widzę w sercu,

I te zdrojów wstęgi sine

Na zielonym pól kobiercu...

//31

Tam sig po Dniestrowej fali

Slizga blady cień księżyca;

Zorza barwą, tam korali

Miodoboru szczyt rozświeca. —

Tam głos w górach zabłąkany

Wędrownika z dum ocuci:

„Gdzież się podział mój kochany,

„Kiedyż wróci, kiedy wróci?”

Niepowrócę moja miła,

Niepowrócę przyjaciele,

Obca dłoń mi grób wyściele

Obca skryje mię mogiła. —

 

Szemacha, 20 czerwca 1839.

 

 

 

Życzenia

(Melodja)

 

Gdyby’m w nagrodę za me łzy i straty,

Czarę cierpienia do dna gdy wychylę,

Mógł unieść głowę obciążoną, laty,

Unieść i złożyć w ojców mych mogile. —

Po dniu burzliwym u śmierci noclegu,

Jakąż modlitwą wielbiłby’m cię, Boże?

Modlitwą majtka co pożegnał morze,

Bo mu lżej  umrzeć na rodzinnym brzegu. —

//32

Ale w mem sercu nadziei tak mato,

Ale tak smutno, gorzko na tym świecie!...

Niechby z latami serce zestarzało,

By’m nieczuł, aby’m niepłakał jak dziecię.—

Lecz nie! niech raczej zostaną cierpienia!

Kiedy do kresu dni moje dopłyną,

W chwili przedgrobnej westchnę za rodziną,

Dusza tam wzleci na skrzydle westchnienia.

 

Szemacha, 29 czerwca 1839.

 

 

Do Tadeusza Łady-Zabłockiego[7]

 

Mój Tadeuszu! donieś mi przecie

Co u was słychać na wielkim świecie,

Jak zdrowie służy, jak się powodzi?

Ile twa lutnia wydała tonów,

Ile’ś dla serca uzbierał plonów,

Myśl twa na jakiej żegluje łodzi?

Czy zarzuciwszy marności świata,

Jak górny orzeł błąka się w chmurze

I nad drzemiący Kazbek[8] wylata?

Czy na ponętne Gruzyi róże,

Spada jak w maju poranna rosa?

Czyli jak tęcza, wieszczka pogody

Jasnym półkręgiem złoci niebiosa,

I tonie w falach rodzinnej wody?

//33

Może lat starych przetrząsa dzieje,

Lub w rozumowań wikła się matni?

Wszystkie swej myśli opisz koleje,

Bo o nich milczy list twój ostatni.—

O! tobie z górnych sfer ideału

Źródła pociechy płyną obficie!

Ledwie w wieszczego chwili zapału,

Drząca piosenka, tęsknoty dziecię,

Wydrze się z piersi twej poniewoli.

Wnet cię drużyna braci okoli,

By chwytać duszą ulotne tony,

Miłe, jak echa, z rodzinnej strony.

Szczęśliwy rolnik, co mógł zasiewać

Własne swe ziarnka na własnej ziemi:

Szczęśliwy śpiewak, co mógł zaśpiewać

Swoim językiem między swojemi! —

Mnie samotnemu, los zawsze srogi

I tej pociechy niechiał nadarzyć,

Zarzucił w puste, głuche odłogi,

Niedał co kochać, ni o czem marzyć.

Nie niesie ulgi sercu sierocie,

Echo spółczucia, łezka przyjaźni....

Tak polot uczuć, sen wyobraźni

W niepodzielonej ginie tęsknocie,

Tak ginie wszystko, o czem się śniło

Czem myśli żyły, czem serce biło! —

 

Szemacha, 1840.

 

//34

Do…

posyłając mu wiersze napisane w 1841 roku.

 

Kiedym Gruzyi żegnał stolicę.

Posłuszny losom co mię strącały

Na gorzki zawód bojów bez chwały

W głuche, bezdrożne, gdzieś okolice.

Wymogłeś na mnie w rozstania dobie,

Aby'm wrażenia moich wędrówek,

Jak jeńców z wojny odsyłał tobie,

W podwójnych pętach miar i końcówek.

Pędzony w zagon obcy. daleki,

Z ostatniem żegnam, łzą nie ostatnią,

Dzieląc uściskiem drużynę bratnią.

Jakiejże proźbie odmówi człowiek?

Chociaż mi głosu niedostawało,

By wyrzec: "zgoda" odpowiedź całą

Mogłeś wyczytać z wilgotnych powiek.—

Ale, mój drogi! w tym smutnym czasie

Gdy przeciwieństwa tłumione burzą.

Myślom, uczuciom słowa niewtórzą.

Ja'm bardzo rzadki gość na Parnasie[9].—

 Straszno dziś piąć się na te wyżyny.

Slady zawiane, a droga ślizka!

Dziś me natchnienie, jak płomyk siny

Co się z dymnego pogorzeliska

Wzniesie na chwilę i wnet zagaśnie.

//35

Długim, opartym zlewany deszczem,

Potem znów mignie.... otóż tak właśnie

Niezdolny światłem iskrzyć się wieszczem

Migoce w duszy tajny mój płomień.—

Ledwie łzą czucia zajdzie źrenica,

Na czole błyśnie zachwytu promień

I wnet powraca łza samotnica

Do swego źródła, — by oko suche

Umiało kłamać,— a trzeba kłamać,

Nieraz grę twarzy stokroć przełamać.

Lub udać serce głupie i głuche;

I promień wraca. — bo czoło ciemne

Jak kamienistej powierzchnia roli

Co kryje w sobie skarby tajemne,

Nieda ich odkryć, — wziąść niepozwoli. —

Z takim zapasem kłamstwa, udania,

Zbiegam ja dzisiaj świata obszary,

Bo i przede mną świat ten zasłania,

Swoje bogactwa i swoje czary.—

Nieznając szczęścia pielgrzym ubogi.

Gdy innych widzę w szczęśliwszej doli,

Sam niewyrzekam na los złowrogi,

Choć serce boli, milczę że boli—

Bo czyż mi ulżą skargi i żale,

Czy mi współczucia łezkę przyniosą?

Milczę i patrzę dokąd mię niosą

Rudlem ni wiosłem nietknięte fale.—

//36

Oto bez rosy i bez promienia

Pierzchnął mój ranek jak gdyby we snie,

I uniosł z sobą, uniosł tak wcześnie,

Co było we mnie ognia, natchnienia.....     

Niech że dzień chmurny przyśpiesza biegu,

Niech pożądany wieczór nadchodzi,

Aby m co rychlej już do noclegu

Na skołatanej dopłynął łodzi.—

Umrzeć, o! umrzeć!......

                                                                 Lecz któż mi powie,

Gdy z ziemi zniknę gdzie się podzieję,

To, co tu miałem w ziemskiej budowie,

Zostawięż miłość, wiarę, nadzieję,

Jedyne skarby, duszy dobytek?

Jeśli zostawię, pocóż mię niemi

Bóg zaopatrzył na drogę ziemi,

Jakiż z nich mogłem zrobić użytek?

Dusza tęskniła, serce marzyło,

Zakres się pragnień szerzył i szerzył.....

Na czem że koniec? takiż zamierzył

Stwórca nam koniec?...  o! za mogiłą

Będę posiadał, kochał i wierzył.—

Ty'ś jednak żądał ode mnie wrażeń,

Ile przedmiotów w mętnym potoku,

Ile się w nocy odbija mroku

Tyle i we mnie. — Z codziennych marzeń

Co mi się cisną w serce i głowę,

Wrażenia migną na tkance myśli,

//37

Lecz każde jutro przyniesie nowe,

I z wątłej tkanki stare wykreśli.—

        Jakto, zawołasz, nigdyż w naturze

Niepodsłuchałeś jednego głosu,

Coby zagłuszyć mógł życia burze,

I jak świt twórczy w ciemni chaosu,

Olśnić twe myśli blaskiem natchnienia?

Nigdyż się żadna widniejsza_ postać,

Z tylu postaci w kole stworzenia,

Niemoże cało w duszy twej ostać?...

Na te zagadki, słuchaj co’ć powie

Wędrowna muza. — Te kilka plonów

Jakie z Czeczeńskich tobie zagonów,

Niosę, pamiętny o danem słowie,

Niechaj ci duszę mą wytłumaczą.—

Różne w tych czasach zbiegając strony,

Wszędzie’m ja nosił lutnię tułaczą,

I na niejedne przestrajał tony—

Ale ach! dzisiaj dawne zapały,

W posępnych pieśniach moich, jak we mnie

Znaleść spodziewał'byś się daremnie.—

Znajdziesz w nich serca zarys nieśmiały,

Niedomówione nadzieje, żale,

Marzenia mgliste, jak dni zimowe,

Czasem półhymnu piękności, chwałę,

A wszystko głuche, senne, jałowe.—

Ty, dla którego stoją otworem,

Umysłowego skarbnice ruchu,

//38

Ty, który ściągasz długim taborem,

Książki, książeczki w najnowszym duchu

Rozlicznych kształtów, ceny, i treści,

Któremu gazet ogromne pliki,

Orędowniki i Tygodniki

Coraz to świeższe przynoszą wieści:

Że gdzieś tam nowy meteor mignął

Na horyzoncie literatury,

Że któś tam upadł, inny prześcignął

Śmiałym polotem góry i chmury,

Że utonęła w czasów potoku

Nie jedna wziętość, zasługa, chwała,

Bo teraz ludzkość myśleć przestała

Tak, jak myślała — przeszłego roku;

Ty opływając w takie bogactwa

Prozy, poezyi odzianej w szaty

Współczesnej mody, nowej oświaty,

Czy sierocego datek tułactwa,

Na starą nótę składane pienia

(Co ci przynoszę ku twej zabawie,

Ja nieświadomy wieku dążenia,

Wieszcz zadawniały)—przyjmiesz łaskawie?..

 

Chodżały w Karabachu[10], 1842.

 

//39

Aniół-Stróż

 

Gdy dzikiej boleści skrwawione nadmiarem

Zapomni me serce o Bogu i niebie,

A rozpacz w niem wróżbą o blizkim pogrzebie

Jak puszczyk w zwalisku odzywa się starem.—

 

Wnet z krain dalekich przez sine przestworza,

Przypływa mój Anioł na łodzi z obłoku,

I staje przedemną promienny jak zorza

A żałość na licu i łzę ma na oku.—

 

Olśniony, przejęty widzenia urokiem,

Bluźniercze me skargi na dolę zdradziecką,

Domawiam modlitwą i cichy jak dziecko,

Uginam kolana przed losu wyrokiem.—

 

Raz sercu mojemu w samotnej ustroni,

Już sztylet niósł ulgę zbrodniczą, podziemną,

Lecz Aniół przypłynął i stanął przedemną

A lekarz mój zadrzał i wypadł mi z dłoni.—

 

Za ciemnią przyszłości, o duchu widomy!

Ty świecisz mi jasno, jak promień na wzgórzu

Do ciebie ja dążę, Aniele mój Stróżu!

Przez świata gościniec obłędny i stromy.—

//40

Lecz kiedyż półrajski, półziemny zarazem.

Zabłyśniesz przed okiem pochmurnem żałobą;

Okiedyż ja błogi uklęknę przed tobą,

Jak klęczę dziś smutny przed twoim obrazem. —

 

 

Jeździec na Kaspijskiem wybrzeżu

 

Koniu mój wierny! już wioska przed nami,

 Gościnne ognisko migoce tam zdala;

To sterczą skały zasute śniegami,

To z blaskiem miesiąca przelewa się fala!

 

Tam u ścian jakiejś samotnej świątyni

Jak gdyby zaklęta skłębiła się burza....

To Szatan-góra, to strażnik pustyni

Szał wichrów uwięził u swego podnoża.—

 

Niespi duch puszczy. — Tam z lewa, ku morzu

Z żałobnym się szumem bój wałów rozlega;

Tam Sęp gdzieś mignął w podniebnem bezdrożu,

Tam głodne Szakale zawyły u brzega.—

 

Koniu mój, orle! mnie tęskno mój koniu...

Ja duszę ze słuchem zagubię w łych głosach!

Ja by'm się wichrem chciał przemknąć po błoniu,

Ja chciałbym jak chmura utonąć, w niebiosach.—

 

Baku[11], 1841.

 

//41

Przestroga

 

Gdy boleść rzewna co ci serce tłoczy,

Zdrojem perłowym spłynie na twe oczy,

Błogi! ty duszę, zmyjesz w tej kąpieli;

A radość przyjdzie w ślady po żałobie,

A łzy do nieba odniosą Anieli

By dały Bogu świadectwo o tobie.—

 

Ale gdy niema, niewidoma żałość,

Jak żmija w głębi serca się zagrzebie,

Nie ufaj sile ducha, nie licz na wytrwałość,

I nieprzychodź do rzeki, rzuć kindżał[12] od siebie.—

 

Przeszłość i Przyszłość

 

Na skrzydłach czasu lecą wydarzenia,

Bystre, lotem sokoła,

Póki czarowna siła wspomnienia,

Znów do powrotu je nie powoła.—

Natenczas w nieco odmiennej postaci,

Do obecnych wydarzeń, swoich młodszych braci,

Wiążą się węzłem zgody, by wspólnemi siły,

Mającą zabrzmieć wnukom nótę nastroiły.—

//42

Duma

 

Czegoś mi smutno!... śród nieb zasępionych,

Serce się bije do jasnej jutrzenki,

Z pod serca szemrzą tajemne piosenki

O innem niebie, o dniach upłynionych.—

 

Spij, zwiędły kwiatku! spij, serce-sieroto!

Aż Sądny Anioł ze snu cię rozbudzi!

Nie czarę uciech wychylisz ty złotą,

Nie udział znajdziesz ty u cudzych ludzi.—

 

Czegoś mi smutno!.... o Boże mój, Boże!

Smutno i śpiewać kiedy nikt nie wtórzy!

Gdyby głos jeden na ziemi przestworze,

Jeden głos milszy śród gromów i burzy; —

 

Ja by'm powietrza niemącil skargami,

Ja by'm niesarkał na dolę okrótną.

Tylko niekiedy zalawszy się łzami

Zawołał z cicha: Ach! jakie mi smutno!

 

Chodżały, 1841.

 

//43

Do ........i ........j..

 

Szczęśliwy wietrzyk co w wieczornej dobie,

Oddech ci kwiatów przynosi wilgotnych,

Gdy błądzisz jedna, — i igra przy tobie,

Jak cichy strumień w przelewach stokrotnych.—

 

Z różanych ustek wykrada westchnienie,

Strąca obsłonkę z piersi twej swawolną,

Plącze się lekki w warkocza pierścienie,

Zdradnie się wciska gdzie ludziom niewolno.

 

Stokroć szczęśliwszy od tego wietrzyka

Biado-niebieski ulubieniec maju,

Przy twojej piersi spięty u stanika,

Jak aniół-strażnik przy wrotach do raju.—

 

A najszczęśliwsze poranne promienie

Gdy falą złotą lejąc się po niebie,

Półjasne, mgławe jak senne marzenie,

Przez tło firanki przypłyną do ciebie.—

 

O gdyby'm kiedy z oczami złotemi

Mógł wziąść promienia swobodę i postać,

Innej by'm doli nieżądał na ziemi,

I niezapragnął znów człowiekiem zostać.—

//44

Codzień do ciebie przychodzień daleki,

Z wielkością o ranku spływałby'm na chwilę

Złe widma zganiał z uspionej powieki,

Zgadywał serce po uderzeń sile......

 

A gdy zbudzona rzucisz na świat okiem,

Ja rzeczywistość nudną i jałową,

Osnułby’m w tkankę promienno-różową

 By błogim, sennym świeciła urokiem.—

 

Kuba[13], 1841.

 

W noc miesięczną

(DUMKA)

 

Snie wieczysty, błogi snie!

Zstąpij z niebios, otul mię,

Niechaj wierny mej bogini,

Marząc umrę na pustyni.—

Cyt! z zarośli głuchy gwar,

Jak rozmowa nocnych mar,

Drząc szeleści po nad ziemią,

Milczy niebo, skały drzemią.—

Tylko górny szumi zdrój,

Tylko ptasząt szemrze rój,

Płynie księżyc i ze drzeniem

Sączy promień za promieniem.—

//45

O jak słodko nęci mię,

Nad niziny w kraje swe,

Za nim serce, za nim oko,

Tęskne błąka się wysoko.—

Smutno mi, ach smutno mi,

Płonie oko, serce drzy......

Leci dumka-gołębica

Tam! do niebios, do księżyca.—

Wróć, posłanko duszy mej

Z szmerem fali tony zlej,

Z szmerem fali, z ptasząt śpiewem,

Lub z wietrzyka zlej powiewem.—

I nieś miłej moje łzy,

Spadnij rosą, na jej sny,

I nieś miłej me westchnienia,

Owiej serce mgłą wspomnienia.—

Niech jej ten przepowie ton,

Mój daleki, smutny zgon,

By w modlitwie, co poranku,

Wspomniała o kochanku.—

Ach! bo mię osłoni tu,

Cichem skrzydłem anioł snu,

Tu ja wierny mej bogini

Umrę z dumką na pustyni! —

 

Temir-Chan-Szura[14], 1841.

 

//46

W Imionniku J.H.

 

To mi sztuka mili towarzysze,

Invita........ pisać w imionniku,

a chcecie wiedzieć co tez ja  napiszę?

Oto końcówki pościągam do szyku.

Stary anonym.

 

O nadziemski, o nadniebny,

Duchu rojeń i zachwytu!

Znijdź z jasnego tu błękitu,

Znijdź, bo bardzo'ś mi potrzebny.-

Przepłyń w chmary upowiciu,

Migniej w błędnym gdzie ognika,

Na księżyca zleć promyku,

Lub się ozwiej w burzy  wyciu.-

Przynieś, duchu promienisty

Wieszcze myśli, przynieś zapał

Coby serce palił drapał,

Zapał mglisty i ognisty.—

Niech w tej księdze przypomnienia

Z twym przewodem pióro  skreśli

Obłok czuć,  zagadkę myśli,

Lub  heroglif uniesienia.—

Co, mój duchu! darmoż ciebie

Wytężone  ucho śledzi?

Miałżebyś bez odpowiedzi

W tej zostawić mię potrzebie?

//47

Ty có’ś mię w niedawne czasy,

Męczył, targał, ze snu budził,

I widziadłem części łudził,

Za me trudy i niewczasy, —

Ty, có’ś piosnkę mi brzęczącą

Nieproszony dawał nieraz,

Teraz milczysz, właśnie teraz,

Gdy cię wzywam tak gorąco?

A!..... ty sobie drwisz tajemnie,

Że się miotam jak na igle.....

Zgadłem, zdrajco! twoje figle,

Więc na wieki precz ode raniej —

Tak! na wieki, precz na wieki!

Ja innego wezwę tonu        

Wy, dziewice Helikonu!

Wy użyczcie mi opieki —

Rubinowym złotym deszczem,

Zlejcie na mnie ognie Feba,

Ach! bo nagli mię potrzeba

Choć na chwilę zostać wieszczem.—

Ale po co was dziewięciu!

By choć jedna się ozwała.

By choć jedna pomoc dała

W poetycznem przedsięwzięciu.—

Przypomnijcie, o boginie!

Ile'm ciężkich poniósł trudów,

Ile mdłości, ile nudów,

Gdym się w waszą darł świątynię.—

//48

Gdy’m ku waszej czci i sławie,

Licząc miary, bił nogami

Po podłodze, — lub palcami

W takt po szkolnej bębnił ławie,—

Nuż, o serca z zimnej stali!

Czy’ście nieme, czy zawzięte,

Że milczycie jak zaklęte,

Że się żadna nieużali?....

Pan Bóg z wami, milczcie sobie!

Lecz co robić w tym przypadku.

Gdy ta karla czeka datku

Myśli, natchnień?.... wiem co zrobię.-

O natchnienia ja niestoję,

Mam średniówki i końcówki....

A więc do mnie moje mrówki

Do mnie zwinne wojsko moje!

Oto tytuł,, wasz poprzednik,

Stańcie w parach, niech przy sobie

Każda para, ku ozdobie

Ma przecinek, albo średnik;

Zwłaszcza kropek co niemiara —

Zaś dla strachu i wrażenia,

Długi sztandar wykrzyknienia

Ma rozwinąć każda para.—

Stój tam! niech się niepomyka

Żadna naprzód bez komendy!

Ale pókiż tej gawędy....!

Baczność! marsz do imionnika.—

 

Tyflis[15], 9 marca 1842.

 

//49

KAZ-BEG[LII]

(dumanie wieczorne)

 

Powiedz mi, powiedz, o starcze wyniosły

 Co głową, bijesz w te błękitne stropy!....

Ty’ś tyle widział!.... Jak pod twemi stopy

Wieki niejedne wzrosły i przerosły,

I zaginęły. — Jak wielcy tej ziemi

Byli i znikli.— Całe pokolenia,

Za twej pamięci, krokami spiesznemi

Biegły, dobiegły do wrót zapomnienia!

Ty’ś tyle słyszał!.... o twe chłodne skały

Szpieg twój huragan, co chwila roztrąca

Pieśń ułożoną z akkordów tysiąca,

Co z piersi tyla stworzeń się wybrzmiały

Ile jest stworzeń....

A czołem, o starcze!

A czołem siwem, ty’ś nieba sąsiadem!

Ty zda się toniesz w tym lazurze bladym,

Ty’ś jak w zwierciadło, na księżyca tarczę

 Wpatrzył się niemy i dumasz. — Do ciebie

 Mrok niedowionie, co tu ćmi w nizinach!

Powiedz, co o nas mówią tam na niebie,

O naszych wielkich pomysłach i czynach;

//50

Czy naszych wieszczów górne uniesienia

Którym posągi slawim i ołtarze,

Słyszą niebianie? Czy widne tam cienia 

Naszych olbrzymów, i w jakim rozmiarze?

Zali dolata do siedzib aniołów,

Różny, zwikłany chór ziemskiego głosu,

I jak dolata, muzyką chaosu,

Niestrojnym wrzaskiem zmąconych żywiołów,

Lub hymnem wielkim, jednym co do treści,

Hymnem głoszącym, — o Bogu zbawienia?

Czy słowa grzechu, od modlitwy pienia

Echo tam dzieli? Czy krążą tam wieści,

Że my, przemożni nadzieją i duchem,

Świat oplatali myślą jak łańcuchem,

I śmieli wtargnąć za światy widziane?

Powiedz, te gwiazdki tam pozawieszane,

 Na toż się tylą osnuły promyków,

Tylą błyskotnych roziskrzyły wieńców,

By nas oświetlić światła zwolenników,

By służyć dla nas, Bożych ulubieńców?....

………………………………………………

………………………………………………

Milczał i milczał pierwszy syn potopu,

Smutno migocąc tłem ze sfer odbitym,

Snać się zapatrzył w dal sinego stropu,

Snać się zasłuchał z milczącym zachwytem

W muzykę światów ……

//51

A ja’m już niepytal

Wielkiej przyrody o wielkie Jestestwo,

Ja’m w jej milczeniu odpowiedź przeczytał,

Straszną odpowiedź, straszną jak nicestwo.

 

Tyflis, 15 marca 1842.

 

UŁOMKI Z POEMATU:

I

BEJ-BUŁAT[16]

(POCZĄTEK POEMATU)

 

Achmed, najśmielszy z najeźdźców Kabardy, (1)

Napełnił kraje wieścią o swych czynach,

Ze straszy baby w Gruzyi dolinach!

Mułła-Nur, Lezgin potężny i hardy, (2)

Że na gościńcach rozsiewa postrachy,

śmiało grabi przekupniów Szemachy.—

 

Cześć wam i pokłon oddajem w tej pieśni,

O nieodrodni synowie Kaukazu,

Lecz czemuż żaden niezajrzał nirazu,

Jak pamięć sięga do Arguńskiej cieśni,

//52

I przez Czeczeńskie nieharcował błonia,

I w nurtach Sundży nienapawał konia ? (3).

Widzicie górę, co drzemiącym borem

Garb ma porosły jako grzbiet u dzika,

 

Widzicie drogę co po niej przemyka

Jak szara żmija pokręconym torem,

I to urwisko nad Sundży łożyskiem,

I te wieżyczek piętra pod urwiskiem?

 

Tędy uderzać! tam gniazdo szerszeni,

Co od lat wielu tuczy się bezkarnie

Nieswoim miodem. - Kto gniazdo wypleni

Pozyszcze sławę i miody zagarnie.—

Tędy! tam na was czeka łup bogaty

Krymskie gwintówki, złocone bułaty.— (4)

 

A jakie stada pasą tamte niwy!

Lepszych niemieli Karabadzkie Chany, (5)

lepszych nieśnił Turkmenin szczęśliwy;

A jakie piękne, wypasło barany!

I tak ich wiele, sławne wojowniki

Że wam i waszym, stanie na szaszłyki. — (6)

 

I cóż tak mężni, a nikt nieciekawy,

Arguńskim skarbom przypatrzyć się zbliska,

Co? może droga nieznana czy śliska?

Może niezdatna pora do wyprawy?

Lub może wasze zwycięzkie kindżały

Nagle do pochew swych poprzyrastały?

//53

Oj pewnie straszno! a! chcecie zachować

Siły i męztwo dla łatwiejszych plonów!

A jeszcze ztamtąd zdarzy się przyjmować

 Niemiłych gości śród własnych zagonów;

 Gotujcież dla nich ucztę, o rycerze!

A broń oddajcie Mułłom na pacierze.—

 

Bo gdy Arguński wilk ze swojej nory, (7)

Powiedzie wierną dziatwę na obławę,

Biada, ach! biada trzodzie tej obory,

Na którą utkwi źrenico jaskrawe!

Bo mu źrenice jak błyski piorunu,

I zęby straszne stary wilk Argunu.—

 

Jak tylko w śpiących Czach-Kireju murach (8)

Hasłem bojowem kindżały zabrzęczą,

Wnet po sąsiednich wąwozach i górach,

Gruchocą ptaki i Szakale jęczą, (9)

Pewno że cząstkę ze swojej zdobyczy

 Drapieżnej braci Bej-Bułat użyczy.—

 

I głodna zgraja czatując wychodu

Krąży nad jarem do urwisk przylega,

Aż pożądany okrzyk: „do pochodu!”

Z imieniem: „Ałłach” groźnie się rozlega,

pędzi hufiec jak spienione fale,

A nad nim Sępy, a za nim Szakale.—

//54

O! kto zuchwale zechce pójść w zapasy,

Kto zechce szerzyć okrzyki bojowe, (10)

Rychło umilknie na wieczyste czasy!

A kto się ugnie i pokorną głowę

Przed koniecznością nachyli złowrogą

Wzgardzi nim przybysz i zadepce nogą.—

 

Jasno ty świecisz z Arguńskiej szczeliny

Gwiazdo Dżigitów! sława, sława tobie! (11)

Bo jakież ciebie nieznają krainy,

Ktoby twej doli niezapragnął sobie?

Komu’ś niegroźny przez całe przestworza

Od Kaspijskiego do Czarnego morza?

 

Ty ze swojemi, jak niszcząca lawa,

Po nad Terekiem, miecesz przez równiny

Pył z kości wrogów.— Sława tobie, sława!

 

Ty, jako ciemna chmura, od podnoża

Tam na Kaf-Kazu wzbijasz się wyżyny,

Skąd zima swemi śniegami napawa,

Księżyc i gwiazdy.— Sława tobie, sława!

 

Stamtąd na dolne auły i lasy,

Z łoskotem spadasz jak kipiąca lawa.—

O straszny wodzu! sława tobie, sława,

Po wszystkich górach i na wszystkie czasy.—

//55

 

Objaśnienia do tego Ułomku.

(1) Kabarda jedna z północnych krain Kaukazu, niegdyś bogata i ludna, zajmowała pierwsze między innemi miejsce, pod względem rozległości, znaczenia politycznego i moralnej siły mieszkańców.— Dzisiejsi Kabardyni, opłakane niedobitki wojen i dżumy, ledwie mogą powiedzieć: fuimus Tores![17]

(2) Lezgowie rozdzieleni na wiele drobnych pokoleń , mieszkają ku południowi od wschodniej gałęzi Kaukazu, a wszystkie niemal ich pokolenia cechuje dzikość, nędza i skłonność do grabieży.[18]

(3) Czecznia teatr obecnych tryumfów orła Rossyjskiego, jest jedną, z najżyzniejszych prowincy. na wschodzie Kaukazu; szkoda tylko że buntowniczy i zbójecki duch mieszkańców, niepozwala jej dójść do tego stopnia cywilizacyi, do jakiego ją natura, położenie, a nadewszystko sąsiedztwo Rossyi zdają się wzywać.— Rzeka Sundża[19] oddziela Czecznię stepową (niezależnie od podziału jeograficznego na Wielką[20] i Małą[21]) od lesnej i górzystej. W tej ostatniej, jednem z najniedostępniejszych miejsc, jest bez wętpienia wąwóz Arguński[22].

Nie od rzeczy będzie uprzedzić czytelnika, że’m wziął osnowę niniejszego poematu z przeszłości tej krainy.— Dziś odebrawszy karę za nieustanne rozruchy, Czecznia dawna, potężna i ludna Czecznia, daje się odgadywać tylko ze swoich zwalisk i smętarzy.— Zaledwie głębsze i dziksze miejsca ocalały.

(4) Krymskie gwintówki, wielkiej są ceny u górali Kaukazkich niemniej, jak stare szable z napisami polskiemi, łacińskiemi i francuzkiemi, które się im bez wątpienia także z Krymu dostały, a nie od Krzyżowców, jak niektórzy mniemają.

//56

(5) Karabag, prowincja Muzułmańska ustąpiona Rossyi przez Pad Szacha, mocą traktatu zawartego 1812 roku. Słynie z pięknych koni.[23]

(6) Kawałki mięsa baraniego, powtykane na pręcik, obficie posolone i nakoniec przypieczone nad węglami, w jednem mgnieniu oka, jak gdyby za sprawą magii, przyjmują własność i miano: Szaszłyków.

(7) Być porównanym do wilka, znaczy u Czeczenców, pozyskać sławę Wielkiego człowieka! Trzeba przyznać, że porównanie ma wiele prawdy. I cóż dziwnego, że pieśń moja wziąwszy za przedmiot takich ludzi, wzięła i tony może za drapieżne dla Europejskiego ucha? Niezdolny tworzyć, starałem się przynajmniej niekłamać naturze; i jeżeli kiedy kolwiek niniejszy początek razem ze swym środkiem i końcem, będzie mógł stanąć przed trybunał krytyki (czego mi okoliczności moje niepozwalają być pewnym), chciałby’m żeby mię sądzono tylko jako malarza portretów, nie zaś malarza-twórcę.—

(8) Czach-Kir[24], auł, t.j. obwarowana wioska  w Arguńskim wąwozie.

(9) Wiadomo że wycie Szakali wielkie ma podobieństwo do jęku ludzkiego.

(10) Hiiiii!... z takim wrzaskiem górale Kaukazu wstępują do boju.

(11) Dżigit, dzielny najezdnik, zuch, albo coś podobnego. Żeby się nazwać Dżigitem, trzeba umieć zwyciężać siłą i zdradą, i wydrzeć i ukraść, i zuchwale natrzeć i zmykać po zajęczemu w potrzebie.- Czeczeński Homer, wieleby podniósł wartość swojego rycerza, dając mu za przymiot Bystronogi. Zdarzyło mi się słyszeć, jak cała zgraja okrzykiem: dżygit! dżygit! witała jednego ze swoich, który zręcznie umknął do naszej pogoni.

 

//57

 

II

POBOJOWISKO

 

Świszczą wietrzyska po kniejach Kumucha,

To niby wieszczba przeklętego ducha,

To niby echo spadającej skały,

To niby morskie rozdąsane wały!

A chmury, chmury stadami czarnemi

Jedna po drugiej cisną się ku ziemi!

Na górze sterczą zwaliska auła,

Milcząca ciemność kirem je osnuła:

Tylko gdzieś ognik nad jarem głębokim.

Mruga jak gwiazdka z rozespanem okiem. —

To Lezgin jakiś o tej strasznej porze,

Poległej, braci chce zgotować łoże! —

Spiesz sie, grabarzu! bo jak tylko wstanie

Zdrajca poranek, i pomrok oddali,

To ciebie u tej posługi zastanie,

Grom karabinu albo żądło stali.—

Spiesz ich pościągać na wieczne siedlisko.

Bo głodne Sępy, skoro łup wyśledzą,

Spadną obłokiem na pobojowisko

Wyprawić pogrzeb,—i ciebie uprzedzą.—

A wiatr-pustelnik, po sąsiedniej dziczy

Resztki rozniesie, — i niebędzie komu

Stawić pomników sławy i pogromu,

I swoich gości Azrael niezliczy!

 

 

* * *

//58

O! anioł śmierci lubi się przechadzać

Po Dagestanu ochmurzonej ziemi[25],

Zlewać jej niwy zdrojami krwawemi

I siać nienawiść, i waśnie rozradzać—

Rzadko pogoda w ludziach i naturze,

Gości śród dzikich Dagestańskich dołów!

Straszne jak rozpacz szaleją, tam burze;

Stokroć straszniejsze niżli szał żywiołów

Szaleją myśli we głowie człowieka!

Tam okrzyk wojny jest hymnem wesela,

Chlebem powszednim — krew nieprzyjaciela!

Obcy przybyszu! myślami smutnemi,

Gdy cię oskrzydlą, uciekaj nad chmury,

Na gór wyżyny.— Dagiestańskie góry

Patrzą z wysoka jak na piersiach ziemi

Z walki żyjątek droga krew wycieka………

………………………………………………

 

* * *

Czegóż wam trzeba na podróż ze świata,

Wy! co tam jeszcze stękacie u skały?

Czy chcecie chwały na potomne lata?

O! zleci na was promienny ptak chwały,

Imiona wasze, na wzgórzu pamięci

Iskrzyć się będą jako lód Kaz-bega

Kiedy się po nim ranny świt rozbiega.—

Po długich latach potomek chełpliwy

Wskrzesi je w sercu i hymnem uświęci.—

//59

Czy łez pragniecie? O! zleje się rosą

Niejedna róża Dagestańskiej niwy:

Niejednej z dziewic piersi się podniosą

Oczekiwaniem, zwątpieniem, nadzieją:

Aż wiary-posły wnijdą przez szczeliny

Samotnej sakli, — i wieści przywieją,

Wieści bojowe i Kumuchskiej doliny,

I w głąb’ do serca spadnie pierś dziewicy,

I łzy strumieniem trysną ze źrenicy.—

 

* * *

Ciężkoż wam dzisiaj pożegnać na wieki

Tę marną bryłę kamieni i błota,

Gdzie rósł i przerósł dziki chwast żywota?

Ciężkoż pożegnać i zawrzeć powieki

Wam, wychowańcóm bojów i cierpienia?

Przecież mogiła uciech wam przysporzy,

I bole zdejmie, i wrota otworzy

Bujnej swobody?... Jaśniejsza od słońca

Łaska tam Boża wiernych opromienia;

Tam macie tonąć w rozkoszach bez końca,

Wiecznego tchnieniem oddychać poranku,

I ssać słodycze ze zdrojów przejrzystych,

I pieścić Huri na łożach złocistych?

Pocóż te jęki, co się bez ustanku

Jak strón zerwanych dobywają brzmienie

Spojone w głuchą muzykę boleści?

Pewnie wam straszno, kiedy przeznaczenie

Otworzy księgę zbyt stanowczej treści,

//60

Pierwszy raz spojrzeć na głoski tajemno!

Jeżeli człowiek, gość innej krainy

Jest tylko więzniem w tej lepiance gliny,

I ma odzyskać swe szczęście nadziemne:

Dla czegóż więzień nieutkwi źrenicy

Za kratę swoją, — i lęka się chwili,

Co skruszy pęta i drzwi mu odchyli,

I bije czołem w progi swej ciemnicy?

Dla czego żegna wyrzekaniem głuchem

Swoje więzienie, i swoje kajdany,

Dla czegoż blednie i omdlewa duchem,

Jak zbrodzień na śmierć haniebną skazany?

Może to Cherub jaki wiarołomny,

Sam odrzucony i niebios niepomny —

Ukochał cieśnię budowy glinianej?

Może duch jaki za dumę skarany

Na udział zwierząt, by przylgnął do ziemi,

myśl uniżył i czucie zatwardził,

I poznał siebie i sam sobą wzgardził!...

………………………………………………………

………………………………………………………

 

//61

 

III

RÓŻA KUMUCHU[26]

 

O! co się dzieje!

Jakiejż to treści,

W Kumuchskie knieje

Przyniosła wieści

Burza!

Stąd niedaleko,

Na wonnej błoni,

Nad jedną rzeką

Kwitła w ustroi

Róża. —

Postać jej miłą

Jak snów złudzenie,

Ledwie olśniło

Pierwsze wejrzenie

Maju.—

Cud to z twej ręki

Wyszedł, o wiosno!

Bo takie wdzięki

Zaledwie rosną

W raju.-

Skroń jej ubrały

Świeże listeczki,

Na piersi białej

Płoną gwiazdeczki

Rosy.

//62

………………………………………………

………………………………………………

………………………………………………

………………………………………………

       ……………………

Kto zbyt szczęśliwy

Serce jej wzruszy,

Uśmiech życzliwy

Pokojem duszy

Kupi!

Tak to ja sobie

Nieraz myślałem

W samotnej dobie,

A zapomniałem

Głupi,

Że róża kwiatem,

A kwiat rośliną,

Czucia w niej zatem

Z serca niepłyną

Żadne. —

Skąd kwiatki dają

Tyle nam biedy,

Ze serc niemają,

Chociaż niekiedy

Ładne!

//63

Stąd nam, o różo

Zimna jak kamień!

Urok twój dużo

Gorzkich omamień

Sprawił. —

I kto się gubił

Śród serca ciemnic,

Kto cię polubił,

Pieśnią tajemic

Sławił.—

Kto tysiąc składał

Czułych projektów,

Kto ci przekładał

Swoich affektów

Zbytek;

Wszystkim z kolei

Wdzięki twe srogie,

Miasto nadziei

Dały na drogę

Kwitek.—

Więc gdy postrzegli

Jak się rzecz miała

Wszyscy odbiegli,

Roża została 

Sama....

………………………………………………

 

 

//64