SZKICE Z GRUZYI

 

 

PRZEZ

 

ARTURA LEISTA

 

 

 

 

 

WARSZAWA

Nakładem księgarni A. W. Gruszeckiego

̶

1886

 

 

Artur Leist

„Szkice z Gruzyi”

 

Publikacja sfinansowana w ramach projektu

„Biblioteka Kaukaska”

pod kierownictwem

ks. dr. hab. Józefa Wołczańskiego, prof. UPJPII

 

finansowanego przez

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego

w ramach

Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki

 

Przepisanie i opracowanie

mgr Grzegorz Gilewski

Wstępem opatrzył

 dr hab. Andrzej Woźniak

 

 

 

Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie

Kraków 2013

 


Spis treści

 

Wstęp – W poszukiwaniu drugiej ojczyzny
 Szkice z Gruzji Artura Leista

 

Rozdział I

 

Rozdział II

 

Rozdział III Tyflis

 

Rozdział IV Na wsi

 

Rozdział V  Mcchet

 

Rozdział VI Kutais

 

Rozdział VII Literatura gruzińska i jej przedstawiciele

 

Indeks nazw osobowych i geograficznych

 

 

 

 

 

 


 

Wstęp

 

W poszukiwaniu drugiej ojczyzny.

„Szkice z Gruzji” Artura Leista

 

I

 

Wiosną 1885 r. w warszawskim miesięczniku naukowo-literackim „Ateneum” ukazała się recenzja wydanej niedawno książki Artura Leista Szkicez Gruzji[I], podpisana kryptonimem W.W.  Wśród licznych autorów posługujących się w końcu XIX w. takim kryptonimem, odnotowanych przez Adama Bara[II] i Słownik….. Ossolineum[III] jako autor recenzji z największym prawdopodobieństwem może być brany pod uwagę Władysław Wścieklica, którego artykuły i recenzje ukazywały się w „Ateneum” w latach 1885 i 1889-1890[IV]. Autor recenzji przypomina wcześniejsze opisy Gruzji K. Łapczyńskiego, R. Klonowskiego i W.P. Podlewskiego, drukowane niegdyś w „Tygodniku Ilustrowanym”, przypuszcza jednak, że A. Leist ich nie znał, gdyż „nie były wydane osobno””. Szczególnie podkreśla wartość tej części książki, która została poświęcona literaturze gruzińskiej. Dodaje, że o literaturze gruzińskiej  „pisał p. Leist w naszem „Ateneum” ” i w „Magazin für Literatur des In-und Auslandes”, obecnie w wydaniu książkowym szkic ten został zupełnie na nowo przerobiony, opatrzył go autor kilkoma  przekładami poezji gruzińskiej; ustęp ten może być uważany za istotne wzbogacenie naszego piśmiennictwa wiadomościami o literaturze znanej u nas tylko bardzo ułamkowo. Co do opisów przyrody i charakterystyki mieszkańców, nie widać tu wprawdzie jakiegoś szczególnego talentu, ale wszędzie znać czuły na piękność natury umysł, wykształcenie wyższe, smak wytworny i umiejętność chwytania rysów rzeczywiście znamiennych. Książka – to ze wszech miar warta czytania”[V].

Znacznie obszerniejsza recenzja książki Artura Leista ukazała się rok później w „Przeglądzie Literackim”, dodatku do petersburskiego „Kraju”. Jej autorem był od lat mieszkający w Gruzji i doskonale ten kraj znający ksiądz Julian Dobkiewicz (1842-1908). Od 1878 do 1889 r. był on wikariuszem parafii Św. Apostołów Piotra i Pawła w Tyflisie, ale od roku 1889 nie sprawował już żadnej funkcji. Według schematyzmu z 1908 r. był w swojej parafii rezydentem[VI].

Ksiądz Julian Dobkiewicz urodził się w powiecie trockim, na Litwie. Po ukończeniu gimnazjum w Wilnie wstąpił do tamtejszego seminarium duchownego,
a następnie studiował teologię w Akademii Duchownej w Petersburgu, gdzie w 1868 r. uzyskał stopień magistra teologii. Po powrocie do Wilna pełnił obowiązki wikariusza katedralnego i wykładał w Seminarium Duchownym, lecz już w 1870 r. za działalność patriotyczną został zwolniony z tych funkcji i oddany pod nadzór policji. Miał być wówczas przeniesiony na wikariat w Michaliszkach, lecz wkrótce znalazł się w więzieniu. Zwolniony po miesiącu, został zesłany na wygnanie i przebywał na Kaukazie, m.in. w Tyflisie. Zmarł prawdopodobnie w Tyflisie, po roku 1908. Od 1889 r. aż do 1908 schematyzmy nie wykazują go w parafiach gruzińskich, choć z jego korespondencji w „Kraju” (lata 90. XIX w. i po roku 1900) wiadomo, że przebywał w Tyflisie, podróżował po Gruzji. Interesował się losami osiadłych tam polskich rodzin, bywał w ich domach, znał doskonale ich życie i problemy, o których niejednokrotnie pisał w swoich korespondencjach[VII]. Sprawy polonijne, to tematyka, której poświęcał najwięcej miejsca, ale w swych listach poruszał również wiele innych aktualnych problemów życia w Gruzji i na Kaukazie. Oprócz korespondencji, nie zawsze podpisanych, które z Kaukazu nadsyłał do „Przeglądu Katolickiego” i „Kraju”, opublikował też rozprawę z zakresu teologii fundamentalnej oraz drugą, z filozofii przyrody[VIII].

Recenzja pióra księdza J. Dobkiewicza ukazała się w „Przeglądzie Literackim” w roku 1886, a więc ponad rok po wydaniu Szkiców z Gruzji. Ten sam rok zresztą jej autor podaje jako datę wydania książki[IX]. O Szkicach z Gruzji pisze J. Dobkiewicz bardzo pochlebnie, ale ma też nieco uwag krytycznych: ”Śliczny język, pełen poezji i zachwytu, wielka siła obrazowania, pociągająca nawet obeznanego z Gruzyą, i spora garść rzeczy pobieżnych, lub źle rozumianych, oto jest charakterystyka książki. Na zalety jej nacisku kłaść nie potrzebuję, cisną się one tłumnie przed zmysły czytelnika. Zastanowię się natomiast nad usterkami, które wytknięte, przedmiot sprostują. Błędne jest zdanie autora o Batumie (str.10), jako o mieście cuchnącym wyziewami błotnemi i naftą, siedlisko febry, itd. Było tak rzeczywiście zaraz po zabraniu kraju; dziś dzięki kanałom obwodowym i drenażom, dokonanym pod kierunkiem inżynierów rodaków naszych jenerała Żylińskiego i C. Rytla […]. Samo miasto rośnie iście po amerykańsku i niezadługo będzie to druga Odessa, tylko z klimatem bez porównania łagodniejszym”[X].

Dalej autor recenzji wytyka Leistowi „kilka pomyłek”, ale już nakreślony przez niego obraz Tyflisu budzi kunsztem literackim podziw J. Dobkiewicza: „Lecz oto staje autor w Tyflisie. Ileż naraz róż zakwita pod jego czarodziejskim piórem![…] Kto się urodził poetą, temu przebaczyć trzeba, nawet zachwyt nad zurną, czyli nad piszczałką kaukaską, straszliwie do szpiku kości przenikającą, której policya nie toleruje na ulicach, ani nawet w obszernych naszych ogrodach publicznych”. Za najmniej udaną część Szkiców… uważał ks. Dobkiewicz rozdział czwarty, poświecony wsi gruzińskiej, „mający dać wyobrażenie o obyczajach patriarchalnych Gruzinów i o ich położeniu ekonomicznym”. Zarzucał mu jednostronność obrazu oglądanego z perspektywy ziemiańskich dworów, w których autor książki był z całą gruzińską gościnnością podejmowany. Za „wyborny” i „bardzo sumienny” uważał Dobkiewicz rozdział ostatni, Literatura gruzińska i jej przedstawiciele. Zwrócił  jednak uwagę, że tylko „ulotnie wzmiankuje” o niskim stanie naukowości w Gruzji, a zapomina uwydatnić rys tak rażący, jak ten np. że „średnio wykształceni Gruzini omal że już się wstydzą ojczystego swojego języka… Nie tylko wobec przybysza ochoczo między sobą rozmawiają oni po rosyjsku”[XI]. O jeszcze jednej recenzji Szkiców z Gruzji, noszącej tytuł Z krainy słońca, która również ukazała się w 1886 r. wspomina, nie podając jej autora, w swojej rozprawie doktorskiej Gotscha Chatirichwili[XII].

Po kilkunastu latach Szkice z Gruzji przypomniał w książce Obrazy Kaukazu[XIII], Edward Strumph (1873-1901), botanik, absolwent Uniwersytetu w Dorpacie, rokujący duże nadzieje uczony. Za udział w manifestacji patriotycznej został zesłany na Kaukaz. Materiały zebrane podczas pobytu na Kaukazie posłużyły mu później do napisania rozprawy kandydackiej o morfologii roślinności tamtego regionu.[XIV] Miejscem zsyłki Strumpha było Baku, ale w połowie 1895 r. dostał zezwolenie na opuszczenie miasta i mógł odbyć parę podróży po Azerbejdżanie, a później także dłuższą podróż po Gruzji, która przyniosła mu wiele wrażeń i tematów do późniejszych przemyśleń.[XV] Gruzji też poświęcił znaczną część Obrazów Kaukazu.

Można się zastanawiać, w jakiej mierze w czasie ich pisania inspiracją były dla Strumpha Szkice z Gruzji. Pewne podobieństwa między obu książkami można dostrzec, mimo wszystkich różnic, nawet w układzie ich treści. Dotyczące Gruzji rozdziały Obrazów Kaukazu otwierają lub zamykają przekłady poezji gruzińskiej pióra Artura Leista, zaczerpnięte ze Szkiców….

Autorzy obu omawianych wcześniej recenzji Szkiców z Gruzji, a także powołujący się na tę książkę parokrotnie kilkanaście lat później Edward Strumph, nic o jej autorze nie piszą. Jedynie z pierwszej recenzji, podpisanej kryptonimem W.W., dowiadujemy się, że wcześniej Artur Leist opublikował w warszawskim „Ateneum”  i w niemieckim „Magazin fűr dic Literatur des In-und Auslandes” artykuły o literaturze gruzińskiej. O samym autorze Szkiców z Gruzji nie dowiadujemy się jednak niczego.

Kim więc był Artur Leist i co o nim wiedziała czytająca publiczność polska ostatniego ćwierćwiecza XIX wieku? Pierwsza wzmianka w prasie polskiej wymieniająca nazwisko Artura Leista ukazała się w tygodniku „Wędrowiec” w roku 1879. Czytelnicy mogli się z niej dowiedzieć, że „Artur Leist znany pod pseudonimem Artura Lubrańskiego, korespondent wielu pism niemieckich z Warszawy, pracuje nad dziełem większych rozmiarów Das heutige Poland (dzisiejsza Polska), która jeszcze w b.r. wyjdzie spod prasy”[XVI]. Wcześniej, w 1877 r. w „Gazecie Polskiej” ukazała się krótka informacja, że Artur Lubrański to „pseudonim, którym podpisuje się  autor narodowości niemieckiej, w kraju naszym przebywający”[XVII].

W pierwszej połowie lat osiemdziesiątych XIX w. wiadomości o Arturze Leiście znajdujemy w jego własnych publikacjach w prasie polskiej. Współpracował on wówczas z takimi znanymi czasopismami jak „Kurier Codzienny”, „Gazeta Polska”, „Ateneum” czy „Wędrowiec”[XVIII]. Z reportaży Artura Leista drukowanych w „Kurierze Codziennym” w 1880 i 1882 r. dowiadujemy się o jego podróżach po Ukrainie, do Odessy, Sewastopola, Bachczysaraju i Jałty[XIX]. Z publikacji w „Gazecie Polskiej” „Ateneum” i „Wędrowcu” dowiadujemy się o zainteresowaniach Leista kulturą Wschodu, a zwłaszcza literaturą Gruzinów i Ormian[XX].

            W 1884 r. ukazał się w „Gazecie Polskiej”  cykl reportaży noszący tytuł Do Kolchidy. Szkice z podróży, będący niejako zapowiedzią przygotowywanych Szkiców z Gruzji[XXI]. Po ukazaniu się w 1885 r. Szkiców z Gruzji Artur Leist opublikował w „Wędrowcu” w 1886 r. wrażenia ze swojej drugiej podróży do Gruzji, noszące tytuł W ojczyźnie Medei[XXII]. W podróży po zachodniej Gruzji odwiedza Batum[XXIII], Poti, wędruje po Mingrelii (Megrelii), poświęcając sporo miejsca w artykule kulturze ludowej tego regionu. W jego drugiej części opisuje podróż koleją z Batumi do Tyflisu. Uważny czytelnik „Kraju” w jednym z jego numerów z 1886 r. w dziale Odpowiedzi Redakcji, mógł znaleźć krotką notatkę następującej treści: „P. Ar. L-st w Tyflisie. Prosimy o bliższy adres”[XXIV]. Można się z niej domyślać, że Artur Leist, bo nie ulega wątpliwości, że to do niego zwraca się redakcja, był już wówczas mieszkańcem Tyflisu[XXV].

            W drugiej połowie 1886 r. A. Leist opublikował jeszcze w „Kurierze Codziennym” własny utwór literacki pt. Olimpia Bakaradze. Opowiadanie z życia gruzińskiego,  przybliżający polskim czytelnikom gruzińską rzeczywistość końca XIX w. W roku następnym ukazało się w jego przekładzie, jako dodatek do tygodnika „Kłosy”, opowiadanie Aleksandre Moczchubaridze, Elisso[XXVI]. Wcześniej autorowi temu Leist poświęcił sporo miejsca w Szkicach z Gruzji. W 1887 r. miesięcznik „Ateneum” zamieścił zamykający niejako wieloletnią współpracę A. Leista z czasopismami polskimi jego szkic o literaturze ormiańskiej[XXVII].

Przez kilkanaście lat nazwisko Leista nie pojawiało się w polskich publikacjach. Dopiero w roku 1900 hasła jego pióra, poświęcone dziejom Gruzji i literaturze gruzińskiej, ukazały się jednocześnie w dwu naszych encyklopediach[XXVIII]. Artura Leista przypomniał też w swoich, wydanych w tym samym roku Obrazach Kaukazu  Edward Strumph. G. Chatiriszwili zwrócił uwagę, że prawdopodobnie z prac Leista obficie czerpał H. Ułaszyn[XXIX], „choć nigdzie na ten temat nie wspominał”.

W okresie późniejszym, aż do lat dwudziestych ubiegłego wieku, w żadnej ze znanych mi publikacji polskich nie wymieniano nazwiska Artura Leista. Dopiero w 1924 r. w redagowanym przez Sergo Kuruliszwili „Głosie Wschodu”, czasopiśmie emigracji gruzińskiej w Polsce, ukazał się artykuł Kazimierza Króla[XXX], Z piśmiennictwa polskiego o Gruzji, poświecony Arturowi Leistowi. Wymienia w nim jego ważniejsze prace o Gruzji, a wśród nich artykuł o literaturze gruzińskiej w „Ateneum”, a następnie pisze: „Leist dość znany podróżnik po Wschodzie, orientalista, jest rodem Niemiec, ale z kilku napomknięć […] wnoszę, że znał blisko nasz kraj i język[XXXI]. Dalej K. Król omawia krótko wspominany artykuł Leista w „Ateneum” i poświęca nieco miejsca Szkicom z Gruzji. Wspomina też inne jego prace w języku polskim i niemieckim.

Rok później kilkustronicowy fragment Szkiców z Gruzji znalazł się w tomie wypisów geograficznych S. Łaganowskiego[XXXII]. W wydanym w 1930 r. pierwszym tomie Wielkiej literatury powszechnej znalazł się m.in. obszerny artykuł o literaturze gruzińskiej, którego autorem był młody poznański uczony, filolog klasyczny i orientalista – Kazimierz Winiewicz[XXXIII].  We wstępie do artykułu podaje Winiewicz najważniejsze wiadomości o Gruzji, jej mieszkańcach, języku, alfabecie, najwcześniejszym okresie dziejów, przyjęciu chrześcijaństwa; następnie zajmuje się pierwszym okresem literatury gruzińskiej (VI-X w.). Najwięcej miejsca poświęca  tzw. „złotemu wiekowi” piśmiennictwa gruzińskiego w czasach królowej Tamar. Zapoznaje też czytelnika z treścią największego arcydzieła tamtych czasów – poematem Szoty Rustawelego Rycerz w tygrysiej skórze. Następnie pisze o okresie upadku literatury gruzińskiej i przechodzi do czasów ponownego jej odrodzenia w XIX w. W załączonej do artykułu bibliografii najwięcej znajdziemy prac A. Leista. Jego wpływ można też dostrzec w układzie treści artykułu i niektórych sformułowaniach. Z uwag autora do bibliografii wnosić można, że nieobcy mu był język gruziński.

 

II

 

Po ukazaniu się w Wielkiej literaturze powszechnej artykułu K. Winiewicza o literaturze gruzińskiej przez następne trzydzieści lat ani prace Artura Leista, ani jego biografia nie były przedmiotem badań naukowych. Zainteresowanie postacią Artura Leista i jego biografią odżyło dopiero w latach 60., wraz z ożywieniem badań nad historią kontaktów polsko-gruzińskich. Szczególne zasługi w przypominaniu polskim czytelnikom tego uczonego i jego zasług dla popularyzacji kultury, zwłaszcza zaś literatury gruzińskiej w Polsce, mają dwaj nieżyjący już uczeni - Jan Reychman i Bogdan Baranowski. Z fascynacją wręcz graniczyło zainteresowanie Leistem u J. Reychmana. Leist - pisał Reychman – będący w drugiej połowie XIX w. kolejnym, po Zabłockim i Łapczyńskim łącznikiem między literaturą polską i gruzińską, „zaliczany jest do Niemców”, ale ponieważ pisał zupełnie swobodnie po polsku i poczuwał się do „silnych z Polską związków, nawet był uważany za Polaka”, jego działalność można włączyć do dziejów polsko-gruzińskich związków literackich. Co Leist robił w Gruzji - pisze dalej J. Reychman - „nie wiemy, nie mamy o nim prawie żadnych danych biograficznych”[XXXIV]. Wiadomo, że pisał równie swobodnie po polsku, jak i po niemiecku, ale znacznie więcej publikował w tym drugim języku. Niektórych prac Leista, mimo usilnych poszukiwań w bibliotekach zarówno polskich, jak i niemieckich, nie udało się Reychmanowi odnaleźć. Prace Leista - stwierdza dalej - zwłaszcza te niemieckojęzyczne, otacza „jakaś mgła tajemnicy, czyniąc z nich zagadkę dla bibliografów - erudytów”[XXXV]. Leist znał również języki: gruziński i ormiański - tłumaczył z nich na polski i niemiecki. Polski znał doskonale, ze wszystkimi subtelnościami i odcieniami znaczeniowymi, a wybitny językoznawca, prof. W. Nehring, pisał o nim jako o „Polaku zamieszkałym w Tyflisie”. O związkach Leista z Polską świadczyć miał również używany przez niego polski pseudonim - Artur Lubrański, pod którym zamierzał wydać informacyjne dzieło o Polsce dla Niemców pt. Das heutige Polen. Jedna z gazet warszawskich pisała, że Artur Lubrański, to „pseudonim, którym podpisuje się autor narodowości niemieckiej w naszym kraju przebywający.” Na podstawie tych nielicznych wiadomości o Leiście Reychman dochodzi do wniosku, że „przypuszczalnie pochodził on z kolonistów niemieckich osiedlonych na ziemiach polskich [...]. Był korespondentem polskim wielu pism niemieckich, zamieszkiwał dłuższy czas na Wołyniu”[XXXVI]. Kilka lat później J. Reychman, nie powołując się zresztą na żadne źródła, tak pisał o Leiście: „Leist był ciekawą i zagadkową postacią, jakiś pół-Polak, pół-Niemiec, pochodził podobno z Węgier, pisał swobodnie po polsku i po niemiecku”[XXXVII].

            W 1972 r. w artykule Friedrich Bodenstedt i Tadeusz Łada-Zabłocki Reychman pisze, że w ostatnim okresie życia F. Bodenstedt interesował się „przekładami poezji ormiańskiej czy gruzińskiej, drukowanymi na łamach Armenische Bibliothek w Lipsku, zainicjowanej przez Abgara Joannissjana, gdzie umieszczono przekłady dokonane przez Artura Leista einem zur zeit in Tiflis lebenden Deutschen[XXXVIII]. Ponadto ukazały się tam też tegoż Georgische Dichter verdeutscht von Artur Leist. Skąd inąd wiemy, że Leist uważał się za Polaka i za takiego przez rodaków przybywających do Tyflisu był uważany; po polsku pisał, władał jednak również niemieckim dobrze, wiele ogłaszał po niemiecku. Ciekawej, ale i zagadkowej postaci tego kontynuatora działalności Bodenstedta, gorącego szerzyciela zbliżenia gruzińsko (i ormiańsko)-polskiego i niemieckiego chcielibyśmy poświęcić w przyszłości więcej uwagi”[XXXIX]. Rychła śmierć nie pozwoliła już jednak profesorowi Reychmanowi zrealizować tych zamierzeń. W wydanej w tym samym co cytowany artykuł roku książce Podróżnicy polscy na Bliskim Wschodzie w XIX w., Leistowi poświęcił zaledwie dwa zdania[XL].

            W latach sześćdziesiątych XX w. obszernie pisał o Leiście, a przede wszystkim o jego Szkicach z Gruzji, Wacław Kubacki: Artur Leist „obok Łapczyńskiego najwybitniejszy malarz dawnego Tbilisi i życia jego mieszkańców, znawca gruzińskich obyczajów i gruzińskiej literatury”[XLI]. Autor przypomina jednocześnie, że jego przekład Rustawelego na język niemiecki jest czwarty na liście przekładów tego poety na języki obce, po dwu francuskich i polskim[XLII]. Nie znajdujemy natomiast w książce Kubackiego żadnych istotnych wiadomości, które mogłyby uzupełnić biografię Leista[XLIII].

            Uczonym polskim, który po J. Reychmanie poświęcił Leistowi najwięcej uwagi, był Bogdan Baranowski. W swej książce Polskie zainteresowania z XVIII i XIX wieku kulturą Gruzji zastanawia się nad intrygującą również jego poprzedników kwestią przynależności narodowej Leista. Stwierdzając, iż trudno określić „czy był Polakiem, czy też Niemcem”, wysuwa przypuszczenie, że być może podobnie jak wielu ludzi w jego czasach, „mógł on równie dobrze czuć przynależność do jednego, jak i drugiego narodu. Jego twórczość naukowa, dotycząca przeważnie tematyki kaukaskiej, pisana była zarówno po niemiecku jak i po polsku. Słusznie zupełnie nauka niemiecka zalicza go do grona uczonych niemieckich. Jednocześnie sam Leist musiał chętnie akcentować swą polskość, skoro doskonale zorientowany w tych sprawach Władysław Nehring w 1887 r. pisał o nim «Polak mieszkający w Tyflisie». Używał też Leist polskiego pseudonimu «Artur Lubrański», pod którym pisywał różne drobne artykuły, jak również miał zamiar wydać w języku niemieckim dzieło informacyjne o Polsce Das heutige Polen, przeznaczone dla niemieckich czytelników”[XLIV].

            Przechodząc następnie do biografii Leista, B. Baranowski stwierdza, że koleje losów jego życia nie są bliżej znane. Prawdopodobnie - pisze dalej - „urodził się we Wrocławiu, jako syn Niemca i Polki. Podobno wcześniej stracił ojca, a matka po raz drugi wyszła za mąż za Polaka, który zatrudniony był na Kaukazie. Artur Leist wychowywał się więc na tamtym terenie. Poznał też dobrze zarówno język gruziński, jak i ormiański. Losy rzucały go między Kaukaz, Polskę i Niemcy. Przez dłuższy czas mieszkał w Tyflisie. Przebywał również w Warszawie, Wrocławiu, Berlinie. Był on prawdopodobnie typem prywatnego uczonego. Ceniono go jako wybitnego znawcę problematyki gruzińskiej i ormiańskiej, który dużo pisał z tego zakresu. Zarazem jednak nie posiadał formalnych kwalifikacji upoważniających go do ubiegania się o stanowiska na wyższych uczelniach.”[XLV]

            W tym krótkim i pozbawionym jakichkolwiek dat zarysie biografii Leista, autor nie podaje też źródeł, z których zaczerpnął zawarte tam wiadomości. Dalej B. Baranowski pisze o pracach Leista w języku niemieckim. Wymienia tytuły paru znanych mu książek o tematyce gruzińskiej, wspomina też ogólnie o pracach dotyczących literatury ormiańskiej i licznych drobnych publikacjach. Najobszerniej omawia prace Leista w języku polskim, zwłaszcza zaś Szkice z Gruzji, którym poświęca ponad połowę całego tekstu. Daje przegląd treści części pierwszej, będącej opisem kraju i szczegółowo analizuje część drugą, zawierającą historię literatury gruzińskiej. Podkreśla jednocześnie, że był to pierwszy tak obszerny i napisany z dużą znajomością problematyki zarys literatury gruzińskiej w języku polskim. W sposób bardziej syntetyczny Leist przedstawił ten zarys w haśle poświęconym literaturze gruzińskiej w Wielkiej encyklopedii powszechnej ilustrowanej. Na koniec wspomina Baranowski o dokonanym przez A. Leista tłumaczeniu na język polski opowiadania Aleksandra Moczchubaridze (Kazbeka) z życia Czeczenów, Elisso oraz artykule o obchodach Nowego Roku u ludów Kaukazu, drukowanym w „Wędrowcu”[XLVI].

W wydanych parę lat później Polaków kaukaskich drogach Bohdana i Krzysztofa Baranowskich znalazło się nieco wiadomości o „Arturze Leiście, autorze piszącym zarówno po polsku jak i po niemiecku”, urodzonym we Wrocławiu, synu Niemca i Polki[XLVII]. Jest to jednak tylko zwięzłe powtórzenie tego, co B. Baranowski napisał o Leiście w omawianej wyżej pracy. Kiedy rok później pisałem o tej książce artykuł recenzyjny, dysponowałem już od pewnego czasu materiałami, które pozwalały mi niektóre z podanych tam informacji dotyczących Leista sprostować oraz w niewielkim, ze względu na charakter opracowania stopniu, uzupełnić. Nie ustrzegłem się jednak wówczas paru omyłek i uproszczeń[XLVIII].

Większość wiadomości o Leiście, znajdujących się w tym artykule zaczerpnąłem z publikacji gruzińskiego autora Szoty Rewiszwili, do których dotarłem dzięki pomocy moich tbiliskich przyjaciół. Kiedy jesienią 1984 r. szukałem w Tbilisi grobu Artura Leista, znałem już treść jednego z artykułów Szoty Rewiszwili dzięki wypisom, przysłanym mi wcześniej przez profesora Tejmuraza Czikowaniego. On to i profesor Neli Bregadze pomagali mi wówczas w poszukiwaniu materiałów podczas mojej wędrówki śladami Leista.

            Oprócz panteonu na Mtacmindzie, gdzie spoczywają prochy najwybitniejszych przedstawicieli kultury gruzińskiej, w nieco odległej od centrum dzielnicy Didube, jest jeszcze jeden cmentarz, pełniący podobną funkcję i określany także mianem panteonu. Leżą tam jednak osobistości nieco mniej znane.       Wśród grobów gruzińskich pisarzy, poetów, uczonych i działaczy społecznych znajduje się niepozorna mogiła, na której nagrobku wyryto dwujęzyczny napis: Germaneli mcerali Artur Laisti. Hier Ruhet in Gott Arthur Leist * in Breslau 8 VII 1852 + in Tiflis 22 III 1927. Dalej następuje kilkuwierszowe epitafium w starej niemczyźnie[XLIX]. O tym, spoczywającym w didubijskim Panteonie germanuli mcerali (niemieckim pisarzu), którego znał osobiście, opowiadał mi Tejmuraz Piraliszwili, autor biografii Leista, w drugim wydaniu jego ostatniej książki Sakartwelos guli[L]. Przypomniał on Leista i jego zasługi dla Gruzji, po trzydziestoletnim okresie, w którym niewiele o nim pisano. W kilkanaście lat później zajął się również Leistem gruziński germanista, wspomniany już Szota Rewiszwili. Obaj autorzy mieli do dyspozycji zarówno bogate materiały do biografii Leista w gruzińskich archiwach, jak i liczne jego prace w tbiliskich bibliotekach, gdzie indziej przeważnie niedostępne. Materiały te odnoszą się jednak przede wszystkim do okresu od połowy lat 80. XIX w. do śmierci tego zasłużonego dla kultury gruzińskiej pisarza i uczonego. Widać to zresztą wyraźnie w publikacjach zarówno T. Piraliszwili, jak i Sz. Rewiszwili. O okresie wcześniejszym, zwłaszcza zaś o latach 1852-1870 autorzy gruzińscy wiedzą bardzo niewiele, lub nic zgoła. Trzeba zresztą dodać, że sam uczony nie ułatwiał zadania swoim biografom. Okres ten zarówno w rękopiśmiennych wspomnieniach, jak i w publikacjach o charakterze autobiograficznym, kwituje on paru stronami niewiele mówiących ogólników.

            Kiedy rozpoczynałem poszukiwania materiałów do tego okresu życia Leista, dysponowałem paru zaledwie wiadomościami, w większości zaczerpniętymi z prac badaczy gruzińskich. Wiedziałem, że urodził się we Wrocławiu, w rodzinie nauczyciela parającego się również dziennikarstwem, że jego ojciec był człowiekiem wykształconym, o szerokich zainteresowaniach, ale materialnie wiodło mu się nienajlepiej i nie było go stać na opłacanie studiów syna. I to bodaj wszystko, bo już nawet wiadomość o studiach historycznych na Uniwersytecie Wrocławskim, podawana przez niektórych autorów, budziła wątpliwości[LI].

            W czasie pobytu w Gruzji w 1987 r. sporo dowiedziałem się o Leiście, prowadząc poszukiwania w tbiliskich bibliotekach i muzeach[LII] oraz rozmowy z osobami, które znały go osobiście, ale moja wiedza o wczesnym okresie życia uczonego niewiele się wzbogaciła. Dalsze poszukiwania prowadziłem w bibliotekach i archiwach polskich, niemieckich i węgierskich sam oraz przy pomocy przyjaciół i znajomych. Ponieważ brak tu miejsca na szersze opisywanie moich poszukiwań, przedstawię więc jedynie krótko ich wyniki.

            Ojciec Artura Leista, Adolf Matias Leist, jak wynika z aktu jego ślubu z Marią Julianną Amalią Langenberg z dnia 21 stycznia 1850 r., urodził się w Wojwodinie na Węgrzech, w mieście Baja w komitacie Bacs, w 1811 roku. Kim był jego ojciec, Matias Leist, nie wiadomo[LIII]. Leżące nad Dunajem Baja stanowiło na początku XIX w. ważny ośrodek handlowy, zwłaszcza w handlu z Turcją. Było miastem kilku narodów i paru wyznań zgodnie współżyjących ze sobą. Mieszkali tu Węgrzy, Serbowie, Niemcy, Żydzi, Włosi i Grecy. Świątynie protestanckie i katolickie sąsiadowały z prawosławnymi cerkwiami i synagogami. Atmosferą i stylem życia Baja przypominało miasta bałkańskie i włoskie[LIV]. Nie wiemy, co skłoniło kilkunastoletniego wówczas Adolfa Leista do opuszczenia rodzinnego miasta i wyjazdu do Wrocławia, gdzie mieszkał i pracował przynajmniej od roku 1838 aż do śmierci[LV]. W 1838 r. został „trzecim nauczycielem” wrocławskiego Instytutu Głuchoniemych (Taubstummen Institut). Mieszkał zaś wówczas, jak odnotowano w Księdze adresowej Wrocławia za 1839 r., przy ul. Kreuzkirche 10[LVI]. Wcześniej nazwisko Leist pojawia się w księgach adresowych z lat 1835-1837, gdzie znajdujemy wzmianki, że przy Altbüsserstrasse 51 mieszkał niejaki G. Leist, „graupner”, co w lokalnej niemczyźnie oznaczało rzemieślnika produkującego kaszę, właściciela kaszarni[LVII]. Nie wiemy jednak czy łączyło go z Adolfem Leistem jakieś pokrewieństwo. Księgi adresowe są aż do 1850 r. głównym źródłem zawierającym nieco wiadomości o Adolfie Leiście. Później pojawiają się jeszcze króciutkie notatki o rodzinie Leistów w kronikach wrocławskich gazet, w dziale urodzin, ślubów i zgonów. Z ksiąg adresowych dowiadujemy się, że do połowy lat 40. Adolf Leist mieszkał przy ul. Kreuzkirche 10, a następnie przeniósł się do zabudowań Instytutu przy Sterngasse 8. Od roku 1843/1844 Leist był, pracując nadal jako nauczyciel w Instytucie, tłumaczem z języka węgierskiego we wrocławskim Ober-Land Gericht. Pracował tam w tym charakterze aż do 1869 roku, tj, do śmierci[LVIII]. W 1850 r., jak już wiemy, Adolf Leist poślubił Amalię Langenberg, córkę Gotliba Langenberga, „fabrykanta” słomkowych kapeluszy.[LIX] Gdy Amalia wychodziła za mąż, ojciec od paru lat już nie żył, a jego „przedsiębiorstwo” również przestało istnieć. W 1851 r. urodził się pierwszy syn Amalii i Adolfa – Adolf Waldemar Eugeniusz, w 1852 r. późniejszy autor Szkiców z Gruzji - Artur Oskar Wilhelm, a w 1855 r. – najmłodszy syn Leistów, Konstanty Ferdynand Alfred. Aż do 1866 r. rodzina Leistów mieszkała w budynkach Instytutu Głuchoniemych przy Sterngasse (później Sternstrasse), w dzielnicy o podmiejskim wówczas charakterze, na prawym brzegu Odry, zwanym na przełomie XVIII i XIX w. Polską Stroną (Polnische Seite), gdzie często jeszcze słyszało się polski język, a znaczna część ludności była dwujęzyczna.

            Rodzina Adolfa Leista z pewnością nie należała do zamożnych. W 1868 r., po dwudziestu latach pracy w Instytucie, Adolf Leist otrzymał stanowisko starszego nauczyciela (oberlehrer) i sytuacja materialna rodziny prawdopodobnie nieco się poprawiła. Leistowie wyprowadzili się z budynku Instytutu przy Sternstrasse, do nowego mieszkania przy Laurentiusplatz, o parę przecznic dalej, ale nadal w tej samej dzielnicy. Ta względnie pomyślna sytuacja nie trwała jednak długo. W 1869 r. Adolf Leist zachorował na tyfus i zmarł 21 maja w wieku 58 lat. Wdowa po nim z trójką synów znalazła się w trudnym położeniu. Najstarszy z synów, Adolf Waldemar w dniu śmierci ojca ukończył 18 lat i nie wiadomo czy pracował już, czy jeszcze się uczył. Artur nie miał jeszcze lat siedemnastu, a najmłodszy Konstanty – czternastu. Obaj zapewne chodzili jeszcze do szkoły. Jak dowiadujemy się ze sprawozdania Instytutu za 1869 rok, Amalia Leist, znajdująca się po śmierci męża w trudnej sytuacji materialnej, ubiegała się tam o zapomogę[LX]. Przez krótki okres próbowała też prowadzić sklepik pasmanteryjny przy Mathiasstrasse, gdzie również mieszkała. Zmienia często adresy, prawdopodobnie szukając tańszego mieszkania. Sytuacja materialna Amalii Leist niewątpliwie wpływała też niekorzystnie na możliwość dalszego kształcenia synów. Nie udało się np. znaleźć Artura Leista w wykazach absolwentów gimnazjów wrocławskich około 1870 r. Brak również śladów jego studiów na Uniwersytecie Wrocławskim, mimo że katalogi studentów z tego okresu są kompletne[LXI]. Wiadomość, że Artur po ukończeniu gimnazjum zajął się dziennikarstwem, którą znajdujemy u niektórych autorów gruzińskich, oznaczać może, że podejmując taką decyzję, kierował się nie tylko własnymi zainteresowaniami, ale i koniecznością zarabiania na utrzymanie własne oraz młodszego brata i matki. Przypuszczenie takie potwierdzałoby przytoczone wcześniej zdanie z rękopiśmiennych wspomnień, że jego dzieciństwo i młodość zamykają lata 1852-1870. Później było już zmaganie się z niedostatkami i ponoszenie współodpowiedzialności za losy rodziny, a więc w pełni „dorosłe” życie. Dodać tu należy, że właśnie odpowiedzialność była jedną z zasadniczych cech charakteru Artura Leista.

            Kolejnym ważnym wydarzeniem w jego życiu był wyjazd do Krakowa w 1876 r. O swoim pobycie w Krakowie i jego okolicy oraz o podróżach po Galicji pisał Leist dosyć obszernie w Tagebuch eines Wanderers. Jednakże i tam również nie znajdujemy prawie żadnych wiadomości na temat okresu wcześniejszego, oprócz wzmianki, że języka polskiego zaczął się uczyć „już w ojczyźnie”, tj. we Wrocławiu, w Krakowie zaś doskonalił tylko jego znajomość. Usiłowania, aby możliwie szybko nauczyć się polskiego, zjednały mu wielu przyjaciół.[LXII] Jeden z tych nowych przyjaciół zaprosił Leista do siebie na wieś. W czasie pobytu w podkrakowskim dworze Artur poznał kuzynkę swego przyjaciela. Marię, o której „zaletach ciała i umysłu” sporo pisze. Zakochał się w niej, podobno z wzajemnością, ale nierzadko dochodziło między nimi do sporów[LXIII]. Znajomość z Marią była jeszcze jednym ważnym wydarzeniem w życiu Leista i w dużej mierze ukierunkowała jego zainteresowania. „przez nią, pisze, wszystko co polskie stało mi się drogie”. Stara się poznać historię Polski, jej literaturę, sztukę, zwyczaje. Podczas rozmów z Marią zdarzały się jednak i kłótnie. Dziewczyna wyszydzała niektóre cechy Niemców, Leist zaś bronił swojej „niemieckości”, nie chcąc się jej wyrzec nawet dla miłości pięknej Polki. Byłoby to – pisze - rezygnacją z własnej osobowości i wydawało mu się niegodne, wręcz wstrętne: „Wstrętne wydają mi się takie kreatury, które dla pewnych korzyści wypierają się swojej narodowości i przyjmują cudzy język i zwyczaje...”[LXIV]. To głębokie przywiązanie Leista do wyznawanych zasad pogłębiało nieporozumienia między nimi i doprowadziło do rozstania. Leist podróżował jeszcze czas jakiś po Galicji; był we Lwowie i jego okolicach, gdzie zwrócił uwagę na problem dwu ścierających się tu kultur, polskiej i ukraińskiej[LXV]. Następnym etapem jego wędrówki miała być już Warszawa. Tu, w czasie wojny rosyjsko-tureckiej, czytając korespondencje z frontu Niko Nikoladze, zainteresował się Gruzją. Zainteresowania te rozwijał i pogłębiał podczas pobytu na Wołyniu; najpierw pełniąc funkcje nauczyciela domowego u Nyków w Kamionce Koreckiej, później w Zdołbunowie. Tu nawiązał kontakt z najwybitniejszymi przedstawicielami kultury gruzińskiej, tu zaczął się uczyć języka gruzińskiego. Na Wołyniu i w Warszawie powstawały jego pierwsze artykuły o Gruzji[LXVI]. Tu rozpoczęła się droga Artura Leista do Tyflisu.

            Wędrówka ta trwała wiele lat. Pierwsze odwiedziny Gruzji, w połowie lat 80. pogłębiły fascynacje Leista krajem opiewanym przez Bodenstedta[LXVII], ale decyzja o pozostaniu w Tyflisie na stałe zapadła dopiero w 1892 roku. W listopadzie 1888 r. zmarła we Wrocławiu matka Artura Leista. Jego podróż do Europy w 1889 r. po kilkuletnim pobycie w Gruzji, związana była nie tylko ze sprawami wydawniczymi, jak twierdzi Piraliszwili, lecz również, a może przede wszystkim z rodzinnymi. We Wrocławiu mieszkał jeszcze jego młodszy brat Konstanty - urzędnik bankowy[LXVIII]. Spotkanie z bratem, dłuższa podróż po Niemczech i południu Europy upewniły Leista, że z Gruzją łączą go już znacznie silniejsze więzy niż z miastem, w którym spędził dzieciństwo i młodość.

            Ślub z Marią Bautlinger, Niemką urodzoną w Tyflisie, który odbył się prawdopodobnie ok. 1900 r., ostatecznie tę decyzję przypieczętował. Maria była córką Teodora Bautlingera, zamożnego tyfliskiego Niemca. Gdy Artur Leist osiadł w Tyflisie prowadziła mu gospodarstwo. Małżeństwo Leistów było bezdzietne, ale wychowywało się u nich dwu krewniaków Marii. Żona Leista była osobą bez wykształcenia i jakichkolwiek zainteresowań intelektualnych, a jej niemczyzna daleka była od poprawności[LXIX]. We wspomnieniach osób, które go znały, Artur Leist to człowiek obdarzony wielu talentami i zaletami charakteru, z których najczęściej wymieniano odpowiedzialność, pracowitość i dobroć.

 

III

 

Arturowi Leistowi zawdzięczam jedną z najbardziej fascynujących i najdłużej trwających moich przygód naukowych. Do czasu spotkania z Leistem moje zainteresowania jego „drugą ojczyzną” – Gruzją, miało dosyć marginalny charakter. Pojawiło się wprawdzie już w latach szkolnych, ale ograniczało się wtedy do przypadkowych lektur artykułów w prasie i powieści. Te zainteresowania Gruzją i Kaukazem pogłębiły się w czasie studiów na etnografii, kiedy możliwości doboru lektur stały się znacznie szersze, ale nawet wtedy nie należały one jeszcze do głównego nurtu moich poszukiwań. Po ukończeniu studiów poważnym bodźcem do ich pogłębienia stał się pobyt w Warszawie wiosną 1968 r. gruzińskiego etnografa i archeologa - doktora Tejmuraza Czikowaniego, dzięki któremu moje zainteresowania przybrały realne wymiary. Mogłem wreszcie zobaczyć kraj i poznać ludzi, o których dotychczas tylko czytałem. Nawiązane wówczas znajomości trwały wiele lat i ułatwiały realizację moich zamierzeń badawczych, również tych, wiążących się z Arturem Leistem.

W 1969 r. ukazała się książka Wacława Kubackiego, poświęcona polskiej literaturze romantycznej, związanej z Kaukazem, w przeważającej mierze dotyczącą Gruzji, Malwy na Kaukazie. Jej ramy stanowią zapiski przeżyć i wrażeń autora z dwu podróży po Kaukazie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, śladami zesłańców sprzed stulecia – „polskich patriotów i rewolucjonistów, poetów-aresztantów, inżynierów i lekarzy-katorżników, filologów i przyrodników-zesłańców, studentów i księży w karnych batalionach. Ogromne rzesze przymusowych polskich „turystów” ciągnęły tutaj prawie przez cały wiek. Zesłańcy ci zostawili po sobie liczne dokonania w wielu dziedzinach życia gospodarczego i kulturalnego Kaukazu oraz bogatą spuściznę literacką i naukową, w późniejszym okresie przeważnie zapomnianą[LXX]. Kubacki, pragnąc tę spuściznę przypomnieć, daje w Malwach na Kaukazie  szeroki jej przegląd. Spośród autorów piszących w drugiej połowie XIX wieku o Kaukazie, a zwłaszcza o Gruzji, wówczas zresztą nie zawsze już zesłańców, jednym z najchętniej i najobszerniej przez Kubackiego cytowanych, był autor Szkiców z Gruzji - Artur Leist, którego sztukę pisarską wysoko cenił.  Trudno mi dziś powiedzieć czy nazwisko Leista znałem już przed ukazaniem się książki Kubackiego, ale nie ulega wątpliwości, że to ona skłoniła mnie do sięgnięcia po Szkice z Gruzji, a później po inne prace ich autora.

Pierwsze rozdziały Szkiców z Gruzji to wrażenia podróżne Leista z drogi statkiem do Batumu, a później koleją do Tyflisu. W opisie Tyflisu, oprócz obrazów miasta i jego mieszkańców, znajdujemy wiele odniesień do historii politycznej i kulturalnej Gruzji. Sporo miejsca poświęcił też autor kolonii ormiańskiej w Tyflisie i jej życiu kulturalnemu. Przy okazji w posiadłości wiejskiej Ilii Czawczawadze Leist poczynił wiele obserwacji dotyczących życia wsi gruzińskiej. Im poświęcony jest czwarty rozdział Szkiców…, Na wsi. W następnych rozdziałach pisał autor o starożytnej stolicy Gruzji – Mcchecie oraz o przeszłości dawnego zachodnio-gruzińskiego  królestwa Imeretii i jego stolicy Kutaisi. Ostatni, najobszerniejszy rozdział poświęcony został, jak wiemy, historii literatury gruzińskiej.

Spojrzenie na kulturę ludową Gruzji, które znajdujemy w Szkicach…, ma charakter znacznie bardziej syntetyczny niż opracowania z tego okresu, dotyczące polskiej kultury ludowej, nie wychodzące jeszcze poza ramy monografii regionalnej. Leist, charakteryzując gruzińskiego chłopa, zwraca uwagę na jego poczucie godności osobistej, swobodne zachowanie i umiejętność znalezienia się w każdej sytuacji, łatwość wysławiania się; na brak zasadniczych różnic w dziedzinie obyczaju między chłopstwem a warstwami wyższymi. Wyjaśnienia szuka m.in. w układzie stosunków społecznych, dzięki któremu znaczna część treści w kulturze ludowej i szlacheckiej (przede wszystkim zaś literatura) była wspólna: „W Gruzji... poezja nie tylko liryczna, lecz i epiczna jest poniekąd ludowa i te same poezje, które po raz pierwszy deklamowano w salonie, dziś już znane są w chatach wiejskich”[LXXI]. Choć Leist nie prowadził jeszcze wówczas głębszych studiów nad gruzińską literaturą ludową, jego spostrzeżenia znalazły potwierdzenie w późniejszych badaniach, a ich wytłumaczenie w historii stosunków gospodarczo-społecznych Gruzji w XVI-XVIII w.

 

IV

 

Kiedy w 1876 r. Leist opuszczał Wrocław, miasto przeżywało okres szybkich przemian. Zmieniał się zarówno jego wygląd zewnętrzny, jak i świadomość mieszkańców. Sukcesy gospodarki niemieckiej i dynamiczny rozwój Wrocławia po 1871 r. sprzyjały zmianom sympatii politycznych i postaw wrocławskiego mieszczaństwa. Polityka państwa przestała już budzić w tym środowisku nastroje opozycyjne, a wzmagające się tendencje nacjonalistyczne i asymilacyjne w stosunku do mniejszości narodowych nie tylko nie wywoływały już sprzeciwu, lecz były na ogół akceptowane. Naciskom takim podlegała oczywiście w pierwszym rzędzie polska ludność Wrocławia. Ludność ta tak liczna na przedmieściach Odrzańskim czy Piaskowym, gdzie Leist się wychowywał, od dawna upośledzona społecznie i ekonomicznie, teraz była również coraz silniej poddawana presji asymilacyjnej. „Kariera społeczna w gwałtownie rozwijającej się gospodarce - piszą autorzy Mikrokosmosu – zależała w dużej mierze od przyjęcia niemieckiej tożsamości, która była również kształtowana dzień po dniu zarówno na skutek obowiązkowej edukacji podstawowej, jak i powszechnego poboru mężczyzn. Dzieci mogły się nauczyć czytać i pisać tylko po niemiecku; poborowi nie mogli opuścić armii cesarskiej, dopóki nie opanowali podstaw niemieckiego. Co ważniejsze, niemieckość niosła ze sobą wielki prestiż. Była powiązana z bogactwem, wpływami, nowoczesnością, kulturą wysoką i władzą”[LXXII].

            Nie wiemy jednak i prawdopodobnie nie dowiemy się już nigdy, na czym polegały osobiste doświadczenia Leista z praktyką polityczną lat 70. i co w nich stanowiło bezpośredni impuls do wyjazdu z rodzinnego miasta. Okres ten i lata wcześniejsze nadal pozostają najbardziej zagadkowymi kartami w biografii Leista. Nie ulega jednak wątpliwości, że kwestia relacji niemiecko-polskich przez wiele lat była jedna z najważniejszych w jego zainteresowaniach kulturą polską. Kwestia ta pojawia się we wspomnieniach Leista z pobytu w Galicji i ma tu także głębokie odniesienia osobiste. Jednak już wówczas starał się widzieć ją w szerszym kontekście kulturowym, zarówno historycznym, jak i współczesnym. Interesowała go zwłaszcza, jak się wydaje, problematyka pogranicza kulturowego i - używając dzisiejszej terminologii - zderzenia kultur. Pod koniec pobytu w Galicji podróżował przez pewien czas po wschodnich jej rejonach, gdzie zwrócił uwagę na problem dwu ścierających się kultur – polskiej i ukraińskiej. W czasie pobytu w Warszawie zainteresowanie Leista relacjami między „polskością” a „niemieckością” koncentrowało się przede wszystkim na śledzeniu odbicia tej kwestii w literaturze polskiej. Okresem szczególnie sprzyjającym obserwacjom i przemyśleniom nad problematyką pogranicza kulturowego, był pobyt Leista na Wołyniu. Wiele materiału do takich rozważań dostarczyły mu niewątpliwie również jego podróże po Ukrainie.

            Zdobyta przez lata pobytu w Polsce wiedza na temat historii kontaktów niemiecko-polskich i ich trudnych doświadczeń utwierdza Leista w przekonaniu, że droga do poprawy wzajemnych relacji obu narodów prowadzi przez lepsze poznanie dorobku kulturalnego sąsiadów, ich historii, literatury. Swoją pracę dziennikarską, polegającą na przybliżaniu kultury polskiej społeczeństwu niemieckiemu, traktował Leist jak misję. Tak właśnie widział swoją rolę w propagowaniu kultury gruzińskiej, kiedy w styczniu 1882 r. pisał do Akakiego Ceretelego: „piszę w języku niemieckim i polskim. Pragnę tworzyć więzi intelektualne między tymi dwoma narodami a Pańskimi rodakami”[LXXIII]. Gruzję, do której wędrówkę właśnie rozpoczął, widział Leist - jak się wydaje - jako kraj zgodnie wówczas jeszcze współżyjących ze sobą „czterdziestu rozmaitych plemion”[LXXIV]. Być może, szukał w niej, między innymi, również odpowiedzi na pytanie, czemu zawdzięcza Gruzja to zgodne współżycie różnych narodów, kultur i religii. Konstantine Gamsachurdia przy okazji jubileuszu czterdziestolecia pracy Artura Leista w Gruzji pisał: „Artur Leist przyszedł do nas jako ten, który posiadł wiedzę i ten, który jej poszukuje, jako zmęczony Europejczyk, którego cieszy nowa egzotyka i Gruzja dała mu więcej, niż południowa egzotyka daje zwykłym turystom”[LXXV].

            Wieloletni pobyt w Gruzji przyniósł jednak Leistowi trochę rozczarowań. Nie znalazł w niej recepty na zgodne współżycie narodów, kultur i religii, choć nie było tam w jego czasach konfliktów narodowościowych na dzisiejszą skalę. Od początku dostrzegał Leist np. drzemiącą w Gruzinach niechęć do Ormian i sam nie ustrzegł się, przynajmniej w pierwszym okresie odrobiny „gruzińskiej optyki” w spojrzeniu na tę nację. Późniejsze jednak jego badania i przekłady literatury ormiańskiej przyniosły mu zasłużoną opinię jednego z najlepszych specjalistów w tej dziedzinie. Nieobciążone w tym stopniu, co zainteresowania Gruzją, emocjonalnym stosunkiem do przedmiotu badań, prace Leista o historii dziewiętnastowiecznej literatury ormiańskiej, ormiańskiego teatru, czy badania nad działalnością kongregacji mechitarystów, należą do najlepszych w jego dorobku. Dorobek ten zaś jest doprawdy imponujący. W ostatnim trzydziestoleciu XIX i na początku XX w. książki i artykuły Leista ukazywały się w paru językach, współpracowały z nim redakcje co najmniej kilkunastu czasopism i wiele firm wydawniczych w kilku krajach. Polaków i Niemców zaznajamiał z historią i kulturą, zwłaszcza zaś z literaturą Gruzji i Armenii, w Gruzji popularyzował literaturę europejską. Pozostawił po sobie ogromną spuściznę naukową i literacką.

Artur Leist, podobnie jak jego pierwszy przewodnik po Gruzji – F. Bodenstedt, był romantykiem, choć przyszło mu żyć w zupełnie innej epoce, był człowiekiem honoru, kiedy to pojęcie mocno straciło już na znaczeniu. Za swoje ideały, przekonania, sympatie i przyjaźnie zawsze gotów był płacić wysoką cenę. We wspomnieniach osób, które go znały, Artur Leist to człowiek obdarzony wielu talentami i zaletami charakteru, wśród których najczęściej wymieniano odpowiedzialność, pracowitość i dobroć. Jeden z byłych uczniów Leista mieszkający w jego sąsiedztwie, wspominając go przed laty powiedział: „Do tej pory nie mogę zapomnieć ciepłej, dziecinnej duszy Artura Leista”. W podobnych słowach mówił o nim i jego stosunku do ludzi, inny jego uczeń - Tejmuraz Piraliszwili.

Blisko pół wieku trwała droga Artura Leista z rodzinnego Wrocławia do didubijskiego panteonu w Tyflisie. W czasie tej długiej wędrówki pozostawił po sobie wiele trwałych śladów i dobrze zapisał się w pamięci paru narodów[LXXVI].

 


 

Bibliografia

 

1.      Adressbuch der Haupt und Residenz Stadt Breslau, Breslau 1837, 1839, 1890.

2.      Ks. Banaszak M., Dobkiewicz Julian, (w:) Słownik polskich teologów katolickich, pod red. Ks. E. Wyczawskiego, OFM, T.I, Warszawa 1981.

3.      Bar A.,  Słownik pseudonimów i kryptonimów pisarzy polskich, T. II, III, Kraków 1936, 1938.

4.      Baranowski B., Polskie zainteresowania z XVIII i XIX wieku kulturą Gruzji, Wrocław 1982.

5.      Baranowski B. Baranowski K. , Polaków kaukaskie drogi, Łódź 1985.

6.      Bericht über die Taubstummen - Unterrichts - und Erziehung - Anstalt zu Breslau für das Jahr. Breslau 1869.

7.      Bergmann G., Der Verein für den Unterricht und die Erziehung Taubstummer und die Taubstummen - Anstalt zu Breslau..., Breslau 1894.

8.      Bodenstedt F., Erinerungen aus meinem Leben, Berlin, (t) I:1888,.

9.      Burchard P., Węgry, Warszawa 1966.

10.  Chatirichwili G., Wiedza o kulturze i literaturze starogeorgiańskiej w XIX-wiecznej Polsce (m-pis), Warszawa 1995.

11.  Chmielecki T.T., Gruziński katolicyzm w XIX i na początku XX wieku w świetle archiwów watykańskich, Toruń 1998.

12.  Davies N., Moorhouse R., Mikrokosmos. Portret miasta środkowoeuropejskiego, Vratislavia-Breslau-Wrocław,  Kraków 2002.

13.  Ks. Dobkiewicz J., Artur Leist, Szkice z Gruzji, Warszawa, „Kraj”, R.V:1886, nr 42, „Przegląd Literacki”- dodatek do „Kraju”.

14.  Gamsachurdia K., Rczeuli tchzulebani t. VI, Tbilisi 1963.

15.  Kubacki W., Malwy na Kaukazie, Warszawa 1969.

16.  Król K., Z piśmiennictwa polskiego o Gruzji, „Głos Wschodu” 1924.

17.  Król K., Gruzja. Opis kraju i jego dzieje, Warszawa 1924.

18.   Leist A., Z Warszawy do Odessy. Szkice z podróży, Nad morzem, W stepie, „Kurier Codzienny” R.XVI:1880, nr 148, 168, 179;

19.  Leist A., Listy z podróży, I Odessa, II Z Odessy do Sebastopola, III Martwe miasto (Sebastopol), IV Bachczysaraj, V Jałta, „Kurier Codzienny” R.XVII: 1881, nr 149, 156, 166, 191, 240.

20.  Leist A.,  W ojczyźnie sonetów, „Gazeta Polska”, R.1882, nr.56;

21.  Leist A.,  Dążenia cywilizacyjne Gruzinów i Ormian, „Gazeta Polska” 1882, nr 66.

22.  Leist A.,  Dziennikarstwo na Wschodzie, „Wędrowiec” R. XXII:1884, nr 11, nr 12.

23.  Leist A.,  Hafiz, „Wędrowiec” R.XXIII:1885, nr 18.

24.   Leist A., Literatura gruzińska, „Ateneum” R 1884, t. 1, z. 3;

25.  Leist A.,  Do Kolchidy. Szkice z podróży, „Gazeta Polska” R. 1884, nr 189, 164, 172, 187, 188, 190-192..

26.  Leist A., Szkice z Gruzji, Warszawa, 1885.

27.  Leist A.,  W ojczyźnie Medei, „Wędrowiec” R XXIV: 1886, nr 30, s. 363-364, nr 31, s. 363-364.

28.  Leist A.,  Literatura ormiańska, „Ateneum” R. XII:1887, s. 448-516.

29.  Leist A.,  Gruzja. Dzieje, (w:) Wielka encyklopedia powszechna i ilustrowana, t. XXV-XXVI, Warszawa 1900, s. 955-957;

30.  Leist A.,  Literatura gruzińska,  (w:) Wielka encyklopedia..., op. cit., s. 957-958

31.  Leist A.,  Gruzja (w:) Encyklopedia Powszechna S. Orgelbranda, t. VI, Warszawa 1900, s. 384-385.

32.  Leist A.,  Tagebuch eines Wanderers, Dresden 1909.

33.  Leist A.,  Sakartwelos guli , Tbilisi, 1923, (cigni 1),

34.  Łaganowski S., Przez lądy i morza, część druga wypisów geograficznych, pt. Ziemia w opisach i obrazach. Ameryka, Australia, Azja,  Afryka, Warszawa 1925.

35.  Moczchubaridze A., Elisso. Opowiadanie z życia Czeczeńców, przełożył z gruzińskiego A. Leist, Warszawa 1887, dodatek do: „Kłosy” R.1887, t.44.

36.  Nehring W., Sprawozdania literackie, „Przegląd Literacki” dod. do „Kraj”, R. XI:1887, nr 37.

37.  Piraliszwili T.., Artur Laisti (w:) A. Laisti, Sakartwelos guli, Tbilisi 1963.

38.  Rewiszwili Sz.., Artur Laisti da kartuli cigni, „Mcignobari” 1983.

39.  Reychman J., Ze stosunków literackich polsko-gruzińskich w XIX w., „Przegląd Humanistyczny”, 1961,nr 3.

40.  Reychman J., Arcydzieło Rustawelego w Polsce, „Przegląd Orientalistyczny” 1966,nr 4.

41.  Reychman J., Friedrich Bodenstedt i Tadeusz Łada -Zabłocki, „Acta Philologica” 1972, (nr) 4.

42.  Reychman J., Podróżnicy polscy na Bliskim Wschodzie, Warszawa 1972.

43.  Słownik geograficzny Królestwa Polskiego..., T. III, Warszawa 1882.

44.  Słownik pseudonimów pisarzy polskich , t. III, R-Ż, Wrocław Ossolineum 1996.

45.  Strumpf  E., Obrazy Kaukazu. Kartki z podróży, Warszawa, 1900.

46.  Ułaszyn H., Gruzja i Gruzini, Kraków 1901.

47.  Winiewicz K., Literatura gruzińska, (w:) Wielka literatura powszechna, t. 1 Wschód – literatury klasyczne, pod red. S. Lama, Warszawa 1930.

48.  Woźniak A., O kaukaskich drogach Polaków, „Etnografia Polska”, t. XXXI: 1987, s. 231-236.

49.  Woźniak A.,  Dobry Europejczyk w Tyflisie. Śladami Artura Leista, „Pro Georgia”, t. VII:1998, s. 85-99.

50.  Woźniak A.,  Polskie badania etnograficzne w Gruzji w drugiej połowie XIX i początku XX wieku, „Lud”, t. XXXVIII, R. 2004.

51.  Woźniak A.,  Edward Strumph (1873-1901), Siedlce 1988.

52.  Woźniak A.,  Artur Leist, pisarz i uczony z pogranicza trzech kultur, (w:) Czas zmiany, czas trwania. Studia etnologiczne, pod red. J. Kowalskiej, S. Szynkiewicza i R. Tomickiego, Warszawa 2003, s. 273-296.

53.  W.W.,  Szkice z Gruzji przez Artura Leista, „Ateneum” 1885, t. IV (XL).


 

 

Nota o autorze

Dr hab. Andrzej Woźniak  (ur. 1939 r.), po ukończeniu studiów na Wydziale Historycznym UW (etnografia) w latach 1966-1981 był pracownikiem dydaktycznym w Katedrze Etnografii UW. W 1973 r. obronił pracę doktorską. W Warszawie prowadził zajęcia z etnografii historycznej Polski i etnografii Gruzji, oraz na Uniwersytecie Łódzkim  z etnografii Gruzji. W latach siedemdziesiątych kierował badaniami nad etnografią miasta w Żyrardowie. W 1981 r. przeszedł do pracy w Instytucie Historii Kultury Materialnej PAN, gdzie poza kontynuacją jego wcześniejszych zainteresowań prowadził badania nad Polonią w Gruzji i Gruzinami w Polsce. W latach 1984 i 1987 odbył poszukiwania w Gruzji, których rezultatem były liczne publikacje dotyczące Polonii gruzińskiej i Artura Leista. Habilitowany w 1987 r., był docentem w Instytucie Etnologii i Archeologii PAN. Jest autorem kilkudziesięciu artykułów, rozpraw i studiów oraz kilku osobnych publikacji naukowych, a także wielu recenzji. Od 2007 r. na emeryturze.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

SZKICE Z GRUZYI

 

 

PRZEZ

 

ARTURA LEISTA

 

 

WARSZAWA

Nakładem księgarni A. W. Gruszeckiego

̶

1885


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ДОЗВОЛЕНО ЦЕНЗУРОЮ

Варшава, 7 февраля 1885 года

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


W drukarni J. Sikorskiego, Warecka Nr. 14.


 

 

//1

I

 

Już dawno mi znikła z oczu jasnowłosa moja towarzyszka podróży, już ulotnił się zapach konwalii, które mi dała na pamiątkę, już zaciera się w mej wyobraźni obraz tej uroczej Warszawianki, z ust której ostatnie usłyszałem słowa polskie. Jestem już daleko od tych stron, gdzie jodłowe szumią lasy i zielone wierzby, przezroczyste wieńczą strumyki.

Podniesiono już kotwicę, i parowiec nasz oddala się od brzegu, udając się w podróż do Batumu[LXXVII], gdzie przybyć ma za dni cztery. Niebawem jesteśmy na otwartem morzu, na tej nieprzejrzanej przestrzeni wód, która dziś tak cudnie błyszczy w blasku czerwcowego słońca. Fale ledwie się kołyszą i cisza pa-//2 nuje na morzu, w powietrzu, jak również i na statku, którego dwa wielkie salony tylko kilku mieszczą podróżnych. W pierwszej klasie jest nas ośmioro: jeden zawzięty Prusak, jeden Pers z owczym nosem, jeden Amerykanin, który wciąż listy pisze i z nikim rozmawiać nie raczy, dwóch Rossyan z Petersburga, i zresztą jakaś młoda para, to jest on i ona.

Po cichych falach płyniemy dalej, patrząc na cudowny świat lazurów i gawędząc ze sobą. Pers opowiada nam wiele o Teheranie i mianowicie wyborną francusczyzną, tak, że możnaby go wziąć za Francuza, gdyby nie ta jego płeć kawowej barwy i ten duży nos owczy.

W końcu nastaje wieczór, księżyc wychodzi z morza, oblewając je swem srebrnem światłem, które prawie każdego do marzeń usposabia. Na całym statku panuje cisza, ten i ów nuci sobie jakąś piosnkę, prawie nikt głośno nie rozmawia i jęki maszyny i śruby są jedynemi w tej ciszy dysonansami. Rano, kiedy już dawno słońce błyszczy na niebie, wjeżdżamy do portu sebastopolskiego. Ponieważ byłem tu już kilka razy, więc nawet na ląd nie wychodzę, gdyż zresztą upał jest wielki i pył, unoszący się nad ulicami, widoki wszelkie zasłania. W Sebastopolu statek stoi //3 sześć godzin, to jest tyle czasu, ile człowiek nudzący się, potrzebuje do policzenia wszystkich gwoździ i szpar na okręcie.

Około pierwszej popołudniu ryczy maszyna i znów płyniemy dalej. Zbliżając się do przylądka Chersones, statek nasz zaczyna się huśtać należycie, co niejednemu z nas grozi chorobą morską. Brzegi są tu bez powabu, gdyż wszędzie widać tylko nagie skały, o które się bałwany z rykiem rozbijają. Od Bałakławy za to wybrzeże staje się prawdziwie ładnem, gdyż tu już zaczyna się „raj krymski,“ i pas gór, zasłaniających go od północy. Mamy teraz cudne widoki na zielone góry i doliny, wyglądające jak jeden olbrzymi ogród, gdyż w zielonym szeregu tych uroczych dolin niema prawie przerwy. Co chwila występują nowe obrazy, z poza każdego przylądka wychyla się nowy ,,raj,“ pełen lasów, ogrodów i pałaców. Po parogodzinnej żegludze objeżdżamy przylądek Partenit i przed nami leży zatoka Jałtyńska, zasiana wiłami szczęśliwych bogaczów, którzy tu lato i jesień spędzają, oddychając rozkosznem powietrzem gór i morza. Statek nasz zatrzymuje się w zatoce, o pół wiorsty od brzegu. Natychmiast wsiadamy do łódki i płyniemy do lądu. Na bulwarze czeka już cały szereg powozów, aby //4 przyjąć podróżnych i wyrzucić ich do jednego z drogich hotelów. My także wsiadamy do powozu, ale nie dlatego aby jechać do hotelu. Udajemy się w góry, by ztamtąd używać cudnego na całą zatokę widoku. Jedziemy do Massandry, o trzy wiorsty od Jałty, i tam wśród platanów i olbrzymich drzew orzechowych, nasycamy się pięknościami natury. U stóp naszych leży Jałta, oświetlona ostatniemi promieniami zachodzącego słońca, dalej zaś, ciągnie się urocze wybrzeże a przed niem, aż do krańców horyzontu, rozpościera się pogodne, piękne i spokojne morze, migające się w czarodziejskiem świetle letniego wieczoru.

Około godziny dziewiątej płyniemy dalej, ale prędko zapadająca noc, już niedozwala nam widzieć pięknej dekoracyi wybrzeża, które prawie do Teodozyi jeszcze jest dość powabne, choć góry coraz mniejszemi się stają. Tak jak wczoraj, zachwycamy się znowu światłem księżyca, którego promienie w gładkiej kąpią się toni. Zdaje się, jakgdyby bezustannie płynęła ku nam olbrzymia powódź złota, mieniąca się, błyszcząca i gasnąca na chwilę, aby na nowo jeszcze jaśniejszym za-błysnąć blaskiem.

W Jałcie przyłączył się do naszego towarzystwa jakiś otyły Francuz, który jedzie na //5 Kaukaz, gdzie już od lat kilku mieszka jego szwagier.

        Vous connaissez donc mon beau-frère!— mówi do każdego.

        Z pewnością, —szepce mi do ucha jeden z Petersburczyków, —to znany łotr, który obdziera ludzi bez miłosierdzia.

Wnet rozpoczęła się dyskusya pomiędzy Francuzem i Persem.

        My was i wasz kraj prędko podźwigniemy, —mówi Francuz, —niech nam tylko wasz szach da więcej możności do działania.

        Tak, tak, —mówi Pers, —wy nam prędko zadacie cios ostateczny, z waszej łaski wkrótce będziemy żebrakami.

        Ha, ha! — śmieje się Francuz, — u was jeszcze dosyć bogactw, wy gwoździem podrapujecie trochę ziemię i rośnie wszystko jak na drożdżach. Tak, tak, u was jeszcze niema co myśleć o biedzie. Tylko cywilizacyi wam trzeba, którą wam jedynie Europejczycy dać mogą.

Ta wasza cywilizacya wycieńcza nas,— odpowiada Pers z gorzkim uśmiechem, —żaden z was nie myśli o cywilizowaniu Persyi, wy przychodzicie dla zrobienia bogactw, i napełniwszy kieszeń, wracacie do domu, mówiąc: après nous le déluge! //6 Pers i Francuz dalej ze sobą dyskutają, my zaś udajemy się na spoczynek. Nazajutrz zrana, mamy już przed sobą goły brzeg, gdyż góry dawno znikły i nic już oka nie nęci. Taki smutny widok mamy aż do Kerczu, do którego się zbliżamy w południe. Już w oddaleniu o kilka wiorst od Kerczu, spotykamy wiele okrętów i parowców, gdyż miasto to jest, po Odesie, drugim portem Czarnego morza i ożywiony prowadzi handel, zwłaszcza zbożem, wełną i skórami. Kercz leży nad zatoką tegoż nazwiska, i dość ładnie się przedstawia, gdyż nad niem wznoszą się wcale pokaźne góry. Domy jego prawie wyłącznie zbudowane są z kamienia, ulice szerokie, i w większej części wysadzone drzewami, choć okolica bardzo uboga w zieloność. Mieszkańcy Kerczu składają się ze wszystkich narodowości Azyi i Europy, ale zdaje się, że pomiędzy nimi przeważa element grecki, gdyż synowie Helady opanowali tu cały handel. Na jednej z gór, sterczących nad miastem, wznosi się tak zwany pomnik Mitrydata. Podanie głosi, że wielki król Pontu umarł tu i tu został pochowany. W starożytności były tutaj bezwątpienia kolonie greckie, o czem sądzić można z dość bogatych wykopalisk. W Kerczu znów stoi nasz statek //7 kilka godzin. Wreszcie około szóstej wieczorem płyniemy dalej w kierunku południowo-wschodnim. Zdala widać już półwysep Taman, którego brzegi dość tu są niskie i niepokaźne.

Nazajutrz rano wbiega do mojej kajuty Prusak i czyni mi wyrzuty za długie spanie.

        Wstydź się pan, — rzecze, — już widać, kaukaskie góry i pan możesz tak długo spać; to nie do darowania.

Wychodzę natychmiast na pokład i rzeczywiście wspaniały widok przedstawia się moim oczom. Góry, które widzę przed sobą na wybrzeżu, są wprawdzie jeszcze niebardzo wysokie, ale przez lunetę widać już śniegiem pokryte olbrzymy. Wszędzie na tych górach ciągną się gęste lasy, sięgające aż do linii wiecznego śniegu. Cudny jest to kraj, to kaukaskie wybrzeże Czarnego morza, ale cisza panuje w jego zielonych, rajskich dolinach, niewidać ani osad, ani miast, ani wsi żadnych. Tylko miejscami pokazuje się na samym brzegu jakaś wiosczyna, ale to bardzo rzadko, gdyż kraj ten po wyjściu Czerkiesów do Turcy [LXXVIII], opustoszał zupełnie.

Zamki, które od czasu do czasu widać na niedostępnych prawie górach, leżą już w ruinach, drogi do nich dawno zarosły gęstym lasem. Niegdyś miesz-//8 kali tam potężni eldarowie, książęta licznych plemion, huczały w zamkach sumy i rozlegały się śpiewy. Dziś tylko orzeł tam się gnieździ, a z nim roje wężów i jaszczurek. Czem dalej się posuwamy na południe, tem wyższemi się stają góry, tem wspanialsze odsłaniają się nam krajobrazy; na środkowych górach leży śnieg tylko w jarach, wyżej widać go całe łany i jeszcze wyżej pojawia się już jako wieczny lód, stanowiący wspaniałą koronę olbrzymiego gór łańcucha.

Na statek nasz przybyło w Kerczu i Noworossyjsku kilku nowych, zupełnie wschodnich pasażerów. Są to Turcy, jadący do Trebizondy[LXXIX] i patrzący na nas, Europejczyków, dość podejrzliwie. Prócz nich, leży na pokładzie cała gromada Greków, z których jeden w okularach, czyta głośno jakąś książkę, która widocznie musi być nader ciekawą, gdyż słuchacze zdają się chciwie pochłaniać każde słowo. Przez cały dzień nie tracimy wybrzeża z oka. Wciąż odsłaniają się nam nowe krajobrazy, coraz nowe góry i nowe doliny, ale wszędzie ta sama cisza i nigdzie nie widać ludzkiego mieszkania.

Wreszcie, czwartego dnia rano, o godzinie czwartej wjeżdżamy do batumskiego portu, który z powodu otaczających gór, jest jednym //9 z najbezpieczniejszych na wybrzeżach morza Czarnego. Razem z nami wchodzi do portu ogromny francuski parowiec „Mingrelia," płynący z Marsylii. Port batumski jest bardzo ożywiony, handel prowadzi się tu dosyć znaczny. Ledwie przybyliśmy do lądu, już otacza nas cała gromada Turków, ofiarujących się nieść nasze kufry. Ponieważ niema, czasu do stracenia, oddajemy je na ich silne barki i śpieszymy do dworca kolei żelaznej, gdyż pociąg do Tyflisu wkrótce ma odejść.

                                        

II

 

Batum jest miastem przeważnie tureckiem, choć od czasu swego przejścia pod panowanie rossyjskie, już znacznie zmieniło swoją powierzchowność. Mieszka tu już wielu kupców europejskich, po większej części nafciarze, gdyż nafta jest alfą i omegą dla Batumu[LXXX]. To też o niczem innem tu nie mówią, i wszystko, czego się dotkniesz, cuchnie naftą. Bałem się też, aby mi tu zamiast herbaty, nie //10 podano nafty, ale na szczęście skończyło się na zapachu. Prócz nafty, ma Batum jeszcze drugą osobliwość miejscową, nie przywiezioną jak ów światłodajny płyn, a mianowicie wyśmienite bagna, otaczające miasto bardzo sumiennie. Bagna te są wielce rozległe i dzięki ich wyziewom, panuje tu wciąż febra, dokuczająca w jednakowym stopniu krajowcom jak i cudzoziemcom.

Z tych i innych powodów, wolałbym w Pacanowie posiedzieć dwa tygodnie, aniżeli w Batumie jeden dzień, choć co prawda okolica Pacanowa nie może się porównać z okolicą Batumu, gdzie morze oblewa brzegi pokryte zielonością, gdzie wszystkie drzewa i krzewy południa, nieprzebite stanowią gęstwiny.

Więc to jest Kolchida! —pomyślałem sobie, siadając obok jednego Ormianina do wagonu; —tu przyjeżdżał Jazon po złote runo i porwał sobie po drodze Medeę, bo i ładna kobieta nie zawadzi, gdy się ma złoto. Kobiety przecież lubią złoto, a Ormianie jeszcze więcej. Ta cała wyprawa Argonautów musi być wierutną bajką, i Jazon chyba niczem innem nie był jak kupcem, który tu przybył dla handelku, a znalazłszy złoto i ładną kobietę, umknął niezapłaciwszy może rachunku w hotelu. Gruzini mówią, że i dziś jesz-//11 cze wielu takich Jazonów przybywa do nich z Europy.

Ormianin mój, był jak Niemcy mówią:— ein wahres Prachtexemplar swojego rodzaju, czyli lepiej swojego narodu. Wracał on z jednego z uniwersytetów rossyjskich do Tyflisu na wakacye, mówił dobrze po francusku, i zdawał się być człowiekiem przyzwoitym i zamożnym. Ale to wszystko jeszcze nie są przymioty, które go w mych oczach podniosły do rzędu prachtexemplarów. Nie, ormianin mój był przytem usłużny, i gdy widział, że zajęty jestem oddawaniem swojego bagażu, ofiarował mi swoje usługi i kupił mi bilet do Tyflisu. Przynosząc bilet, oświadcza jednak, że zgubił przy kasie rubla, i niewie czy to był mój czy jego rubel.

— Więc przyjmij pan odemnie połowę swej straty, —rzekłem poczciwemu, zamożnemu Ormianinowi, i wyliczyłem mu sumiennie pięćdziesiąt kopiejek srebrem. Ormianin ani na chwilę się nie zawahał i przyjął ten datek z najzimniejszą krwią. Oglądając jednak srebrniki spostrzegł, że w jednym z nich jest mała dziureczka, i zwrócił mi go natychmiast, mówiąc, że na Kaukazie takich dwudziestówek nikt nie przyjmuje. Uczyniłem mu zadość i spojrzawszy na nie-//12 go z pogardą, odwróciłem się, myśląc, że u nas żebracy biorą przecież co im się daje i dziękują jeszcze za jałmużnę, czego Ormianin wcale nie uczynił.

Około godziny ósmej wyruszyliśmy wreszcie w drogę do Tyflisu[LXXXI]. Z początku pędzi pociąg wzdłuż starego miasta tureckiego, którego nędzne domy niewiele nas zajmują; ciekawszemi są dla nas dzikie postacie, gapiących się na nas Turków. Pomiędzy nimi widzimy także jakąś zagadkową Tarczynkę, zagadkową dlatego, że jest cała osłonięta długą i gęstą czadrą[LXXXII]. Tym sposobem nie widzimy jej wdzięków, które co prawda, może trzech groszy nie są warte.

Niech się szanowne czytelniczki nieobrażają, że wdzięki kobiece oceniam jak handlarz niewolnikami, ale jestem na wschodzie, gdzie u mahometan przecież do dziś dnia płaci się za żonę tak zwany „urad“.

Zaraz za Batumem, zaczynają się góry i gęste lasy, pomiędzy górami zaś ciągną się rozległe bagna, zarośnięte bujną roślinnością. Pociąg pędzi długo nad samem morzem. Z drugiej strony mamy dziewicze gęstwiny, przez które zdaje się iż promień słońca nie przechodzi, tak bujnie rośnie tu wszystko, tak potężnie pnie się tu każda roślina w górę.

//13 Około pół godziny jedziemy brzegiem. Wciąż uśmiecha się do nas lazurowe zwierciadło morza, błyszczące spokojnie w blasku porannego słońca znika wreszcie, —i oto jesteśmy w wielkim lesie, w którego gęstwinach tysiące śpiewa słowików. Śpiew ich jest tak donośny, że pomimo huku pociągu, najwyraźniej słyszymy jego dźwięki.

W lesie tym olbrzymim nie widać śladu ludzkiego mieszkania i tylko od czasu do czasu pojawiają się tuż przy kolei drewniane szałasy, stojące na wysokich słupach i służące zapewne za miejsce noclegu zajętym przy karczowaniu lasu, robotnikom. Sposób budowania tych szałasów na słupach, musi mieć zapewne swą przyczynę w mnóstwie znajdujących się tu wężów i innych szkodliwych gadów. Las otaczający nas niema podobieństwa do naszych lasów; drzewa jego i krzewy są prawie wyłącznie właściwe tylko tutejszej strefie. Znajdują się pomiędzy niemi także drzewa orzechowe, dzikie jabłonie i klony. Przedziału pomiędzy drzewami prawie niema; każdy cal ziemi zarośnięty jest gęstemi krzakami, po których wiją się rozmaite rośliny, jak bluszcz, albo też stoją rododendrony i olbrzymie paprocie. Ręka ludzka zdaje się nie dotknęła jeszcze ni-//14 gdy tej nieprzebitej gęstwiny, gdyż obok drzew zwalononych wiekiem, rosną nowe i znowu nowe, silnie pną się w górę. pomimo leżących obok na pół zgniłych pni i konarów.

Na pierwszej stacyi wsiada do naszego wagonu Gruzinka w narodowym stroju, pierwsza córka Kolchidy, jaką spotykamy. Nie wygląda jednak wcale na niebezpieczną czarodziejkę. Razem z nią przybywa dwóch mężczyzn w mingrelskim[LXXXIII] stroju, obaj uzbrojeni podług obyczaju tutejszego. Noszą oni długie kaftany jak Czerkiesi[LXXXIV], baranie czapki, srebrne pasy i szaszki[LXXXV] w kosztownej pochwie.

Po dwóch godzinach jazdy, kończy się las. Mamy teraz z obu stron cudowne góry, pokryte świeżą zielonością. Krajobraz zmienia się bezustannie, ciągle wyłaniają się nowe góry, coraz nowe otwierają się doliny, coraz inna pojawia się w tej zieloności rozmaitość. Od czasu do czasu widzimy jakąś wiosczynę, pola orne, zasadzone kukurydzą, pastwiska, na których liczne pasą się stada owiec i bawołów, albo małą rzeczułkę, nad której brzegami stoją zielone wierzby, przypominające mi daleką Polskę i jej kwieciste niwy.

Po lewej stronie kolei płynie teraz Rion[LXXXVI], jedna z najbystrzejszych rzek Kaukazu. Odtąd już długo będzie on naszym towarzyszem //15 gdyż kolej trzyma się jego biegu, albowiem innego tu przejścia niema przez góry.

Z każdą wiorstą krajobraz staje się cudowniejszym, rozmaitszym i bardziej malowniczym. Można powiedzieć, że kolej, ta należy do jednej z najpiękniejszych w całej Europie, jeżeli nie jest bezwzględnie najpiękniejszą. Trudno znaleźć gdzieindziej tak cudnie zielone i wysokie góry, tak piękne doliny i tak bujną jak tu roślinność. Na każdej stacyi przybywa nam więcej towarzystwa miejscowego, mamy już w naszym wagonie cztery Gruzinki, ale daremnie jeszcze szukam tych pięknych kobiet, sławę których świat cały głosi. Na stacyach ofiarowują nam wieśniacy wiśnie, poziomki i róże, w bufetach roją się malownicze postacie, błyszczą srebrne pochwy kindżałów[LXXXVII] i szaszek, błyszczą czarne oczy Mingrelek i wino kachetyńskie[LXXXVIII] leje się strumieniami. Czujemy coraz dobitniej, że wjeżdżamy do pięknej, romantycznej Gruzyi, do kraju słońca, laurów, rycerzy i starych zamków.

Zbliżając się do Kutaisu[LXXXIX], stolicy Imeretyi[XC], wjeżdżamy na płaszczyznę, po obu stronach której góry wciąż są widzialne. Równina ta jest na kilkadziesiąt wiorst szeroką, zielone jej niwy, ogrody i gaje dają wymowne świa-//16 dectwo o jej urodzajności i błogosławionym klimacie. Tu zachowują drzewa i krzewy wiecznie swą zieloność; w grudniu kwitną róże i słonce uśmiecha się zielonym niwom. Na stacyi Rion zatrzymujemy się nieco dłużej, gdyż ztąd idzie siedmiowiorstowa kolej do Kutaisu. Jesteśmy więc w samem sercu Imeretyi, tej perły Gruzyi, słynącej z róż i cudnych dziewic. Na cześć ostatnich wychylamy parę szklanek ognistego wina kachetyńskiego, i spojrzawszy z boku na piękne Kutaisanki, chodzące po platformie, pędzimy dalej ku Tyflisowi. Mamy teraz Rion po prawej stronie, i widzimy ciągle jego strome malownicze brzegi, uwieńczone kwiatami i bujną zielonością. Serce nam się raduje, gdy patrzymy na te majestatyczne góry, na te gęste lasy, na te strome skały i pieniące się u stóp ich, wody Rionu; na całym tym krajobrazie leży jeden uśmiech, jeden wspaniały blask słońca, i zdaje się, że pieśni słowików, które do nas dochodzą, głoszą w swych przeróżnych trelach jeden wyraz: raj! raj!

Wstępujemy znowu w góry, w góry; coraz wyższe, ale zawsze piękne, rozkoszne. Linia kolei podnosi się teraz, przechodzi parę tunelów i czołga się po krawędziach gór coraz wyżej, na tak zwany, przesmyk suramski[XCI].

            //17 Kto ma oczy, niech patrzy teraz, kto ma serce, niech czuje teraz, gdyż otwiera się przed nim nie wyśniony, piękniejszy niż wszelkie marzenia, ogród Stwórcy w całej swej doskonałości!

Rozlegają się dokoła wykrzykniki; co za cuda, co za góry, skały, doliny, lasy, krzewy, kwiaty, źródła, co za słońce, co za blask, co za światło!

Od stacyi Poni, linia kolei znowu się zniża, i po półgodzinnej jeżdzie jesteśmy na równinie, gdzie teraz Kura[XCII] nam towarzyszy, ta królowa rzek kaukaskich. Wody jej są jednak mętne, i jeżeli ją poeci gruzińscy opiewają, to chyba dla pięknych brzegów, bo wcale nie dla „przezroczystej toni.“ Ale tak, wielkie rzeki mają swój powab, mają swe znaczenie w życiu ludzi, nad niemi mieszkających i dlatego też przywiązuje się każdy do swej rzeki rodzinnej. Gruzini, którym się oczy błyszczą od zachwytu, kiedy na swoje cudne spoglądają krajobrazy, opiewają więc swą rodzinną Kurę, pomimo, że fale jej są mętne i nawet często brudne. Nad Kurą ciągną się przecież urocze niwy, nad jej brzegami stoją stare zamki i pałace, nad Kurą słychać echo smętnych pieśni i z jej toni czarnookie dziewice //18 czerpią codzień wodę, nad jej brzegami zbierają kwiaty.

Pędzimy dalej po równinie, zawsze jeszcze pięknej, ale już wieczór zapada— a zapada on nie powoli jak u nas na północy, lecz spiesznie. Zaledwie słońce zaszło, już cienie nocy ścielą swe zasłony.

W dali widzimy błyskawice, szybujące nad horyzontem i oświetlające na chwilę tę urocze, uśpione już niwy lubej Gruzyi. Gasną wtedy gwiazdy i dzień się robi naokoło, świt jakiś czarodziejski, jak ów świt, kiedy Romeo i Julia na balkonie o swej smętnej mówili miłości. Widać zielone drzewa i kwitnące róże, ale to wszystko znika w tej samej chwili i znów błyszczą gwiazdy na niebie.

Potem wschodzi księżyc i oblewa na nowo te niwy swoim blaskiem. My wciąż dalej śpieszymy, coraz bliżej jesteśmy Tyflisu. Już dochodzi nas zdaleka jakiś głuchy szum, jakiś tłumiony, niewyraźny gwar, potem widzimy światła, przejeżdżamy koło jakichś domów, gwar staje się głośniejszym, wyraźniejszym, świateł coraz więcej, lokomotywa świszczy, zwalnia bieg —jesteśmy w Tyflisie.

 

 

//19

III

Tyflis

 

Wszędzie pieśni, wszędzie śmiechy,

Wszędzie tłum i gwar uciechy,

Wszędzie kwiatów cudne wieńce,

Wszędzie wonnych róż rumieńce.

Tu w ogrodzie zurna grzmi,

Tu Elissy oko lśni,

Tu w ogrodzie dziewcząt rój,

Tu ty jesteś skarbie mój!...

 

Tyflis nigdy nie śpi, chyba w południe, kiedy słońce swe palące promienie rozsyła na jego ulice i pod groźbą porażenia, wszystkich mieszkańców trzyma w zamknięciu. O tej porze cisza panuje na jego ulicach, okna się zamykają, sklepy są pozawieszane firankami, konie, osły i bawoły śpią gdzieś w cieniu; na bazarach ustaje wszelki ruch, wszelki handel, kupcy siedzą we wnętrzu swoich sklepów, gdzie sobie odpoczywają, albo też jak Persowie i Tatarzy dla zabicia czasu odzież czyszczą z owadów. Ma to być ich codziennie zatrudnienie.

Około szóstej wieczorem, kiedy już słońce zniża się na horyzoncie, budzi się na nowo //20 życie. Okna się odsłaniają i otwierają, na ulicach pokazują się przechodnie i powozy, których długie rzędy toczą się po ulicach prowadzących do Musztaidu i innych ulubionych ogrodów publicznych.

Od tej pory już gwar nie ustaje do rana i z ulic nieustanny dochodzi turkot powozów, a z ogrodów odgłos muzyki i pieśni. Gruzini lubią się bawić i bawią się hucznie i długo, tak, że podczas nocy letnich, światła nie gasną w wielu domach i ogrodach. W taką to noc wejść trzeba na jedną z gór otaczających miasto, i spojrzeć w dół, na to morze świateł tonących w labiryncie jego ulic, albo błyszczących w cieniu drzew licznych i pięknych ogrodów. Widok prawdziwie wspaniały, zwłaszcza, kiedy pogodne niebo swym blaskiem księżycowym obrazowi temu dodaje uroku.

Wogóle Tyflis jest bardzo malowniczy, gdyż dzięki górzystemu położeniu, przedstawia wielką rozmaitość. Piękne pałace, kościoły i liczne ogrody przeplatają ten amfiteatr ulic. Pałace i domy nawet w dzielnicy europejskiej, budowane są po większej części w stylu gruzińskim, to jest mają tylko jedno piętro, otoczone z frontu i z tylnej strony szeroką galeryą albo balkonem, którego kraty //21 lub poręcze dość gustownie bywają rzeźbione. Styl tych drewnianych rzeźb, zdaje się pochodzić z Persyi, gdyż przypomina styl perski w wysokim stopniu, i jak ten, składa się z ozdób, z arabesek, kwiatów i liści. Wszystkie galerye i balkony są kryte; na ich często dość wysokich słupach, wznosi się płaski dach, którego fryzy i gzemsy również ozdobione są rzeźbami. Na tych balkonach, urządzanych zawsze z dwóch stron domu, aby w różnych porach dnia dawały schronienie od słońca, widzieć można wieczorem wiele pięknych kobiet. Mkną tu jeszcze co wieczór owe zgrabne nóżki, o których niegdyś śpiewał Bodenstedt[XCIII]- Nazwisko tego poety zna każdy wykształcony Gruzin, choć niewszyscy czytali jego poezye. Również pomiędzy kobietami znaleźć można sporo wielbicielek Bodenstedta, który opisał ich powaby nader poetycznie i niemało się przyczynił do rozgłosu piękności Gruzinek.

Wnętrze domów gruzińskich, straciło dziś już wiele na swej oryginalności, gdyż w mieszkaniach ludzi zamożniejszych i już po europejsku żyjących, napotyka się takie same jak u nas urządzenie i chyba niskie sofy, dywany, zaopatrzone w długie, okrągłe poduszki, kobierce perskie i obicia mebli, przypomni-//22nają widzowi swą jaskrawością, że się znajduje na wschodzie. Fortepian, ta katarynka salonów, jak go nazwał Heine, stanowi naturalnie także niezbędną ozdobę salonu każdego, jako tako zamożnego, Gruzina i Ormianina. Grają na nim czarnookie córy wschodu dość biegle, ale gra ich dopiero wtedy ma wielki dla europejczyka urok, kiedy zabrzmią dźwięki jakiejś półdzikiej i smętnej pieśni narodowej.

Stare domy gruzińskie mają zwykle tylko jedno piętro i więcej niż dwie rodziny najczęściej w nich nie mieszkają. Przytem ma każde mieszkanie osobne wejście z ulicy, osobne schody i oddzielne galerye.

Większość tych domów znajduje się na starem mieście, którę także azyatyckiem nazywają[XCIV]. Tu może od stu lat, to jest od przejścia Gruzyi pod panowanie Rossyi[XCV], niewiele się zmieniło, gdyż domy zwykle są bardzo stare, i ulice niemiłosiernie krzywe. W tej części miasta rzeczywiście jeszcze panuje Azya w całej swej różnorodnej, pstrej, skostniałej i przykrej oryginalności. To też Europejczyk tu rzadko zagląda i chyba przychodzi, aby zadosyć uczynić swej ciekawości, dla której się tu w każdym razie niemało znajduje materyału.

//23 Stare miasto ciągnie się po obu stronach rzeki Kury aż do gór, otaczających Tyflis ze wszech stron, skutkiem czego upały dają się tam uczuwać dotkliwie. Ulice, które już w dole są dosyć wąskie, zwężają się jeszcze bardziej na górze; domy wznoszą się amfiteatralnie do znacznej wysokości, tak że do wielu z nich niełatwo dostać się można. Niewiem dlaczego te jaskółcze gniazda tam przylepiano do stoku góry, skoro w dolinie, gdzie się dziś europejska mieści dzielnica, dość było pustej przestrzeni, Panuje tu wszędzie ciasnota i z powodu licznej ludności gnieżdżącej się w tych domach, czasem napozór jeden na drugim stojących, powietrze jest tu niezdrowe i dla Europejczyka prawie nieznośne. Widząc niechlujstwo mieszkań i ulic starego miasta, uwierzy się dopiero w prawdziwość opisów dżumy, która tu grasowała w r. 1797 i straszne w całej Gruzyi czyniła spustoszenia. Było to w czasie, kiedy kraj targany był wojną domową pomiędzy książętami rodziny panującej, kiedy Persowie wciąż grozili napadami, kiedy bezpieczeństwo i spokój ustąpić musiały przed zawiścią i dziełem zemsty stron wojujących. I w takim to strasznym czasie nadciągnęła na nieszczęśliwą Gruzyę jeszcze straszniejsza niż wojna burza i jak //24 bicz Boży wyniszczyła jej ludność. Co się tu wtedy dziać musiało w tych krzywych, ciaznych zaułkach, w tych cuchnących, gęsto ludźmi napełnionych jaskiniach, pod palącemi promieniami podzwrotnikowego słońca, tego chyba żadne pióro nie opisze.

Nieco zdrowsze i porządniejsze są części starego miasta, leżące nad samą Kurą, która tu ma bardzo strome i wyniosłe brzegi. Często domy zdają się wisieć na krawędzi skały i galerye, otaczające je od strony rzeki, sterczą już nad wodą, chociaż w dość znacznej wysokości. W tej stronie miasta jest też wiele ogrodów, które w pobliżu Kury wcale ładną stanowią dla jej brzegów dekoracyę.

Życie uliczne starej dzielnicy Tyflisu ma naturalnie więcej w sobie osobliwości, aniżeli ruch na ulicach dzielnicy europejskiej[XCVI], gdzie już przeważają obyczaje i stroje zachodu. Jak wszędzie na wschodzie, tak i w Tyflisie mieszkańcy żyją i pracują więcej na dworze aniżeli w domach, tak że przychodzień wygodnie przypatrywać się może całemu ruchowi gospodarstwa domowego. Szyją, myją i bawią się na balkonach, jedzą przy otwartych oknach i drzwiach, rzemieślnicy pracują w podwórzach albo na ulicy, kupcy rozkładają swe towary na stołach wychylonych na ulicę, //25 jednem słowem, wszystkie zwyczajne czynności życia odbywają się pod golem niebem albo przynajmniej pod okiem przechodniów. Nikt się tu nie wstydzi swego ubóstwa, gdyż wszyscy są przyzwyczajeni widzieć codzień całą chudobę drugiego i każdy wie czem się jego sąsiedzi zajmują, jakie jest ich urządzenie domowe, co jedzą i piją, jakich miewają gości, choć osobiście sąsiadów tych nie zna i nigdy w ich domach nie był.

Pomiędzy rzemieślnikami widzieć można dość charakterystyczne postacie i typy przypominające często swemi rysami i całą postawą typy polskie. Ubiór prawie w zupełności podobny do czamarki[XCVII], oraz inny niewiele się różniący od kontusza, czyni Gruzina nieraz do złudzenia podobnym do typowego Polaka, zwłaszcza, kiedy wygoloną ma twarz i tylko nosi wąsy.

Spoglądając na te dość charakterystyczne postacie rzemieślników i widząc ich wyraziste rysy, żywe, czarne oczy i uśmiechające się często usta, przychodziły mi mimowoli na myśl poezye Bodenstedta, który najlepiej z nowożytnych poetów zrozumiał zdrowy humor i dowcip mieszkańców wschodu. W wierszach jego humor ten występuje wprawdzie w nieco wygładzonej formie, pozbawionej ru-//26 baszności, ale w każdym razie zachował kwintensencyę myśli i ogólny sposób wyrażania się mieszkańców Kaukazu.

Najwięcej ciekawość wzbudzającem miejscem starego miasta jest bazar, który od rana do wieczora przedstawia nader urozmaicony ruch i daje prawdziwy obraz życia tyfliskiego. Tutaj spotkać można wszystkie typy Kaukazu i Azyi zachodniej, tak że nieustanna zdaje się panować na tym bazarze maskarada. Tłum, zgiełk i hałas jest prawie nie do opisania, gdyż obok mieszkańców miasta wałęsa się tu wiecznie mnóstwo przybyszów z okolicy Tyflisu i dalszych stron Kaukazu; konie, osły i arby[XCVIII] ciągnione przez bawoły zwiększają jeszcze tę ciżbę i nieraz zupełnie tamują drogę.

Tu kroczy gromada Tatarów[XCIX] w olbrzymich czapkach baranich, sterczących na głowach jak wełniane piramidy. Za nimi Czerkies, uzbrojony od stóp do głowy i dumnie spoglądający na ustępujących przed nim Mongołów: Nosi on swą zgrabrą czerkieskę, elegancką, dość niską baranią czapkę, pistolet i kindżał tkwiący w wykwintnej srebrnej pochwie. Dalej idzie brodaty Lezgin[C], ten eksrozbójnik, czyli właściewie rozbójnik na urlopie, gdyż przy pierwszem haśle do rabunku, gotów na-//27 nowo napaść na dwory kachetyńskie i uprowadzić z sobą najtłuściejsze barany i najładniejsze dziewoje. Chłop kartaliński idący spokojnie obok i niemający innej prócz kindżalu broni, dość groźnie spogląda na Lezgina, który od wieków był jego zaciętym wrogiem. Dalej jedzie na koniach kilku Chewsurów[CI] w ciemno-granatowych kaftanach, uzbrojonych również w „szaszki“ i noszących na głowie w dziki sposób rozczochrane czapki baranie. Czapka barania pojawia się tu w kilkunastu rozmaitych kształtach i wiecznie siedzi na tych opalonych głowach, pomimo upału i ciekącego po twarzy znoju. Praktyczny Tatar posuwa ją wieczorem tylko nieco w tył i ma wyborną z niej poduszkę, miększą aniżeli całe jego łóżko, składające się zwykle tylko z paru zbitych desek, Poważny i przebiegły Pers, który, jak nikt, umie zwabić przechodnia do swego sklepu, również nosi wysoką czarną baranią czapkę, choć co prawda, więcejby mu była do twarzy czapka z lisiej skóry, gdyż ten uśmiechający się tak słodko i jeszcze słodziej mówiący filut jest wierutnym oszustem, skoro tylko chodzi o sprawę pieniężną. Dlatego też lepiej ograniczać się z Persem na zwyczajnych stosunkach przyjaźni i nie wdawać się z nim w jakąkolwiek //28 sprawę pieniężną, w której natychmiast zejdzie z prostej drogi.

Galerya typów i pstrych postaci wcale jeszcze niewyczerpana; prócz wymienionych wyżej przedstawicieli rozmaitych narodowości, snuje się po bazarze wiele innych, gdyż przecież Kaukaz zamieszkuje czterdzieści rozmaitych plemion. Przedstawicieli wszystkich tych szczepów spotkać można na bruku tyfliskim. Niebrak tu także żyda, choć żydów mało w ogóle na Kaukazie i tylko w Kutaisie liczba ich jest znaczniejszą, tak że nawet mają tam własną dzielnicę.

W muzeum kaukaskiem, znajdującem się w Tyflisie, widzieć można stroje tych wszystkich plemion, albowiem wystawione są tam manekiny naturalnej wielkości, ubrane w stroje odpowiednie i ugrupowane dość stosownie.

Większość kupców bazarowych stanowią Ormianie i Persowie, mniej pomiędzy nimi jest Gruzinów, gdyż ostatni niebardzo są zdolni do handlu i więcej trudnią się rzemiosłami. Zato Ormianie i Persowie trudnią się handlem z całym zapałem i z prawdziwem zamiłowaniem temu zajęciu się oddają.

Prócz mężczyzn widać także na bazarze wiele kobiet, zwłaszcza Gruzinek i Ormianek, które prawie jednakowe noszą stroje i tylko //29 rysami twarzy od siebie się różnią. Kobiety z ludu i w ogóle z klas niższych noszą prawie zawsze szerokie, ciemne, albo też zupełnie czarne suknie, na głowie zaś rodzaj biretu z woalem na tył głowy rzuconym. Często woal ten zastępuje ciemna chustka, stanowiąca tak samo jak ów woal, strój wcale nieładny.

O piękności Gruzinek pisano już bardzo wiele. Co prawda, wszystkie ładne kobiety są tu do siebie podobne: Mają zawsze te same czarne, duże oczy, pełne łagodności i słodyczy, te same regularne rysy twarzy i dość ociężałe ruchy. Brak im też życia i czarne ich oczy wcale nieczęsto błyszczą tym ogniem, który przecież każdej pięknej twarzy tyle dodaje uroku! Kiedy się Gruzinka w tańcu, wesołej rozmowie lub przy zabawie nieco ożywi, staje się rzeczywiście zachwycającą, ale zato robi wrażenie martwego posągu, gdy milcząca i nieruchoma siedzi na krześle ze wzrokiem utkwionym w ziemię.

Powaby Gruzinek zresztą niedługo trwają. Istnieją dla nich tylko wiosna życia; lato już jest jesienią. Doszedłszy do lat dwudziestu kilku, więdnie już Gruzinka i więdnie szybko jak wszystkie piękne kwiaty pod palącem słońcem Gruzyi. Jeszcze nie przyszła myśl //30 opiewać bladości zasuszonych róż i ja też nie myślę tu opisywać zmarszczek i dołków na twarzach zawiędłych już Gruzinek. Niestety jest takich mnóstwo, gdyż w tym klimacie niewiele kobiet zachowuje świeżość dłużej, niż do trzydziestego roku.

Ormianki ustępują w piękności Gruzinkom, mają one również czarne, lecz mniejsze oczy niż u Gruzinki, płeć ich jest zwykle śniadą, i szyja jakby okopcona, co zresztą przy bujnych, czarnych włosach, także ma swój powab.

Wypadałoby mi tu jeszcze powiedzieć słów parę o Tatarkoch i Persyankach, ale niestety, ukrywają się one bardzo starannie przed spojrzeniem mężczyzn, i jeżeli się pokazują na bazarze, okrywa i twarze i postać zawsze długa i gęsta czadra. Widziałem ich tylko dwie i to przypadkiem. Zdarzyło się to niespodzianie, prawie znienacka, gdyż ani Zulejma ani Fatma nie spodziewała się, że pod jej balkonem wałęsa się jakiś Frengi[CII]. Zulejma, cudna brunetka, z prawdziwie ognistemi oczami, wyszła właśnie w negliżu, to jest bez czadry, nieco dekoltowana na balkon, i zabierała się wylać pełną miednicę wody na ulicę. Spostrzegłszy jednak mnie, cofnęła się o krok //31 jeden, ręce jej zadrżały, i o! Ksantypo! połowa zawartości miednicy spłynęła na mnie.

— Merci, ma belle fille —zawołałem. Zulejma zarumieniła się jak róża.

Fatmę zaś ujrzałem przed lustrem, kiedy splatała swe cudne, czarne warkocze. Prócz tych dwóch drogocennych pereł, więcej muzułmanek nie widziałem, o co się zresztą, wcale nie gniewam, gdyż zachowałem przynajmniej jak najlepsze wyobrażenie o piękności Persyanek, czegobym może nie uczynił, gdybym ich więcej oglądał.

Po malowniczych postaciach, wirujących wciąż po bazarze jak aktorowie po scenie, ma oko jeszcze więcej przedmiotów przed sobą, które silnie nęcą. Wszystko co córom wschodu służy do podniesienia ich powabów, wszystkie przedmioty zbytku ich mieszkań i tysiące innych rzeczy, leżą tu rozłożone i czekają nabywców. Złote kolczyki, naszyjniki, nieraz nader pięknej roboty bransoletki, talizmany, pierścionki, srebrne paski i damskie kindżały, błyszczą tu ułudnie ze wszech stron i po sto razy codzień bywają przerzucane białemi rączkami daru. W innem miejscu leżą cudne jedwabie różnego koloru, drogie kobierce z Persyi, szale, chustki, czadry. Dalej srebrne łańcuszki, puhary, //32 szaszki, guziki, wszystkie emaliowane i dość gustowne. Dalej jeszcze dzbanki najrozmaitszego kształtu, pantofle, poduszki, czapki barankowe i góry, góry tysięcy innych rzeczy, gdyż wschód jest pstry, zbytkowny i malowniczy. Wschód lubi barwy, blask, i silne wrażenia, wschód gardzi modą, gdyż zmiana barw, blasku i wrażeń, więcej porusza niż zmiana kroju, odcienia lub teoryi.

Niemniej zajmującem od bazaru jest dla przybysza z północy, targowisko, na którem sprzedają się jarzyny i owoce. Tu również panuje różnobarwność, a nawet pewna malowniczość, gdyż rzeczywiście malowniczym jest widok tych gór różnego rodzaju jarzyn i owoców. W kraju, gdzie klimat tak sprzyja roślinności jak w Gruzyi, jarzyny i owoce należą naturalnie do artykułów żywności najzwyczajniejszych i najtańszych. Przywożą je do miasta zwykle na dwukołowych arbach, lub też w koszach dźwiganych przez osły, których najczęściej cały szereg ma tylko jednego poganiacza. Widok tych małych karawan jucznych osłów ma coś poetycznego w sobie, zwłaszcza, gdy się je spotyka gdzieś w górach, w okolicy dzikiej i bezludnej. Osły są zresztą na ulicach Tyflisu bardzo zwyczajnem zjawiskiem. Mówię to bez najmniejszej //33 przenośni. Na osłach sprowadza się jeszcze do miasta siano, węgle, wodę i drzewo, tak, że szczególniej przed południem, pełno ich na wszystkich ulicach i placach.

Do charakterystycznych figur należy tutaj węglarz. Jest on węglarzem par excellence, gdyż nietylko ma ubranie i cerę czarne jak węgiel, ale równie czarne włosy i oczy. Drugą, figurą typową jest dostawca wody, czarny, opalony, wykrzykujący nieustannie: cchali, cchali! wody, wody! takim głosem, jakgdyby sam cierpiał męki pragnienia. Wozi on ją w wielkim skórzanym worze, przez grzbiet osła albo konia przewieszonym. Towar jego jest zresztą dość cennym w Tyflisie, gdzie podobno w obrębie miasta wcale niema studni. Dla tego też woziwoda strzeże swego towaru dość uważnie i nieraz przychodzi mu toczyć bójki z ulicznikami, chcącymi napić się bezpłatnie z jego woru. W takich worach przewożą tu także wino, co naturalnie smak jego nieco psuje. Robią się te wory, czyli burdiuki zawsze z całkowitej skóry bawołu lub barana od głowy aż do nóg, mają więc postać bydlęcia napełnionego winem czy też wodą.

Mówiąc o typach ulicznych wypada jeszcze wspomnieć o muszy czyli tragarza, który w //34 Tyflisie bardzo ważną gra rolę, gdyż na wschodzie plecy ludzkie więcej niż gdzieindziej służą do przenoszenia ciężarów. Ciężary te czasem są bajeczne i siły muszów również do bajecznego dochodzą rozwoju. Musza jest uosobieniem muskularności i zdrowia, choć podobno pokarm jego nader jest skromny i zwykle tylko z chleba i cebuli się składa. Pomimo tej skromnej żywności jest on prawdziwym Herkulesem i biega nadzwyczaj prędko ze swoim ciężarem, nucąc jakąś smętną piosenkę, która coprawda nie jest wyrazem radości. Muszów spotykamy tu wszędzie, a ponieważ nieraz całemi dniami czekać muszą na zarobek, siedzą zwykle gromadami w cieniu drzew, albo przed drzwiami szynków.

Najliczniejsze zgromadzenia ludu tyfliskiego widzieć można na tak zwanych „walkach“, odbywających się najczęściej w jednym z publicznych ogrodów. Na igrzyskach tych występuje dwóch siłaczy, usiłujących nawzajem powalić siebie na ziemię. Podczas mego pobytu w Tyflisie, występował tu co parę dni, sławny na całą Gruzyę, siłacz Gdaneli, który prawie zawsze odnosił zwycięztwo. Lud witał go z wielkim zapałem, jakby artystę, a Gdaneli, który obok wielkiej siły, odznaczał się także przyjemną powierzchowno-//35 ścią, umiał z godnością przyjmować te oznaki hołdu i zgrabnym za nie dziękował ukłonem. Pojedynki tego rodzaju istnieją w Gruzyi już od bardzo dawnych czasów.

Jak wszędzie, tak i w Tyflisie życie publiczne ma swe odcienie, pochodzące z różnicy klas ludności, przyczem tu jeszcze druga zachodzi różnica, powstała z obecności dwóch obcych sobie żywiołów, europejskiego i azyatyckiego. Ostatnia uwydatnia się nawet w europejskiej dzielnicy, gdzie nietylko życie uliczne, lecz także powierzchowność domów i pałaców podwójny nosi charakter. Bodenstedt opiewa stolicę Gruzyi, jako miasto pałaców, i w rzeczywistości jest ich tu pokaźna liczba, gdyż jak dawniej tak i dziś jeszcze wszyscy bogatsi obywatele gruzińscy mają tu swoje domy, w których nietylko zimę, ale i część lata przemieszkują. Urządzenie tych pałaców jest w ogóle dość wykwintne, choć prawdziwy zbytek wschodni rzadkim jest tutaj wyjątkiem. W całem urządzeniu mieszkań bogaczów gruzińskich widać dobry gust, a mieszanina europejskich mebli z azyatyckiemi, wcale przyjemne sprawia wrażenie. Oprócz niskich sof, kobierców i niektórych drobiazgów niema zresztą nic w urządzeniu domowem, coby przypominało Azyę. Wodo-//36 tryski, których w krajach mahometańskich przed żadnym domem nie braknie, w Gruzyi wcale nie istnieją. Na dalekiej prowincyi miejscowe urządzenie domów jeszcze poniekąd się utrzymało. Żyje tam wielu Gruzinów po staremu, to jest obywając się bez krzeseł i używając natomiast długich i wielkich sof, na których siadają, ma się rozumieć, „po turecku“.

Obok starych pałaców gruzińskich istnieje dziś w europejskiej dzielnicy jut wiele eleganckich domów, zbudowanych w stylu europejskim i zaćmiewających pierwsze, wykwintną swoją powierzchownością. To samo tyczy się lokalów publicznych, z których lepsze urządzone są na sposób europejski. Tutaj zupełnie zapomnieć można, że się jest na wschodzie.

Są to jednak tylko oazy w labiryncie tyfliskim, gdzie obok, w ogrodach publicznych, wschód występuje znów w całej swej malowniczości.

Prawdziwem ogniskiem tutejszego życia publicznego, jest Musztaid i leżące w jego bliskości ogrody. Tu codzień od godziny piątej wieczorom do późnej nocy panuje ruch nader urozmaicony, ruch prawdziwie wesoły i nawet często huczny, gdyż przy zabawie lubią //37 Gruzini muzykę, śpiewy i głośne rozmowy. Muszaidem nazywa się bardzo obszerny i piękny park, leżący wblizkości rzeki Kuryi poprzerzynany licznemi alejami dla powozów i spacerujących pieszo. Wszystkie aleje mają, prócz drzew pobocznych żywe płoty z dzikich róż lub innych krzaków. Przez całą długość szpalerów pną się bujnie po drzewach winne latorośle, obciążone już w lipcu winogronami. W tym cienistym, zielonym parku zbiera się co wieczór piękny świat Tyflisu, po alejach toczą się powozy, przemykają jeźdźcy i amazonki, ciągnie się długi, gęsty zastęp spacerujących. Ukazują się tu wtedy wszystkie stroje kaukazkie; młodzież dzielna, wyglądająca po rycersku, przechadza się wzdłuż długich rzędów ławek, na których siedzą piękne, skromne i prawie nieruchome córy Gruzyi. Wiele z nich nosi woalki. inne zupełnie po europejsku są ubrane. Cudne ich czarne oczy byszczą pod nowomodnym kapeluszem, odkrywającym bujne kędziory czarnych jak heban włosów.

Ruch w Musztaidzie ustaje zwykle około dziesiątej, ale prawie do świtu trwa w innych ogrodach. Tam zurna[CIII] grzmi przez noc całą, ucztują wesoło gromady, rozlegają się śpiewy //38 śmiechy, wiruje lezginka[CIV], ten najulubieńszy taniec Gruzinów.

Jeżeli nie jest jasna księżycowa, wtedy życie ruchliwe w tych ogrodach, staje się jeszcze powabniejszem.

W taką noc warto stanąć nad brzegiem przepływającej pod samemi ogrodami Kury, i patrzeć na jej bystre fale, srebrzące się w blasku księżyca. Na przeciwległej górze sterczą ruiny starożytnej twierdzy[CV], która niegdyś była puklerzem królewskiego grodu Gruzyi i świadkiem jego wielkości również jak i powolnego upadku. Ileż te stare mury widziały tryumfalnych pochodów, ile uroczystości z powoda zwycięztw odniesionych nad ludami Azyi, ileż przepychu w rycerskich czasach Tamary, ile nędzy, klęsk i grozy! Tu po tych cienistych ogrodach przechadzał się może Rustaweli[CVI], ów Tasso Gruzyi, najwznioślejszy wieszcz Kaukazu i kochanek pięknej królowej Tamary[CVII].

Rustaweli i Tamara! te dwa urocze imiona dźwięczały mi wciąż w uszach, kiedym tu siedział w tych cienistych alejach a żarna smętne jakby przeszłość przyciągające, grała pieśni.

Narodowa muzyka Gruzinów, różniąca się wielce od europejskiej, składa się z czanguri, //39 rodzaju skrzypiec i zurny, w skład której wchodzą bęben i piszczałki, podobne do klarynetów. Z początku wydaje się ta muzyka prostym hałasem, pozbawionym wszelkiej melodyi, przysłuchawszy się jednak nieco, poznaje się, że ma pewne prawidła harmonii i ustanowione melodye. Melodye te są prawie bez wyjątku smętne, czasem nawet rozpaczliwe i z powodu małej ilości odmian, monotonne. Brak w nich też powolnego zakończenia i często urywa się pieśń przy dość wysokich tonach, co na Europejczyku niemiłe robi wrażenie. Dla akompaniamentu do śpewu używają zwykle czunguri[CVIII], gdyż instrument ten, najmniej jest hałaśliwym i najlepiej oddaje namiętną i zarazem melancholijną treść pieśni gruzińskich. Zurna grywa między innemi, gruziński marsz wojenny, który swoją hałaśliwą i dziko szaloną melodyą wszystkich unosi i nawet w Europejczyku jakiś dziwny budzi zapał. Na dźwięk jego każdy Gruzin zrzuca z siebie swą nabytą europejskość i staje się na chwilę burzliwym i odwagą natchnionym synem Azyi. W takich chwilach błyszczą kindżały, świszczą kule i grzmią pieśni, pieśni głośne, namiętne, porywające. Szał ogarnia całe grona, rozlegają się toasty i wspomnienia o tej wielkiej przeszłości Gruzyi, //40 która każdemu z jej synów tak żywo stoi przed oczyma. Tylko ci, co znają tę przeszłość, zdolni są zrozumieć i odczuć owe, jakby z jęków składające się pieśni. Przeszłość kraju bogata jest w sławę, ale ileż w niej ten kraj doznał klęsk i nieszczęść! Kilkanaście razy Tyflis i inne miasta były zburzone i spalone, wsi obrócone w perzynę, kobiety uprowadzone w jasyr do Persyi albo Turcyi, męzczyźni polegli w walce, dobytek był zrabowany, pola i sady zniszczone. Klęski powtarzały się w ostatnich czasach samoistności Gruzyi tak często, że kraj całemi dziesiątkami lat bywał okryty żałobą i żaden promień radosny doń nie dochodził. W takich to czasach zesmutniały pieśni gruzińskie, gdyż śpiewały je wdowy, matki pozbawione synów, dzieci pozbawione ojców - rodziny pozbawione braci i sióstr swoich, Śpiewały je kobiety na zgliszczach swoich siedzib, na gruzach swych domów, gdzie już nigdy usłyszeć nie miały głosu ukochanych poległych w walce, lub jęczących w perskiej czy też tureckiej niewoli.

Również tęsknie brzmią pieśni biesiadnicze, choćby nawet treść ich była bardzo wesołą. Żadna uczta gruzińska bez śpiewu się nie odbywa. Zwyczajne toasty, zawierające życzę-//41 nia długiego życia, obleczone zwykle są w rymy i śpiewane bywają przez wszystkich obecnych przy stole mężczyzn. Na początku uczty biesiadnicy obierają tołumbaszę[CIX] czyli naczelnika, który wodzi rej przy stole i którego obowiązkiem jest wnieść należne każdemu z gości toasty. Prawie zawsze Gruzini piją zdrowie każdego z uczestników uczty, co nieraz, kiedy liczba ich dochodzi do kilkudziesięciu, pokaźną stanowi cyfrę spełnionych puharów. Przytem pilnuje tołumbasza bardzo sumiennie porządku, mianowicie, aby każdy wypił kielich do dna, co jednak nie znaczy, aby czara lub szklanka pełną być miała. Kiedy już wypito za zdrowie wszystkich obecnych, występują „soliści“ a wtedy tołumbasza traci już swoje prawa. Solista stawia na tacy cztery szklanki napełnione winem i wniósłszy cztery toasty, wypija je po kolei oddając tacę i szklanki drugiemu który to samo uczynić powinien. W bardzo uroczystych okolicznościach piją główny toast i z rogów mieszczących w sobie trzy, cztery i więcej butelek wina, czego się jednak tylko prawdziwi artyści podejmują. Wino kachetyńskie, prawie wyłącznie używane w Gruzyi, jest zresztą zawsze czyste i niemocne, tak że bez nieprzyjemnych skutków wypić //42 go można znaczną ilość. Usposabia też klimat tutejszy do znacznej konsumcyi wina; woda z powoda panującej tu często febry, bywa nawet szkodliwą. W Kachetyi są domy, gdzie nigdy wody do stołu nie podają, nie uważają jej wcale za napój stosowny dla ludzi.

Po ucztach zwykle jeszcze długo ciągną się śpiewy, zwłaszcza, kiedy dźwięki czanguri albo zurny gości do nich zachęcają.

Po śpiewach następują najczęściej tańce, z których najulubieńszym jest lezginka. Skoro zagrają lezginkę wnet wszyscy powstają aby brać udział w pląsach lub podziwiać taniec, który więcej niż każdy inny odpowiada usposobieniu Gruzina. Lezginkę tańczy męzczyzna w towarzystwie kobiety, lecz zawsze oddzielnie, nietrzymając jej za ręce. Wir taneczny wzmaga się podczas korowodu jak fale wzburzonego morza i prawie do szalonych dochodzi obrotów, które jednak zawsze są zręczne i estetyczne. Może w żadnym innym tańcu nie uwydatnia się tyle zręczność i zwinność ciała co w lezgince, figurę której jakaś szlachetna, poetyczna cechuje harmonia.

Kiedy taniec się rozpoczyna, towarzystwo staje w kole i do taktu klaszcze w ręce, lub okrzykami podnieca zapał tańczących, którzy //43 ze swojej strony za każde słowo zachęty lub oklaski dziękują zręcznym ukłonem, uśmiechem albo tylko spojrzeniem. Tym oznakom podziękowania szczególnie kobiet nadają tyle wdzięku i szlachetnej wstydliwości, że sam uśmiech albo ukłon ponowne wywołuje oklaski.

Najlepiej tańczą lezginkę mieszkańcy gór, przedewszystkiem Czerkiesi, kobiety których na całym wschodzie z niezwykłej słyną piękności. Strój Czerkiesek jest wprawdzie nader nie gustowny, ale same za to są prawie bez wyjątku powabna a często poprostu czarujące. Prawie dziecinna ich wstydliwość, wcale nie jest skutkiem wrodzonej bojaźliwości gdyż przeciwnie. Czerkieski okazują prawie zawsze podziwienia godną odwagę i żadna z nich nie drgnie, gdy jej tancerz tuż przy niej wywija kindżałem, albo gdy kula z pistoletu u samych nóg jej wryje się w ziemię. Ta córa gór, patrząca codzień na straszne przepaście i harcująca po brzegach urwisk na ognistym rumaku, przyzwyczajona od kolebki do grzmotu burz, huczenia wichrów do wycia wilków i hyen, ta świeża róża cienistych gór, nie zna strachu. Spokojnem jest jej cudne, czarne oko na widok niebezpieczeństwa. Dziś tańce europejskie zaczynają rugować lez-//44 ginkę z salonów i przyjdzie może czas, kiedy teatr jedynym jej będzie przytułkiem.

Teatrów ma Tyflis aż trzy, mianowicie: jeden rossyjski, jeden gruziński i jeden ormiański. Z nich najlepszemi środkami rozporządza pierwszy, podczas gdy gruziński i ormiański ciężką prowadzą walkę o byt i tylko dzięki częstym, a znacznym ofiarom ze strony osób prywatnych, dotąd jeszcze nie upadł. Tyfliski teatr gruziński, który jest jedynym teatrem w całej Gruzyi, miał chwile, zapowiadające świetną dlań przyszłość, lecz były to tylko chwilowe błyski lepszego losu. Dzisiaj położenie tego teatru wcale nie jest pomyślne. Założył go w roku 1852 książę Jerzy Eristawij[CX] który też pierwszym był komedyopisarzem gruzińskim i w ogóle dla sztuki dramatycznej swego kraju wiele położył zasług. W przeciągu trzydziestoletniego istnienia tej sceny narodowej, starano się rozmaitemi sposobami podnieść ją do wysokości jej przeznaczenia, ale pomimo dość urozmaiconego repertuaru i kilku dobrych aktorów, wegetuje on tylko. Brak widocznie jeszcze społeczeństwu gruzińskiemu zmysłu artystycznego, a kierownikom sceny należytej znajomości sztuki dramatycznej. Dotąd teatr gruziński przeważnie zasila się komedyami, które wszak-//45 że nie są ani dość wiernem, ani dość artystycznem odbiciem miejscowego życia społecznego, chociaż zawiera ono w sobie bardzo wiele. żywiołów przydatnych dla tego rodzaju twórczości, gdyż ma dużo zajmujących typów, dużo stron komicznych w swych nawpół patryarchalnych stosunkach. Tylko potrzeba zdolnych i darem spostrzegawczym uposażonych pisarzy, aby teatr gruziński wyrósł na pełną życia i siły instytucyę narodową. Takich talentów Gruzya dotychczas nie miała i dlatego też, jej scena nie doszła do właściwego rozwoju.

Dramaturgia gruzińska jeszcze jest uboższą, chociaż dziejowa przeszłość Gruzyi wiele bardzo mogłaby jej dostarczyć materyału. Przyczyna tego zdaje się tkwić w przeważnie irycznem usposobieniu narodu, który wiele ma zapału, ale w ogóle zamało spokojnej refleksyi.

Widząc dawną stolicę Gruzyi w jej dzisiejszym, nawpół europejskim stroju i znając jej starożytność, czuje się niepohamowaną chęć oglądania zabytków jej przeszłości. Niestety, Tyflis najmniej ich zachował, gdyż więcej niż inne miejscowości Gruzyi był on zawsze wystawiony na napady nieprzyjaciół, którzy doń dążyli jako do serca kraju i w posiadaniu je-//46 go widzieli najważniejszy warunek zdobycia całej Gruzyi. Najwięcej cierpiał ten kraj zawsze od Persów i Turków, choć i inne sąsiednie chaństwa w przeciągu długich wieków go niepokoiły. Ludy te wszystkie wyznawały wiarę Mahometa i starały się naturalnie zaraz po zdobyciu jakiejś prowincyi chrześciańskiej, przerobić całe jej urządzenie na ład mahometański. Ponieważ jednak w tem zadaniu stawiali im Gruzini zawsze silne przeszkody, napastnicy niszczyli więc wszystko co stanowiło siłę i bogactwo ludności krajowej. Od niepamiętnych prawie czasów był Tyflis opasany grubym murem, na najwyższych zaś miejscach broniły go twierdze. Obronne te warownie dostawały się bardzo często w ręce najezdników, którzy albo je burzyli, albo dla własnej obrony jeszcze więcej umacniali. Tak więc, te dziś ponuro nad miastem sterczące mury, te walące się strażnice, były dziełem przeciwnych usiłowań i długowiekowa walka Gruzinów z wrogami Chrześciaństwa prawie zawsze tu znajdowała ostateczne rozstrzygnięcie. Czas jeszcze nie skruszył tych grubych, potwornych murów, będących jednocześnie pomnikiem dawnego budownictwa
i ogromnych wysiłków walki i obrony, a potwierdzających opowiadania o da-//47 wnej wielkości tej stolicy, więcej niż inne pomniki. Prócz tych twierdz i pałacu ostatniego króla Herakliusza[CXI] — gmachu zamienionego dziś na jakiś zarząd wojskowy, nie pozostało w Tyflisie żadnych innych budowli, znamionujących wojenno-państwową potęgę Gruzyi i nawet zamek dawnych królów znikł bez śladu. Liczył on około 300 komnat, a w obrębie jego ogrodzenia mieściło się cztery kościoły, zwierzyniec i obszerny ogród. Z nim znikły i inne stare pałace książąt rodziny Bagratydów, tak że dziś Tyflis już prawie nic nieposiada z tej królewskiej wspaniałości, która mu niegdyś tak wielkie nadawała znaczenie. Przyczyna tego braku zabytków stanu rzeczy minionego wraz z niezależnością Gruzyi, leży głównie w charakterze ostatniej epoki jej samoistności. Epoka ta była pełną nieustannych wojen domowych i niszczących wypraw ze strony Persów, tak że Tyflis w przeciągu paru dziesiątków lat prawie bez przerwy był pustoszony i wszystkie ważniejsze jego gmachy uległy zniszczeniu. Przy końcu zeszłego stulecia, kiedy po wejściu wojsk rossyjskich pokój został przywrócony, większość budowli leżała w gruzach, a część, która ocalała, tylko z nędznych się składała domówi niczem do owej dzielnicy pałaców podobną nie//48 była. Potem zmartwychwstał wprawdzie Tyflis nanowo, jak to już w przeszłych wiekach nieraz miało miejsce, ulice jego znów się zapełniły życiem, ale już dawny blask królewski nie oświecał tego nanowo powstającego ruchu i zgiełk narodowo-rycerskiego życia ucichł w marach miasta. Na miejscu, gdzie dawniej obszerne mieściły się ogrody, pobudowano domy europejskie i w ślad za zniknięciem tych ogrodów, w których niegdyś huczne wrzało życie, powstało miasto europejskie.

Trwalszemi niż te przybytki książęcego przepychu i chwały świeckiej, były pomniki religijności dawnych Gruzinów. Niektóre z dziś jeszcze istniejących kościołów Tyfllisu, sięgają pierwszych wieków Chrześciaństwa. Najwspanialszym z nich jest kościół katedralny[CXII], założony w V wieku przez króla Wachtanga[CXIII], a będący już od kilku wieków stolicą katolików gruzińskich. Świątynia ta zbudowana jest w stylu bizantyńsko-gruzińskim z żółtego kamienia i ma, jak wszystkie kościoły w Gruzyi, niewysokie ośmiogrania stemi kopułami zakończone wieże. Dzisiejsza jej architektura i wewnętrzne urządzenie z późniejszych pochodzą czasów, gdyż w XIII wieku zburzył ją sułtan Dżełał-eddin[CXIV], potem zaś Tymur[CXV]. W XVI wieku szach Izmael[CXVI] ra-//49 bując i pustosząc Tyflis, nie oszczędził również kościoła katedralnego, w którym znajdował się podówczas obraz Najświętszej Panny, uważany za cudowny. Izmael kazał wrzucić obraz ten do Kury. Do dziś dnia przechowuje się jeszcze w tej świątyni cenny dla wszystkich Gruzinów klejnot, mianowicie krzyż z winnych latorośli, pochodzący od świętej Niny[CXVII] i związany jej włosami. Krzyż ten jest jakby emblematem narodowego kościoła gruzińskiego, który wprawdzie powstał z łona kościoła wschodniego, ale potem, choć w za-sadach wiary od niego się nie różni, jednak się wyswobodził z zawisłości greckiej i przez długie wieki swego własnego miał patryarchę w osobie katolikosa gruzińskiego. Dzięki tej samoistności, rozwinął się też w gruzińskiej architekturze kościelnej odrębny styl, mający wprawdzie za podstawę grecko bizantyńskie wzory. Dziś kościół gruziński złączony jest z kościołem prawosławnym, choć niektóre zewnętrzne różnice zachował[CXVIII].

W połowie bieżącego stulecia katedra tyfliska prawie zupełnie odnowioną została, skutkiem czego naturalnie wiele utraciła ze swojej starożytnej cechy. Prócz niej ma Tyflis jeszcze kilka innych bardzo starych kościołów gruzińskich, między innemi kościół //50 św. Dawida[CXIX], wznoszący się na górze tegoż imienia i widzialny prawie z każdej części miasta. Obok niego znajduje się pomnik pisarza rossyjskiego Gribojedowa[CXX], wzniesiony staraniem jego żony Gruzinki. Jak Lermontow, również i Gribojedow kochał tę uroczą Gruzyę i wszystkie marzenia ostatnich lat jego życia tylko ku niej byty zwrócone. Na pomniku wdowa wyryć kazała następujący napis: , Dzieła twoje uczyniły cię nieśmiertelnym w ojczyźnie, ale dlaczego ma ciebie przeżyć twoja Nina“!

Inne gruzińskie kościoły są mniej starożytne, albo też mniej się odznaczają okazałością i architekturą. Wogóle Tyflis posiada więcej kościołów ormiańskich aniżeli gruzińskich, co jest dość dziwnem, gdyż Gruzini byli tu zawsze narodem panującym i nie mniejszą się odznaczają religijnością niż Ormianie.

Ostatni, przyszli do Gruzyi jako wygnańcy ze swej ojczyzny i znalazłszy gościnne przyjęcie, osiedlili się tutaj, zwłaszcza w Tyflisie[CXXI], gdzie główne ognisko życia nader sprzyjało ich skłonności do handlu i przemysłu. W innych miastach Gruzyi jest ich znacznie mniej, a w wielu okolicach niema ich wcale. W każdym razie jednak liczba ich jest wystarczającą, aby utworzyć naród w narodzie i przy-//51 czynić się do zubożenia ludności miejscowej. Od dość dawnego czasu grają Ormianie w Gruzyi rolę żydów, trzymając w swych rękach handel i przemysł i zdobywając sobie powoli coraz większe zasoby materyalne. Kiedy Gruzya jeszcze była niezależnem państwem, i gdy jej arystokracya krajowa większy niż dziś miała wpływ i potęgę, stanowisko Ormian prawdopodobnie podrzędniejszem było niż obecnie. Bezwątpienia wtedy Ormianie działali nie tak śmiało. Nie musieli jednak być uciskani ze strony Gruzinów, skoro mieli dostęp do rozmaitych, nawet wyższych urzędów, a narodowość ich rozwijała się stale obok gruzińskiej, którą w nowszych czasach nawet pod pewnemi względami prześcignęła.

Charakterem różnią się Ormianie wielce od Gruzinów. Podczas gdy ostatni posiadają wiele przymiotów rycerskich, pierwsi mają znowuż więcej skłonności do cichego, pracowitego życia, a wojennego rzemiosła tak jak i żydzi nie lubią. Ta bijąca w oczy różnica między usposobieniem dwóch ludów, daje się poniekąd tłumaczyć przyczynami klimatycznemi.

Armenia, właściwa ojczyzna Ormian, rozpościera się na wysokiem, niezbyt urodzajnem, a bezwodnem płaskowzgórzu, gdzie //52 upały podczas lata i mrozy podczas dość długiej zimy w równym stopniu są ciężkie i dokuczliwe. Tam niema owych rajskich krajobrazów, z których słynie Gruzya, niema tego bogactwa płodów. Ziemia tylko skromny wydaje plon. Dlatego też Ormianin ma organizm silny i wytrwały, umysł trzeźwiejszy i wyobraźnię mniej bujną niż Gruzin. Nie posiada on bogactw w ziemi i pracą lub handlem zmuszony jest zdobywać sobie chleb codzienny. Rozwinęła się też w nim chytrość, gdyż długowiekowy ucisk i prześladowania ze strony Turków i Persów, zabiły w nim uczucie szczerości, nauczyły go obłudy i pozornej pokory. Są to przymioty niebezpieczne dla dumnych i zarazem próżnych przeciwników, jakich też Ormianie prawie wszędzie mają, gdzie założyli swoje siedziby. Nadto posiada Ormianin jeszcze znaczną dozę chciwości, cechującą zwykle ludy, które wydziedziczone z ziemi w swej ojczyźnie, w obcych krajach szukać muszą środków do życia. Ten rodzaj walki o chleb powszedni wyradza prawie zawsze chciwość, gdyż bez trwałego mienia staje się człowiek niespokojnym o jutro; dąży więc tylko do tego, aby coraz więcej nagromadzić pieniędzy, które, choćby potrojoną miały wartość łanu ziemi, jednak nie dają ty- //53 le co rola spokoju i pewności bytu. Okoliczność tę każdy Ormianin wyśmienicie pojmuje i o ile do niej umie się zastosować, znajdujemy dowody na całym wschodzie, gdzie Ormianie są królami handlu i największe w swych rękach mają kapitały.

Z ludźmi tak pojmującymi swoje położenie i obdarzonymi takiemi przymiotami, trudno współubiegać się dobrodusznym, łatwowiernym i skłonnym do rozrzutności Gruzinom. To też materyalne ich zasoby zmniejszają się z każdym rokiem, przechodząc w silne ręce Ormian, z pomiędzy których dziś już wielu posiada znaczne obszary ziemi. Gruzini widzą wprawdzie tę zmianę rzeczy, robią usiłowania, aby utrzymać po swej stronie ekonomiczną w kraju przewagę, ale kto wie czy zdołają zatamować upływ złota, wciąż przechodzącego z ich kieszeni do sakiewek prze-biegłych synów Hajka[CXXII]. Ostatni, zręczniej umieją się zająć swoją sprawą niż owi eksrycerze, lubiący wygodne życie i poezyę, a rządzący się więcej od nich honorem i sumieniem. Wiedzą też Ormianie, że oświata powiększa siły każdego narodu, i dlatego zajmują się jej podniesieniem dość poważnie, okazując przytem godną naśladowania solidarność. Mają oni wszędzie dobre szkoły; //54 znaczna część ich młodzieży kształci się w wyższych zakładach naukowych w Rossyi i zagranicą. Ztąd pochodzi, że spotkać można pomiędzy nimi wielu ludzi posiadających wyższe wykształcenie i władających biegle kilkoma językami. Wogóle stan oświaty pomiędzy Ormianami wcale nie jest tak niski, jakby to przypuszczać można. Przyczyniają się także do tego częste ich podróże i stosunki handlowe z cudzoziemcami.

Już od kilkudziesięciu lat istnieje prasa ormiańska, licząca obecnie około trzydziestu pism peryodycznych, z których najlepsze wychodsą w Konstantynopolu. W tem mieście jest też główne ognisko literackiego ruchu Ormian. Wychodzące tam dzienniki ormiańskie, są może najwybitniejszemi ze wszystkich gazet konstantynopolitańskich. Podczas ostatniej podróży na wschód, miałem sposobność poznania się z jednym ze współredaktorów ormiańskiej gazety w Stambule i zdumiony byłem nietylko biegłością jego w językach europejskich, ale też jego wiedzą i zdrowemi postępowemi poglądami.

Ormianie kaukascy mają główne ognisko umysłowe w Tyflisie, gdzie wychodzi sześć ormiańskich pism peryodycznych. Najwydatniejszem z nich jest dziennik „Mszak“ //55 (Pracownik), wydawany przez doktora Arcruni, właściciela olbrzymiego karawanseraju[CXXIII] w Tyflisie. Odbył on swoje stadya w Heidelbergu i włada naturalnie bardzo dobrze językiem niemieckim. Na drzwiach redakcyi mieści się bilet wizytowy z napisem: „Dr. Arcruni, Redakteur der armenischen Zeituug „Mschak.“ Jaki cel ma ten napis niemiecki w przybytku redakcyi ormiańskiej gazety, tego sobie wytłómaczyć nie mogłem; przypuszczam jednak, że p. Arcruni jest nieco dumny ze swego tytułu doktora heidelberskiego. Drugą gazetę pod nazwą „Nor Dar“ (Nowy Wiek), redaguje młody dziennikarz Spandarjan, który również kształcił się w Niemczech. Trzeciem codziennem pismem jest „Megu Hajastani“ (Pszczoła Armenii), istniejąca już przeszło ćwierć wieku. Prócz tych gazet wychodzi też w Tyflisie dość urozmaicony i treściwy tygodnik „Ardzagank“ (Echo), którego redaktorem jest Josseliani, człowiek zamożny i wykształcony. Miesięcznik „Warażan“ (Szkoła) jest organem nauczycieli ormiańskich. Czarnooka zaś dziatwa czerpie wiadomości z ilustrowanego pisma „Aigpjur,“ to jest ze „Źródła.“

Jak we wszystkich innych gałęziach działalności narodowej, odznaczają się Ormianie i //56 w literaturze zmysłem praktycznym. Piśmiennictwo ich miało niegdyś swą klasyczną epokę, z której dość pokaźna pozostała ilość dzieł naukowych, zwłaszcza teologicznych, ale wielkich poetów właściwie nigdy nie mieli Ormianie. Poezya ich tyła przeważnie religijną, i jako taka, doszła rzeczywiście do wybitnej wysokości, mianowicie w pieśniach Nersesa Sznorgali[CXXIV], Grzegorza Narekacy[CXXV] i Charczatura Wartapeta[CXXVI]. Hymny tych rymotwórców natchnionych gorącą wiarą, rozlegają się dziś jeszcze w kościołach ormiańskich, a pieśni Sznorgali’ego zostały nawet przełożone na niektóre języki europejskie. Sznorgali napisał także wierszem historyę Armenii, od stworzenia świata aż do współczesnej jemu epoki, za co u europejskich uczonych zasłużył sobie na tytuł ormiańskiego Liwiusza. Zapewne, jest to wogóle dość trudne zadanie skreślić dzieje jakiegobądź narodu od początku świata; lecz dla Ormian, którzy bardzo dokładne mają wiadomości o Noem i jego najbliższych potomkach, i którzy dokładnie wiedzą że Noe mówił po ormiańsku, przedsiewzięcie takie łatwiejszem być musi niż dla kogokolwiek. Ze świeckich poetów klasycznej epoki, był //57 najznakomitszym Grzegórz Magistros, który żył w V-m wieku.

Po upadku państwa ormiańskiego, wielka część mieszkańców Armenii rozpierzchła się, —          po całej Europie wschodniej i południowej pozakładała kolonie. Pomimo ciężkiej doli, jaka odtąd była ich udziałem, nie zaniedbywali jednak nigdy życia umysłowego i nawet na dalekiej obczyźnie pielęgnowali narodową kulturę. Najlepszym tego dowodem są liczne drukarnie ormiańskie, powstałe od końca szesnastego wieku aż do naszych czasów, w różnych miastach Europy i Azyi. Gdzie się tylko znaczniejsza zebrała kolonia Ormian, tam wnet założono drukarnię i wydawano książki dla zachowania języka i piśmiennictwa ojczystego od zatraty.

W nowszych czasach rozkwitła na nowo literatura ormiańska i dość czynnych liczy uprawiaczy. Życiowa etyka i usposobienie narodu wywierają, ma się rozumieć, wpływ na wszelkie płody działalności umysłowej; dlatego też widzimy u dzisiejszych Ormian brak utworów poetyckich, za to jednak dość obfity zbiór powieści. Pomiędzy oprawiaczami beletrystyki odznaczają się: Rafii[CXXVII], Dzerenc[CXXVIII], Proszjanc[CXXIX], Abowjanc[CXXX] i Agajanc[CXXXI], wszyscy, jeżeli się nie mylę, Ormianie kau-//58 kascy. Powieści Raffi'ego należą do najpoczytniejszych i mają prawie zawsze za przedmiot życie społeczne. W „Idiocie“ daje Rafii epizody z ostatniej wojny rossyjsko-tureckiej, w „Iskrach,“ sceny z życia Ormian, mieszkających w Turcyi i Persyi, w „Złotym kogucie“ zaś nader żywe i wierne obrazy z życia kupców ormiańskich na Kaukazie.

W najnowszych utworach beletrystyki ormiańskiej objawia się wyraźnie prąd realistyczny, występujący zwłaszcza w dwóch niedawno wyszłych powieściach: „Szyrwanzadze“ i „Pożar fabryki.“ W pierwszej opowiada autor cały życiorys kupca Ormianina, wykazując przytem stan jego moralny, czyli właściwie upadek jego moralności; już w małym chłopcu tkwi talent na handlarza, a kiedy młodzieniec wychodzi z pod opieki ojca i wstępuje do „interesu,“ zdolności te rozwijają się szybko i świetnie. Bogaty jego pryncypał ma ładną córkę, więc ta córka i jej posag są teraz przedmiotem jego ciągłych marzeń, lubo znowuż ojciec panny ma całkiem inne marzenia. Nasz Aga Aruczanjanc musi jednak upolować swoją zwierzynę, choćby najpodlejszych miał użyć do tego środków. Rozpuszcza więc pogłoski, że z córką swego pryncypała żyje w bardzo ścisłych stosun-//59 kach; pozbawiwszy ją w ten sposób dobrej sławy, sprawia, że młodzież miasta gardzi spotwarzoną dziewczyną. W końcu ojciec widzi się zniewolonym wydać ją za swego subjekta, który się teraz staje zamożnym kupcem i jednym z pierwszych obywateli miasta.

W drugiej powieści maluje autor pożar oczyszczalni nafty, w nader wiernych barwach, z całą dokładnością realizmu. Bohater opowiadania, właściciel wielkich źródeł naftowych, Jan Marutjanc, biega jak szalony i błaga swych robotników, aby mu zrobili tę grzeczność i rzucili się dla ocalenia fabryki w płomienie, inaczej pochłonie ją ogień i „interes“ jego upadnie. Samolubny cynizm tego Marutjanca przypomina właściciela okrętu z niewolnikami, —Heine’go.

Podobny realizm objawia się w literaturze dramatycznej, której najwybitniejszy przedstawiciel, Grzegorz Sundukjanc jest zarazem skończonym realistą. Utwory jego, mające na scenie ormiańskiej zawsze wielkie powodzenie, choć autorowi ogólnie zarzucają pesymizm, są prawie wyłącznie obrazami z życia kupieckiego, odtwarzającemi je przytem z najmniej korzystnej strony. Ten na pozór jednostajny przedmiot urozmaica jednak Suudukjanc,//60 szukając swych wzorów nietylko w sklepie albo w kantorze, lecz i w salonie, na bazarze i wszędzie, gdzie właściwości typowe uwydatnić się mogą.

Inni komedyopisarze ormiańscy mniej zasługują na uwagę cudzoziemców. Zresztą, można o teatrze ormiańskim to samo powiedzieć, co o gruzińskim, mianowicie, że walczy jeszcze o swój byt, i że jeszcze nie miał takiego działacza, któryby umiał postawić go na prawdziwie artystycznem i narodowem stanowisku. Niedawno ukazał się wprawdzie na scenie ormiańskiej bardzo utalentowany artysta, w osobie Adamiana[CXXXII], który zwłaszcza celuje w rolach Szekspirowskich; lecz widząc, że teatr ojczysty zamało mu daje pola do spożytkowania swych zdolności, występuje on najczęściej we włoskich i francuskich teatrach wschodu.

Dramat ormiański jeszcze mniej jest rozwinięty niż komedya, chociaż dzieje Ormian nader są bogate w epizody wysoko dramatyczne. Przed paru laty zdawało się, że świetna dla tej gałęzi sztuki zabłyśnie era, gdyż ukazał się dramat historyczny, który rzeczywiście miał dużo niepospolitych zalet. Autorem jego jest jakiś młody subjekt handlowy z miasteczka Szuszy. Wróżono mu ogólnie //61 wielką przyszłość, ale proroctwa te nie spełniły się dotychczas.

Dość bogatą jest literatura ormiańska w przekłady dzieł obcych, w których wyborze tłómacze okazali wiele poczucia poetycznego i dobrego smaku. Obecnie najulubieńszem źródłem dla przekładów jest beletrystyka niemiecka.

Prócz sztuki dramatycznej nie uprawiają Ormianie dotąd żadnej innej, a przynajmniej nie w takim stopniu, aby działalność ich na tem polu miała narodowe znaczenie. Muzyka ormiańska nie doszła do artystycznego rozwoju, a malarstwo ma tylko jednego znakomitego artystę, mianowicie Ajwazowskiego[CXXXIII], nazwisko którego po ormiańsku prawdopodobnie brzmi: Ajwazjan. Znany ten malarz nie może być jednak uważany za narodowego, gdyż z jednej strony może sam siebie za takiego nie uważa, z drugiej zaś przedmiotem jego sztuki jest zawsze morze, żywioł obcy Armenii.

Streszczając całą działalność Ormian, można powiedzieć, że są na drodze postępu, który dość poważnie oceniają.

Takim więc jest naród, zajmujący w Gruzyi obok ludności miejscowej ważne miejsce. Usiłuje on widocznie zdobyć tam sobie//62 stanowisko przewodnie, lecz usiłowania te prawdopodobnie nigdy nie będą uwieńczone skutkiem, gdyż najprzód, liczba Ormian gruzińskich jest zamała, aby ostatecznie zwyciężyć mogli Gruzinów w walce cywilizacyjnej, a powtóre, kultura narodowa tych ostatnich, znajduje się w tej fazie rozwoju, której trudniej już bywa cofać się, niż postępować. Pod jednym tylko względem, materyalnym, niebezpieczną jest dla Gruzinów zapobiegliwość Ormian, gdyż ci w umiejętności zdobywania i zachowania bogactw na każdym kroku współzawodników swoich przewyższają. Wobec tego, wzajemne stosunki ludów są naturalnie, albo dość naprężone, albo też poniekąd wcale nieistnieją. Gruizin gardzi zwykle Ormianinem, nie umie jego języka i trzyma się o ile może, zdała od niego, żądając na zasadzie tradycji i praw należnych zawsze żywiołowi miejscowemu, aby się obcy przybysz do jego zwyczajów stosował. Ormianin czyni to też bez wahania i nawet z pewną gotowością, ale bezwątpienia nie bez widoków korzyści.

Inną jest przeszłość Gruzinów aniżeli Ormian, którzy od czasu upadku Armenii, prawie historyi nie mają, choć liczba ich była i jest trzy do czterech razy większą niż licz-//63 ba Gruzinów. Ci ostatni utrzymywali jeszcze walkę z Persami i Turkami, kiedy Armenia od paru wieków już uległa przemocy i wszystkie, niegdyś wspaniałe miasta armeńskie legły w gruzach. Spełnili więc Ormianie obowiązek swój z chwałą, i dzieje ich są prawie nieprzerwanym ciągiem czynów bohaterskich i rzadkiego dla wiary i wolności poświęcenia. Złożyli broń przed półksiężycem ostatecznie już na schyłku piętnastego stulecia, poczem Gruzya jeszcze przeszło dwieście lat istniała jako niezależne państwo, i z odwagą mahometańskim swym wrogom stawiała opór. Upadła w końcu pod ciężarem tej walki, gdyż i wewnętrzne niepokoje, targające ją od dawna, przyczyniły się do jej osłabienia.

W ostatnich latach ośmnastego wieku przeszła pod panowanie Rossyi. Utrata niepodległości naturalnie zmieniła wielce stan rzeczy w Gruzyi, ale kultura narodowa kraju, niegdyś dość wysoko stojąca, przetrwała w części do naszych czasów, i dziś stosownie do potrzeb cywilizacyi europejskiej, dalej się rozwija.

Wpływy, którym w przeciągu wieków kraj ten podlegał, były rozmaite, i zostawiły też pewne ślady w jego instytucyach, w obyczajach, w języku i życiu umysłowem mieszkań-//64 ców. Najprzód, oddziałały na rozwój kultury stosunki, utrzymywane przez długie wieki z państwem byzantyńskiem, które wzięły swój początek zaraz po zaprowadzeniu w Gruzyi Chrześciaństwa. Stosunki te złamały na długo przeważny dotychczas wpływ Persyi, i wytworzyły z kolei zależność od cesarstwa wschodniego, nietylko pod względem religijno-umysłowym, ale i politycznym. Z Grecyi przyszli do Gruzyi pierwsi duchowni i ci, umocniwszy w niej chrzesciaństwo, opanowali główne kierownictwo nowo powstającego kościoła. Tym sposobem kościół gruziński był z początku zupełnie zależnym od greckiego, i dopiero król Adarnasse[CXXXIV] w pierwszej połowie siódmego wieku zdołał wyłączyć go z pod zwierzchnictwa patryarchy antyochijskiego i ustanowił w Gruzyi urząd Katolikosa[CXXXV]. Dzieje i losy kościoła są nader ważnemi czynnikami w cywilizacyjnem życiu Gruzinów, gdyż był on długo jedyną instytucyą, z której promienie oświaty na ten naród spływały. Oświata była naturalnie nawskróś grecka. Z Grecyi i Carogrodu przybywały tu nieustannie nowe zastępy duchownych. Dzięki ich staraniom, otrząsnęli się Gruzini stosunkowo dość prędko ze swego barbarzyństwa. Po osiągnięciu przez króla Adarnasse nieza-//65 leżności kościoła, osłabł wprawdzie wpływ Greków na Gruzyę, ale bynajmniej nie ustał. Przeciwnie, upadające i przeżyte cesarstwo wschodnie, było dla niej jeszcze na długo skarbnicą cywilizacji, bo i do podniesienia kultury materyalnej przyczyniali się Grecy, spożytkowując w Gruzyi swe znajomości budownictwa, sztuk i rzemiosł. Achitektura kościołów gruzińskich i pozostałe w nich malowidła i ozdoby, są wyraźnem tego wpływu świadectwem. Tak rozwijała się więc średniowieczna Gruzya pod czynną, choć nie wzorową opieką skarłowaciałej już Grecyi, która jej nie szczędziła ani nauczycieli ani wzorów. Nim jednak jeszcze te zaczątki cywilizacyi do należytego doszły rozwoju, zdobyli Gruzyę Arabowie, których panowanie trwało blisko cztery wieki; utrzymały się tylko niektóre udzielne państewka pod rządami królów z dynastyi Bagratydów[CXXXVI]. Arabowie wnieśli z sobą swoją młodą kulturę, i więcej obudzili życia w Gruzyi, aniżeli skarłowaciali już wtenczas Byzantyjczycy dać mogli. Tyflis został przez Arabów zupełnie przebudowany; założono szkoły, które wszakże dla krajowców miały tę ujemną stronę, że były mahometańskiemi. Wzmagający się ruch cywilizacyjny pod kierownictwem Arabów, grozif nawet lu-//66 dności krajowej wielkiem niebezpieczeństwem, gdyż mógł raz na zawsze zdławić narodowe życie Gruzinów i wraz z niem wyrugować chrześciaństwo. Dlatego też posyłano wciąż zakonników do Grecyi, dla kształcenia się tam i tłómaczenia dzieł starożytnych i współczesnych filozofów na język gruziński, co wielce się przyczyniło do utrwalenia zasad chrześciańskich w Gruzyi.

Działo się to głównie za króla Bagrata III-go[CXXXVII], który w roku 1008 wszystkie dzielnice, znajdujące się dotąd pod władzą innych Bagratydów lub książąt Abchazkich, pod swojem berłem połączył. Od rządów tego króla zaczyna się epoka blasku dla Gruzyi, czasy jej największej potęgi i sławy wojennej, przerwane tylko na kilkanaście lat wtargnięciem Seldżuków. Bagrat III-ci postawił Gruzyę tak wysoko, jak nigdy przedtem nie stała, gdyż rozszerzył jej granice, i powiększył polityczne znaczenie. Wtedy powstały dwie najwspanialsze świątynie tego kraju, mianowicie katedry w Mcchecie i w Kutaisie. Obie zostały wzniesione przy pomocy budowniczych greckich, z olbrzymim nakładem kosztownego materyału i szlachetnych kruszców. Po wielu wiekach, kiedy Gruzya już znajdowała się w upadku, świadczyły one wspaniałością swo-//67 ją o przedsiębiorczym duchu i religijności przeszłych pokoleń.

Ku końcowi XI-go wieku, wpadli do Gruzyi Seldżukowie, ale choć kilkakrotnie kraj spustoszyli, nie wnieśli jednak do życia narodowego obcych pierwiastków. Król Dawid Odnowiciel[CXXXVIII], pradziad Tamary, wygnał ostatecznie najezdników. Za tego króla potęga Gruzyi jeszcze więcej się wzmogła, lecz szczytu swojego dosięgła dopiero za Tamary, której panowanie stało się dla niej złotym wiekiem sławy i dobrobytu. Dwór tej królowej, był jakby odbiciem dworów kalifów najlepszych czasów. Prócz walecznych i zwycięzkich rycerzy, zaludniali go poeci, na czele których stał Szota Rustaweli, autor uroczej epopei „Nestan-Daredżan.“[CXXXIX]

Po tych latach sławy i blasku, otoczył wkrótce ponury mrok Gruzyę. Już za rządów córki Tamary, rozpustnej Rusudany[CXL], zaczął się ów kilkowiekowy dramat, który dopiero skończyć się miał upadkiem państwa Bagratydów. Co się teraz w Gruzyi działo, od początku trzynastego do końca osiemnastego wieku, trudno to opisać w krótkich słowach. Przez sześć lat nie milkły prawie nigdy okrzyki wojenne, nie gasły pożary wzniecone rękami wrogów, nie przestała płynąć krew //68 w walce z wrogiem i braćmi przelana. Nie same bowiem owe łupów chciwe zastępy Persów i Turków, kraj szarpały. Gruzya prawie niemniej otrzymywała ciosów od swoich synów, od domowych zdrajców, od własnych rządców. Długi szereg samozwańczych pretendentów stratował zasiewy dawnych jej Cyncynatów i Fabrycyuszów. Po Aleksandrze I-ym, Wielkim[CXLI], który rządził w pierwszej połowie XV-go wieku, rozpadła się Gruzya na trzy królestwa, mianowicie: na kachetyńskie, imeretyńskie i właściwie gruzińskie, obejmujące Kartalinię. Odtąd wojny domowe nieustannie kraj niszczyły tak, że w opłakanym znajdował się on stanie, kiedy wybiła dlań godzina utraty niepodległości. Wiele miast leżało w gruzach, wsie były spustoszone, naród wiódł życie nędzne i próżniacze, myśląc chyba o walce lub przygotowaniach do niej. Przemysłu nie było, rolnictwo w zupełnem znajdowało się zaniedbaniu; szkoły niegdyś kwitnące, upadły, o piśmiennictwie prawie zapomniano wśród ciągłego szczęku oręża i trwogi.

Gruzini twierdzą, że jednak nie zbywało w tej epoce na dążnościach do reform, że wielu obywateli starało się wtedy zawiązać stosunki z Europą, i ze współudziałem Euro-//69 pejczyków podnieść oświatę, i wogóle cywilizacyę kraju. Że takie zamiary istniały, nie należy wątpić, ale słabe były wobec zdziczenia mas i braku wszelkiego porządku i bezpieczeństwa.

Po wsiach tak jak dawniej, panowali książęta i szlachta, żyjąc z ciężkiej pracy poddanych. Kwitł tu jeszcze w najlepsze średniowieczny feudalizm, silny i na podstawach prawnych oparty. Społeczny ustrój Gruzinów nader podobnym był do feudalnego ustroju, jaki w średnich wiekach istniał w zachodniej Europie. Pierwszym stanem byli mtabarowie czyli tadawadowie, to jest książęta, do których niegdyś wszystkie większe należały lennictwa. Drugi stan stanowiła szlachta, to jest lennicy książąt, poddanymi zaś jednych i drugich byli glechowie czyli chłopi. W miastach mieszkali mokalakowie czyli mieszczanie, lecz liczba ich była wtedy szczupłą, gdyż kwitnące niegdyś miasta gruzińskie, w większej części upadły. Wszystkie te cztery stany istnieją dziś jeszcze, choć ich znaczenie i wzajemne stosunki znacznie się zmieniły.

Po stracie niepodległości, znalazło się naturalnie społeczeństwo w warunkach nowych i zupełnie dla siebie obcych. Książęta i szlachta wykolejeni z tradycyjnych dróg swoich,//70 gdyż rycerska ich działalność stała się zbyteczną, oddali się prawie zupełnej bezczynności i mieszkali powiększej części na wsi, otoczeni liczną służbą, i żyjąc z owoców pracy swych poddanych. Położenie tych niewolników było powiększej części opłakane, gdyż obok wszelkich ciężarów pańszczyzny, znosili jeszcze liczne ze strony panów udręczenia. Zapalczywy temperament, zmysłowość podsycana gorącym klimatem i osobista odwaga, wywoływały tu często krwawe zajścia pomiędzy właścicielami dóbr i poddanymi. Po spełnionem morderstwie winowajca uciekał zwykle w góry, zkąd razem z innymi towarzyszami losu, napadał później na dwory wiejskie, czyniąc ze swej osobistej sprawy ogólny, nie raz długo ciągnący się dramat.

Większa część książąt i szlachty, którzy bądź co bądź stanowili i wtedy właściwą inteligencyę narodu, zapomniała już była o przeszłości swojego kraju, lub znała ją tylko jako czasy wielkich wojen. Pozbawiona ideałów i dążeń wyższych, troszczyła się chyba o zapasy śpichlerza i piwnicy; życie tej warstwy narodu szło trybem patryarchalnie bezbarwnym, którego martwotę przerywały jedynie od czasu do czasu zabawy. Pod względem tych ostatnich, Gruzin ówczesny nie był zresztą //71 bardzo wybredny. Dobry obiad, wino kachetyńskie, gawędka przy fajce, polowanie alb o wizyta u sąsiada, były wszystkiem dla niego; innych przyjemności mieć nie mógł i zwykle ich nie pragnął. Nie znał ani teatru, ani muzyki w znaczeniu europejskiem, ani gazet,— wogóle żadnej rozrywki, nacechowanej wyższą cywilizacyą. Od czasu do czasu odczytywał sobie „Nestan-Daredżan,“ albo inne rozbudzające fantazyę książki; nabijał sobie głowę rozbójnikami; spał z pistoletem w ręku, wysłachawszy wieczorem opowiadania o zbójcach i awanturnikach, od których zresztą i rzeczywistość także wolną nie była. Spokoju publicznego nic nie zabezpieczało, środki komunikacyi były liche, brakło w kraju najskromniejszych wygód. Przepych wschodni znany był tylko w stolicy, która pomimo zastoju w handlu i przemyśle, jakie takie miała ze światem stosunki. Domy właścicieli ziemskich bywały najczęściej ubogie; o wykwintnem ich urządzeniu nawet nie marzono. Jeżeli książę albo szlachcic był zamożnym, posiadał wprawdzie wiele naczyń srebrnych, klejnoty, kosztowną broń, jedwabne pokrycia, kobierce, ale oprócz tego nic, coby mieszkaniu jego nadawało cechę prawdziwej elegancyi i wygody. Nawet bogaty Gruzin pomimo złota i obszernej wła-//72 sności ziemskiej, był biedny i w użyciu swoich bogactw nader ograniczony. Obok tych prywacyj, ciążył jeszcze na życiu jego brak swobody towarzyskiej, gdyż niektóre z czasów panowania mahometan, pozostałe obyczaje i przesądy, krępowały stosunki rodzinne i towarzyskie. Kobieta, choć była w Gruzyi zawsze otoczona czcią wielką i nigdy nie zostawała w takiem położeniu jak w krajach mahometańskich, trzymała się jednak zawsze na uboczu, biorąc podrzędny tylko odział w życiu towarzyskiem. Wiele kobiet, nawet w zupełnem żyło odosobnieniu. Gdy wypadło im pokazać się publicznie, okrywały się czadrami jak Muzułmanki, choć Muzułmankami gardziły i dumne były ze swoj religii. Różniły się zresztą Gruzinki owego czasu od kobiet muzułmańskich wyższem wykształceniem i stanowiskiem w rodzinie, gdyż były paniami w domu i wielki wpływ wywierały na wychowanie dzieci. Słynęły też zawsze cnotami, Kleopatry i Messaliny, należały między niemi do wyjątków.

W pierwszych dziesięcioleciech po zajęcia Gruzyi przez Rosyan, niewiele jej stan się zmienił, gdyż naród pogrążony w swym patryarchalnym zastoju, bardzo niechętni przyjmował wszelkie nowości, przekładał nad nie swe tradycyjne obyczaje i stosunki. Kie-//73 dy się zaś potem najwięcej rozwinięte żywioły rezerwy tej zrzekły, aby przecież zakosztować tego nowego, cywilizacyjnym urokiem polukrowanego życia, zasiadło wnet mnóstwo do tej uczty, i ucztowali póki im starczyło środków na zapłacenie tych drogich w każdym razie przysmaków. Ożywiła się wtedy Gruzya na nowo i w pałacach i domach jej magnatów powstał ruch i gwar, i o stare ściany odbijały się dźwięki muzyki, pieśni i wiwaty. Ten wir zabaw trwał dość długo, gdyż miał pozór budzącego się życia i towarzyszący mu szał zdawał się być zapałem nawróconych do nowożytnej cywilizacyi rycerzy. Nawet poważnych i do refleksyi skłonnych, olśnił ten ruch, gdyż przecież i zardzewiałe struny liry gruzińskiej zabrzmiały na nowo, i wydawały godne tego uroczystego nastroju dźwięki. Aleksander Czawczawadze[CXLII] i Mikołaj Baratszwili[CXLIII], opiewali powaby uroczych dziewic i odwagę ich kochanków, malowali cuda wiosny gruzińskiej i powaby życia przygód i burz. Błąkał się wtedy po Gruzyi wyrugowany już z zachodu, Child Harold[CXLIV] i zapalał serca do tych uniesień, które w tym pełnym romantyki kraju więcej niż gdziekolwiek mogły znaleźć racyę bytu. Tak, byronizm dotarł aż do Gruzyi, gdyż tchnęły nim dźwięczne pieśni //74 Puszkina i Lermontowa, które dla Gruzinów pierwszemi były dźwiękami muzy Europy. Tłómaczył im też Jerzy Eristawi poezye Mickiewicza, Szyllera i Petrarki, i w utworach wszystkich tych trzech, na pozór tak z sobą różniących się poetów, znaleźli potęgę uczuć, odpowiadającą w zupełności ich usposobieniu. Tak powabnym dźwiękom nie mogły się oprzeć serca cór i synów tego zwodniczo pięknego kraju, gdzie obok romantycznej dekoracyi z krajobrazów, żyje tysiące wspomnień czynów rycerskich i dramatów miłosnych. Owe lata szału i błyskotliwego ruchu miały więc też swą okrasę estetyczną, tak że krótkowidzącym zdawać się mogło, iż odrodzenie się Gruzinów naprawdę już się zaczęło. W rzeczywistości było jednak inaczej, gdyż poza tym ruchem zabaw jeszcze nie było życia, i masa narodu pogrążona była w ciemnocie. Zwłaszcza w prowincyi istniał jeszcze dawny zastój i towarzyszący mu brak wszelkich dążeń do postępu. Prawdziwy ruch postępowy rozpoczął się dopiero około pięćdziesiątego roku, ale też od tego czasu nieuległ prawie żadnej przerwie. W szóstym dziesięcioleciu powstały pierwsze pisma peryodyczne, nowość, która w jednych wzbudzała radość, w drugich zaś zdumienie, gdyż co mo-//75 gły obchodzić Gruzina starej daty, sprawy Europy? Na co jemu potrzebne było roztrząsanie spraw ogół obchodzących, kiedy on o tym ogóle nic nie wiedział i jeszcze mniej się zajmował jego sprawami? Dlatego też pierwsze próby na polu dziennikarstwa nie udały się, i dopiero później powstałe czasopisma zdołały się utrzymać, lecz i to tylko dzięki silnej woli i poświęceniu się ich założycieli. Nowy prąd światła powoli tylko rozdzierał mgłę ciemnoty średniowiecznej. Z czasem też powstała klasa wykształcona, i wytworzył się zastęp ludzi zajmujących się energicznie sprawą oświaty, piśmiennictwa i podniesienia ogólnego bytu.

Wtedy też ustał ów szał, owa igraszka z błyskotkami cywilizacyi, osłabła gonitwa za powierzchownościami, gdyż i rzeczywistość pokazywała już swoje ostrze. Materyalne położenie wielu rodzin było zachwiane i słowo „chleb,“ zaczynało teraz tyle znaczyć co „praca.“

Ocknął się więc ten naród rycerzy i widząc, że w drugiej połowie dziewiętnastego wieku nawet w Gruzyi życie już nie jest igraszką, wziął się do pracy. Wielu książąt i szlachty zaciągnęło się w szeregi literatów, nauczycieli, urzędników i nawet rzemieślnik-//76 ków; i tak powstało życie nowe, wygodniejsze, lżejsze dla ogółu, choć może mniej poetyczne niż owe życie przeszłości —jeżeli ciągłe nie-bezpieczeństwo brak wygód i wieczna trwoga, poezyą być mogą.

Dziś społeczeństwo gruzińskie przechodzi jeszcze fazę niwelacyi, gdyż wielu jego niegdyś zamożnych członków rzuca swoje wiejskie siedziby i osiada w miastach, w których tym sposobem wytwarza się coraz liczniejszy stan mieszczański. Klasa ta stanie się może kiedyś duszą narodu, i obejmie kierownictwo całego ruchu umysłowego, ale dziś jeszcze o tom niema mowy. Właściwa inteligencya gruzińska składa się obecnie jeszcze przeważnie z książąt i szlachty, podczas gdy mieszczaństwo tylko małą część jej stanowi. Zresztą niema tu ani w sprawach społecznych, ani w stosunkach towarzyskich tej różnicy stanów, jaka panuje w Europie, lecz przejawia się chwalebna solidarność i wspólność. Wykształcenie i zasługa znaczą u Gruzinów więcej aniżeli tytuł książęcy; i jeżeli się czasem u jednostek trafia nieco dumy arystokratycznej, została ona pewno nabytą na zachodzie.

Dzięki tej solidarności, mogło się też tylko to życie rozwinąć, jakiem się dziś cieszą Gru-//77 zini, gdyż w tak nielicznem społeczeństwie, każda jednostka ma ważne znaczenie. Wszelką sprawą, czy umysłową czy też materyalną, zajmuje się cała inteligencya wspólnie, i osobiste niechęci schodzą w takich razach prawie zawsze z pola. Niema więc pomiędzy Gruzinami właściwych stronnictw; są wprawdzie konserwatyści i postępowcy, lecz ich różnica zdań nie jest tak wielką, aby w razie potrzeby, nie łączyli się z sobą dla poparcia jakiejś pożytecznej sprawy. Do towarzystwa dla podniesienia oświaty ludowej należą ludzie wszystkich stanów i najrozmaitszych przekonań, a pomimo to, działalność tego towarzystwa jest jednolita i dąży tylko do jednego celu, to jest do podniesienia oświaty pomiędzy ludem. Mniej zgody zdaje się panować w stowarzyszeniu, zajmującem się utrzymaniem i podniesieniem teatru gruzińskiego, którego członkowie przeważnie należą do świata literackiego, i już dla tej przyczyny nie są wszyscy wolni od zarozumiałości.

Obok tych dwóch towarzystw, istnieją jeszcze inne rozmaitego przeznaczenia; dość częste posiedzenia, odbywające się zwłaszcza podczas zimy, dają dowód ich czynnej działalności.//78 Są to jednak wszystko czynniki nabyte i mające za cel: postawienie społeczeństwa gruzińskiego w rzędzie społeczeństw cywilizowanych. Że cel ten osiągnięty zostanie w przyszłości, nie wątpię; ale obecnie jeszcze stan rzeczy w Gruzyi nosi w ogólności cechę początkowania, albo też miejscami zupełnego zastoju. Żyje tu jeszcze w dalekiej prowincyi wielu ludzi zacofanych, nie biorących w sprawach postępu, zgoła żadnego udziału i pędzących życie nawskróś jeszcze patryarchalne. Przytem temperament i usposobienie Gruzinów nie sprzyjają pośpiesznemu postępowi, gdyż przeciętny Gruzin nie bardzo jest skłonnym do wytrwałej pracy i powodując się swoją bujną wyobraźnią, widzi w sobie i w swoim rodzinnym kraju dwa ideały, nie mające sobie nic równego. Tyczy się to jednak tylko ludzi mniej wykształconych, gdyż ogół inteligencyi gruzińskiej bardzo jasno widzi słabe strony i wady swego narodu i bez wahania, uznaje nad sobą wyższość narodów cywilizowanych. Pomimo tych i rozmaitych innych dodatnich stron charakteru Gruzinów, mają oni też swoje jawne wady, rażące nieraz Europejczyka w wysokim stopniu. Do tych należy zapalczywość, objawiająca się często w nader //79 gwałtowny sposób, gdyż krwawe sceny i dziś jeszcze dość często się zdarzają w Gruzyi, choć w każdym razie mniej często niż dawniej. Mściwego charakter a nie zdaje się być Gruzin, gdyż zanadto jest żywy i otwarty, aby doznane krzywdy długo mógł pamiętać; ale za to łatwo się unosi, tak że w porywie gniewu często to czyni, czego później żałuje. Nie jest też wolny od lekkomyślności, właściwości, której prawdopodobnie i wyższa cywilizacya w nim nie zmieni.

 

IV

Na wsi

 

Chcąc poznać prawdziwe życie Gruzyi, jej staroświeckich ziemian i mało dotychczas zmienione ich stosunki towarzyskie, udać się trzeba na wieś, gdzie życie, obyczaje i mieszkania ludzi jeszcze noszą na sobie rodzinną cechę i wszystko tchnie patryarchalnością.

W tym celu opuściłem Tyflis, kiedy już upały w tem mieście przykremi Się stawały, i pobyt wśród zieloności gór podwójną obiecywał przyjemność. //80 Pożegnałem więc stolicę Gruzyi, to miasto pałaców i pieśni, pożegnałem jego ogrody i salony —choć wiedziałem, że zatęsknię za niem, gdyż pobyt w Tyflisie był dla mnie jakby czarodziejskim karnawałem, czasem bezustannych uniesień, zabaw i bankietów.

W miłem towarszystwie ulubionego poety i powieściopisarza, księcia Eliasza Czawczawadze[CXLV] i kilku innych literatów gruzińskich, udałem się do uroczej letniej siedziby pierwszego, leżącej na północ od Tyflisu u stóp gór Kaukazkich. Już w oddaleniu kilkunastu wiorst od miasta zmienia się zupełnie krajobraz, gdyż zaczynają się lesiste góry i bujnie zielone doliny. Droga nasza dość długa, wiedzie nad brzegiem Kury, mianowicie aż do miejsca, gdzie do niej wpada Aragwa[CXLVI]. Tu po obu stronach wznoszą się dość wysokie góry, spadające ku Kurze i Aragwie bardzo stromo, tak, że wąska ta dolina, nader malowniczy i dziki przedstawia krajobraz. Nad samem ujściem Aragwy do Kury leży Mcchet[CXLVII], najdawniejsza stolica Gruzyi, z drugiej zaś strony, na prawie pionowo wznoszącej się górze sterczy  starożytny klasztor, o którym wspomina Lermontow w swoich „Mcyrach.“[CXLVIII] Poeta ten, jak i Puszkin, znalazł w Gruzyi prawdziwą dla swej duszy ojczyznę, do której //81 w pierwszej swej młodości już tęsknił, i w której miał najwznioślejsze swe chwile natchnienia. Dzika i wspaniała przyroda gór Kaukazkich, życie romantyczne pulsujące wówczas jeszcze tutaj, i tysiące uroczych podań i legend nie mogły być bez wpływu na tak poetyczne umysły, jak Puszkina i Lermontowa, i dlatego też utwory ich pisane na Kaukazie, albo powstałe pod wrażeniem wspomnień o tym cudnym kraju, noszą na sobie jakąś dziwnie uroczą cechę, i tchną tą orlą siłą, jaką widok tej wspaniałej przyrody prawie w każdym nieco wrażliwym rozbudza człowieku. Pobyt wśród tych dzikich, niebotycznych gór, wśród ludzi odważnych, namiętnych i do uniesień skłonnych, miał przed kilkudziesięciu laty potężny jeszcze urok i wabił na Kaukaz wielu młodych, przygód chciwych ludzi, z których niejeden do swego rodzinnego kraju wrócił jako poeta. Po Puszkinie i Lermontowie, przecież i Leon Tołstoj przebył część swojej młodości na Kaukazie i wrażenia z niego wyniesione odbiły się w jego pierwszych utworach. Prócz tych znakomitych pisarzy, znalazło jeszcze tu kilku podrzędniejszych poetów rossyjskich ową iskrę natchnienia, której gdzieindziej daremnie szukali. Kto wie, jaki cudny wianek //82 pieśni uplótłby jeszcze Mickiewicz, gdyby z Krymu, którego piękności już tak go natchnęły, udał się był na Kaukaz! Byron również marzył o Kaukazie i wyznał to w jednej z uwag do swego Child Harolda. Życie i przyroda tego kraju mogłyby mu jeszcze dostarczyć wiele materyału do poematów w rodzaju „Korsarza“ i „Narzeczonej z Abydos,“ gdyż ówczesne życie w Gruzyi obfitowało w podobne epizody.

Klasztor[CXLIX] opisany w „Mcyrach“ Lermontowa, tak mnie wabił ze szczytu swej góry, że bez namysłu przyjąłem propozycyę mych towarzyszów podróży oglądania go zbliska. Chciałem zobaczyć jeden z tych starożytnych pomników przeszłości Gruzyi, których wyniosłe i wiekowe mury sterczą na wielu jej skałach i górach, i które więcej niż wszelkie kroniki, o jej znikłej świadczą wielkości. Jak większa część klasztorów i kościołów gruzińskich, sięga i ta pustelnia głębokiej starożytności, choć nie zdaje się, aby pochodziła z piątego wieku, jak o tem zapewniają mieszkańcy okoliczni. W murach jej znajdują się wprawdzie kamienne tablice ze staro-gruzińskiemi napisami, mówiącemi o porze jej założenia; lecz tablice te mogły być zachowane z pierwotnego budynku
i wmurowane do nowego. //83 W każdym razie, klasztor ten stał ta kilka wieków i musiał być świadkiem ruchliwszego niż dzisiaj życia, gdyż w dolinie leżący Mcchet, aż do czasu upadku Gruzyi nader ważną grał rolę w jej dziejach. Obok klasztoru stały tu jeszcze prawdopobnie inne budowle, z których dziś jednak tylko zostały się zwaliska grubych i potężnych murów. Niema tu zresztą wybitniejszej architektury, ale charakter miejsca cechuje ludzi i ducha czasu, w którym potężne te mury powstały. Pokolenia owe przejęte były zapałem religijnym i zapałem walki w obronie kraju; innych celów i dążeń nie miały, i dlatego też wszystkie swe siły moralne i materyalne zużywały dla uświetnienia swojego kultu religijnego i wzmocnienia środków walki z wrogami. Te dwa czynniki przejawiają się w każdym epizodzie historyi Gruzyi, i przynajmniej w wiekach jej wielkości były głównemi sprężynami wszystkich, z użyciem sił zbiorowych dokonanych czynów.

W całej Europie zachodniej znaleźć można na trudnodostępnych górach i skałach zamki średniowiecznych rycerzy, lecz w żadnym kraju niema tyle kościołów i klasztorów zbudowanych na tak wysokich miejscach, jak w Gruzyi. Europejski rycerz bronił tylko swego //84 mienia, gdyż jego wierze zwykle nie groziło niebezpieczeństwo z powoda jedności wiary walczących; inaczej bywało tylko w Hiszpanii, w Polsce i w Węgrzech. Rycerstwo gruzińskie musiało za to walczyć nietylko w obronie mienia lecz i wiary, i dlatego też walki jego większego wymagały wytężenia sił i poświęcenia.

Długowiekowy ten peryod bezustannych bojów i zapasów, stał mi żywo przed oczami, kiedym spoglądał na zwaliska murów, otaczających niegdyś klasztor, a u stóp swoich ujrzałem wybielałe czaszki i kości ludzkie. Ta prędzej niż gdziekolwiek mogły się nasunąć myśli o próżności świata i zmienności wszystkiego; ale widok cudnego krajobrazu, rozpościerającego się w około, rozwiał wszelkie posępne myśli. Słońce świeciło prawdziwie złotemi promieniami, i blask jego światła podnosił niezmiernie całego obrazu pogodę. Dalsza nasza droga wiodła wzdłuż Aragwy, lecz oddalając się coraz bardziej od jej brzegu i podnosząc się w góry. Zaczynają się tu te prawdziwie kaukazkie krajobrazy, piękne przez rozmaitość swych dekoracyi i imponujące dzikością gór i skał swoich. Jedziemy na przemian to nad głęboką przepaścią, na dnie której toczy się jakiś rozhukany strumyk, to znów //85 przez wąwóz zarośnięty gęsto drzewami, to pod ściana olbrzymich skał, grożących zwaleniem  się na nas, i zatamowaniem drogi na długie lata. Od czasu do czasu spotykamy długie karawany arb, ciągnionych przez bawoły i naładowanych drzewem, węglami i wełną. Na każdej arbie, przypominającej dwukołowe wozy włoskie, siedzi Gruzin, wlepiający w nas swe ogniste spojrzenia i znoszący cierpliwie żar słońca i powolność swej podróży. Bawół więcej niż trzy albo cztery wiorsty nie odbywa w godzinę i w razie zmęczenia staje bez ceremonii, a żadna siła ludzka nie popędzi go dalej. Lubi się też tarzać w wodzie i nigdy nieomieszka tego czynić, jeżeli mu się do tej przyjemności zdarza sposobność. Na ostatniej arbie siedzi zwykle Ormianin —kupiec, żyd kaukazki, który arb tych nie ładuje, ani bawołów do drogi nie napędza, gdyż ta praca rąk nie jest dla niego; on pracuje myślą i daje pieniądze na przedsiębiorstwa. Dalej spotykamy kilku jeźdców, opalonych i uzbrojonych chłopów gruzińskich, jadących powoli i spokojnie, jak gdyby tę drogę odbywali dla przechadzki. Ukłon ich, jakim nas witają, jest grzeczny, zgrabny, i nie bez pewnej dumy rycerskiej. Dla odpoczynku stajemy przed duchanem, //86 karczmą gruzińską, i natychmiast zjawia się duchańszczyk i grzecznie nas zaprasza abyśmy się pokrzepili jego winem. Przynosi nam więc wino i kwiaty, i po ugoszczeniu nas wszystkich, wychyla sam szklankę wina za nasze zdrowie, życząc nam przytem dobrej pogody i szczęśliwej podróży. Jesteśmy już dość wysoko w górach, i w dali otwiera się coraz piękniejszy, obszerniejszy krajobraz, którego tło stanowi już grzbiet Kaukazu. Po prawej stronie, góry wznoszą się jeszcze wyżej, podczas gdy po lewej mamy Aragwę i piękne, zielone niwy, ciągnące się wzdłuż jej srebrzącej się wstęgi. Ale ten zieleniejący się raj leży głęboko w dolinie i coraz głębiej zapada, albowiem droga nasza wciąż jeszcze się podnosi. Chwilami tracimy wszelki widok, gdyż otacza nas gęsty las dębowy, albo nieprzebita gęstwina innych drzew i krzaków. Wszędzie, dokąd oko sięga, panuje zieloność, i panuje tu samowładnie, obejmując skały i pnie bujnemi girlandami, i wystrzelając całą siłą życia w górę. Wyjechawszy z lasu, mamy przed sobą jeden z piękniejszych krajobrazów Gruzyi. Widzimy wstęgę Aragwy na przestrzeni kilkunastu wiorst, i na kilkadziesiąt widzialne są olbrzymie doliny jej biegu. //87 skierowanego od najbliższych gór Kazbeku[CL] ku południowi. Okazały ten lodowiec zasłaniają teraz chmury, lecz na wschód i zachód od niego ciągną się inne, wiecznym śniegiem pokryte szczyty, których daleko nad chmury wzniesione pola, wspaniale błyszczą w jasnym blasku słońca. Podtemi wybitnemi wierzchołkami występują bliżej ku nam niższe góry, i pod temi znowu niższe, wszystkie zarosłe gęstym lasem. Pomiędzy górami zaś otwierają się oczom naszym doliny, których piękność opisać się nie daje, gdyż najdokładniejszy opis dałby tylko obraz ich kształtu i powierzchowności, ale nigdy piękności. W tych rajskich dolinach panuje jak wszędzie bujna zieloność, lecz ma ona najrozmaitsze odcienia. Jakby w złocie mienią się lasy ciągnące się na stronach gór zwróconych ku słońcu, podczas gdy w jakimś czarodziejskim świecie zdają się spoczywać inne, rosnące na przeciwległej stronie. Często wśród tego raju zieloności błyszczą srebrne strumyki, toczące swe wody po skalistych gór stokach; gdzieniegdzie złoci się łan dojrzewającej pszenicy; niżej ciągną się bujne sady a pomiędzy niemi liczne wioski, których dwory i kościoły daleko są widzialne. //88 Widzimy też i dom naszego przyjaciela, stojący wśród zielonych sadów na dość wyniosłem miejscu.

Dwory wiejskie w Gruzyi podobne są do domów miejskich, i jak te, otoczone są galeryami, które zwykle bywają nieco wzniesione, z powoda czego z ogrodu lub podwórza do nich prowadzą schody. Wogóle dwory nie są bardzo obszerne i wewnętrzne ich urządzenie więcej jest skromne aniżeli wykwintne. Panuje jednak w nich czystość i skrzętna ręka gospodyni prawie wszędzie w nich czuć się daje. Kto raz przestąpił te gościnne progi, tylko z żalem je opuszcza, gdyż znajduje tu gość nietylko sute przyjęcie, ale otoczony bywa największą ze strony gospodarzy troskliwością i atencyą. Gruzin całkiem stosuje się do swego gościa, odstępuje mu najwygodniejszy w swym domu pokój, poświęca mu swój czas i zmienia dlań zwyczajny swój tryb życia. Przytem stara się uprzyjemnić mu pobyt, o ile to jest w jego możności, gdyż wieś gruzińska jeszcze mniej obfituje w rozrywki niż wieś w Europie. Polowanie, jazda konna, przechadzki, uczty i wizyty po sąsiedztwie, stanowią tu wszystko, co do rzędu rozrywek wliczyć można. Kto jednak jest miłośnikiem przyrody, znajduje tu niezliczone przyjemno-//89 ści, których, dzięki łagodności klimatu i krótkiej zimie, prawie we wszystkich porach roku używać może. Z każdej góry i skały otwiera się tu cudowny widok, każdy las posiada rozmaitość bez końca, każdy strumyk wabi do siebie pięknością swych brzegów i grą wód szumiących. Dniami całemi można chodzić po tych zielonych dolinach, spinać się po urwiskach skał, nie nudząc się, —gdyż bogata gruzińska przyroda wciąż nowe daje widowiska, wciąż świeże odsłania skarby i barw odcienia. Wiosną, kiedy lasy i niwy pokryte są gęstemi kwiatów kobiercami, kiedy wielkie zarośla zdają się być jednym olbrzymim bukietem i w tych gęstwinach tysiące śpiewa słowików, drozdów i innych ptaków, —wtedy nic nie wyrówna tej rozkoszy, którą przechadzka po nich sprawia człowiekowi. Lato ma wprawdzie swoje przykrości, gdyż upały dzienne bywają dość dokuczliwe; ale za to urocze są wieczory i noce, a powabami swemi wynagradzają za przykre chwile dzienne. Najpiękniejszą porą w Gruzyi bywa jesień. Wtedy całemi tygodniami nie pokazuje się chmurka na niebie i dnie bywają piękne, jasne i ciepłe. Pogodzie tej towarzyszą wesołe chwile winobrania i zbioru innych owoców, w które Gruzya tak obfituje, że mogłaby niemi obdzielić jeszcze //90 trzy i cztery inne kraje tegoż co ona obszaru. Wtedy trzeba widzieć sady gruzińskie i ich dary z morel, brzoskwiń, śliwek, gruszek, orzechów i jagód słodkich i wonnych. O tej porze ożywiają się wszystkie dwory wiejskie, pieśni rozlegają się po sadach i wesołe zabawy następują po wesołej pracy. Niebo bywa wciąż jasne, a słońce wschodzi i zachodzi po tym samym niezmieniającym się lazurze. Mija październik i listopad, a ciepła pogoda trwa bez przerwy i nic nie zapowiada zimy, która jednak już dawno zawitała w górach i w nich coraz niżej ściele swój biały całun. Po długich tygodniach tej cudnej pogody, zawiał nocą mroźny wiatr z gór, liście drzew i kwiaty zaczynają więdnąć. Lasy przywdziewają złote i pąsowe szaty, sady w przeciągu paru dni tracą swój strój zielony —i zima nadeszła. Nie, przysłała tylko swe zwiastuny, a sama czeka jeszcze w górach; następują znowu ciepłe, pogodne dnie, rozkwitają na nowo róże, zieleni się trawa i wiecznie zielone laury, mirt i cyprysy każą zapomnieć o tem, że dąbrowy i sady już śpią i nowej czekają wiosny. W podobnych przemianach przechodzi też zima gruzińska, i tylko w niektórych wyżej położonych okolicach jest nieco surowszą.

//91 Podczas pięknej pory roku żyje się zwyczajem wschodu, także na wsi, więcej na dworze aniżeli w domu, i galerya lub balkon zastępuje wtedy w ciągu całego dnia miejsce pokoju. Każde zajęcie odbyte tak na swieżem powietrzu, ma jakiś powab, zwłaszcza, kiedy dom na wyniosłem stoi miejscu i w dali malowniczy roztacza się widok. Śniadanie, obiad i kolacya spożywa się również na galeryi, a czynność ta należy w Gruzyi do prawdziwych przyjemności, gdyż i kuchnia gruzińska jest wyborną, i doskonałego wina nigdy nie brak na stole. Dzięki wielkiej obfitości drobiu, zwierzyny, ryb, jarzyn
i owoców, kuchnia jest tu nader urozmaicona, sposób zaś przyrządzania i podawania potraw daje świadectwo o wysokim rozwoju sztuki kulinarnej i dobrym guście kucharzy. Ryby podają prawie zawsze na półmisku obłożonym różami, jak i wogóle kwiaty i liście często do upiększenia podanych potraw bywają użyte.

Najwięcej materyalna strona życia ma więc w sobie szczyptę poezyi a inne mają jej znacznie więcej, gdyż Gruzini są wrażliwi na wszystko co poetyczne, przytem weseli i uprzejmi. W towarzyskich stosunkach z niemi uwydatniają się, nie tylko ich duch rycerską ale również piękne strony ich życia rodzinne- //92 go, które jeszcze wiele zachowało cech patryarchalności i poniekąd przypomina dawne życie polskie. Przyjemnie też porusza delikatność i szacunek, jaki mężczyźni okazują kobietom, bez względu na wiek i stan, albowiem i chłopka gruzińska bywa traktowana inaczej aniżeli wieśniaczki w Europie. Ze swojej strony zachowuje się też Gruzinka z wielką godnością i w obcowaniu z mężczyznami okazuje pomimo pewnej swobody, zadziwiający takt i skromność, wolną jednak od pruderyi. Postępowanie takie spotyka się nietylko u kobiet lepiej wychowanych i wykształconych, lecz również i u kobiet niższych warstw społeczeństwa, tak, że się jest nieraz zdumionym ich zachowaniem się, pełnem taktu i szlachetnej godności. Przyczyna tego objawu tkwi przedewszystkiem w łagodnem usposobieniu Gruzinek, choć przyczyniło się też wiele do tego odosobnienie, w jakiem do niedawnego czasu jeszcze żyły. Haremów wprawdzie nigdy w Gruzyi nie było; ale żyły tu kobiety w pewnem odosobnieniu od mężczyzn, miały swą oddzielną część domu i kiedy się publicznie pokazywały, zasłaniały się starannie czadrami. Zwyczaj ten już dziś nie istnieje, ale spotkać można jeszcze wiele kobiet podezłego wieku, ze zgorszeniem patrzących na //93 swobodę swoich córek i wnuczek, które nie tylko nóg i rąk swych nie chowają przed spojrzeniami ciekawych, lecz nawet twarzy i biusta nie zasłaniają. Wpływ tych babek i ciotek sprawia naturalnie jeszcze swoje, i niemało się przyczynia do tej rezerwy, jaką do dziś dnia jeszcze wiele zachowuje Gruzinek. Tyczy się to zwłaszcza kobiet, które wychowanie odebrały w domu, podczas gdy inne, wykształcone w zakładach naukowych albo pod kierunkiem cudzoziemek, już nieco od pierwszych się różnią. Wychowanie kobiet było i dawniej w Gruzyi, pomimo braku wyższych szkół żeńskich dość staranne, i za-sadzało się prócz czytania i pisania, głównie na znajomości historyi i literatury krajowej, przyczem wszczepianie zasad religii i moralności ważne miało znaczenie. Obecnie do tego programu należy jeszcze nauka literatur europejskich, języka francuskiego i rosyjskiego, jak i gry na fortepianie. Takie jest przynajmniej wychowanie wyższe.

Pod względem obyczajności, stoją Gruzinki daleko wyżej niż inne kobiety wschodu, i ogólnie słyną jako wierne żony i wzorowe matki —choć dawniej jak i obecnie skłonność do słodkich grzechów nie była u nich wcale rzadkim objawem. Droga do grzechu jest dla //94 Gruzinki jeszcze więcej śliska niż dla kobiet innych narodów, gdyż obdarzyła ją przyroda nader zwodniczemi powabami, lecz mało jej użyczyła siły do walki. Dlatego też lwic salonowych w naszem rozumienia niema pomiędzy niemi i kokieterya ich, prawie zawsze jest bierną i bez subtelnej taktyki, gdyż kobieta łagodna i uczuciowa, nie umie być obojętną względem mężczyzny, któremu się udało rozpłomienić jej serce. Gruzinka najczęściej ulegnie swemu uczuciu, kocha gorąco
i z poświęceniem. O tem może świadczyć wielu europejczyków najrozmaitszych narodowości, albowiem wielu z cudzoziemców przebywających w Gruzyi, żeni się z jej córami.

Mówiąc o zaletach i wadach tych powabnych czarodziejek, należałoby też powiedzieć słów parę o ich gospodarności, która przecież stanowi bardzo ważny przymiot kobiety. Zdaje się, że przeciętna Gruzinka wzorową gospodarnością się nie odznacza, gdyż i zwyczaj krajowy uwalnia kobiety od wielu zajęć, zwłaszcza cięższych, tak, że nieraz zupełnej są oddane bezczynności. Przy takich okolicznościach, zarząd domem leży przeważnie w rękach mężczyzn, a kobieta właściwie nie jest gospodynią domu, choć za nią się uważa. //95 Inaczej ma się jednak z kobietami wychowanemi zupełnie po europejsku, gdyż pomiędzy temi spotkać można nawet zawołane gospodynie. W każdym razie przypuszczać można, że Gruzinka nigdy pod względem gospodarności nie dojdzie do doskonałości niemki albo litwinki, i zdaje się, że jej współrodacy płci brzydkiej, tak bardzo nad tem ubolewać nie będą. Wiedzą i oni o tych paniach, robiących na koncercie pończochy i asystujących przy „grosse Waesche“ z kawałkiem mydła w ręku —i prawdopodobnie niemi się nie zachwycają.

Prędzej zdaje się, że kobiety pragnęłyby tu dla mężczyzn zmiany na lepsze, albowiem gospodarstwo wiejskie znajduje się w Gruzyi jeszcze w bardzo niskim, miejscami nawet w pierwotnym stanie. Tyczy się to zwłaszcza gospodarstwa rolnego, które powiększej części prowadzi się jeszcze na sposób patryarchalny, bez zastosowania niezbędnych ulepszeń —choć co prawda, klimat gruziński tak sprzyja wzrostowi, wszelkiej roślinności, że zboże i bez starannej uprawy roli, obfite wydaje plony. Gospodarstwa włościańskie stoją naturalnie jeszcze na niższej stopie aniżeli gospodarstwa dworskie. Charakteryzującą cechą pierwszych jest staroświecki pług gru-//96 ziński, który w wielu okolicach jeszcze do dziś dnia jest w użyciu. Potwór ten nie inaczej jak silą ośmiu par bawołów w ruch się wprowadza, podczas gdy liczba zajętych przy nim robotników wynosi do pięciu i sześciu. Zwykle cała gromada wiejska posiada tylko jeden taki pług, do którego każdy z włościan obowiązany jest dostarczać w naznaczone dnie robotników i bawoły. Budynki gospodarskie są w Gruzyi nader nędzne i najczęściej tylko z plecionek się składają; folwarków zaś, nawet przy gospodarstwach dworskich, niema, gdyż siano i zboże przechowują powiększej części w stogach, tak, że stodoły prawie są zbyteczne. Dla bydła także tylko nędzne mają budynki, a owczarnie najczęściej są niczem innem, jak długie na wpół w ziemi się znajdujące piwnice.

Wyżej niż gospodarstwo rolne stoi sadownictwo, które też stanowi główną podstawę bogactwa Gruzina, i dlatego z prawdziwą starannością jest prowadzone. Sady gruzińskie są rzeczywiście piękne, i prawie zawsze dobrze utrzymywane. Nie raz zajmują one obszar parę set morgów, tak, że pojedyncze oddziały podobne są do małych lasów. Drzewa stoją w nich rzędami, i tworzą tym sposobem malownicze aleje, pomiędzy któremi bujna //97 rośnie trawa. Widok tych pięknych, bogatych sadów sprawia bardzo przyjemne wrażenie, zwłaszcza kiedy jesienią drzewa obładowane są, owocami. Również dobrze utrzymywane są winnice, choć sposób przygotowania wina podobno wiele jeszcze zostawia do życzenia. Mówią to przynajmniej znawcy tej umiejętności, gdyż co do smaku nic kachetyńskiemu winu zarzucić nie można. Przygotowują je tu wszędzie na miejscu, i każdy właściciel większych winnic ma swoją własną prasownię, w której grona wytłacza. W prasowni znajduje się też skład wina, są to olbrzymie, gliniane dzbany, zakopane w ziemi i zawierające do 5,000 i więcej butelek wina. Dzbany te po napełnieniu, zupełnie pokrywają ziemią, tak, że złodziejom nie łatwo je znaleźć.

Sady i winnice należą powiększej części do dworskich posiadłości, podczas gdy włościanie prawie tylko chowem bydła i rolnictwem się zajmują. Byt włościan gruzińskich jest często wcale wygodny, gdyż wielu z nich cieszy się dziś stosowną zamożnością, co jednak nie wiele wpływa na zmianę ich sposobu życia. Już sama powierzchowność wsi gruzińskiej świadczy o upartem zachowaniu dawnego stanu rzeczy. Niema tu nigdzie ulic, a chaty //98 i budynki gospodarskie rozrzucone są bez ładu, tak, że nie widać ani zagrody ani podwórza. Stodoły i chlewy składają się z nędznych plecionek, chaty zaś czyli sakle, podobne są do piwnic, gdyż do połowy swej wysokości stoją w ziemi, a płaski ich dach także pokryty jest ziemią. Pomimo tej nędznej powierzchowności, są one wewnątrz nieraz wcale dobrze urządzone. Chata zamożnego włościanina gruzińskiego składa się zawsze z trzech izb. Pierwsza jest izbą mieszkalną i jadalną zarazem, i najczęściej prócz długiej sofy i kilku półek, na których się znajdują naczynia kuchenne, nie więcej nie zawiera. Izba gościnna ma za to urządzenie lepsze i zakrawające nieraz na elegancyę. Są tu sofy wygodne, kobierce, poduszki i rozmaite dzbany, kielichy i misy, przeznaczone dla podejmowania gości; wisi tu też zwykle broń cenniejsza, gdyż chłop gruziński do dziś dnia jeszcze nie rozstał się z kindżałem i zawsze go nosi z sobą. W sypialni również się znajdują sofy pozawieszane kołdrami i skrzynie, zawierające odzież świąteczną. Sądząc po tem urządzeniu mieszkań, chłop gruziński wcale nie jest tak mało cywilizowany, jakby to przypuścić można po zewnętrznym wyglądzie jego domu. Stoi on też rzeczywiście pod wielu //99 względami wyżei, aniżeli włościanin wielu kra­jów wschodniej Europy, i to przedewszystkiem przez poczucie własnej godności, delikat­ność w obejściu i odwagę. Pomimo wszelkie­go dla właściciela wsi szacunku i pewnej wo­bec niego uległości, nie kłania się nigdy przed nim aż do ziemi, jak to czyni chłop słowiań­ski, lecz z pewną, dumą rycerską wita go zdejmując tylko czapkę, którą jednak przy dłuższej z nim rozmowie znowu nakłada. W każdym jego ruchu jest odcień rycersko­ści, uwydatniający się jeszcze więcej w obco­waniu z kobietami. Grzeczność, na jaką ani chłop francuski ani niemiecki się nie zdobywa jest wrodzonym przymiotem chłopa gruziń­skiego, który umie też grzecznością nastroić swoją mowę, tak, że nieraz prawi godne czło­wieka wykształconego komplimenta. W każ­dym wypadku ma on odpowiedź gotową, i to najczęściej odpowiedź pełną frazesów kwie­cistych, albo nawet okraszoną cytatami z ja­kiegoś ulubionego poety. W Gruzyi albowiem poezya nietylko liryczna, lecz i epiczna jest poniekąd ludową, i te same poezye, które wczoraj po raz pierwszy deklamowano w sa­lonach, dziś już znane są w chatach wiej­skich. Objaw ten ma z jednej strony swą przyczynę w poetycznem usposobieniu ludu, //100 z drugiej zaś w stosunkach obywateli z wło­ścianami. Stosunki te są jeszcze wielce patryarchalne i niema tu takiego rozdwojenia pomiędzy chatą i dworem, jak w innych kra­jach. Służba jest tu też w ogóle bardzo przy­wiązaną do swoich chlebodawców, i wiernie im oddaną we wszystkich wypadkach życia, choć gruziński chłop zwykle niechętnie słu­ży, i jeżeli mu na to pozwalają okoliczności, woli niezależne prowadzić życie. Kobiety jeszcze niechętniej udają się do służby, gdyż praca właściwie nie jest ich powołaniem, i ni­gdy też nie widziałem Gruzinki pracującej w polu. Zajmują się one wprawdzie robota­mi domowemi, lecz tylko najlżejszemi, zosta­wiając sobie prócz tego wychowanie dzieci. Wobec takich warunków, położenie włościańki gruzińskiej różni się też znacznie od poło­żenia jej sióstr w krajach Europy, gdyż prócz oszczędzenia jej sił fizycznych, otaczają ją jeszcze mężczyźni szacunkiem, rzadko bywa­łym pomiędzy chłopami. Włościanka gruziń­ska odgrywa też swoją rolę z godnością i naj­częściej jest poważną jak matrona, co zresztą przystoi jej ociężałości.

Lenistwo ma na wschodzie zawsze cechę powagi, podczas gdy czynność wszelka nosi tu w sobie febryczny niepokój namiętności i dla-­ //101 tego też trwałą nie bywa. Gruzin, jak każdy inny mieszkaniec wschodu, posiada pomimo lekkości temperamentu i usposobienia do uniesień, wiele skłonności do cichej kontemplacyi, która bądź co bądź, bezmyślna nie jest, chód ją niejeden uważać może za pro­sty skutek lenistwa. Przedziwna przyroda Gruzyi i jej piękne i rozmaite krajobrazy, usposabiają rzeczywiście do dumania i wzbu­dzają w człowieku jakąś niepohamowaną chęć do poetycznych marzeń. Kto raz widział te dzikie, majestatyczne góry i ich w blasku słońca złocące się lodowce, pojmie łatwo, że człowiek z natury wrażliwy, przypatrywać się im może całemi godzinami, oddając się przytem marzeniom bezcelowym, ale rozkosz­nym. W tej cudnej przyrodzie kaukaskiej każde zjawisko, każda zmiana światła, ma coś wielkiego w sobie i dziwnie porusza. Wspa­niałą bywa ta przezroczysta jasność nieba i niemniej wspaniała ciemność, kiedy groźne chmury olbrzymie otaczają góry, i wśród dnia noc zalega zielone doliny. Albo burza letnia, ileż ma ona tu w sobie uroku i piękności! Bły­skawice szybują po niebie jak wiatrem pędzo­ny pożar, podczas gdy echo gromu z tytani­czną siłą odbija się o skały i góry, a potoki w szalonym biegną pędzie po ich stokach.

//102 Albo ten wschód słońca, kiedy nim świt jesz­cze zawitał w doliny i noc zalega lasy i niwy, lodowce już błyszczą w ciemnym eterze i na daleki świat rozsyłają swe blaski! Również piękne obrazy roztacza słońce przy swym za­chodzie; wtedy zabarwia się niebo kolorami tęczy, ale kolory te dziwnie się tu łamią i jak­by prostemi liniami oddzielone, tworzą pola i smugi. Gra kolorów jednak nie trwa długo i natychmiast po zachodzie słońca, zapada noc, noc bez zmroku —i w ciemności śpią cudne, wonne niwy Gruzyi.

 

V

M c c h e t

 

W całej Gruzyi niema miejsca tak bogate­go we wspomnienia historyczne jak Mcchet, który jeszcze za pogańskich czasów, więc w pierwszych wiekach naszej ery, miał być jej stolicą. Tu mieszkali pierwsi królowie gruzińscy, tu też są groby ostatnich; rezydo­wali tu też w przeciągu długich wieków katolikosowie czyli patryarchowie kościoła gruziń­skiego, gdyż Mcchet jest kolebką jego. Tu //103 albowiem król Miriam[CLI] przyjął wiarę chrześ­ciańską i założył pierwszą w całym kraju świątynię chrześciańską. Tysiące razy po­wtarza się w historyi Gruzyi nazwa tego mia­sta; jest ono jakby obeliskiem, na ścianach którego zapisane są wszystkie najważniejsze w dziejach Gruzyi zdarzenia. Miejsce takie ma wielki urok, zwłaszcza dla cudzoziemca spodziewającego się znaleźć tu, w tym najstarożytniejszem całego kraju grodzie, wiele po­mników przeszłości. Oczekiwania takie są jednak po części mylne, i już sam widok Mcchetu dość nieprzyjemne sprawia rozczaro­wanie. Zamiast wspaniałego zamku i pomni­kowych gmachów, znajdzie tu wędrownik tyl­ko nędzną mieścinę, której jedyną ozdobą jest obszerny i rzeczywiście wspaniały koś­ciół katedralny, podczas gdy dwa inne kościo­ły, choć również się odznaczają starożytno­ścią, wcale imponująco nie wyglądają. Prócz tych trzech świątyń nie posiada dziś Mcchet żadnego gmachu, pochodzącego z odleglejszej przeszłości i tylko gdzieniegdzie się pokazu­jące odłamki murów wskazują miejsca, gdzie niegdyś stały pałace. Skromny i prawie nę­dzny widok dzisiejszego Mcchetu podwójnie uderza, gdyż nie odpowiada ani roli jaką to miasto odgrywało w przeszłości, ani piękności //104 otaczającej je zewsząd okolicy. Okolica ta jest nader malowniczą, tu albowiem w dolinie zamkniętej w około stromemi górami, wpada bystra Aragwa do Kury, tworząc swem połą­czeniem również złączenie dwóch głębokich i powabnych dolin. W tem romantycznem miejscu żyła i dokonała Św. Nina, dzieło na­wrócenia króla Miriama, i ztąd rozeszła się nowa wiara po całej Gruzyi. Niezliczone po­dania i legendy przechowały dzieje tego na­wrócenia i w nader poetyczne ubrały je bar­wy. Trudno naturalnie wiedzieć, ile w tych podaniach jest prawdy; ale ponieważ one wszystkie imie Św. Niny powtarzają, zdaje się być faktem, że ona pierwsza przyniosła do Gruzyi naukę Chrystusa, i właściwą tego kra­ju jest apostołką. O dalekiej Gruzyi miała jeszcze usłyszeć w Jerozolimie, i to od żydów, których krewni mieszkali w Mcchecie. Przy­bywszy z Jerozolimy do Rzymu, musiała ztąd uciec przed prześladowaniami Dyoklecyana[CLII] i udała się do Armenii, gdzie jednak król Trdat[CLIII] również nastawał na jej życie. Opu­ściła więc Armenię, aby się schronić do Gru­zyi, mianowicie do Mcchetu, gdzie mieszkali krewni owych żydów jerozolimskich. Kiedy przybyła do stolicy Gruzyi, obchodzono tu święto bożka Armaza[CLIV], i na moście rzymskim, //105 zbudowanym jeszcze przez Pompejusza, spo­tkała króla Miriama, udającego się właśnie na tę uroczystość. Nina przyłączyła się do jego orszaku, i w czasie kiedy kapłani czy­nili ofiarę, błagała Boga chrześcian o pomoc dla swojego przedsięwzięcia. Prośba jej wy­słuchaną była, gdyż powstał silny wicher i obalił bałwana, który dotąd był przedmio­tem czci Gruzinów. Od tej chwili Św. Nina rozpoczęła swe dzieło nawracania, ale długo jej usiłowania były bezowocne. Jak innym rozszerzycielom wiary wiary chrześciańskiej, tak i jej rozmaite przypisują cuda, w skutek których Gruzini dopiero mieli porzucić po­gaństwo i przyjąć wiarę Chrystusa. Również i król Miriam tylko cudem dał się skłonić do tego, gdyż zabłądziwszy raz na polowaniu z powodu gęstej mgły, ślubował Chrystusowi, że jeżeli go wybawi z tego niebezpieczeństwa, z całym narodem przyjmie chrześciaństwo. Niebawem podniosła się mgła, i król mógł wrócić do miasta, gdzie już nań czekał tłum ludu, na czele którego znajdowała się Św. Nina. Tu Miriam powtórzył swój ślub, i od­tąd już Gruzini dziełu nawrócenia żadnych nie stawiali przeszkód. Tam gdzie dotych­czas stały bałwany, umieściła Nina krzyż //106 z winnych latorośli, który jej we śnie wręczyć miała Najświętsza Panna.[CLV]

Takie jest podanie o powstaniu w Gruzyi Chrześciaństwa, podanie poetyczne i w każ­dym razie niezupełnie zmyślone, gdyż praw­dopodobnie Nina nie jest osobistością fikcyj­ną; albowiem działo się to wszystko na lat kil­kanaście przed pierwszym soborem nicejskim[CLVI], więc w czasie, o którym dość pewne zacho­wały się wiadomości. Na soborze tym koś­ciół gruziński przyłączony został do patryarchatu antiochijskiego; więc dzieje jego powstawania musiały być znane zebrane­mu tu duchowieństwu, i ta okoliczność zdaje się przemawiać za prawdopodobieństwem istnienia Św. Niny.

Grób tej natchnionej dziewicy znajduje się w Signach[CLVII], w Kachetyi, w jednym z najstarożytniejszych kościołów całej Gruzyi. Tu spoczywa ona w cieniu pięknych topoli, w miejscu, z którego prawdziwie cudowny otwiera się widok na Ałazańską dolinę[CLVIII] i śnie­żne szczyty Kaukazu. Na przestrzeni kilku­dziesięciu wiorst, ciągnie się tu jeden nie­przerwany ogród zieloności, wśród którego błyszczy srebrna wstęga rzeki Ałazany. Dolina jej jest prawdopodobnie najpiękniejsza w całej Kachetyi, co wiele znaczy, gdyż uro­ //107 cza ta prowincya jeszcze więcej niż inne czę­ści Gruzyi słynie ze swoich pięknych krajo­brazów. W rajskiej zaiste okolicy obra­ła sobie miejsce spoczynku ta pierwsza nauczycielka wiary chrześciańskiej Gruzi­nów, gdyż i za zieloną doliną ma oko jeszcze tysiące przedmiotów do zachwytu; tam albo­wiem piętrzy się olbrzymi łańcuch gór Kau­kazu, tonący to w groźnych chmurach, to znów w pogodnym blasku słońca. Wszystko tchnie tu poezyą i jakąś biblijną uroczysto­ścią, którą też nacechowana jest cała średnio­wieczna historya Gruzyi. W tym kraju łą­czyły się z religią rzeczywiście wzniosłe cele, i duchowieństwo zamiast jak w innych kra­jach dążyć do zdobycia sobie potęgi świec­kiej, stawało na straży wiary i nieraz dla niej się poświęciło. Istniał też tu tak ścisły związek pomiędzy sługami kościoła i świec­kimi, jak prawie nigdzie indziej, i życie klasz­torne było zawsze dla wielkiej części rycer­stwa odpoczynkiem po ciężkim zawodzie wo­jennym. Dlatego też liczba klasztorów była dawniej w Gruzyi bardzo znaczną, i prawie na każdej mniej dostępnej górze wznosiła się taka pustelnia. Wielka część tych klaszto­rów do dziś dnia jeszcze się zachowała, choć obszerne ich cele już dawno opustoszały i tyl­//108 ko rzadko przez pątników bywają zwiedzane. Często znajdują się te klasztory na zdumie­wającej wysokości, tak, że prawie niemożebnem się zdaje, aby na tych wyniosłych i tru­dno dostępnych miejscach, ludzie wybudować mogli tak potężne gmachy. Ale tak jest; Gru­zya średniowieczna, ta Gruzya walecznych rycerzy, natchnioną była rzadkim zapałem wiary, i zdumiewających też dokazała w jej obronie czynów. Nie byli wprawdzie Gruzini wolni od przesady religijnej, i do dziś dnia jeszcze mnóstwo mają zabobonów; ale uwzglę­dnić też trzeba, że wciąż groził islamizm ich wiary wytępieniem. Historya Gruzyi ob­fituje w przykłady rzadkiej wytrwałości w wierze i nawet wtedy, kiedy już w Europie indyferentyzm szerzyć się zaczął, walczyli jeszcze Gruzini w obronie swej religii, jak to czynili europejczycy w średnich wiekach.

Najwięcej jednak cierpieli od muzułmanów w początku siedemnastego stulecia, za rzą­dów Abasa[CLIX], szacha perskiego, który kraj ich ogniem i mieczem spustoszył, i okrucieństwem i gwałtem ich zmusić chciał do przyjęcia islamizmu. Jak straszne były te gwałty, dowo­dzi wycięcie zakonników w klasztorze Garedzijskim[CLX]. Starym zwyczajem zbierali się tu zawsze w Wielką Sobotę zakonnicy z sąsie­-//109 dnich klasztorów dla wspólnego obchodzenia uroczystości Zmartwychwstania. Wtedy też, kiedy ów okropny wypadek miał miejsce, ze­brało się w klasztorze Garedzijskim do sześ­ciu tysięcy zakonników. Szach Abas nawet nie wiedział o istnieniu tego klasztoru, stoją­cego na odległej górze, za stepem Karajskim, lecz nad ranem spostrzegł nagle z daleka nie­zwyczajne światło, pochodzące od gromnic ze­branych tam zakonników. Obchodzili oni wła­śnie procesyonalnie kościół, śpiewając pieśni na cześć zmartwychwstałego Chrystusa, i nie- przeczuwali zapewne strasznego niebezpie­czeństwa, jakie im groziło. Ale w dali za Kurą czyhał krwiożerczy tygrys, który do­wiedziawszy się o nich, wysłał natychmiast oddział jeźdźców i w pień ich wyciąć ka­zał. Przekleństwa i okrzyki dzikiej zgrai Persów, przerwały wnet ciszę niedzieli wiel­kanocnej i straszliwa rzeź zgładziła wszyst­kich na nabożeństwo zebranych zakonników. Okrutny Abas spustoszył jeszcze wiele in­nych klasztorów i mnóstwo Gruzinów upro­wadził do Persyi, gdzie przyjąć musieli mahometanizm. Jeszcze dziś istnieją podobno, w okolicach Ispahanu gruzińskie osady, po­wstałe w czasach Abasa.

//110 Wszystkie klęski, jakich Gruzya wciągu wieków doznała od mahometan, odbiły się też na jej świątyniach! losy katedry w Mcchecie są jakby tych częstych napadów i spusto­szeń świadectwem. Pierwotna katedra po­wstała przy końcu piątego wieku, za króla Wachtanga, który też tu jednocześnie ustano­wił rezydencyę katolikosów czyli patryarchów gruzińskich. W roku 1318 zniszczona zosta­ła przez trzęsienie ziemi, lecz król Jerzy VI na nowo ją wybudował. Niedługo po tem zbu­rzyli ją mongołowie prawie do szczętu, wsku­tek czego król Aleksander po raz drugi ją od­budował. Szach Abas, którego hordy jak Wandalowie gospodarowały w Gruzyi, osz­czędził jednak katedrę Mcchecką i wydał na­wet dla niej list ochronny. W późniejszych czasach cierpiała ta świątynia wiele od napa­dów Lezginów, tak, że jeszcze dwa razy od­nowioną została, gdyż w Gruzyi odbudowywa­no zawsze wszystkie kościoły po kaźdem wtargnięciu mahometan. Ogrom katedry Mccheckiej jest rzeczywiście imponujący, i całość jej architektury niemniej wzniosłą ma cechę, choć styl kościołów gruzińskich wogóle, nieodznacza się pogodą i nawet su­rowy ma wygląd. Główna jej kopuła jest jak zwykle ośmiograniasta i ostro zakończona, //111 dach zaś cały z ciosanego kamienia. Nad głównemi drzwiami znajduje się obraz Najświę­tszej Panny, wizerunek której ozdabia front każdego kościoła w Gruzyi. Cała katedra długa na przeszło trzydzieści sążni, podzielo­ną jest na trzy nawy, spoczywające na olbrzy­mich filarach. Freski zachowane jeszcze na ścianach i filarach, są poczęści dość stare, poczęści zaś z nowszych pochodzą czasów i prócz scen z historyi biblijnej, przedstawiają też epizody z pierwotnych dziejów Chrześciaństwa Gruzyi, zwłaszcza z czasów króla Miriama. Z różnych epok też pochodzą obrazy, zdobią­ce mury i filary kościoła, gdyż niektóre z nich bezwątpienia są dziełem greckich malarzy, podczas gdy inne pochodzą od Genueńczyków, z któremi Gruzini dość długo mieli stosunki handlowe. Było też dawniej na ścianach wie­le portretów królów; lecz ponieważ kolory już znacznie były starte, zabielono je podobno przed kilkudziesięciu laty. Również znisz­czone są zębem czasu napisy na płytach gro­bowych. Tu albowiem pochowano wielu kró­lów i katolikosów gruzińskich, lecz dziś miej­sca ich grobów prawie odnaleźć się nie dają, gdyż po częstych spustoszeniach, zaginęły ich ślady a pozostałe płyty jeszcze, starte są prawie zupełnie. Przedostatni król Gruzyi, Herakliusz, //112 który umarł przy końcu ośmnastego wieku od dżumy, również tu jest pochowany i spo­czywa przy boku swej córki, Tekli, zmarłej dopiero w pierwszych dziesięcioleciech nasze­go stulecia. Od tego czasu zeszli i inni po­tomkowie tej starożytnej dynastyi do grobu i wielki ród Bagratydów, który przez długie wieki dzierżył berło Gruzyi, znikł z tej zie­mi. Cicho dziś w starożytnym Mcchecie i pu­sto w jego ulicach; ale jakie tu niegdyś pulso­wać musiało życie, jak ludno musiało tu być nieraz, kiedy się całe rycerstwo dla jakiejś narodowej zbierało uroczystości! Minęło to wszystko, ale wspaniała katedra Mcchecka jeszcze długo będzie stała jako pomnik tej przeszłości, gdyż olbrzymie jej mury prze­trwać jeszcze mogą wieki. Teraz, raz tylko w roku ożywia się cichy i pusty zwykle Mcchet, i to dnia pierwszego października, na który przypada uroczystość przechowanych w katedrze relikwi. Wtedy z najodleglej­szych okolic Gruzyi przybywają tu pątnicy i najrozmaitsze dają się tu widzieć stroje i ty­py. W mieście i w okolicy zbiera się wtedy kilka tysięcy różnorodnego ludu, przybywają książęta z dalekiej Mingrelii wraz z swoją służbą, poważne gruzińskie magnatki, otoczo­ne orszakiem sług męzkich i żeńskich, szlach-//113 ta ze wszystkich stron, mieszczanie z Tyflisu, Kutaisu i kilkudziesięciu innych miast Gruzyi i nareszcie chłopi z najbliższych i najdalszych stron kraju. Zgromadzenia takie mają wiele podobieństwa do zgromadzeń na odpustach w Polsce, lecz prócz tego jeszcze, wielce od­rębny mają charakter, właściwy miejscowemu życiu. Czas po nabożeństwie zapełniają sobie pielgrzymi zabawą i tańcami, tak, że w tym tłumie ludzi, w tym zgiełku arb, wozów, ba­wołów i koni, tworzą się gromady, mające swoich szynkarzy i muzykantów. Jest też zwyczaj, że każdy z pątników, przynajmniej każdy włościanin, przyprowadza z sobą barana, którego tu zabija i ze swoją rodziną albo znajomymi spożywa. Skóry zabitych baranów ofiarowują zwykle miejscowemu ducho­wieństwu. Po ucztach następują, ma się ro­zumieć, śpiewy i tańce, gdyż Gruzin rozrywki te namiętnie lubi.

Również licznie przybywają pielgrzymi na uroczystości odpustowe po innych kościołach i klasztorach. Ostatnich jest zwłaszcza wie­le w okolicach Mcchetu i na niebardzo odda­lonych górach widać ich kilkanaście, z któ­rych wprawdzie niektóre już leżą w ruinach, albo zostały opuszczone. W samym też Mcchecie jest klasztor żeński, którego założycielką //114 była księżniczka Daria Pagaw. Żyła ona w pierwszej połowie naszego wieku, i miała być kobietą rzadkiej piękności. Ówczesnym zwyczajem, zaręczyli ją rodzice jeszcze w dzie­ciństwie, lecz narzeczony umarł, nim doszła lat dojrzałości. Zaręczyli ją więc po raz dru­gi z jednym księciem mingrelskim, lecz i ten stracił życie na polowaniu. Po tem nieszczęś­ciu, postanowiła piękna księżniczka wstąpić do klasztoru, lecz prawdopodobnie, wówczas żadnego żeńskiego klasztoru w Gruzyi nie by­ło. W męskim stroju uciekła z domu rodzi­ców w Mingrelii, i przyłączywszy się do chło­pów, jadących do Tyflisu, dostała się do Mcchetu, gdzie znalazła przytułek u jakiejś pobożnej staruszki. Tu pomimo wszelkich po­szukiwań stroskanych rodziców, przebyła pięć lat, nosząc zawsze strój męzki i uchodząc w mieszkaniu za mężczyznę. W końcu dała się poznać biskupowi, i zasięgnąwszy pozwo­lenia rodziców, założyła klasztor, którego też była pierwszą przełożoną. Historye tego rodza­ju nie należą zresztą w Gruzyi do rzadkości, choć zwyczajnie bywają nieco romantyczniej­sze, gdyż zdarza się tu dość często, że zako­chana panna opuszcza potajemnie dom rodzi­ców, aby się połączyć z młodzieńcem swojego wyboru. Te napozór tak skromne i łagodne //115 czarodziejki, umieją więc też być energicznemi nieposłusznemi woli rodziców, i ta przypadkowa energia pewno nie zmniejszy ich dobrej sławy przed światem.

Tak więc od opisu Mcchetu, znów doszedłem do kobiet! W Gruzyi inaczej być nie może, gdyż piękność kobiet nie daje tu zastanawiać się długo nad czem innem i zwodnicze ich czary z najpoważniejszego budzą zadumania.

 

VI

K u t a i s

 

W pięknie zielonej okolicy, po obu brzegach złotodajnego Rionu, leży stolica Imeretyi, Kutais. W około niego rozciąga się na kilkadziesiąt wiorst błogosławiona równina, pokryta malowniczemi niwami i sadami, z pośród zieleni których wyglądają liczne dwory i wioski. Z dwóch stron tej równiny, z południa i z północy, wznoszą się długie łańcuchy gór, mianowicie Mały i Wielki Kaukaz. Oba łańcuchy nie bardzo są oddalone, tak, że gołem okiem wyraźnie widziane są ich pierwsze //116 stoki, pokryte bujnemi lasami. Podczas jasnej pogody, widok na wielki Kaukaz jest nader obszerny, gdyż wtedy i jego najwyższe szczyty najwyraźniej występują, odbijając się wspa­niale na lazurze nieba. Są tu już zupełnie inne szczyty niż te, które się widzi z dolin Kachetyi
i Kartalinii; tam Kazbek i Besztan królowały, tu zaś wyższy jeszcze Elborus[CLXI] sterczy nad chmurami. Góry są tu wogóle wyższe, dziksze w swej powierzchowności i mniej dostępne aniżeli góry graniczące z Kachetyą i Kartalinią. W tej części Kau­kazu wznosi się też góra Chomli, na której Prometeusz przykuty miał być do skaty. Mę­ki jego niewoli tu podwójnie mogły być cięż­kie, na widok tego raju, rozpościerającego się w równinie, gdyż cały ten krajobraz jest tak malowniczy i urozmaicony, że najpoetyczniejszy opis nie dałby nawet słabego pojęcia o je­go piękności. Głównym jego powabem jest bogata roślinność, występująca w najrozmait­szych odmianach i pokrywająca nietylko ró­wninę, ale i góry i skały. Jedno spojrzenie rzucone na te cudne gęstwiny, wystarczy, aby człowiek czuł, że się znajduje w kraju, do którego sroga zima niema przystępu, gdyż obok wspaniałych dębów i buków, kołysze się buj­nie cyprys, i nigdy nie więdnące klomby z mir­-//117 tów i laurów wieńczą drogi i ścieżki pysznych ogrodów i gajów. Każdy dom, każda altanka tonie w zieloności bujnie się pnących roślin i najwonniejsze kwiaty gęstym kobiercem po­krywają wolne od krzewów miejsca. Kamelie, rododendrony i azalie rosną tu dziko, bez opie­ki człowieka, pielęgnowane tylko słońcem

tchnieniem prawie nieustającej wiosny. Imeretya ma też najłagodniejszy w całej Gruzyi klimat, gdyż podczas, gdy w Kartalinii i w Kachetyi ufały podczas lata nieraz do czterdziestu dochodzą stopni, i zima, jakkolwiek jest krótka, jednak bywa mroźną, niema w Imeretyi ani wielkich upałów podczas lata, ani mrozów podczas zimy. Nawet lekkie przymroz­ki są tu dość rzadkim zjawiskiem, i dzięki temu łąki i niwy w każdej porze roku są zielone. Imeretya i sąsiednia Mingrelia, są prawdopo­dobnie Kolchidą starożytnych, tak, że cudne te kraje w dalekiej przeszłości były rodzajem Kalifornii dla chciwych złota Greków. Złoto znajdowało i znajduje się zapewne jeszcze tu w piaszczystych łożyskach rzek, więc w aluwialnych napływach, pochodzących z rozmycia zrudzialych żył kwarcowych. Jest podanie, że piasek zloty wydobywano z rzek za pomo­cą w poprzek stawionych desek, do których przytwierdzone były runa owcze. W runach //118 tych ziarna złota miały osiadać, co dało po­wód do bajki o złotem ranie Argonautów. W każdym razie, kraj ten w starożytności musiał być dość nęcącą skarbnicą różnego rodzaju bogactw, gdyż i dziś, pomimo zastoju w rolnictwie, posiada znaczne skarby. Łatwo więc zrozumieć, że Grecy mogli go uwa­żać za złotodajną Arkadyę, w której też mo­że niejeden z synów Hellady mógł mieć tro­chę niebezpieczny romans z jakąś czarnooką dziewicą, co znowu mogło dać powód do bajki o pięknej trucicielce Medei. Wiadomo, że oj­ciec jej dość trudne zadawał prace Jazonowi, i to nikogo nie powinno zadziwić, gdyż nie łatwo się pozbyć tak chciwych natrętników, jakiemi są Grecy. Po Grekach zaglądali do Kolchidy w przeciągu długich wieków Perso­wie, Arabowie, Turcy i Tatarzy, i dzięki ich częstym najazdom, Imeretya niemniej cierpia­ła od innych prowincyi Gruzyi. Stolica jej, Kutais, miała jak i Tyflis swoją epokę świe­tności, choć jako rezydencya królów imeretyńskich więcej była ogniskiem krwawych za­targów, aniżeli siedliskiem blasku i sławy. W piętnastym wieku albowiem rozpadła się Gruzya na trzy królestwa, i podział ten był odtąd powodem do bezustannych wojen domo­wych. Podział miał miejsce w roku 1455, za /119 Bagrata I[CLXII], jednego z potomków rozpustnej królowej Rusudany, córki cnotliwej Tamary. Ten sam Bagrat rozpoczął jeszcze wojnę z królami Kartalinii, czyli właściwej Gruzyi, i następca jego, Aleksander[CLXIII], prowadził ją da­lej. W roku 1509 wtargnęli do Imeretyi Tatarzy i zburzyli Kutais, lecz Bagrat II[CLXIV], syn Aleksandra zwyciężył ich i zawarł pokój. Za Aleksandra IV[CLXV] nastąpiła krótka pora świet­ności i pokoju, przerwana nanowo za jego sy­na, i odtąd już wojny domowe prawie nigdy nie ustawały, gdyż król imeretyński, czyli król królów, jak się szumnie nazywał, miał jeszcze nieprzyjaciół w książętach mingrelskich, abchazkich, swaneckich i innych, choć panowie ci nieraz byli jego szwagrami, albo złączeni z nim byli innemi węzłami pokrewieństwa. W roku 1660 wstąpił na tron ime­retyński znowu jakiś Bagrat,[CLXVI] który był może najnieszczęśliwszym ze wszystkish królów Imeretyi, choć co prawda, niewielu pomiędzy nimi było szczęśliwych. Historya jego nie­szczęść jest zaiste wysoce dramatyczną i po­służyła nawet jednemu z dramaturgów gruzińskich, Meschiemu za przedmiot do tragedyi. Kiedy Bagrat zaledwie miał lat sze­snaście, ożeniła go jego macocha, występna Nestar-Daredżana, z księżniczką Ketewana.

//120 Niedługo po ślubie, wymagała jednak odeń, aby zerwał te węzły i z nią zawarł śluby mał­żeńskie, na co się jednak nie zgodził. Roz­gniewana tą odmową, Nestar-Daredżana, ka­zała mu wykłuć oczy, zepchnęła go z tronu i poślubiwszy jednego z książąt imeretyńskich, Wachtanga[CLXVII], sama zaczęła rządzić kra­jem. Oburzeni tym postępkiem imeretyńcy, wezwali na pomoc księcia Wameka Dadiani'ego i ten pobiwszy wojska królowej, oślepił Wachtanga. Zjawił się teraz po Dadianim nowy zbawca, w osobie Asłana baszy z Achałcyku. Ten przywrócił niewidomemu Bagratowi tron, zabrał mu jednak za tę łaskę mał­żonkę, a macochę i jej męża Wachtanga uwię­ził. Niedługo potem nieszczęśliwy Bagrat znów był spędzony z tronu przez króla Gru­zyi (Kartalinii), który posadził nań swego sy­na. Po wypędzeniu tegoż, wrócił Bagrat po­raz trzeci do swojej stolicy, Kutais zwyciężył powstałego przeciw niemu księcia Dadani’ego i ożenił się powtórnie. Królowa Nestar-Da­redżana umiała jednak w swej niewoli w Achałcyku[CLXVIII], zjednać sobie przychylność Turków, i wymógłszy od sułtana pomoc, zja­wiła się z wojskiem przed Kutaisem, lecz tu ją dościgła Nemezys, gdyż przed samym zam­kiem, w którym niegdyś tak niecne knuła //121 plany, zabitą została. Ślepy jej małżonek, Wachtang dostał się w ręce również ślepego Bagrata, któremu kilka lat przedtem własno­ręcznie był wykłuł oczy. Bagrat mszcząc się na nim za to straszne kalectwo, sam go zabił, mówiąc doń: „Tyś mi wyrwał oczy, teraz wyrwę ci za to serce!” Nieszczęśliwy król jednak znowu wkrótce został strącony z tro­nu przez książąt Dadiani’ego i Gariela i sprzy­mierzeniec ich, basza Achałcycki, wziął go w niewolę. Po dwuletniem więzieniu nanowo osiadł na tronie, lecz nie na długo, gdyż Arczyl[CLXIX], król Kachetyi, wnet zajął jego miej­sce, i dopiero po nowych walkach udało się Bagratowi odzyskać tron swego ojca, na któ­rym już odtąd się utrzymał aż do śmierci.

Takie były dzieje Bagrata, epizod rządów, którego jaskrawy daje obraz z historyi Imeretyi w ostatnich trzech wiekach jej niezale­żności. Nieszczęśliwy ten kraj, bezustannie targany był wojnami z wrogami zewnętrznymi jak i wewnętrznymi, gdyż korona Imeretyi wciąż wzbudzała chciwość książąt miejsco­wych i sąsiadów. Odgrywały się tu te same dramaty, te same się tu działy okropności, ja­kie miały miejsce w państwie Franków za Merowingów i nawet kobiet na podobieństwo Fredegundy i Brunhildy, nie brakło w Ime-//122 retyi. W pierwszej i po części w drugiej po­łowie ośmnastego stulecia, zajaśniał znów krótki czas świetności dla Imeretyi, ale i tę niedługo trwającą porę względnej potęgi, za­ćmiewały krwawe boje i rozmaite klęski. By­ło to za rządów króla Salomona Wielkiego[CLXX], który licznych swych wrogów umiał trzymać w dali od siebie i zwyciężyć ich niejednokro­tnie. Zjawili się jednak w tym czasie nowi dla Imeretyi nieprzyjaciele, mianowicie Lezgi­ni, którzy bezustannie kraj ten niepokoili rozbójniczemi swemi napadami. Za następcy Salo­mona II Wielkiego[CLXXI], Imeretya już wcieloną zo­stała do państwa rosyjskiego, i ostatni ten król zakończył swe życie w Trebizondzie. W prze­ciągu 370 lat, miała Imeretya trzydziestu królów, z których siedmiu zginęło gwałtowną śmiercią, trzem wykłuto oczy, dwudziestu dwóch strącono z tronu, na którym niejeden z nich zasiadał pokilka razy. Cała historya tych czterech wieków jest prawie ciągłym dramatem i najsmutniejsze w tym dramacie jest to, że aktorami jego byli w znacznej części sami mieszkańcy kraju. Nie bronili już wtedy ani wiary ani swobody swojej prze­ciwko muzułmanom, lecz walczyli jedynie dla zadosyćuczynienia żądzom swoim i dla celów; które często były niecnemi, przelewali stru-//123 mienie krwi bratniej. Tak nisko zeszli po­tomkowie owych walecznych i szlachetnych rycerzy, który za czasów Tamary, wszystkich sąsiadów przewyższali dzielnością, cnotą i cywilizacyą. Już sto lat prawie przeszło od ustania tych krwawych bojów i w przeciągu tego długiego czasu wiele się zmieniło na lep­sze w Imeretyi jak i w innych prowincyach Gruzyi, a w Kutaisie, dawnej stolicy imeretyńskiej zatarły się prawie ślady przeszłości. Miasto to zachowało wprawdzie daleko więcej cech miejscowego życia, znacznie mniej jest rosyjskiem aniżeli Tyflis, ale wielkich pa­miątek historycznych także w niem niema, gdyż wszystkie większe i okazalsze gmachy dawno leżą w gruzach. W każdym razie jest Kutais dziś głównem ogniskiem gruzińskiego życia, gdyż ludność jego składa się przewa­żnie tylko z Gruzinów, podczas gdy oni w Ty­flisie stanowią mniejszość. Na jego ulicach snują się jeszcze typowe postacie, i strój naro­dowy ma tu też przewagę nad strojem euro­pejskim. Typ mieszkańców tej prowincyi jest jednym z najpiękniejszych w całej Gruzyi a zwłaszcza kobiety, niezwykłemi odznaczają się powabami. Sam Kutais słynie z piękno­ści cór swoich, i rzeczywiście nie daremnie, gdyż piękne kobiety są tu wcale zwyczajnem //124 zjawiskiem. Dzięki tej okoliczności, słynie też Kutais z hulaszczego życia, albowiem miłość i zabawa nie zawsze łatwo się dają odłą­czyć, zwłaszcza pod palącem słońcem Gruzyi. Tu nietylko powaby kobiet usposabiają do kochania, ale także poetyczna przyroda, która z najwięcej prozaicznego człowieka czyni poetę. Tak więc piękne ogrody Kutaisu nie­zliczonych scen miłosnych są miejscem, i cu­dne kwiaty, kwitnące w nich w różnych po­rach roku, mają co pozazdrościć tym czarno­okim istotom, zwanym również kwiatami, gdyż zaćmiewają je blaskiem i powabami. Niczem też są cudne, kwieciste girlandy, wieńczące galerye i balkony domów w poró­wnaniu z wieńcem dam, zasiadających na nich co wieczór i oczekujących ze słodkiem drże­niem kochanków swoich. Trzeba tu przecha­dzać się wzdłuż tych domów w nocy wiosen­nej, kiedy księżyc oblewa ogrody swem srebrnem światłem, i słowik w kwiecistych śpie­wa gęstwinach, aby wiedzieć, jak Kutais żyje, jak śpiewa i kocha, jak wiele ma kobiet pięk­nych i uroczych.

Architektura domów tego miasta niczem się nie różni od architektury domów w innych miastach gruzińskich i niema też tu gmachów odznaczających się wybitniejszą budową. //125 Kościoły istniejące jeszcze z dawniejszej epo­ki są słabo ozdobne i wspaniała katedra, któ­ra niegdyś była dumą Kutaisu, dawno już le­ży w gruzach. Tyczy się to samo wielkiego pałacu królowej Tamary, Tamarcyche i zam­ku królów imeretyńskich, Uchimerion. Pię­kne jawory ocieniają te kupy gruzów i one jedynie wabią tu swoim cieniem mieszkańców miasta w to głuche, puste miejsce. U stóp góry, na której niegdyś stała wspaniała rezydencya królów, szumią jak dawniej wody Rionu i w dali otwiera się widok na wieczne i niezmienne góry, obraz których ztąd po­dwójnie pięknie się maluje. Pusto też w Ta­marcyche, gdzie niegdyś stał pałac Tamary, tej pięknej i w pięknych pieśniach opiewanej królowej. Gęsty bluszcz otoczył rozległe ru­iny jej wspaniałej niegdyś siedziby, jak gdyby ją uchronić chciał od dalszej zguby, tak jak poezya dźwięcznemi rymy otoczyła jej imię, chroniąc je tak od zapomnienia.

Jeden tylko wielki pomnik przeszłości za­chował się w okolicach Kutaisu i do dziś dnia jeszcze istnieje nienaruszony. Jest to kate­dra w Gelacie, zbudowana przez króla Dawi­da Odnowiciela i katolikosa Eudemona w je­denastym wieku, lecz wielka część rzeźb i we­wnętrzne urządzenie z późniejszych pochodzą //126 czasów. W powierzchowności jej uderza przedewszystkiem ogrom użytych do jej budo­wy kamieni, z których niejeden ma więcej niż sążeń długości i tyleż grubości. Cały gmach zbudowany jest w stylu byzantyńsko-gruzińskim i byzantyńskiego pochodzenia jest też większa część fresków, inne zaś freski mają charakter odrodzenia włoskiego z XVI-go wieku. Pomiędzy niemi jest kilka portretów królów i ich żon, i z nich uderza przedewszys­tkiem postać dzielnego Dawida Odnowiciela. Przy katedrze znajduje się też skarbiec, w którym przechowują korony dawnych kró­lów imeretyńskich i inne przybory służące do koronacyi jak i stare ornaty katolikosów ob­sadzane perłami. Korona ma kształt kołpa­ka, wyszywanego złotem i perłami, rysunek których przedstawia sceny z historyi nowego testamentu. Całe wewnętrzne urządzenie katedry Gelackiej odznacza się nadzwyczajnem bogactwem i daje dowód ofiarności reli­gijnego ducha Gruzinów przeszłych stuleci. Założyciel jej, wielki król Dawid, spoczywa tuż przy murach pomnikowej świątyni i grób jego dziś jeszcze pokazują Gruzini z prawdzi­wą dumą. Monarcha ten był też jeden z naj­dzielniejszych władców Gruzyi i sprawiedliwie zasłużył sobie przydomek Odnowiciela. //127 Na jednej z płyt jego grobu miał być napis następujący: „Kiedyś ucztowało u mnie siedmiu królów; Turków, Persów i Arabów z kra­ju mego wypędziłem!“. Napis ten się dawno zatarł, a pamięć o wielkim królu żyje jeszcze pomiędzy Gru­zinami.

 

VII

Literatura gruzińska i jej przedstawiciele

 

Wierniej niż opisy obyczajów i życia społe­cznego charakteryzują każdy naród jego wła­sne płody umysłowe, gdyż w nich żyje świat jego myśli, jego siły moralne i ideały. W tych płodach przemawia naród sam za siebie, sam wydaje świadectwo o głównych czynnikach swego życia, o swej przeszłości i nadziejach w przyszłość. W piśmiennictwie narodów cy­wilizowanych odźwierciadla się przecież nietylko chwila obecna, lecz i również przeszłe ich dzieje i cele, do których dążą.

Nieodrzeczy więc będzie na zakończenie tych szkiców o Gruzyi i Gruzinach, odbyć krótki przegląd ich piśmiennictwa, aby udo­//128 wodnić, czy też objaśnić niejedno zdanie, któ­re o nich tu wygłosiłem.

Literatura gruzińska ma już za sobą pewną przeszłość i ma tradycyę, gdyż istnieje już bardzo dawno, rozmaite przechodziła koleje i różnorodnym podlegała wpływom. Powsta­ła ona jak piśmiennictwo wielu innych naro­dów wschodnich, z teozofii, i na podstawie ksiąg religijnych się rozwijała. Węgielnym jej kamieniem jest biblia i rozprawy pierw­szych ojców kościoła, tak jak i pierwszemi jej uprawiaczami wyłącznie tylko byli ducho­wni. Ponieważ zaś w początkach istnienia Chrześciaństwa w Gruzyi, duchowni przewa­żnie tylko byli Grecy, odbił się więc natural­nie i wpływ grecki na tych pierwocinach lite­ratury gruzińskiej. W przeciągu paru wie­ków Gruzini zresztą nic oryginalnego nie stworzyli, lecz karmili się tylko skostniałą uczonością współczesnych im Greków byzantyńskich, albo też czerpali ze skarbów staro­żytnej Grecyi i to po części wprost z dzieł oryginalnych, po części też za pośrednictwem przekładów.

Taki stan rzeczy trwał do jedenastego stu­lecia, to jest przez cały czas rozwijania się politycznej potęgi Gruzyi i ustalenia się w niej Chrześciaństwa i jego instytucyi. Do­-//129 piero po usunięciu Greków z urzędów kościo­ła i zupełnem zgruzinowaniu tegoż, pojawiawiają się pierwsze utwory literatury świec­kiej. Objaw ten był poniekąd dowodem wy­zwolenia się ducha narodowego z pod wpływu Greków i przebudzenia się uczucia narodowe­go. Miała już teraz Gruzya świetną prze­szłość, dość rozwiniętą cywilizacyę materyalną, stosunkowo ogładzone społeczeństwo, skła­dające się z walecznych rycerzy i ruchliwych kupców i mieszczan, miała świetny dwór kró­lewski i przedewszystkiem bogactwa. Miesz­kańcy jej byli czynni i szczęśliwi, zadowoleni z siebie i skłonni do użycia uciech doczesnych. Wszystkie te objawy zaznaczają epokę ostatecznego jak na owe czasy rozwoju, punkt kulminacyjny w potędze średniowiecznej Gruzyi. W tej epoce rozkwitła też klasyczna jej literatura, i była ona nie czynnikiem przygo­towawczym dla przyszłości, lecz poprostu skutkiem rozwiniętego już życia narodowego; z istniejącego bytu i z przeszłości czerpała swe soki, nie będąc sama posiewem dla życia.

Takiego rodzaju literatura oznacza zawsze rychły upadek, i ten też nastąpił po niedługim czasie. Przeszłość dostarczała tej literatu­rze obfite źródła dla poezyi epickiej, życie współczesne zaś sprzyjało rozwojowi liryki. //130 Jeden i drugi rodzaj dosięgnął szczytu swego rozwoju w dwunastem stuleciu, lecz tylko pierwszy przetrwał czasy upadku. Prawie wszystkie pieśni liryczne, powstałe w owej epoce ruchliwego życia, przebrzmiały dawno, i niema dziś żadnych, innych dowodów ich istnienia jak tradycya i wzmianki w innych współczesnych utworach. Że zaś kiedyś ich dźwięki rozlegać się musiały dość gęsto i często w zamkach i pałacach, o tem wątpić nie należy, gdyż zachowane z tegoż czasu poezye epiczne świadczą o tem wyraźnie. Ta­kie życie rycerskie, jakie pulsowało w Gruzyi w wieku Tamary, nie mogło nie mieć swych obfitych wylewów lirycznych i trubadurowie czy wajdeloci musieli w nim być koniecznymi uczestnikami.

Najwatniejszem z epoki klasycznej pozostałem dziełem jest epopea „Wepchwis Tkaosani“ (Człowiek w skórze tygrysiej), utwór Szoty Rustaweli’ego. Dziwna jej nazwa po chodzi od skóry tygrysiej, jaka jednemu z jej bohaterów służy za odzienie. Jest to dotąd nieprześcigłe arcydzieło muzy gruzińskiej i Rustaweli, jego autor jest tem dla swego krają, czem Tasso dla Włoch, albo Camoens dla Portugalii, to jest nietylko ojcem poezyi epickiej, ale też świetnym ilustratorem jednej //131 z najpiękniejszych epok Gruzyi. Myśli, zda­nia i obrazy z jego poematu dziś jeszcze ucho­dzą za wzorowe, i każdy Gruzin chętnie je cytuje. Słyszałem nawet chłopów deklamu­jących ustępy z jego epopei, i to ustępy wy­rażające nader stosowne myśli w danej oko­iczności. Może to służyć za dowód, że „Czło­wiek w skórze tygrysiej,“ jest dziełem na wskroś narodowem, i że ma w sobie wiele czynników ogólno-ludzkich, których czas do­tąd zmienić nie zdołał i może nigdy nie zmieni.

Opowiadanie stanowiące ogólny wątek tej epopei jest wprawdzie rozwlekło, silnie za­barwione pstrą jaskrawością, właściwą utwo­rom poetów wschodu i częstokroć pełen prze­sady, lecz pomimo tych wad, zawiera w sobie wiele cudnych ustępów i żywą tryska poezyą. Treść jej nic niema szczególnego w sobie, gdyż odznacza się patryarchalną, może nawet dziecinną naiwnością, ale za to daje wierny obraz współczesnego życia i czarodziejskie roztacza przed czytelnikiem widowiska. Ca­łe ówczesne społeczeństwo Gruzyi bierze tu udział w akcyi, król, królewny, rycerze, dwo­rzanie i mieszczanie, występują w niej na przemian, przedstawiając pełne ruchu sceny ze swego życia. Cały ten szereg zajmujących //132 epizodów nosi na sobie wierną cechę narodo­wą, jakkolwiek poeta opowiadanie swoje prze­nosi do Arabii.

Jakiś król arabski, nazwiskiem Rostewan, zrzeka się na starość tronu, oddając go swej pięknej córce, Tynatynie, i mógłby w spokoju zakończyć dni swoje, gdyby go nie smuciło przekonanie, że w królestwie jego niema ry­cerza, któryby dorównał jemu walecznością. Jeden z dworzan Autandyl postanawia zmie­rzyć się z nim w siłach i zręczności, i w tym celu udają się obaj wraz z całym dworem na polowanie. Tu znajduje dziwaczny król no­wą przyczynę smutku, albowiem zobaczył w lesie płaczącego młodego człowieka, odzia­nego w skórę tygrysią. Ciekawy starzec po­syła za nim swych dworzan, aby się dowie­dzieli o przyczynę jego łez, lecz młody czło­wiek ukrywa się w gęstwinie i dworzanie nie są wstanie zadosyćuczynić ciekawości swe­go pana. Ten, okolicznością tą jeszcze bar­dziej się zasmuca i Tynatyna widząc to, obie­cuje temu z rycerzy swą rękę, który zdoła odnaleźć tajemniczego młodzieńca w tygry­siej skórze. Autandyl kochający ją skrycie, nie namyśla się długo i udaje się w świat da­leki na jego odszukanie. Znalazł go wresz­cie po trzyletniej wędrówce, po rozmaitych //133 krajach i w nagrodę otrzymał rękę swej ko­chanki. To jest główny wątek, lecz poeta złączył z nim jeszcze inne mniejsze opowia­dania, które razem stanowią dość zawikłaną całość.

W bohaterach i bohaterkach tej epopei każ­dy Gruzin poznaje osoby historyczne z czasów życia poety. Rostewanem jest król Jerzy, Tynatyną jego córka, Tamara, a Autandylem prawdopodobnie sam Rustaweli, który się po­tajemnie kochał w tej powabnej królowej i przez pewien czas był jej podskarbim.

Niema prawie strony życia, któraby nie znalazła swego miejsca w tej pięknej, urozmai­conej epopei. Najprzód przedstawia poeta dwór króla Jerzego, życie dworskie w najro­zmaitszych odcieniach, jak ceremonia abdykacyi, wstąpienie na tron Tamary, uczty, po­lowania i zwykłe zebrania. Potem opisuje wędrówki Autandyla, które prawdopodobnie są jego własne, dalej zaś życie mieszczan, ich obyczaje; daje też obrazy walki, oblężenia twierdzy, jednem słowem, wyczerpuje prawie całą skarbnicę współczesnego mu życia. I wszystko to opowiada barwnie, stylem wykwintnym i wielce poetycznym.

//134

Jedyną król miał córkę, cudne słońce wschodu,

Co w kole planet blaskiem swym na cały świat, jaśniała;

Każdemu odbierała ona rozum, serce, dusze    

I chyba mędrzec zdoła chwalić czary jej cnoty.

Tak opisuje poeta powabną Tamarę.

O Autaudylu, właściwym bohaterze poema­tu i jego miłości do Tynatyny (Tamary), tak się wyraża:

Najpierwszym wodzem króla Rostewana był Autandyl.

Wysmukły tak jak cyprys i obliczem okazały.

Choć młodym jeszcze był, miał jednak rzadki hart w swej duszy.

Namiętnie kochał on królewnę, której gęste rzęsy

I oczów czar, na zawsze odebrały jemu spokój.

Swą miłość taił długo w sercu, i w rozłące z lubą,

Rumieniec zgasł na licach jego przed bladością smutku,

Lecz po spotkaniu znowu na nich rozkwitł, i jak przedtem

Pałało serce jego żarem niezgaszonych uczuć,

Tak niema, smętna miłość trapi młodych ludzi serca.

 

//135 Po wstąpieniu na tron, rozdaje Tynatyna wszystkie z dzieciństwa zebrane swe skarby pomiędzy swych rycerzy i akt ten poeta tak opisuje:

Rozdała tegoż dnia z dzieciństwa zgromadzone [skarby,

I wypróżniły się jej składy, choć bogate były.

To, co im dano, wzięli jakby zdobycz, wziętą z boju,

Arabskie konie i kosztowne kruszce i kamienie,

Tak wicher zmiata śnieg i pył jak oni dary swoje,

I żaden z gości nie odchodził z próżnemi rękami.

Nie bez powabu jest scena widzenia się Autandyla z Tynatyną:

 

W tym czasie wódz Autandyl w swej komnacie siedział sobie,

Śpiewając pieśni i na arfie słodko dźwięcznej grając.

W tem w biega doń, przysłany od królewny słu­ga —murzyn,

„Ustań wodzu! — rzecze, — idź do tej, co jako [gwiazda błyszczy!“

 

//136

Tak przeznaczenie chciało, by Antandyl wdział miłą,

On wstał i odział się w najdroższe, złotem tkane szaty,

I drżąc od szczęścia, śpieszy poraź pierwszy do swej róży,

By widzieć i być blisko tej, co całem sercem kocha.

Idzie więc wysmukły, piękny wódz Autydal do niej,

Ku tym spojrzeniom, których promień sprawił mu już tyle

Tęsknoty, i za któro tyle łez tajemnych już przelewał,

Siedziała ona, piękna jako blask księżyca w nocy,

Choć chciała być surową, jednak pięknych lic rumieniec,

I błyskawice spojrzeń żar miłości jej zdradzały.

 

Podobnie poetycznych ustępów bardzo wie­le jeszcze można znaleźć w tej uroczej epopei, w której nigdzie nie brak barwy i woni, i któ­rej obrazy złączone są nader misternie skutemi ogniwami. Dobry i wierny przekład całości dałby dopiero pojęcie o zaletach jej i wartości. Autor jej, Szota Rustaweli był najwybitniejszym poetą swego czasu i odzna-­//137 czał się też erudycją, zwłaszcza znajomością literatury wschodu. Kształcił się on w Ate­nach, potem był dość długo podskarbim kró­lowej Tamary, w której też prawdopodobnie się kochał i jeżeli wierzyć podaniom, pod wra­żeniem tej miłości pisał swój poemat. Posła­ny później przez Tamarę ze znaczną sumą pieniędzy do Jerozolimy dla odnowienia tam­tejszego kościoła gruzińskiego, wstąpił tam, dowiedziawszy się o jej śmierci, do klasztoru w którym też umarł.

Po Rustawelim zasłynęło jeszcze kilku poe­tów i pisarzy złotego wieku, dzieła których również do dziś dnia się zachowały, ale war­tością nie dorównają „Człowiekowi w tygry­siej skórze.“

Mojżesz Choneli[CLXXII] napisał bohaterski romans pod tytułem: „Daredżaniani“ od imienia głó­wnej bohaterki Daredżany. Więcej jeszcze niż Rustoweli’ego chwalili współcześnie Jana Szawteli’ego[CLXXIII], którego najznaczniejszy utwór jednak zaginął; pozostałe zaś po nim mniejsze poezye niodostatecznie usprawiedliwiają owe pochwały. Sarkis Tmokweli[CLXXIV] napisał prozą bohaterski romans „Dilariani i romantyczną, nawskróś wschodnią powieść Wisramiani,“ w której opowiada miłość królowej Wisy i bratanka jej męża, Ramina. O tym utwo­-//138 rze utrzymują zresztą niektórzy oryentaliści, że jest on przekładem zaginionego perskiego oryginału. Czaihczuradze nakoniec napisał pochwalny poemat na cześć królowej Tamary i to wierszem nader wykwintnym i oryginal­nym.

Są to główni pisarze złotego wieku litera­tury gruzińskiej, to jest epoki, która rzeczy­wiście odznaczała się wysoką cywilizacyą i świetnością. Dzieła ich wyraźnie noszą na sobie cechę narodową, choć niezupełnie po­zbawione są wpływu ducha Arabów, którzy poprzedniem swem panowaniem znacznie wpłynęli na rozwój nauk i poezyi w Gruzyi. Po nich zaczęli to zajmować się literaturą perską i wszyscy pisarze tej epoki znali język perski jak również i grecki. Umysłowy ich świat miał więc dość obszerny, jak na owe czasy zakres, i podług wszelkich wskazówek, nauki i literatury cieszyły się wówczas w Gru­zyi dość wielkiem poszanowaniem i popierane były przez królów. W tejże epoce powstała też prawdopodobnie kronika gruzińska „Kartliscchowreba,“ choć co prawda, dostatecznych dowodów na to niema, gdyż w ogóle w źró­dłach historyi Gruzyi wiele jest niepewno­ści.

//139 Po złotym wieku, wraz z potęgą polityczny upadło i piśmiennictwo gruzińskie, i jeżeli od czasu do czasu znów błysnął jakiś talent, nie miał on ani siły ani pola dla swego siewu wśród społeczeństwa, zajętego tylko krwawemi bojami. Tak przeszło kilka wieków, w przeciągu których tylko z tradycyi wie­dziano o owych poetach, utwory których, przez nikogo prawie nie czytane, odpoczywa­ły w księgozbiorach starych klasztorów. Przepadało też wiele tych manuskryptów, gdyż najezdnicy muzułmańscy na wzór Omara w Egipcie, niszczyli znaczną część tych pomników przeszłego życia umysłowego. Re­nesans łaciński, który w owym czasie tak znacznie ożywił naukową działalność we Wło­szech, wcale się nie odbił o Gruzyą, i zdaje się, że do połowy przeszłego wieku, Gruzini nie znali dzieł starożytnych pisarzy łacińskich.

W ośmnastym stuleciu miała Gruzya dość uczonego króla, mianowicie Wachtanga VI[CLXXV], który sam był pisarzem i w roku 1712 pierw­sza w swym kraju założył drukarnię. Za je­go rządów (żywiło się piśmiennictwo na no­wo, gdyż i syn jego Wachłuszy[CLXXVI] i brat Antoni, dość czynnie zajmowali się pracami literackiemi. Kazał on też przejrzeć całą kronikę //140 gruzińską i sprostować ją na zasadzie rozmai­tych dokumentów klasztornych i prywatnych, tak że dziś to najważniejsze do historyi Gru­zyi źródło nie istnieje jut w pierwotnej swej formie. Nie ulega też wątpliwości, że przeglą­dający ją historycy niejedno przypuszczenie przyjąć musieli za pewnik i nie wobec wszyst­kich faktów byli bezstronnymi. Wówczas, kiedy namiętności stronnicze dość były wzbu­rzone, trudno było dworzanom badać bezstron­nie historę. Cała produkcya literacka Gru­zinów ośmnastego wieku ogranicza się na kil­kudziesięciu pracach naukowych. Literatura piękna drzemała w najlepsze, i nawet poezya liryczna leżała odłogiem. Wśród wiecznego szczęku oręża rozlegały się wprawdzie pieśni, lecz były to tylko skargi i jęki rozpaczy, któ­re wliczone być mogą jedynie do poezyi ludo­wej. Wszelka inna poezya drzemała,
i dopie­ro około połowy naszego stulecia rozkwitła na nowo. Jeszcze przedtem o parę dziesiąt­ków lat zbudziła się muza gruzińska i młodzi poeci, na wzór owych trubadurów i wajdolo­tów w oczach Tamary w słodko dźwięcznej liry uderzali struny. Odgłos ich pieśni nieodbijał się tylko o skały, nietylko szum potoków i słowików pienia im towarzyszyły, lecz dźwięki ich pieśni podchwytywane były przez //141 młodzież i kobiety, i Gruzya znów śpiewać zaczęta i śpiewała przy krążących pucharach i szalonym korowodzie tańców. Tak uczta­mi i balami obchodzili Gruzini swoje przebu­dzenie się ze snu średniowiecznego! Szał opanował młodzież i te cudnie piękne kobiety i uśmiechająca się im cywilizacya europejska natchnęła ich nowem życiem, nowym zapa­łem. Ale to był blichtr, to było złudzenie! Ani muzyka europejska, ani stroje z Paryża, nie zmieniły ich sposobu myślenia, ani prze­sądów, ani obyczajów. Wino szampańskie nie zmyło rdzy z ich życia, ani fale wiatru, powstałego z szalonego korowodu balów, nierozniosły pyłu, który pokrywał od wieków ich siedziby; poruszyły go tylko i nic więcej. Po muzyce i strojach z Paryża, zabłąkała się jednak i myśl europejska do Gruzyi, i ta do­piero rozbudziła jej mieszkańców. Większość ich przyjęła ją z początku z nieufnością, ale myśl jest jak powódź i wały zastoju nie oprą się jej na długo. Po upartej walce, zabłysła ona i nowy poranek zaświtał w cudnej Gru­zyi i z ust do ust krążyło słowo „postęp.Ale postęp może być pojętym rozmaicie, i tak też tu było, gdyż powierzchowność długo w nim dzierżyła berło, i nowy ruch cywiliza­cyjny przez spory przeciąg czasu pozbawiony //142 był wszelkiej gruntowności. Tę ostatnią mo­gło weń wnieść tylko poważne zajęcie się nau­kami, ale o tem nikt zrazu nie myślał i dopie­ro w dwóch ostatnich dziesiątkach lat wzięli się Gruzini do ich uprawy. Do obecnej chwili jednak, stan nauk w Gruzyi jeszcze bardzo wiele zostawia do życzenia, gdyż ludność jej nie posiada wielkiej skłonności do mozolnych trudów naukowych. Dlatego też literatura piękna daleko więcej jest rozwinięta i ożywiona aniżeli piśmiennictwo naukowe, i dość poważny liczy zastęp uprawiaczy.

Nowy ruch literacki miał z początku nader jednostronny charakter, albowiem wszystkie płody umysłowe pierwszych dwóch dziesiąt­ków lat tego ruchu, należą do poezyi lirycznej Na rozwój jej wpłynął nie mało byronizm, z którym się wówczas zapoznali Gruzini za pośrednictwem literatury rossyjskiej. Pusz­kin i Lermontow również znaczny wpływ wy­warli na pierwszych wskrzesicieli literatury gruzińskiej.

Byronizm przeniesiony do Gruzyi, wzbudził i tu „żal do świata,“ choć masa społeczeń­stwa gruzińskiego jeszeze nie pojmowała za­gadnień życia, które wówczas szarpały społe­czeństwa Europy. Najwybitniejszym przed­stawicielem jego jest Mikołaj Barat-szwili, //143 poeta, który literaturę swego kraju wzboga­cił pięknym zbiorem dość cennych poezyi. Umarł on jeszcze w bardzo młodym wieku i zdaje się, nigdy w swej krótkiej pielgrzym­ce ziemskiej, szczęśliwym nie był. Byronizmem przejęty jak żaden inny z gruzińskich poetów, miał on też siłę godną, naśladowcy wielkiego syna Albionu i z odwagą Gruzina walczył ze swoim losem i z fantomem Child Harolda, który go gonił od wczesnej młodości. Uległ mu zrazu chętnie, lecz poznawszy pó­źniej swój błąd, odpychał go od siebie i z ża­lem patrzył na patryarchalne życie swych ziomków, będących już teraz dla niego obcy­mi. Chwilę swego przebudzenia się tak opi­suje:

O duchu z Jego! kto cię wezwał mi na przewo­dnika,

I kto cię przysłał byś mi mącił rozum mój i ży­cie?

Ach, powiedz mi, gdzieżeś podział błogi spokój duszy mojej,

Dlaczegoś zabił we mnie ślepą i dziecinną wiarę?

I ty to uczyniłeś, coś mi pełną dał swobodę,

Uciechy zamiast cierpień i wśród walk i nędzy życia,

//144

W rozkoszny raj mi zamieniłeś nawet piekło!

Ach, powiedz! gdzie zostały twe czarowne obie­tnice?

Dlaczego czyste moje myśli tak oczarowałeś?

O duchu złego! czemu teraz siła twoja znikła?

Niech będzie dzień przeklęty, w którym ja z ufnością

Twym obietnicom wiarę dałem i w ofierze tobie

Przyniosłem wszystko, co sio w czystem sercu mem taiło.

Od tego dnia znikł spokój duszy mojej już na zawsze,

I nawet w morzu namiętności pragnień swych nie zgaszę.

Więc precz odemnie, duchu kusicielu! dosyć! dosyć!

Gdyż czemże jestem teraz w świecie, pozbawiony wiary,

I od uczuć wypróżnionem sercem i jęczącą duszą!

O, biada temu, kogo się dotknie ręka twoja!

Baratiszwili był pomimo byronizmu nawskróś Gruzinem, i choć może przerósł swych ziomków silą refleksyi, nie mógł wytrwać w posępnej sferze zwątpienia i boleśnie tęs­knił za spokojem swych myśli. Nie był on ani znudzonym światowcem, ani filozofem, lecz //145 poetą pełnym siły i fantazyi, który olśniony cudnemi dźwiękami liry syna Albionu, uległ ich czarom. Myślami i nieszczęściem dręczo­ny, uważał siebie za ofiarę błędu, i pewnym był, że jego przykład innym z jego ziomków ułatwi ciernistą drogę przez nowe życie. Był on też rzeczywiście pierwszym z poetów gru­zińskich, który wniknął w świat myśli za­chodu.

 

Nie bez powabu jest poezya, w której odda­jąc się z rezygnacyą losowi, wypowiada na­dzieję, że cierpienia jego innym wyjdą na po­żytek.

 

Mój koń

 

Po drogach bez śladu mój rumak wciąż pędzi,

I goniąc za nami, złowieszczy kruk kracze.

Pędź dalej mój koniu, po skaty krawędzi,

Swoboda jest dla mnie, gdzie noga twa skacze.

 

Ha, rozsieczże wiatry i przesadź przez skały,

Leć naprzód, byś skrócił mi czas, co mnie czeka,

//146

Nie szczędzaj mych sił, jam w cierpieniach wytrwały,

Ja wiem, co jest radość i boleść człowieka!

Cóż z tego, że dziś kraj rodzinny porzucę,

Niech więcej nie widzę przyjaciół i lubą!

Nie, nie, ja już nigdy z wędrówki nie wrócę,

Ja wiem, że wędrówka ta moją jest zgubą.

Me jęki serdeczne, odgłosy miłości,

Niech porwie szum morza, by z wichrem prze­brzmiały,

Pędź dalej, mój koniu, w tę otchłań przeszłości,

Nie szczędzaj mych sił, jam w cierpieniach wy­trwały!

Niech stanie mogiła ma w obcej krainie,

Niech łzy mej kochanki nie zroszą jej trawy,

Niech kruk ją wyryje, gdzie dzikie pustynie,

I wicher zasypie obłokiem kurzawy.

Niech zamiast łez lubej, szron skropi ją biały,

Niech żaden z mych krewnych obłudnie nie płacze,

//147

Gdyż lepiej, że orzeł, król góry i skały,

Nad moją mogiłą w noc ciemną zakracze!

Niech umrę samotny, przez nią opuszczony,

Nie będzie bez śladu samotna ma droga,

I po mnie niejeden złym losem zwiedziony,

Bezpiecznie ją przejdzie nie dbając o wroga!

Opiewając swą miłość, jest Baratszwili nie­odrodnym synem wschodu, i barwnością przy­pomina poniekąd Hafiza[CLXXVII]:

 

Chwała Stwórcy za to, że On stworzył ciebie,

Czarująca, czarnobrewna ma dziewico!

Jasnem słońcem lśnisz na moich myśli niebie,

Gwjazdy gasisz spojrzeń swoich błyskawicą!

Świat jest grobem dla mnie, kiedy cię nie widzę,

Nawet dźwięk imienia twego mnie ożywia,

Z wszystkich bogactw, z sławy wszelkiej sobie szydzę,

Próżność świata memu sercu się sprzeciwia!

//148

Biedny jestem, koń mój i ta burka stara.

I ten kindżał, wszystkiem są, co zwie się mojem,

Lecz bogatszym jeszcze będę od Sardara *),

Jeśli mnie obdarzysz drogiem sercem swojem.

 

Baratszwili był jedynym poetą, który uwa­żany być może za rzeczywistego przedstawi­ciela byronizmu w literaturze gruzińskiej; współczesny zaś jemu książę Jerzy Eristawi, chcący za takiego uchodzić, nie był nim, i je­żeli w niektórych ze swych lirycznych poezyi, naśladuje Byrona, czynił to bezwątpienia tyl­ko pod wrażeniem ducha czasu. Żył on też zresztą szczęśliwie i nawet przymusowe od­dalenie z kraju przyniosło jemu i literaturze gruzińskiej znaczne korzyści. Za udział w spisku przeciwko Rosyanom został on w roku 1834 wysłany do Wilna, gdzie zako­chała się w nim „śliczna Litwinka,“
i ta mo­że pierwsza w nim rozbudziła to zajęcie, ja­kie później okazywał względem literatury polskiej. Przeniesiony potem do Warszawy, uczęszczał tu do Wielu salonów polskich i do-//149 brze się nauczył po polsku. Olśniony dźwię­kami liry Mickiewicza, wszystkie jego sonety i niektóre z mniejszych poezyi przełożył na język gruziński. Prócz Mickiewicza, tłómaczył jeszcze Szylera, Petrarkę, Puszkina i Lermontowa, i przekładami temi nie mało się zasłużył literaturze swego kraju, gdyż wpro­wadził w nią nowy zasób myśli, nowy smak i nowe wzory. Tak stał się Eristawi poniekąd twórcą nowej szkoły, rzucając iskierkę dla przyszłej działalności literackiej. Pobyt jego w Polsce zmienił zupełnie jego gust poetycki, i on, który przedtem trwonił swój talent na opiewanie śnieżnego łona księżniczki Czawczawadze, zajmował się po swym powrocie do Gruzyi, tłómaczeniem arcydzieł literatur eu­ropejskich i założeniem teatru gruzińskiego. Oryginalne jego poezye, tchnące nieszczerym byronizmem, nie odznaczają się zresztą wybitniejszemi zaletami.

Znacznie przewyższa Eristawiego jako liryk, pokrewny mu Aleksander Czawczawadze, uprawiacz poezyi erotycznej par excel­lence. Nie posiada on jednak ani siły, ani po­lotu Baratszwili’ego i uboższym też od niego jest w myśli. Kobiety i wino. prawie wyłą­cznie mu służą za przedmiot, nadający tym sposobem jego utworom pewną cechę znie-//150 wieścialości. Dla przykładu, przytaczam tu parę:

Strzała smutku serce me przebiła,

Sam się dziwię, że ja jeszcze żyję;

Zamiast tej nadziei, która mi świeciła,

Widzę smutek, który grób mi ryje.

Oddalony jestem dziś od ciebie,

Choć za tobą myśli moje gonią,

Kiedym z tobą bywał, byłem w niebie,

Dziś radości wciąż odemnie Stronia.

Miłość moja, jakby zwierz okrutny

Serce moje aż do krwi rozrywa.

Ach, zlituj się, patrz, jak jestem smutny,

Bladość śmierci moją twarz pokrywa!

Ach, zamknęłaś uszy skargom moim,

Ty co jesteś westchnień mych przyczyna,

Osłódź los mój choć uśmiechem swoim,

Niech cierpienia szału mnie ominą.

O! kochanko, smutkiem tylko żyję,

Czekam ciebie, lecz czekając ginę.

//151

Z każdym dniem me serce szybciej bije,

Stokroć pragnę widzieć cię w godzinę.

Jako stróż ja stoję wciąż na drodze,

Wyglądając ciebie, miła moja,

Lecz mnie cienie oszukają srodze,

Niewidzialną jest mi postać twoja.

Każdy liścia szelest we mnie dreszcze budzi,

Słodkich chwil przeszłości przypomnienie,

Nawet błyskawicy blask mnie łudzi.

Gdy w niej widzę twoich spojrzeń drżenie.

Przecież wiesz, żem tobie duszę całą

 Oddał chętnie, tracąc swą swobodę,

I ty karzesz mnie rozłąką trwałą,

I zasmucasz moich dni pogodę.

 

Byronizm nie miał racyi bytu w Gruzyi, gdyż ówczesne jej społeczeństwo wcale nieznało przesytu życia, tak, że „żal do świata,“ czyli „Weltschmerz,“ był dla niego zagadką. Gruzini pierwszej połowy naszego stulecia, prócz praktycznej filozofii życia, żadnej innej jeszcze nie znali i szukali tylko idealnej pod­pory dla swej działalności umysłowej, którą //152 przecież niemógł być byronizm. Instynktem wiedzeni, zwrócili się wnet do rozpatrzenia swej przeszłości, i ta stała się odtąd źródłem, z którego ich poeci czerpali natchnienia. Od­słonili oni przed swemi ziomkami to zwierciadło życia przeszłości i wskazując na czyny przodków, pobudzali ich do postępu, do ubie­gania się z innemi narodami w pracach cywi­lizacyjnych, do wzniesienia się na coraz wyż­szy stopień w sprawie ludzkości. Innych dą­żności dotąd jeszcze niema literatura gruziń­ska i zdaje się, że tej prostoty nikt jej niepoczyta za ubóstwo.

Pierwszym poetą, który wskrzesił wspo­mnienia przeszłości, był książę Grzegorz Orbeliani[CLXXVIII], osobistość prawdziwie patryarchalna i szlachetna. Umarł on dopiero w przeszłym roku jako starzec osiemdziesięciokilkoletni i śmierć jego pokryła żałobą całą Gruzyę od pałaców bogaczów, aż do chat wieśniaczych, gdyż Orbeliani był też w przeciąga lat kilku namiestnikiem kaukaskim, i na tem stanowi­sku ogólną sobie zaskarbił miłość. Jako poe­ta stoi on już na progu nowej epoki, ale sam jeszcze tego progu nie przestąpił, gdyż nawskróś był Gruzinem patryarchalnych cza­sów. Nowe dążności młodzieży były dlań ob­ce, tak że nawet język jej niezrozumiałym mu //153 się wydawał. Z natchnieniem opiewał Orbeliani czyny przodków i na podobieństwo wielu poetów przeszłości, uświetnił też postać królowej Tamary. Dykcya jego jest zawsze wykwintna i prawdziwie uroczysta, kiedy opiewa powaby przyrody rodzinnego kraju. Pod tym względem niema on równego sobie pomiędzy nowszemi poetami gruzińskimi.

Niemniejszym czcicielem przeszłości jest Akaki Cereteli[CLXXIX], ulubiony krasomówca chwili obecnej. Poezye jego mają jakiś dziwnie cza­rodziejski powab, jakiś harmonijny spokój, a jednak tchną nieraz wielką siłą i potężne wy­wołują wrażenia. Piękna i męska postać te­go poety zdaje się być prototypem trubadura olśniewającego kobiety zarówno swą pieśnią, jak i pięknością swej powierzchowności. Za­możny i niezależny, żyje Cereteli tylko dla poezyi, prowadząc życie wędrowne, pełne wra­żeń i rozmaitości. Współziomkowie jego na­zywają go zwykle tylko po imieniu, co ponie­kąd dowodzi jego wielkiej popularności, jaką się cieszy we wszystkich warstwach społe­czeństwa gruzińskiego. Jest on przytem ma­łomówny i marzący, lecz staje się porywają­cym mówcą, kiedy zabiera głos na licznych zgromadzeniach, albo publiczne wygłasza pre­lekcje. Cereteli i Eliasz Czawczawadze są //154 obecnie pierwszemi mówcami w Gruzyi, gdzie żywe słowo wielki ma wpływ na umysły.

Przedewszystkiem słynie Cereteli jako zna­komity liryk, pisze jednak także powieści i komedye. Czule kocha on swą rodzinną krainę, która też jest ulubionym przedmiotem jego pieśni. Jako próbkę podaję tu dwie w przekładzie:

 

Życzenie

Chcę, by szczęście było wiecznie z miłą,

Chcę, by nigdy trwożyć nie umieli

Mojej milej jakąkolwiek siłą,

Ani jej pochlebstwem zwieść nie śmieli.

Chcę, by imię, drogie nam przed innem

Grzmiało znów jak w pięknych dniach przeszłości,

Chcę, by wszyscy, którym jest rodzinnem,

Żyli z sobą w zgodzie i łączności.

Chcę, by lirą nowy Rustaweli,

Wsławił ją i pieśnią w grom rosnącą,

Zbudził tych, co żyć już zapomnieli,

I w swych żyłach mają krew stygnącą.

//155

Pieśń

Nie, jeszcze nie umarła ma kraina,

Lecz tylko śpi, i kiedyś znów się zbudzi;

Kto jej na zawsze głuchej śmierci życzy,

Ten tem życzeniem daremnie się łudzi.

Osłabła ona tylko w walce długiej,

Lecz znów się wzmocni w pracy i pokoju.

Zrozpaczać naprzód o przyszłości losach,

Jest zawsze błędem, nawet w dniach zastoju.

I serce w piersiach jeszcze silnie bije.

I rozum wierzy, że zrządzeniem Boga,

Dla niej na długie, liczne jeszcze wieki,

Otwarta jest przyszłości jasna droga.

Dziś pozbawieni jesteśmy jej darów,

Lecz, chociaż biedna, my jej nie zdradzimy,

I mężny duch tych sławnych naszych przodków,

Przynajmniej mężną cierpliwością zastąpimy.

Choćbyśmy wszystko przez nią utracili,

I z torbą poszli żebrać w świat daleki,

Ubóstwo takie będzie nam rozkoszą.

I ciężki los tułacza jeszcze lekki,

//156

Nie, nie umarła ma kraina,

Lecz tylko śpi, i kiedyś znów się zbudzi,

I wsławi może imię niejednego,

Co dziś dla pomyślności jej się trudzi.

 

Prócz wielu poezyi lirycznych, napisał Cereteli także epopeę, opartą na dość zajmują­cym epizodzie z historyi Gruzyi. Utwór ten, dający doskonałe obrazy bitew i malujący w ogóle średniowieczne życie Gruzyi dość wiernie i żywemi barwami, zajmuje jedno z pierwszych miejsc w nowszej literaturze gruzińskiej. W całości wzięte mają utwory Cereteli’ego wiele cech romantycznych, i ja­kąś wzniosłą tchną uroczystością. Niema w nich jeszcze wyraźnych dążności do postę­pu, ale nieraz dość silne napomnienia do pra­cy i czynu.

O krok naprzód od Cereteli’ego, postąpił Eliasz Czawczawadze, który śmielej niż inni pisarze gruzińscy rozwinął sztandar postępu i prawie we wszystkich swych utworach do­skonalenie się ludzkości ma na myśli. On opuścił ogród Hafiza i zostawił pienia miło­sne dla innych, sam zaś wstąpił na ciernistą drogę spraw społecznych, i uczynił z nich //157 ważny dla literatury czynnik. Stworzył on w tym celu w Gruzyi powieść społeczną i tem całej działalności literackiej nadał nowy kie­runek. W swych utworach poetycznych opie­wa Czawczawadze prawie wyłącznie tylko swój kraj rodzinny, to biorąc za temat prze­szłą jego wielkość, to znów narzekając na je­go niepomyślne położenie dzisiejsze. Współ­ziomkom swym nie szczędzi prawdy i otwarcie wyrzuca im ich wady, przedstawiając im jako wzory dzielnych ich przodków. Przytem wszystkiem, nie jest Czawczawadze bez­względnym czcicielem tej przeszłości, i choć kocha swój kraj, nie tai przyczyn jego upadku.

Wystąpienie jego wywołało zrazu we wszyst­kich zwolennikach zastoju wielką ku niemu niechęć, która jednak później znikła, ustępu­jąc miejsca ogólnemu szacunkowi. Dziś jest Czawczawadze jednym z najczynniejszych i najwięcej poważanych działaczy na polu spraw, społeczeństwo gruzińskie obchodzą­cych. Jako członek kilku stowarzyszeń, ma­jących na celu podniesienie oświaty i dobro­bytu kraju, wywiera on znaczny wpływ na swoich współziomków, większość których też widzi w nim wzór zacnego obywatela. Obok Cereteli’ego jest także Czawczawadze naj­znakomitszym dziś w Gruzyi mówcą
i odzna­-//158 cza się jako taki, wielką siłą i darem przeko­nywania drugich.

Poezye jego tchną bez wyjątku wielkiem ciepłem i zwykle mają za przedmiot kraj ro­dzinny, z powodu czego też nie są wolne od pewnego smętnego ustroju. Powtarzają się wprawdzie w nich często te same myśli i uczu­cia, ale prawie zawsze w odmiennej formie i postaci. Dla przykładu podaję tu parę w tłómaczeniu:

 

Do Aragwy

(Ustęp z poematu „Widmo“)

Tyś drogą mi, Aragwo, piękna rzeko!

Ty życia Gruzyi świadku nieodmienny!

Na brzegach twoich, nad twą falą lekką,

Kwitł niegdyś świat wspaniały i promienny.

Tak, Gruzyi sława stara, nieskażona,

Tu kwitła, tyś jej wiernym świadkiem była.

W twej toni czynów powieść nieskończona

Zamarła; tylko pamięć ją przeżyła.

Tu nad twem ujściem do szumiącej Kury

Grzmiał niegdyś wojsk gruzińskich głos bojowy,

//159

Lecz po tym blasku nastał zmrok ponury

I pokolenia przeszły próg grobowy.

O, ileż razy na twym brzegu stałem,

I w ciężkim smutku, załamując ręce,

Na lśniące w słońcu fale twe patrzałem,

Niemogąc znaleść ulgi w swojej męce!

Szukałem Gruzyi przeszłej wspaniałości,

Lecz nie zalazłem jej, gdyż w starych murach,

Gdzie dawno wybielało leżą kości,

Tak głucho było jak w bezludnych górach.

 

Do matki-Gruzinki

O, matko-Gruzinko, w stuleciach przeszłości,

Gruzinka dla kraju swych synów chowała,

Gór grzmoty im były od pierwszej młodości,

Tak swojskie jak pieśni, co matka śpiewała.

Już przeszedł ten czas, gdyż nieszczęścia wiekowe,

Tę moc twojej duszy złamały swą siłą,

I dziś, chociaż życie powstało już nowe,

Jak cień stoi syn twój nad przodków mogiłą.

//160

Lecz trudno narzekać na stratę wielkości,

Gdy inna już gwiazda na niebie nam błyszczy,

Dziś mamy pracować dla swojej przyszłości,

I może najśmielsza nadzieja się ziszczę!

Tu, matko-Gruzinko! jest rola dla ciebie,

Tu siejba twa może plon wydać wspaniały.

Daj synom twym moc, by za kraj i za siebie,

Z nich każdy sio trudził i w tem był wytrwały.

O natchnij ich, matko, gorącem miłości,

Braterstwem, równością, poczuciem swobody,

Niech każdy z nich pozna ideał ludzkości,

Niech zwalczyć też umie złych losów przeszkody.

Tak, matko! ty czuwaj jak anioł nad niemi,

Ty ucz ich czcić dobre i stronić od złego,

Niech prawda wciąż błyszczy jak gwiazda przed niemi,

Niech będzie ich droga bez śladu ciemnego.

 

Elegia

W smętnym blasku księżycowej nocy,

Śpią doliny mojej Gruzyi drogiej,

//161

I nad niemi, w nieba wysokościach,

Lśnią lodowce w swej jasności błogiej.

Cicho! nawet mnie, synowi swemu,

Nic nie szepce ma rodzinna niwa,

Śpiący Gruzin tylko przez sen jęczy.

Gdyż mu się śni dola nieszczęśliwa.

Sam tu stoję! cień tych gór wysokich

Zda się stróżem być tej długiej nocy.

O! kraino, kiedyż się przebudzisz

Z tego snu i ciężkiej swej niemocy?

 

Mają też Gruzini poetę, który wniknąwszy w tajemnice poezyi ludowej, zdobywa powoli jej skarby dla literatury, albo naśladuje na­der trafnie jej motywy. Jest to Rafał Eristawi, właściciel ziemski z Kachetyi. Żaden ze współczesnych pisarzy gruzińskich nie do­równa jemu pod względem znajomości ludu wiejskiego i jego życia, i dla tego też poezye jego obok przyjemnej prostoty, wierny dają obraz uczuć i usposobienia tego ludu. W mło­dości swej śpiewał Eristawi o miłości, gwia­zdach, różach i winie, lecz anakreontyczne te jego wylewy były dość podrzędnego rodzaju //162 tak, że bynajmniej w jego współziomkach za­pała nie wzbudzały. Dopiero w latach doj­rzałości zwrócił się do poezyi ludowej, i na tej niwie zyskał sobie w krótkim czasie ogól­ne uznanie. Przejawia się i w jego utworach, choć osnute są na podstawie poezyi ludowej, duch rycerski i gorąca miłość rodzinnego kra­ju, jak to czytelnik zobaczy z następujących przykładów:

 

Pieśń z czasów Tamerlana

Zły Tatarze, czemu męczysz brata mego?

Przecież widzisz, że on ciężko jest raniony,

Jak bohater walczył on dla kraju swego,

Dla tej pięknej Gruzyi, w której jest zrodzony.

Rzekłszy to, naciągnął łuk swój Gruzin śmiały,

Strzelił, i na ziemię upadł Tatar ociężały.

Zły Tatarze, czemu męczysz siostrę moją,

Czemu parzysz ją żelazem rozżarzonem?

Wierz mi, że daremne są tortury twoje,

Ona wytrwa i przed Tamerlana tronem!

Rzekłszy to, naciągnął łuk swój Gruzin śmiały,

I na ziemię upadł Tatar ociężały.

//163

Zły Tatarze, czemu męczysz dzieci moje?

Wiedz, że straszny jęk ich słyszy Bóg aż w niebie.

Ha, pamiętaj też, że ja tu jeszcze stoję,

Oko moje jeszcze umie mierzyć w ciebie.

Rzekłszy to, naciągnął łuk swój Gruzin śmiały,

I na ziemię upadł Tatar ociężały.

Tak walczyli niegdyś Gruzyi wojownicy,

Wiedzą o tem jeszcze dziś Tatarzy dzicy!

 

Pieśń z czasów najazdu Mahomet-hana

Czego plączesz matko droga.

Co ci samej w progu siedzieć?

Wolę kul sto z ręki wroga,

Niźli matkę w płaczu widzieć.

Czego płaczesz, matko droga?

Daj mi kindżał mój i konia!

Niechaj zawrze bitwa sroga,

Niech zatętnią nasze błonia!

Ciągnie na nas Tatar dziki,

Jakby chmura z gór się wali,

//164

Wnet usłyszysz jego krzyki,

Oj i naszą chatę spali.

Czego plączesz, matko droga?

Czyż mi teraz w domu zostać?

Puść mnie, matko, puść dla Boga!

Muszę iść Tatara chłostać.

Ty tymczasem, matko miła,

Miej na oku naszą chatę,

Zbierz, co rola urodziła,

Uszyj dziecku memu szatę.

Żonie mojej nie mów słowa!

Ona łatwo mnie zapomni,

Rok mi miłość swą zachowa,

Potem ledwie o mnie wspomni.

Czego płaczesz matko droga,

Co ci samej w progu siedzieć?

Wolę kul sto z ręki wroga,

Niźli matkę w płaczu widzieć.

 

Pieśń Chewsura

To góry moje, to góry rodzinne,

Tu przeigrałem dzieciństwa czas;

//165

Ach, za te wszystkie wspomnienia dziecinne,

Lube me góry, tak kocham was,

Sercem i duszą kocham swój kraj,

On dla mnie milszy, niż obcy raj.

Tak mi są drogie te dzikie urwiska,

Te czarne skały, ten lodów blask,

Że żadne szczęście z daleka czy zbliska,

Mnie ztąd nie wywabi tysiącem łask.

Sercem i duszą kocham swój kraj,

On dla mnie milszy, niż obcy raj.

 

Choćbyście mi dali w obcej krainie

Bogactwo, sławę i pyszny dwór,

Ja wolę ubótwo tu w swej dolinie,

Ja wolę chatę wśród swoich gór.

Sercem i duszą kocham swój kraj,

On dla mnie milszy niż obcy raj.

 

To są główni przedstawiciele poezyi gru­zińskiej, prócz których wprawdzie jeszcze dość liczna gromada czywia Parnas gruziń­ski, ale pienia ich powiększej części są nieu­dolne i pozbawione siły i barwy. W tym na­rodzie, każdy wykształceńszy młodzieniec mniema, że jest powołanym na wieszcza, lecz po //166 kilku nieudatnych próbach przekonać się musi, że bujna wyobraźnia jeszcze nie jest jedynym dla poety potrzebnym przymiotem. Częste niepowodzenie, jakie wielu z nich spotyka, jest dowodem, że istnieje już w czytającej pu­bliczności gruzińskiej pewien zmysł krytyczny i gust estetyczny, poskramiający coraz więcej wybujałość wyobraźni wschodniej.

Wobec stosunkowo dość znacznego rozwoju poezyi lirycznej, przypuszczałby można, że i literatura powieściowa cieszy się w Gruzyi staranną i zdolną uprawą, tak jednak nie jest. Rozwojowi jej właśnie zdaje sie przeszkadzać nadmierne poetyczne usposobienie narodu przewaga w nim wyobraźni nad refleksyą. Powieść zresztą była już w Gruzyi uprawianą w klasycznej epoce, i niektóre pozostałe z te­go czasu utwory służyły też bezwątpienia za wzór do pierwszych tego rodzaju produkcyi w naszym wieku. Większa część tych osta­tnich należy do rzędu prawdziwie wschodnich bajek, i żadną miarą do literatury powieścio­wej wliczone być nie mogą. Mają one nawet w Gruzyi wielkie powodzenie, gdyż mieszkań­cy wschodu lubią pstre obrazy i sceny wywo­łujące silne wrażenia. To też potrzeba by­ło usilnej walki ze strony poważniejszych pi­sarzy gruzińskich, aby pod tym względem //167 zmienić gust publiczności i nakłonić ją do zrozumienia właściwego celu i istoty powie­ści nowożytnej.

Dziś ma się rozumieć, już znacznie się zmie­nił zmysł estetyczny Gruzinów na lepsze, ale pomimo to, rozwija się ich literatura powie­ściowa, tylko bardzo powoli i zwłaszcza po­wieść społeczna niezmiernie słabe czyni po­stępy.

Właściwym jej twórcą w Gruzyi jest ksią­żę Eliasz Czawczawadze, o poezyach którego wspomniałem już wyżej. On pierwszy wpro­wadził do powieści kwestye społeczne i wy­doskonaliwszy styl, nadał też swym utworom odpowiednią ich treści formę.

Przedewszystkiem wziął sobie za zadanie, zrobić wyłom w wałach zastoju, jaki wówczas ciążył na życiu właścicieli ziemskich, to jest tej części społeczeństwa gruzińskiego, która dzięki swemu stanowisku materyalnemu, pierwsze powinna była czynić kroki w spra­wie postępu. Było to około roku 1860, kiedy Czawczawadze pełen zapału i żądzy czy­nu, tylko co był powrócił z uniwersytetu pe­tersburskiego do swego kraju. Przejęty du­chem poezyi Nekrasowa, myślał nie tylko o po­lepszeniu bytu swego społeczeństwa w ogóle, ale też o ludzie wiejskim, który w tym czasie //168 jeszcze pełnił pańszczyznę i w nader opłakanem znajdował się położenia. Kiedy się więc potem zbliżała pora uwłaszczenia włościan, był Czawczawadze pierwszym w Gruzyi, któ­ry głos swój podnosił w tej sprawie i przygo­tować się starał społeczeństwo swoje do tak humanitarnej i ważnej reformy. W dwóch powieściach, które wtedy napisał, dał wierne obrazy ówczesnego stosunku właścicieli ziem­skich do poddanych im włościan, wykazując przy tem wszelkie wady ówczesnego życia społecznego w Gruzyi. Charakterystyka przed­stawionych w jego powieściach typowych po­staci, jest znakomitą, choć może jednostronną, gdyż na kilkanaście ujemnych, znajduje się tu zaledwie trzy, cztery dodatnie charaktery.

Pierwsza powieść, nosząca tytuł: „Czy to człowiek?“ odsłania wierny obraz zastoju ży­cia gruzińskiego przed dwudziestu laty. Bo­haterem jej jest zamożny właściciel ziemski, książę Luarsab Tatkaridze, który zadowolo­ny z siebie, spokojnie żyje na wsi, i którego jedynemi troskami są: dobry obiad i miękka pościel. Wszystko po za obrębem wygód cia­ła leżące, nie istnieje dla niego, i gotów głup­cem nazwać każdego, kto sobie głowę czem innem zaprząta. Wygód wszelkich używa nasz bohater z pewną legalną sumiennością, //169 gdyż użycie ich prawem boskiem, do niego na­leży, i zmiana w tym względzie jest niemożebną, gdyż on takiej zmiany nie rozumie. On odziedziczył po swoich przodkach znaczny ma­jątek, więc go używa bez pracy i kłopotu i na tem koniec. Świat nic go nie obchodzi, gdyż on wcale świata nie zna i poznać nie pragnie. Rano naradza się nasz bohater dość długo z kucharzem o mającym się przyrządzić obiedzie, potem zapaliwszy fajkę, spoczywa na sofie i liczy muchy na suficie. Po obiedzie, od którego ma się rozumieć, wsta­je podchmielony, śpi i wieczorem żartuje ze swoją połowicą, albo słucha bajek o roz­bójnikach i strachach. To był przeciętny typ ówczesnych gruzińskich właścicieli ziemskich, typ wprawdzie niewystępny, nieszkodliwy, ale należący w każdym razie do rzędu niepożytecznych trutniów. „Czy to człowiek? py­ta się autor czytelnika w nagłówku swej po­wieści, i zapewne nikt mu twierdząco nie od­powie.

W drugiej powieści: „Opowiadanie żebra­ka,“ wprowadza Czawczawadze charaktery energiczniejsze, jaskrawsze i dramatyczne sce­ny, jakie tu kreśli, wykazują, że ówczesne ży­cie w Gruzyi wiele jeszcze miało w sobie cech średniowiecznego barbarzyństwa. Datyko, syn //170 bogatego właściciela ziemskiego, zaprzyja­źnił się z chłopcem wiejskim, pełniącym u nie­go funkcye lokaja, i niechcąc z nim się rozstać, zabiera go z sobą do Tyflisu, dokąd dla uczęszczania do szkół posyłają go rodzice. Tu młody wieśniak, Gabryel, zawiera znajomość z jakimś księdzem, który się nader gorliwie nim opiekuje, zajmnjąc się jego wykształce­niem i wszczepiając weń najszlachetniejsze zasady. Po ukończeniu szkół, wraca panicz na wieś, i z nim razem Gabryel, jego przyjaciel i lokaj, który jednak teraz wiedzą i war­tością moralną, znacznie przewyższa swego pana. Ten uzyskawszy po śmierci rodziców znaczny majątek, porucza jego zarząd Gabryelowi, sam zaś oddaje się próżniactwu i rozpuście. Pożądliwość jego wzmaga się z każdym dniem tak, że nawet przyjaźń jego dla Gabryela przed nią ustępuje, albowiem kochanka tego ostatniego, młoda i piękna wie­śniaczka, Tamra, miała nieszczęście spodobać się również rozpustnemu paniczowi. Datyko czyni wszystko, aby uzyskać jej względy, lecz cnotliwa wieśniaczka, żadną obietnicą nie da­je się do tego nakłonić, i aby się uchronić od prześladowań młodego dziedzica, uwiadamia Gabryela o grożącem jej niebezpieczeństwie. Ten do żywego dotknięty taką zdradą ze stro­-//171 ny mniemanego przyjaciela, czuwa odtąd uwa­żnie nad swoją wybraną, lecz i Datyko nie zostaje bezczynnym. Wie on, że tylko usu­nięciem Gabryela i jej ojca, dojść może do uskutecznienia swych niecnych zamiarów. W tym celu wzywa Gabryela do swego domu dla rozmowy, i otwarcie wymaga od niego, aby mu w stosunku do Tamry żadnych nie stawiał przeszkód. Gabryel oburzony, mimowoli przy­kłada rękę na rękojeści swego kindżału, lecz w tejże chwili, Datyko woła czekających już w sąsiednim pokoju zbrojnych, aby świadczyli przed sądem, że Gabryel się targnął na jego życie. Gabryel
i ojciec Tamry, który ró­wnież przy tem zajściu był obecnym, skazani są na długoletnie więzienie, lecz gdy właśnie oddział żołnierzy ich odprowadza na miej­sce, gdzie odbyć mają tę niezasłużoną karę, uwalnia ich gromada zamaskowanych jeźdź­ców. Jest to Datyko ze swemi sługami, któ­ry uwolnieniem swych ofiar, chce oczyścić skalane swoje sumienie. Życie Gabryela i oj­ca Tamry jednak już jest złamane, gdyż Tamra podczas ich nieobecności uciekła ze wsi do Tyflisu, gdzie opuszczona przez wszyst­kich, zginęła w nędzy.

Podobne sceny kreśli Czawczawadze w swym poemacie: „Życie rozbójnika,“ i za ten pozor­-//172 ny pesymizm, spotkały go też dość gorzkie wyrzuty, gdyż niektórzy obwiniali go nawet o nienawiść własnego społeczeństwa. Czawczawadze przyjmował te oznaki niezadowo­lenia ze szlachetną, godnością, i całą swą literacką i społeczną działalnością dowiódł swym współziomkom, że kocha swój kraj goręcej niż wielu innych, i że właśnie tylko poznaniem złego, złe daje się usunąć.

„Karciłem niskość i jad złości,“ powiada Czawczawadze w jednej ze swych poezyi i nie ulega wątpliwości, że jego nawoływania uszla­chetniająco działały na jego współziomków. Nie był on zwolennikiem bezwzględnego pe­symizmu, gdyż w wielu ze swoich utworów, stara się kreślić obrazy jaśniejszej przyszło­ści, i jeżeli im przeciwstawia posępną tera­źniejszość, czyni to tylko, aby tem dobitniej wykazać całą nędzę chwili obecnej.

Dziś zmienił ten pisarz znacznie swoją tendencyę, i w swym ostatnim poemacie. „Pustel­nik,“ stara się wykazać siłę moralną, tkwią­cą w duszy prostego wieśniaka gruzińskiego. Więcej tu już jest pogody aniżeli w jego utworach powstałych przed kilkunastu laty.

Po Czawczawadzem odznaczyli się jeszcze jako powieściopisarze: A. Orbeliani i Nikoladze, lecz z mniejszem powodzeniem. Również //173 i poeta Akaki Cereteli uprawia tę gałęź be­letrystyki, choć widocznie mu zbywa na do­statecznej znajomości rzeczywistego życia.

W obecnej chwili najwybitniejszym powieściopisarzem jest młody jeszcze pisarz, Moczchubaridze, opisujący przeważ nie życie górali kaukazkich. Przedmiot ten sam przez się jest zajmujący, a ponieważ autor dokła­dnie z nim jest obeznany i dość wybitny po­siada talent, więc i opowiada nia jego są zajmu­jące i przyjemnie się czytają. Miłość stała, gwałtowna i nieszczęśliwa jest prawie zaw­sze główną treścią tych opowiadań, w któ­rych nieznany zachodowi odsłania się świat i najcudniejsze się przesuwają krajobrazy. Bohaterowie Moczchubaridze’go są ludźmi rzeczywistymi, a jednak o ile różni od boha­terów beletrystyki naszego cywilizowanego zachodu! Są oni szlachetni, dumni, gościnni, waleczni, kiedy kochają i szanują, zaś chciwi zemsty, gwałtowni, nieubłagani, kiedy niena­widzą. Moczchubaridze zna tych ludzi do głębi serca, zna ich sposób myślenia i usposo­bienie, gdyż sam jest góralem, sam spędził dziecinne swoje lata wśród tych na wpół dzi­kich dzieci gór kaukazkich. Jest on też poe­tą i dziwnie pięknie maluje przyrodę swej górskiej krainy i urok życia wśród lasów, //174 gór i skał olbrzymich. Wydane przezeń do­tąd powieści mogą służyć za wzór innym powieściopisarzom gruzińskim i zapewne nie zostaną bez wpływu na przyszłe utwory tego rodzaju. Swojskie życie gra dziś jeszcze za małą rolę w beletrystyce gruzińskiej a prze­cież ona powinna być najważniejszym jej czynnikiem. Wtedy dopiero, gdy ten czynnik dostatecznie będzie uwzględniony, wy­tworzy się prawdziwa powieść społeczna, a ta­ka i dla czytelników obcych będzie zajmu­jącą.

Posiadają też Gruzini kilka powieści histo­rycznych, lecz to są tylko próbki, pomimo że niektóre z nich jak utwory Rczeuliszwili’ego dość mają powodzenia, i w kilku wyszły wy­daniach. Literatura historyczna sama jesz­cze jest za mało uprawianą, ażeby dostarczyć mogła stosownego do powieści materyału. Niestrudzony Bakradze, Camciaszwili i Gwaramadze pracują wprawdzie gorliwie nad wyświetleniem przeszłości Gruzyi, lecz nie­pewność źródeł i sprzeczne nieraz z sobą wia­domości historyczne nie mało utrudniają pra­ce nad dziejami tego kraju, dość jednak, że istnieje już dziś w Gruzyi dziejopisarstwo w prawdziwem tego słowa znaczeniu, więc o dalszym jego rozwoju wątpić nie należy.

//175 Poezye i powieści jeszcze nie są jedynemi płodami umysłowego życia Gruzinów; mają oni też swą literaturę dramatyczną, choć co prawda, dość skromną pod względem warto­ści utworów. Pierwszym pisarzem, który pi­sał sztuki sceniczne, był Jerzy Eristawi, za­łożyciel teatru gruzińskiego. Komedye jego mają za przedmiot wyłącznie tylko życie miej­scowe, i jako takie, niepośledni miały wpływ na rozwój teatru gruzińskiego. Brak im je­dnak artystycznej formy, na której też zby­wa wielu późniejszym utworom, tak, że do dziś dnia jeszcze repertuar gruzińskiej sceny wiele zostawia do życzenia. Tyczy się to sa­mo dramatu, którego najwybitniejszemi uprawiaczami są: Meschi, A. Cagareli i Moczchubaridze. Dwaj ostatni wraz z Dawidem Eristawim wystąpili niedawno, lecz pomimo to przyczynili się już znacznie do podniesienia sceny, a dramaty ich dość mają powodzenia.


 

Indeks nazw osobowych i geograficznych

Numeracja odwołuje się do oryginalnej paginacji stron

 


Abbas szach perski: 108, 109, 110

Abowjanc: 57

Achalciche (Achalcyche): 120-121

Adamian: 60

Adarnasse król: 64

Agajanc: 57

Ajwazjan (Ajwazowski): 61

Alazani, rzeka: 106

Alazańska dolina: 106

Aleksander I Wielki: 68,

Aleksander II: 119

Aleksander IV: 119

Arabia: 132

Aragawa, rzeka: 80, 84, 86, 104

Arkadia: 118

Archil (król):121

Arcruni: 55

Argonauci: 118

Armaz: 104

Armenia: 51

Ateny: 137

Bagrat I (król): 119

Bagrat II (król):119

Bagrat III (król): 66, 119

Bagrat V (król): 119-121

Bagratydów dynastia: 47, 65- 67, 112

Bakradze: 174

Bałakława: 3

Batum: 1, 9, 10, 12

Baratiszwili Mikołaj: 142, 144, 147, 148, 149

Basztan: 116

Bodenstedt Friedrich von: 21, 25, 35

Byron: 82, 148

Cagareli A: 175

Camciaszwili: 174

Carogród (Konstantynopol): 64

Charczatura Wartapeta: 56

Chersones: 3

Chomli (góra): 116

Choneli Mojżesz: 137

Czaihczuradze: 138

Czawczawadze Aleksander: 73, 149

Czawczawadze Eliasz; 80, 153, 156-157, 167,

169, 171, 172

Cereteli Akaki: 153-154, 156-157, 168, 173

Czerkiesi: 7, 14, 26

Dawid Garedża: 108, 109

Dawid Odnowiciel: 67, 125-126

Dyoklecjan: 104

Dżełał-eddin: 48

Elbrus (Elborus): 116

Eristawi Dawid: 175

Eristawi Jerzy: 44, 74, 148, 149, 175

Eristawi Rafał: 161

Eudemon

Gelati (Gelata): 125

Grecja: 64, 65, 66,128

Gribojedow Aleksander: 50

Gruzja: 15, 18, 22-23, 34-36, 39-41, 44-45, 47- 48, 50-52, 63- 68, 72-73, 79-80, 83, 86, 88, 89, 91, 93, 95-96, 101-104, 106-108, 110-113, 117- 118, 120, 123-124, 126-131, 138, 141-142, 152, 154, 157, 166, 168-169, 174

Grzegorz Sundukjanc: 59

Grzegorza Narekacy: 56

Grzegórz Magistros: 57

Gwaramadze: 174

Hajek: 53

Heidelberg: 55

Herakliusz Król: 47, 111,

Hiszpania: 84

Imertia (Imeretia): 15- 16, 68, 117,119, 121-123

Isfahan (Ispahan): 109

Izmael (Szach Perski): 48, 49

Jałta: 4

Jałtańska, zatoka: 3

Jazon: 118

Jerzy VI król: 110

Josseliani: 55

Kachetia (Kachetya): 42, 68, 106, 116, 117, 121,

Karajski step: 109

Kartelia: 68, 116, 117, 120

Kaukaz (góry): 80-81, 115-116

Kazbek: 87, 116

Kercz: 6,8

Kolchda: 10, 11, 117

Konstantynopol: 54

Krym: 82

Kura: 17

Kutaisi: 15, 16, 28, 66, 113, 115, 118, 123-124, 125

Lermontow: 50, 142

Lermontow: 74, 81, 149

Moczchubaridze: 173

Mahomet: 46

Marsylia: 9

Masandra: 4

Medea: 118

Meschi: 175

Mccheta: 66, 80, 83, 102-103, 110, 112, 114

Mickiewicz: 74, 81, 149

Mikołaj Baratszwili: 73

Mingrelia:114, 117

Miriam król: 103, 104, 105

Mitrydat: 6

Moczchubaridze: 175

Morze Czarne 6,7,9

Nestar Daredżan: 120

Nekrasow: 167

Nersesa Sznorgali: 56

Nina Św.: 49, 104, 105, 106

Noe: 56

Noworosyjsk: 8

Orbeliani Grzegorz: 152, 153, 172

Pagaw Daria: 114

Paryż: 141

Persja: 5, 21, 40, 58, 64, 109

Petrarka: 74, 149

Polska : 84, 113

Pompejusz: 105

Poni : 17

Pont: 5

Półwysep Taman: 7

Prometeusz: 116

Proszjanc: 57

Puszkin: 74, 142, 149,

Puszkin: 80, 81

Rafii: 57, 58

Rczeuliszwili : 174

Rioni (Rion) rzeka:  14- 16, 115,  125

Rosja: 22, 54, 63,

Rosudana: 67, 119

Rustaweli Szota: 38, 67, 130, 133, 136, 137

Sewastopol: 2

Signagi: 106

Spandarjan: 55

Suramski przesmyk: 16

Susza: 61

Szwateli Jan: 137

Szyller: 74, 149,

Tamara: 38, 67, 119, 123, 125, 130, 133, 134-

135, 137, 140, 153,

Teheran: 2

Teodozja: 4

Tmokweli Sarkis: 137

Tołstoj Leon: 81

Trdat: 104

Trebizonda: 8, 122

Turcja:7 , 40, 58

Tyflis: 9, 11-12, 16, 18-20, 23-24, 26, 28, 32, 34- 35, 37, 40, 44-45, 47-50 , 54-55, 79-80,  113-114, 118, 123, 170-171

Tymur: 48

Wachłuszy: 139

Wachtang: 48

Wachtang Tchutchunashvili: 119

Wachtang VI: 139

Warszawa: 148

Węgry: 84

Wilno: 148


 

Projekt „Biblioteka Kaukaska” został zrealizowany przez Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie przy współpracy Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie w ramach Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki. Jest to przedsięwzięcie mające na celu ułatwienie dostępu do najcenniejszych źródeł historycznych związanych z obecnością Polaków na Kaukazie w XIX wieku oraz popularyzację wiedzy na temat dorobku naukowego i kulturalnego polskich zesłańców i podróżników.

Twórczość ta przybierała różne formy. Wśród dzieł tamtego okresu odnaleźć odnajdziemy, pionierskie prace naukowe, jak również literaturę pamiętnikarską będąca doskonałym źródłem poznania ówczesnego Kaukazu a także losu licznych polskich zesłańców odbywających służbę wojskowa w carskiej armii. W stołecznym Tyflisie podtrzymywano polonijne życie kulturalne, którego efektem była działalność nieformalnej polskiej grupy Poetów Kaukaskich. Jej przedstawiciele pozostawili liczną i wartościową spuściznę poetycką oraz prozatorską, bogato czerpiącą z egzotycznego otoczenia. W ramach realizacji projektu wybrano do opracowania utwory o decydującym znaczeniu dla podjętej tematyki tj.:

§  Szkice Kaukazu Michała Butowda Andrzejkowicza ,

§  Pamiętnik mojej żołnierki na Kaukazie i niewoli u Szamila od roku 1844 do 1854, Karola Kalinowskiego,

§  Szkice z Gruzji Artura Leista,

§  Kilka badań geologicznych i dziejowych Kaukazu Juliusza hr. Strutyńskiego,

§  Poezje i Szkice Kaukazu Władysława Strzelnickiego oraz

§  Poezje Tadeusza Łady Zabłockiego.

Utwory poddano digitalizacji a następnie konwersji na tekst. Dla wygody czytelników wszystkie dzieła są dostępne na stronie projektu

www.kaukaz.edu.pl

w różnych formatach umożliwiających lekturę w przeglądarce, na komputerze, czytniku ebooków czy tablecie. Wstępy sporządzili uznani badacze z zakresu historii, etnografii i literatury przybliżając epokę, kontekst powstania utworu i jego autora.

Mamy nadzieję, że zaprezentowane utwory zainteresują szerokie grono odbiorców i przypomną nieco zapomnianą kartę z dziejów polskiej historii. Wierzymy, że to przedsięwzięcie ułatwi historykom, literaturoznawcom czy kulturoznawcom prowadzenie badań naukowych poprzez łatwy dostęp do unikalnej spuścizny naukowej i kulturalnej będącej doskonałym źródłem poznania dziewiętnastowiecznego Kaukazu i Polaków którzy tam przebywali.

 

 

 

 

 

 

 

 



[I] A. Leist, Szkice z Gruzji, Warszawa, 1885.

[II] A. Bar,  Słownik pseudonimów i kryptonimów pisarzy polskich, T. II, III, Kraków 1936, 1938.

[III] Słownik pseudonimów pisarzy polskich , t. III, R-Ż, Wrocław Ossolineum 1996.

[IV] Władysław Wścieklica (1856-1929), publicysta, ekonomista, w późniejszym okresie przemysłowiec.

[V] W.W. , Szkice z Gruzji przez Artura Leista, „Ateneum” 1885, t. IV (XL), s. 560-561.

[VI] T.T. Chmielecki, Gruziński katolicyzm w XIX i na początku XX wieku w świetle archiwów watykańskich, Toruń 1998, s. 206-210, 215, 246.

[VII] A. Woźniak, Polskie badania etnograficzne w Gruzji w drugiej połowie XIX i początku XX wieku, „Lud”, t. XXXVIII, R.2004, s. 117.

[VIII] M. Banaszak, Dobkiewicz Julian, [w:] Słownik polskich teologów katolickich, pod red. Ks. E. Wyczawskiego, OFM, T. I, Warszawa 1981, s. 400-401.

[IX] J. Dobkiewicz, Artur Leist, Szkice z Gruzji, Warszawa 1886, „Kraj”, R.V:1886, nr 42, „Przegląd Literacki” dodatek do „Kraju”, s. 7-8. W rzeczywistości książka A. Leista ukazała się na początku 1885 r.

[X] J. Dobkiewicz, op. cit., s.7.

[XI] J. Dobkiewicz, op.cit, s. 8. Warto jednak dodać, że w swoich korespondencjach z Gruzji, przesyłanych do „Kraju”, ks. Dobkiewicz nie mniej krytycznie pisał o mieszkających tam Polakach, którzy znali język rosyjski lepiej niż ojczysty i chętniej się nim posługiwali.

[XII] Z krainy słońca, „Kurier Codzienny”, R.XVII:1886, nr 33, s. 1; vide G. Chatirichwili, Wiedza o kulturze i literaturze starogeorgiańskiej w XIX-wiecznej Polsce (m-pis), Warszawa, s.85, przypis 278, s. 298 (bibliografia).

[XIII] E. Strumph, Obrazy Kaukazu. Kartki z podróży, Warszawa 1900.

[XIV] Stopień kandydata nauk przyrodniczych otrzymał E. Strumph w 1897 r.

[XV] A. Woźniak, Edward Strumph (1873-1901), Siedlce 1988, s. 8.

[XVI] „Wędrowiec”, t. XXXIII:1879, s. 142.

[XVII] J. Reychman, Ze stosunków literackich polsko-gruzińskich w XIX w., „Przegląd Humanistyczny” R.1961, nr 3, s.124, przypis 35, odsyłający do notatki w „Gazecie Polskiej”, z 15 XII 1877.

[XVIII] Zapewne w tym okresie poznał Artur Leist współpracujących z tymi czasopismami wybitnych pisarzy polskich – Gomulickiego, Prusa, Sienkiewicza.

[XIX] A. Leist, Z Warszawy do Odessy. Szkice z podróży, Nad morzem, W stepie, „Kurier Codzienny” R.XVI:1880, nr 148, 168, 179; idem, Listy z podróży, I Odessa, II Z Odessy do Sebastopola, III Martwe miasto (Sebastopol), IV Bachczysaraj, V Jałta, „Kurier Codzienny” R.XVII: 1881, nr 149, 156, 166, 191, 240.

[XX] A. Leist, W ojczyźnie sonetów, „Gazeta Polska”, R.1882, nr.56; idem, Dążenia cywilizacyjne Gruzinów i Ormian, „Gazeta Polska”, R.1882, nr 66; idem, Literatura gruzińska, „Ateneum” R 1884, t. I, z. 3; idem, Dziennikarstwo na Wschodzie, „Wędrowiec” R. XXII:1884, nr 11, nr 12; idem, Hafiz, „Wędrowiec” R.XXIII:1885, nr 18.

[XXI] A. Leist, Do Kolchidy. Szkice z podróży, „Gazeta Polska” R. 1884, nr 189, 164, 172, 187, 188, 190-192.

[XXII] „Wędrowiec” R XXIV: 1886, nr 30, s. 363-364, nr 31, s. 363-364.

[XXIII] Współczesne Batumi. Leist był już w tym mieście w czasie swojej pierwszej podróży do Gruzji.

[XXIV] „Kraj”, R. V:1886, nr 10, s. 19.

[XXV] W roku 1887 profesor W. Nehring w „Przeglądzie Literackim”, dodatku do „Kraju” pisał o A. Leiście jako o „Polaku mieszkającym w Tyflisie”. Powoływał się na niego B. Baranowski, który niejednokrotnie podkreślał związki Leista z kulturą polską. Zob. B. Baranowski, Polskie zainteresowania z XVIII i XIX wieku kulturą Gruzji, Wrocław, Warszawa, Kraków , Gdańsk, Łódź, 1982, s. 59.

[XXVI] A. Moczchubaridze, Elisso. Opowiadanie z życia Czeczeńców, przełożył z gruzińskiego A. Leist, Warszawa 1887, dodatek do: „Kłosy” 1887, t. 44. W Gruzji A. Moczchubaridze pisywał pod pseudonimem Aleksandra Kazbeka (gruz. Aleksandre  Kazbegi).

[XXVII] A. Leist, Literatura ormiańska, „Ateneum” R. XII:1887, s. 448-516.

[XXVIII] Gruzja. Dzieje, (w:) Wielka encyklopedia powszechna i ilustrowana, t. XXV-XXVI, Warszawa 1900, s. 955-957; Literatura gruzińska, ibidem, s. 957-958; Gruzja (w:) Encyklopedia Powszechna S. Orgelbranda, t. VI, Warszawa 1900, s. 384-385.

[XXIX] Henryk Ułaszyn (1874-1956), znany językoznawca, na studiach w Kijowie i Krakowie zajmował się tematyką kaukaską, zwłaszcza zaś językiem i kulturą gruzińską. Owocem tych zainteresowań była praca
o kaukaskich badaniach Jana Potockiego. Recenzował też książkę Strumpha Obrazy Kaukazu, a jego odczyt o Gruzji publikowany był w krakowskim „Czasie”. Ukazał się też w formie nadbitki (H. Ułaszyn, Gruzja
i Gruzini
, Kraków 1901, nadb. z „Czasu”). O kaukaskich zainteresowaniach H. Ułaszyna pisał B. Baranowski, op.cit., s. 58-59. Zob. też A. Woźniak, Edward Strumph…op.cit., s. 3, 15, przyp. 60.

[XXX] Kazimierz Król (1853-1944), pedagog i działacz oświatowy, historyk literatury i oświaty. W latach dwudziestych XX w. przypominał w „Głosie Wschodu” dziewiętnastowieczną literaturę polską o Gruzji; prace Kazimierza Łapczyńskiego i Artura Leista. Był autorem poruszającej szeroki wachlarz zagadnień popularnej książeczki Gruzja. Opis kraju i jego dzieje, Warszawa 1924.

[XXXI] K. Król, Z piśmiennictwa polskiego o Gruzji, „Głos Wschodu”, R. 1924, nr 20, s. 2.

[XXXII] W Gruzji, Artur Leist (Szkice z Gruzji), (w:) Stefan Łaganowski, Przez lądy i morza, część druga wypisów geograficznych, pt. Ziemia w opisach i obrazach. Ameryka, Australia, Azja,  Afryka, Warszawa 1925, s. 264-271.

[XXXIII] K. Winiewicz, Literatura gruzińska, (w:) Wielka literatura powszechna, t. I Wschód – literatury klasyczne, pod red. S. Lama, Warszawa 1930, s.451-472. Autor artykułu, Kazimierz Winiewicz (ok. 1905-1940), syn poznańskiego księgarza i wydawcy, Bolesława Winiewicza, ukończył Uniwersytet Poznański jako magister filologii. Był lektorem języka greckiego na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Poznańskiego, uczył też greki w znanym gimnazjum K. Marcinkowskiego. Był członkiem honorowym Towarzystwa Orientalistycznego we Lwowie. Aresztowany przez Niemców jesienią 1939 r. przetrzymywany był w Forcie VIII w Poznaniu i tam zginął 6 I 1940 r. 

[XXXIV] J. Reychman, Ze stosunków literackich polsko-gruzińskich w XIX w., „Przegląd Humanistyczny”, 1961, nr 3, s. 121.

[XXXV] Ibidem, s. 122.

[XXXVI] Ibidem, s. 123-124. Wiadomość o pobycie Leista na Wołyniu zaczerpnął J. Reychman z notatki podpisanej Wołynianin z „Przeglądu Literackiego” t. III 1898, s. 16-17. W przypisie odsyłającym do tej notatki autor wysuwa przypuszczenie, że Leist zmarł przed rokiem 1898.

[XXXVII] J. Reychman, Arcydzieło Rustawelego w Polsce, „Przegląd Orientalistyczny”, 1966, nr 4, s. 283.

[XXXVIII] F. Bodenstedt, Erinerungen aus meinem Leben, (t)I, Berlin 1888, s. 299.

[XXXIX] J. Reychman, Friedrich Bodenstedt i Tadeusz Łada -Zabłocki, „Acta Philologica”, 1972, (nr) 4, s. 153.

[XL] Warszawa 1972, s. 245. Prof. J. Reychman zmarł w 1975 r.

[XLI] W. Kubacki, Malwy na Kaukazie, Warszawa 1969, s. 65.

[XLII] Idem, s. 294.

[XLIII] A. Woźniak, Dobry Europejczyk w Tyflisie. Śladami Artura Leista, „Pro Georgia” R.VII: 1998, s. 86-87.

[XLIV] B. Baranowski, op.cit., s. 59.

[XLV] Ibidem.

[XLVI] Ibidem, s. 59-62.

[XLVII] B. Baranowski, K. Baranowski, Polaków kaukaskie drogi, Łódź 1985, s. 117-118.

[XLVIII] A. Woźniak, O kaukaskich drogach Polaków, „Etnografia Polska”, t. XXXI: 1987, z. 1, s. 235.

[XLIX] A. Woźniak, Dobry Europejczyk.., op.cit. , s. 88.

[L] T. Piraliszwili, Artur Laisti (w:) A. Laisti, Sakartwelos guli, Tbilisi 1963, s. 286-297.

[LI] A. Woźniak, Dobry Europejczyk.., op.cit., s. 90.

[LII] Najbardziej owocna okazała się kwerenda w Gruzińskim Państwowym Muzeum Literatury (Sakartwelos Sachelmcipo Literaturuli Muzeumi - Artur Leisti Pondi) oraz w Bibliotece Muzeum J. Griszaszwili.

[LIII] W poszukiwaniach w Bibliotece Uniwersytetu Wrocławskiego, a także w Archiwum Państwowym we Wrocławiu bardzo dopomógł mi dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej - dr Stefan Kubów, a w nawiązaniu kontaktu z nim dr Andrzej Stawarz, wówczas dyrektor Muzeum Niepodległości w Warszawaie; obu serdecznie dziękuję. Pracownicy Biblioteki przeprowadzili wstępną kwerendę w zespole ksiąg kościelnych kościołów ewangelickich parafii wrocławskich, wyszukując w nich podstawowe wiadomości o rodzinie Leistów.

[LIV] P. Burchard, Węgry, Warszawa 1966, s. 140-143.

[LV] G. Bergmann, Der Verein für den Unterricht und die Erziehung Taubstummer und die Taubstummen - Anstalt zu Breslau..., Breslau 1894, s. 10, 31.

[LVI] Adressbuch der Haupt und Residenz Stadt Breslau, Breslau 1839, s. 149.

[LVII] Adressbuch... 1837, szp.21.

[LVIII] Zob. Schlesische Instanzien-Notiz... za lata 1843/44 do 1869.

[LIX] Od lat 50. żona Adolfa Leista używa już tylko swojego ostatniego imienia Amalia. Jej ojciec był raczej rzemieślnikiem wyrabiającym słomkowe kapelusze, niż producentem na przemysłową skalę.

[LX] Bericht über die Taubstummen - Unterrichts - und Erziehung - Anstalt zu Breslau für das Jahr 1869..., s. 3.

[LXI] Poszukiwania takie na moją prośbę prowadził prof. dr hab. Marek Czapliński, wieloletni dziekan
i prodziekan Wydziału Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego.

[LXII] A. Leist, Tagebuch..., op. cit. s.1.

[LXIII] Ibidem, s. 12-16.

[LXIV] Ibidem, s. 33.

[LXV] Ibidem, s. 35-37.

[LXVI] Por. np. A. Leist, Dążenia cywilizacyjne Gruzinów i Ormian, „Gazeta Polska” 1882, nr 66 z 24 marca.

[LXVII] W czasie pierwszego pobytu w Gruzji, wyjeżdżając z Ilią Czawczawadze do Saguramo Leist pisał: „Pożegnałem więc stolicę Gruzji, to miasto pałaców i pieśni, pożegnałem jego ogrody i salony - choć wiedziałem, że zatęsknię za nim, gdyż pobyt w Tyflisie był dla mnie jakby czarodziejskim karnawałem, czasem bezustannych uniesień, zabaw i bankietów”, A. Leist, Szkice z Gruzji, op. cit. s. 80.

[LXVIII] Adressbuch... 1890 r., s. 304.

[LXIX] Wywiad z T. Piraliszwili z 27 I 1987 r.

[LXX] W. Kubacki, op. cit. s. 20.

[LXXI] A. Leist, Szkice…, op.cit.,  s. 99-100.

[LXXII] N. Davies, R. Moorhouse, Mikrokosmos. Portret miasta środkowoeuropejskiego, Vratizlavia-Breslau-Wrocław, Kraków 2002, s. 331.

[LXXIII]  List pisany w Kamionce Koreckiej na Wołyniu (A. Woźniak, Dobry Europejczyk.., op.cit., s. 91.).

[LXXIV] A. Leist, Szkice…op.cit., s. 28

[LXXV] K. Gamsachurdia Rczeuli tchzulebani, t. VI, Tbilisi 1963, s. 515

[LXXVI] A. Woźniak Artur Leist, pisarz i uczony z pogranicza trzech kultur, (w:) Czas zmiany, czas trwania. Studia etnologiczne, pod red. J. Kowalskiej, S. Szynkiewicza i R. Tomickiego, Warszawa 2003, s. 295.

[LXXVII] Współczesne Batumi, miasto położone na terenie Gruzji nad Morzem Czarnym.

[LXXVIII] Po serii powstań przeciwko władzy Rosyjskiej, w 1864 r. Czerkiesi złożyli broń. Ceną pokoju miała być opuszczenie wybrzeży Morza Czarnego i emigracja do Turcji lub na Kubań. W wyniku przesiedleń ponad 90% ludności czerkieskiej zginęło lub zostało przesiedlonych do Imperium Osmańskiego.

[LXXIX] Współczesny Trabzon, miasto położone na terenie dzisiejszej Turcji nad Morzem Czarnym.

[LXXX] Po odkryciu ropy naftowej w Baku, Batumi stało się najważniejszym portem eksportującym ten surowiec z imperium Rosyjskiego.

[LXXXI] Tyflis – rosyjska nazwa Tbilisi, stolicy Gruzji obowiązująca w latach 1845-1936. 

[LXXXII] Czadra lub Czador – tradycyjny strój noszony przez kobiety w Persji (współ. Iran) zasłaniający całe ciało. Jest to forma przestrzegania hidżabu czyli muzułmańskiego, skromnego sposobu ubierania się.

[LXXXIII] Mingrelia – region w zachodniej Gruzji o dużym zróżnicowaniu klimatycznym. Stolicą regionu jest miasto Zugdidi ale ważną role pełni również port morski w Poti u ujścia rzeki Rioni. Mingrelia zwana była
w przeszłości Kolchidą i została uwieczniona w micie jako cel podróży Argonautów po złote runo.

[LXXXIV] Czerkiesi – naród z grupy Adygejskiej zamieszkujący północno-wschodnie wybrzeże Morza Czarnego. Po przesiedleniach z połowy XIX w. pozostało ich na terenie  Republiki Karaczajo-Czerkiesji ok. 60 tys. W XIX wieku określenie „Czerkiesi” było często stosowane w odniesieniu  do wszystkich ludów Kaukazu Północnego.

[LXXXV] Szaszka – rodzaj zakrzywionej, bezjelcowej szabli o rękojeści przypominającej z profilu głowę ptaka. Broń ta wywodzi się z Kaukazu a jej nazwa w języku kabardyjskim oznaczała „duży nóż”. W późniejszym okresie została przejęta przez Kozaków i inne formacje armii rosyjskiej.

[LXXXVI] Rzeka Rion (Rioni) –  największa rzeka zachodniej Gruzji o długoścu 327 km. Jej źródło znajdują się
w Górach Kaukazu w regionie Racha a uchodzi do Morza Czarnego.

[LXXXVII] Kindżał – rodzaj długiego noża (prostego lub zakrzywionego) wywodzącego się z Kaukazu. Jego nazwa jest pochodzenia gruzińskiego. Był powszechnie używany jako broń biała przez ludy kaukaskie a także
w Turcji i Persji. W późniejszym okresie został przejęty przez Kozaków i inne formacje armii rosyjskiej.

[LXXXVIII] Wino Kachetyjskie – rozsławiło wschodnią region kraju zwanego Kachetią. W dolinie rzeki Alazani panuje wyjątkowo sprzyjający klimat do uprawy winorośli, której początki sięgają nawet 8 tysięcy lat.
Z Kaukazu uprawa Winorośli rozpowszechniła się najpierw w Azji Mniejszej a potem Grecji i Italii. Do najbardziej znanych szczepów tego regionu należą Kindzmarauli, Saperawi i Tsinandali.

[LXXXIX] Kutaisi – miasto w zachodniej Gruzji, nad rzeką Rioni. Stolica regionu Imertii. W Starożytności miasto było stolicą Kolchidy i występuje w micie o Argonautach pod nazwą „Ai”. Miasto przechodziło zmienne koleje losu, było  stolicą Królestwa Gruzji, zostało zdobyte przez Turków by potem stać się stolicą Królestwa Imertii. W mieście znajduje się katedra Bagrati a nieopodal Klasztor Gelati, wpisane na listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego UNESCO. Współcześnie znajduje się tu gruziński parlament.

[XC] Imeretia – region w zachodniej Gruzji leżący w górnym dorzeczu rzeki Rioni, którego stolicą jest miasto Kutaisi.

[XCI] Przesmyk Suramski – Przełęcz Suramska (910 m n.p.m.) łączy Gruzję wschodnią i zachodnią. Jest to strategiczna przełęcz w Górach Suramskich lub Lichskich dzielących kraj na dwie części łącząc ze sobą grzebiety Małego i Wielkiego Kaukazu.

[XCII] Rzeka Kura (Mtkwari) – rzeka o długości 1364 km. Jej źródła znajdują się na Wyżynie Armeńskiej Turcji, by przełomem pokonać masyw Małego Kaukazu i zmierzać przez Gruzję i Azerbejdżan do Morza Kaspijskiego.

[XCIII] Friedrich von Bodenstedt (1819-1892), niemiecki pisarz  nauczyciel. Pracował w Moskwie i Tyflisie
a następnie odbył liczne podróże na Krym, Kaukaz, do Azji mniejszej oraz Turcji. Po powrocie do Niemiec opublikował szereg prac na temat Kaukazu m.in.:
Die Völker und ihre des Kaukasus gegen die Russen Freiheitskämpf i Tausend und ein Tag im. Orient a także tomik poezji zatytułowany Die Lieder des Mirza Schaffy który był bardzo dużym sukcesem wydawniczym.

[XCIV] Najstarsza dzielnica miasta u podnóża twierdzy Narikala.  Dzielnica ta architekturą nawiązywała do miast arabskich i dlatego była potocznie zwana „azjatycką”.

[XCV] W roku 1783 królestwo Kartlii-Kachetii na mocy traktatu giorgijewskiego przyjęło protektorat rosyjski. W roku 1801 r. królestwo zostało włączone do państwa rosyjskiego. Imertia – królestwo na zachodzie Gruzji zostało włączone do Rosji w 1810 r.

[XCVI] Potoczne określenie dzielnicy skupionej wokół placu Erywańskiego gdzie znajdowały się budynki administracji publicznej, pałac namiestnika i sobór katedralny. Przydomek zyskała dzięki architekturze budynków wybudowanych przeważnie w stylu eklektycznym.

[XCVII] Czamarka –  męski ubiór wierzchni w kroju zbliżony do kontusza. W XIX w. uważany za polski strój narodowy.

[XCVIII] Arba –  dwukołowy wóz.

[XCIX] Tatarzy – określenie które stosowano w stosunku do ludności tureckiej zamieszkującej tereny dzisiejszego Azerbejdżanu lub ogólnie jako określenie ludności muzułmańskiej.

[C] Lezgini – naród zamieszkujący pogranicze dagestańsko-azerbejdżańskie. Ze względu na liczebność,
w XIX w. określano tym mianem wszystkich mieszkańców Dagestanu. Lezgini zajmowali się głównie rolnictwem i rzemiosłem choć znani byli również z napadów na sąsiednie regiony Gruzji.

[CI] Chewsurowie – jedno z plemion gruzińskich zamieszkujący górski region Chewsureti, położony na północnym wschodzie kraju, przy granicy z Czeczenią. Wioski Chewsórów charakteryzowały się wyjątkową zabudową mieszkalno-obronną a poszczególne wsie miały charakter twierdz.

[CII] Frengi – wyrażenie oznaczające człowieka z Zachodu, Europejczyka.

[CIII] Zurna – instrument dęty wywodzący się z Anatolii, charakterystyczny dla krajów Bliskiego Wschodu
i Kaukazu.

[CIV] Lezginka – taniec pochodzenia kaukaskiego. Swoją nazwę wywodzi od narodu Lezginów zamieszkujących Dagestan. Lezginka występuje w wielu różnych wariantach i może być tańczona pojedynczo, w parach lub w grupie.

[CV] Narikala – Twierdzę założono w IV w. i nazwano „Twierdzą Zazdrości”. W okresie najazdu Mongołów twierdza otrzymała miano Narin Kala tj. „Mała Twierdzą”. Pod tą nazwą przetrwała do dziś ulegając licznym modernizacjom w następnych wiekach.

[CVI] Szota Rustaweli (1172-1216), gruziński poeta, autor epopei narodowej Rycerz w tygrysiej skórze. Pochodził prawdopodobnie z miasta Rustawi. Odebrał staranne wykształcenie w akademiach Gelati
i Ikalto a później w Bizancjum. Po powrocie do ojczyzny był skarbnikiem królowej Tamary, która miała stać się inspiracją dla bohaterki jego dzieła Tinatiny. W późniejszym okresie Szota Rustaweli wyjeżdża do Jerozolimy gdzie zachował się fresk z jego podobizną. Tam też umiera. Poemat stal najwybitniejszym dziełem gruzińskiej literatury a sam autor po dziś dzień cieszy się niesłabnącym uznaniem. Utwór przetłumaczono na ponad 50 języków. W XIX w. kilkakrotnie tłumaczono jego fragmenty na język polski, jednakże całościowe tłumaczenie wydano dopiero w drugiej połowie XX w.

[CVII] Królowa Tamara (1166-1213), gruzińska władczyni pochodząca z dynastii Bagratydów. Córka Króla Jerzego III i prawnuczka Dawida IV Odnowiciela. Za jej panowania państwo gruzińskie przeżyło swój „złoty okres”. Dzięki sile oręża państwo gruzińskie znacząco rozszerzyło swoje granice a wpływy władcy sięgały terenów dzisiejszej północnowschodniej Turcji czy północnego Iranu. Gruzja stała się regionalną potęgą dzięki czemu nastąpił okres pokoju. Za czasów panowania Królowej Tamary wybudowano lub modernizowano wiele Katedr. Najsłynniejszym dziełem stał się wykuty w skałach monastyr
w miejscowości Wardzia. Prężnie rozwijała się nauka i sztuka. Do największych dzieł tego okresu należy narodowa epopeja Rycerz w tygrysiej skórze, autorstwa Szoty Rustawelego. Po śmierci władzę przekazała na ręce swojego syna Jerzego IV. W uznaniu zasług oraz pobożnego życia, uznano ją za świętą Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego.

[CVIII] Czunguri – instrument muzyczny z grupy strunowych szarpanych posiadający 4 struny. Spotykany na Kaukazie w Iranie i Anatolii od XII do XVI w.

[CIX] Tołumbasza – Tamada jest osobą prowadzącą gruzińską ucztę zwaną Supra i mistrzem toastów. To zaszczytne stanowisko piastuje zwykle głowa rodziny lub inny mężczyzna o odpowiednich umiejętnościach.

[CX] Jerzy (Giorgi)  Eristawi (1813-1864), gruziński pisarz, poeta i twórca nowoczesnego  teatru gruzińskiego.

[CXI] Herakliusz II (ur. 1720 – zm. 1798), przedostatni król  Gruzji z dynastii Bagratydów. W 1783 r. oddał Gruzję pod protektorat Rosji.

[CXII] Katedra Sioni – jedna z najważniejszych świątyń Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego założona przez Króla Wachtanga Gorgasala. W świątyni znajduje się krzyż z winorośli św. Nino Oświecicielki Gruzji, jedna z najważniejszych gruzińskich relikwi.

[CXIII] Wachtang Gorgasal (431-510), król Kartlii, legendarny założyciel Tbilisi, bohater wojen z Persami
i święty Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego dla którego skutecznie zabiegał o autokefalię. Swój przydomek „Wilcza głowa” zawdzięczał wizerunkowi wilka na hełmie budzącym strach wśród wrogów.

[CXIV] Dżelal ad-din Manguberti (1199 – 1231), ostatni władca Imperium Choremijskiego z dynastii Anusztigina. W 1225 r. jego wojska pokonały Gruzinów w bitwie pod Garni a następnie w kolejnym roku zajeły Tbilisi. Zgodnie z zachowanymi przekazami rozkazał zburzyć katedrę Sioni i na jej miejscu rozstawić namiot z którego wydawał rozkazy.

[CXV] Tymur (1336-1405) zwany Timrem Chromym, Tamerlanem lub Timurem Kulawym. Twórca ogromnego Państwa na obszarze Azji Środkowej a także Bliskiego Wschodu. Założyciel dynastii Timurydów panującej w Azji Środkowej i Persji.

[CXVI] Ismael I  (1487-1524), Szach perski w latach 1501 – 1524, założyciel dynastii . W roku 1522 wojska perskie wtargnęły do Kartli i zajeły Tbilisi. Po śmierci Szacha miasto zostało zdobyte przez Dawida X.

[CXVII] Święta równa apostołom Nina Oświecicielka Gruzji (ok. 268 - ok. 335), prawdopodobnie pochodziła
z Kapadocji. Po długiej podróży przybyła na tereny Gruzji w poszukiwaniu szaty Jezusa Chrystusa która miała znajdować się w Mcchecie. Dzięki pobożnemu życiu zyskała sobie szacunek miejscowej ludności
a cuda które zdziała spowodowały przyjęcie chrześcijaństwa przez króla Iberii Miriama.

[CXVIII] W roku 1811 Gruziński Kościół Prawosławny został pozbawiony autokefalii i włączony w skład Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego.

[CXIX] Cerkiew św. Dawida na górze Mtatsminda została wzniesiona w XIX w. na miejscu dawnej pustelni św. Dawida. Współcześnie narodowy panteon Gruzji.

[CXX] Alesander Gribojedow (1795-1829),  rosyjski pisarz i dyplomata. Po otrzymaniu starannego wykształcenia był ochotnikiem w armii carskiej, a później urzędnikiem Kolegium Spraw Zagranicznych.
W 1818 r. otrzymał stanowisko sekretarza rosyjskiej misji dyplomatycznej w Persji a następnie w sztabie namiestnika Kaukazu. Po powrocie do Moskwy i Petersburga był podejrzany o udział w spisku dekabrystów. Po uwolnieniu powrócił na Kaukaz w 1828 r. Wstępuje w związek małżeński z Niną Czawczawadze, córką Aleksandra. Tego samego roku zostaje mianowany pełnomocnym ministrem-rezydentem w Teheranie. Niedługo po objęciu stanowiska, wzburzony perski tłum napadł na rosyjską misję zabijając wszystkich jej członków. Ciało Aleksandra Gribojedowa zgodnie z jego życzeniem zostało sprowadzone do Tyflisu i pochowane na górze Mtacminda u stóp monastyru św. Dawida. Pochówek ten dał początek stworzeniu narodowego panteonu gruzińskiego w tym miejscu. Obecnie są tam pochowani wybitni przedstawiciele gruzińskiego narodu.

[CXXI] Ormianie w Tyflisie – stanowili w różnych okresach od 30 do 70 % populacji miasta i stanowili trzon zamożnego mieszczaństwa. Tbilisi zamieszkiwało: w 1817 r. 11,2 tys. Ormian co stanowiło 75,6% całej populacji miasta. W 1864 r. było ich już 28,5 tys. co stanowiło 47,4% ludności miasta. W 1876 roku 37,6 tys. czyli 41% mieszkańców. W 1899 r. 63,3 tys. co stanowiło 36,4% populacji miasta.

[CXXII] Hajek lub Hajk, legendarny bohater i twórca narodu ormiańskiego. Od jego imienia pochodzi nazwa Armenii – Haajastan.

[CXXIII] Karawanseraj- miejsce postoju karawan kupieckich charakterystyczne dla państw bliskiego wschodu.
W budynku znajdowały się mieszkania dla kupców, magazyny oraz sklepy w których odbywał się handel towarem w ilościach hurtowych.

[CXXIV] Nerses IV Šnorhali zwany Wdzięcznym (1098-1172), katolikos Wielkiego Domu Cylicyjskiego. Twórca poematu lirycznego „Jezus, Syn jedyny Ojca” uważanego za jedno z arcydzieł średniowiecznej epiki europejskiej. Dzieło przyczyniło się do ożywienia literackiego języka ormiańskiego. 

[CXXV]  Grzegorz z Nareku (944-ok. 1010), ormiański poeta i uczony i filozof, święty Kościoła ormiańskiego.  Jest twórcą „Księgi śpiewów żałobnych” klasycznego dzieła literatury ormiańskiej.

[CXXVI] Charczatur Wartapet – osoba niezidentyfikowana.

[CXXVII] Hakob Melik Hakobian (1835-1888), ormiański pisarz, twórca ormiańskiej powieści historycznej. Jego najbardziej znane dzieło to Khentâ (Głupiec).

[CXXVIII] Dzerenc – osoba niezidentyfikowana.

[CXXIX] Perch Proshyan (1837-1907), ormiański pisarz i nauczyciel, uważany za jednego z ojców współczesnej powieści ormiańskiej.

[CXXX] Chaczatur Abowian (1809-1848), ormiański pisarz, działacz społeczny. Jeden z ojców współczesnej ormiańskiej literatury. Najbardziej znany z powieści Verk Hayastani (Rany Armenii) pierwszej napisanej we współczesnym języku ormiańskim.

[CXXXI] Ghazaros Aghayan (1840-1911), ormiański pisarz, poeta i działacz społeczny.

[CXXXII] Adamian – osoba niezidentyfikowana.

[CXXXIII] Iwan Konstantynowicz Ajwazowski (1817-1900), rosyjski malarz pochodzenia ormiańskiego znany
z pejzaży morskich.

[CXXXIV] Adarnase I, książe Iberii w latach 627- 642.

[CXXXV] Katolikos – tytuł patryjarchów Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego oraz Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego.

[CXXXVI] Bagratydzi – dynastia panujaca w Gruzji w latach 809-1800 oraz w Armeni w latach 861-1045. 

[CXXXVII] Bagrat III (ur. Ok. 960 r. – zm. 1014 r.), gruziński władca z dynastii Bagratydów. Król Abchazów
a od 1008 r. król zjednoczonego państwa gruzińskiego. Jako władca umacniał władzę królewską nad wszystkimi gruzińskimi terytoriami i był fundatorem wielu cerkwi i klasztorów, w tym Katedrę Bagrati
w Kutaisi.

[CXXXVIII] Dawid IV Odnowiciel (1073-1125), gruziński władca z dynastii Bagratydów. Wstąpił na tron
w wieku szesnastu lat gdy kraj był spustoszony i uzależniony od Turków Seldżuckich. Dzięki talentowi wojskowemu i administracyjnemu przezwyciężył opór niechętnych mu możnowładców. Systematycznie jednoczył ziemie gruzińskie i uniezależniał się od władzy tureckiej. Ostatecznie ich władza upadła po decydującej bitwie pod Didigori w 1121 kiedy to pokonał liczniejszą armie muzułmańską. Król Dawid wspierał odbudowę państwa i dlatego uzyskał przydomek „odnowiciela” lub „budowniczego”. Był fundatorem licznych cerkwi i monastyrów w tym monasteru w Gelati nieopodal Kutaisi, który stał się centrum życia duchowego i naukowego Gruzji. Po swojej śmierci tam też został pochowany. Od XIII wieku w uznaniu jego zasług oraz pobożnego życia, uznano go za świętego Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego.

[CXXXIX] Nestar-Daredżan – bohaterka gruzińskiego eposu Rycerz w tygrysiej skórze, autorstwa Szoty Rustawelego.

[CXL] Królowa Rosudana (1194-1245), gruzińska królowa z rodu Bagratydów, córka królowej Tamary.
W czasie swojego panowania Gruzja padła ofiarą najazdów Mongołów. Po jej śmieci Państwo zostało podzielone na dwie części, wschodnią i zachodnią.

[CXLI] Demetriusz I (1386-1446) znany jako Aleksander I Wielki, gruziński władca z dynastii Bagratydów. Jego panowanie wiązało się z intensywnymi próbami restauracji kraju po najazdach turecko mongolskich.
Po jego śmierci władze w kraju przejęli jego synowie jako władcy Kachetii , Imereti i Kartli.

[CXLII] Aleksander Czawczawadze (1786-1846), gruziński arystokrata, działacz społeczny, poeta i generał
w służbie rosyjskiej.  Był utalentowanym literatem i jednym z twórców gruzińskiego romantyzmu.

[CXLIII] Mikołaj (Nikoloz) Baratszwili (181-1844), jeden z najwybitniejszych gruzińskich poetów, skutecznie łączył romantyzm z gruzińską literaturą. Zmarł młodo pozostawiając niewielką liczbę utworów, wpisały go pośmiertnie w poczet najwybitniejszych gruzińskich poetów.

[CXLIV] Child Harold – bohater poematu autorstwa Georga Byrona ,,Wędrówki Childe Harolda” (ang. Childe Harold's Pilgrimage) ważnego utworu literatury romantycznej. Wykreowany typ postaci przeszedł do historii jako bohater bajroniczny.

[CXLV] Eliasz (Ilia) Czawczawadze (1837-1907), gruziński działacz społeczny, poeta, święty Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego. Odebrał staranne wykształcenie w Rosji a następnie pracował w administracji na terenie Gruzji. W swojej twórczości i postępowaniu łączył ideały chrześcijańskie z ideą równości społecznej. Był mocno zaangażowany w pracę na rzecz edukacji i krzewienia kultury narodowej. Został zabity w 1907 r. W 1987 r. uznany za świętego Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego.

[CXLVI] Aragawa lub Aragawi rzeka we wschodniej Gruzji o długości 112  km. Powstaje z połączenia dwóch rzek Białej Aragawi i Czarnej Aragawi. W mieście Mccheta wpada do rzeki Mtkwari. Doliną rzeki Aragawi prowadzi Gruzińska Droga Wojenna.

[CXLVII] Mccheta – miasto we wschodniej Gruzji położone u zbiegu rzek Aragawi i Kury (Mtkwari). Powstanie
i rozwój zawdzięczało dogodnej lokalizacji na szlaku handlowym łączącym Wschód z Zachodem. Jedno
z najstarszych miast Gruzji oraz historyczna stolica kraju. Siedziba władz Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego. Miasto wraz z Katedrą Sweti Cchoweli oraz Monastyrem Dżwari zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

[CXLVIII] Michaił Lermontow, Mcyri (Laik klasztorny), 1840 r.

[CXLIX] Monastyr Dżwari (Krzyża) w Mcchecie, stolicy królestwa Iberii. Położony jest na najwyższym wzniesieniu miasta u zbiegu rzek Mtkwari i Aragawi. Jego początki związane są z chrystianizacją Gruzji
i świętą Nino. W miejscu dzisiejszej świątyni wznosił się podobno drewniany krzyż  ustawiony przez Króla Miriana. Po śmierci św. Nino wzniesiono tam świątynie która stała się popularnym celem  pielgrzymek.

[CL] Kazbek (5033 m. n.p.m.) – jeden z najwyższych szczytów Kaukazu. Nieopodal szczytu przebiega Gruzińska Droga Wojenna. W XIX w. uważany za najwyższy szczyt Kaukazu.

[CLI] Mirian III król Iberii (III/IV), gruziński władca, który w 317 r. przyjął chrzest i ustanowił chrześcijaństwo religią państwową.

[CLII] Dioklecjan (ok 244 – 316), cesarz rzymski, w 303 r. rozpoczął prześladowania chrześcijan.

[CLIII] Tirydates III (250-330), władca Armenii zwany również Tiyrdatesem Wielkim. W 301 r. ustanowił chrześcijaństwo religią państwową w kraju.

[CLIV] Bożek Armaz – najważniejszy bóg mitologii gruzińskiej. Znany również w Armenii gdzie był zwany Aramadd.

[CLV] Wykonany z winorośli Krzyż św. Nino znajduje się obecnie w Katedrze Sioni w Tbilisi.

[CLVI] Sobór Nicejski zwołany w 325 r. był pierwszym soborem powszechnym biskupów chrześcijańskich.

[CLVII] Signagi – miasto w regionie Kachetii we wschodniej Gruzji. Współcześnie stolica prowincji o tej samej nazwie.

[CLVIII] Ałazańska dolina – dolina rzeki Alazani w regionie Kachetii we wschodniej Gruzji. Słynie z doskonałego klimatu do uprawy winorośli.

[CLIX] Abbas I Wielki (1571-1629), szach perski z dynasti Safawidów. W roku 1615 wojska perskie spustoszyły klasztor Garedżański. 

[CLX] Dawid Garedża – kompleks klasztorny położony w południowo-wschodniej Gruzji, przy granicy
z Azerbejdżanem.

[CLXI] Elbrus – najwyższy szczyt Kaukazu o charakterystycznych dwóch szczytach Zachodnim (5642 m n.p.m.) oraz Wschodnim (5621 m n.p.m).

[CLXII] Właściwie Bagrat II król Imereti (1439-1478) i Gruzji.

[CLXIII] Właściwie Aleksander II król Imereti ( zm. 1510) i Gruzji.

[CLXIV] Właściwie Bagrat III król Imereti  (1495–1565).

[CLXV] Właściwie Aleksander III król I Imereti (1609 – 1660).

[CLXVI] Bagrat V król I Imereti (1647-1681),  skomplikowane losy władcy najlepiej oddają lata jego panowania: 1660–1661, 1663–1668, 1669–1678, 1679–1681).

[CLXVII] Vakhtang Tchutchunashvili (zm. 1668), uzurpator tronu królestwa Imeretii w latach (1660-1661, 1668)

[CLXVIII] Achalciche lub Achalcyche – miasto w zachodniej Gruzji, stolica prowincji Samcche-Dżawachetii.

[CLXIX] Archil z Imertii (1661–63, 1678–79, 1690–91, 1695–96, 1698), król Kachetii zaangażowany w wojny o zdobycie panowania nad Królestwem Imertii. Wieloletnie starania nie przyniosły skutków i władca udał się na emigrację do Rosji.

[CLXX] Król Salomon Wielki (1735-1784), król  Imeretii z dynastii Bagratydów.

[CLXXI] Salo­mon II Wielki (1772-1815),  ostatni król  Imeretii z dynastii Bagratydów.

[CLXXII] Mojżesz z Choneli, gruziński poeta autor utworu Amiran-Daredżaniani.

[CLXXIII] Joane Szawteli, gruziński poeta żyjący na przełomie XII i XIII w. Autor powieści typu łotrzykowskiego pt.: Abdulmesia (Niewolnik Mesjasza).

[CLXXIV] Sargis z Tmogwi lub Sargis Tmogweli, gruziński poeta z XII w.

[CLXXV] Wachtang VI (1675–1737), król Kartli znany z działalności kulturalnej i naukowej.  Dzięki jego staraniom po raz pierwszy wydano drukiem gruzińską epopeję Rycerz w tygrysiej skórze, Szoty Rustawelego.