POEZJE

 

TADEUSZA

 

xDY-ZABΜCKIEGO


Tadeusz ζda Zab這cki

Poezje

 

Publikacja sfinansowana w ramach projektu

Biblioteka Kaukaska

pod kierownictwem

ks. dr. hab. J霩efa Wo販za雟kiego, prof. UPJPII

 

finansowanego przez

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wy窺zego

w ramach

Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki

 

 

 

Przepisanie

mgr Weronika G鉍erz

Opracowanie:

mgr Weronika G鉍erz i mgr Grzegorz Gilewski

Wst瘼em opatrzy豉

dr Danuta Ossowska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Uniwersytet Papieski Jana Paw豉 II w Krakowie

Krak闚 2013
Spis treci

 

Wst瘼, Tadeusz ζda-Zab這cki poeta kaukaski

 

POEZJE PIERWSZEGO OKRESU

 

 

Hymn do Boga, myl z Thompsona

Wilja, Elegja

Do urojenia

Do mojej wynionej dziewicy

Do Piotra Dubrowskiego, Pos豉nie

Do J. Lewickiego

Eden

Noc w mojej m這doci, Elegja

Do marz鉍ej

Do Przyjaci馧, pie przy winie

Mi這 i zemsta Poety, Elegja

Do Dwiny, Elegja

Na mier A. Linowieckiego, Elegja

Czucie jesienne, Duma

Do W. G.R

Wezwanie, Elegja

Do鹵雟kie jezioro, Elegja

W Imionniku w kszta販ie serca zrobionego

 

 

POEZJE DRUGIEGO OKRESU

 

 

Okolice Witebska, Poemat opisowy

Objanienia

Do Boga

Dwaj Anio這wie, Fantazja

Poeta

Wiecz鏎, Elegja

Do Olesi Sobolewskiej

Dzie szesnastego Maja. Elegja

Duchy, Fantazja

Do Ksi篹yca, Elegja

Duma nocna

Do J霩efata Jachymowicza, Pos豉nie

Na Nowy Rok, Elegja

Stanza

Luizie Wrehe, piekarce Witebskiej

Do mojego opieku鎍zego Genjusza

NALADOWANIA I TΣMACZENIA Z RO烤YCH OKRES紟

Palma, Elegja, naladowana z ang. Felicji Homans

Jezioro Strasznego b這ta, ballada z Tomasza Moorea

Do r鏚豉, nal. z Hiszpa雟kiego

Elegja druga do Thyrzy, z Bajrona

Elegja trzecia do Thyrzy, z tego

Do Melpomeny, z Horacjusza

S豉wa, do Poety, z Lamartinea

Kilka pieni gminnych Romelijskich, t逝m. za pomoc P. Chi盥eu

Objanienia do piosnek Romelijskich

 

 

POEZJE TRZECIEGO OKRESU

 

PISANE ZA KAUKAZEM

Do mojej Matki

Do brzozy g鏎ach Kaukazkich

Duma nad brzegiem morza Kaspijskiego

Do M***

Do W豉dys豉wa Strzeleckiego

Do Niizy

Nad morzem Azowskiem

Do Zary

Do wieczornej gwiazdy

W Imionniku

Zdrowie Dymitra Demidowa, Improwizacja

Dumka

Toast w czasie burzy

Romans

Ach, czas ju, czas!

Wiersz pisany Dwodziestego Listopada

Dumka

Widok Szyrwanu z Szemachy雟kiej g鏎y

Noc przed bitw

Lezginka, na n鏒 ta鎍a Lezgi雟kiego

Sonet

Pami璚i Zenona M - skiego

Na mier Feliksa Ordy雟kiego

Puszczajcie mi!

Do J. H

Przylot Anio豉, Fantazja

Do G鏎alki

Rusa趾a Tereku

Poranek w g鏎ach

Na stepach Kaukazkich, Duma

Wspomnienie

Sprzeczno

Na wiercho趾u G鏎y . Krzy瘸

Chmurki

Piosnka z Perskiego

Nad Arakw

Kadora

Alaza雟ka dolina. Elegja

Do Zary modl鉍ej sie

Dwa Obrazy

 

TΣMACZENIA

 

 

Rudiger, ballada z Roberta Southey

We precz te usta, z Szekspira

Czara, z gruzyjskiego

Melodja hebrajska, Bajrona

Druga Melodja hebrajska, tego

Oh! my lonely-lonely-lonely pillow!

Sprzeczka, z Al-Koranu

G鏎a Atlas, z Wikt. Hugo

Ephimecides, z Ewar. Parny

Pie mi這sna Czerkieska, z Colleridgea

Melodja Irlandzka, z Moorea

Druga z tego

 

Przypisy

 

 

 

 


 

Wst瘼

 

Tadeusz ζda-Zab這cki poeta kaukaski

 

Petersburskie wydanie poezji, wprowadzaj鉍e w 篡cie literackie ma這 komu znanego wtedy poet-zes豉鎍a, mia這 by zapowiedzi chwalebnej przysz這ci - okaza這 si ostatnim akordem jego 篡cia - dwa lata pniej Zab這cki ju nie 篡. Kr鏒ki b造sk chwa造 i po nim czarna dziura zapomnienia. Dla Karola Wiktora Zawodzi雟kiego, kt鏎y w powojennych latach wydobywa poet z niebytu, r鏚貫m informacji - niemal瞠 jedynym - by w豉nie petersburski tom. Mocno brzmi鉍ego tytu逝: W stulecie romantycznego tomu poezji[I] (rocznice to przywilej dzie wybitnych), u篡 z 瘸rtobliw przekor, nie maj鉍 pewnoci, jakiej miary u篡 dla oceny wartoci dorobku Zab這ckiego. Pad這 wtedy nawet okrelenie - poezja wznios貫go bana逝. Artyku Marii Janion, nawi頊uj鉍y tytu貫m do stylistyki Zawodzi雟kiego, Rozbitych harf niedom闚iony dwi瘯. W stoczterdziestolecie romantycznego tomu poezji[II] t w豉ciw miar odnajduje. Metafora gwa速ownie przerwanych, niedom闚ionych pieni kieruje uwag ku losom ich autor闚 i okolicznociom, kt鏎e ten dramat powodowa造. Zatem o sensie tw鏎czoci Zab這ckiego, (tak瞠 innych kaukazczyk闚) i o jej wartoci przes鉅za fakt, 瞠 by豉 ona zar闚no wiadkiem jak i wsp馧tw鏎czyni historii 篡cia narodowego.

Ci鉚 wydarze w biografii poety uk豉da si w wielu szczeg馧ach w pewien charakterystyczny wz鏎 zachowa patriotycznych m這dych ludzi z okresu poprzedzaj鉍ego powstanie listopadowe i z lat mi璠zypowstaniowych. Pocz靖kiem zawsze by wewn皻rzny bunt, niemo積o pogodzenia si z warunkami 篡cia narzuconymi przez w豉dze zaborcze, po czym nast瘼owa etap manifestowanej r騜nie kontestacji, na kt鏎 w豉dze rosyjskie reagowa造 stanowczo, i cz瘰to ponad miar ostro. W konsekwencji wi璚 kara stawa豉 si aktem inicjacji w doros貫 篡cie, a ekspiacja form pr鏏y charakteru.

 

Pochodzi Zab這cki z osiad貫j na Witebszczynie rodziny szlacheckiej, piecz皻uj鉍ej si herbem ζda, st鉅 zapewne bra豉 si dwucz這nowo jego nazwiska[III]. Historycy literatury d逝go nie znali podstawowych fakt闚 z jego biografii, poczynaj鉍 od daty i dok豉dnego miejsca urodzenia, a ko鎍z鉍 na przyczynach, dla kt鏎ych znalaz si na Kaukazie. D逝go autor Poezji by postaci tajemnicz, a przy tym intryguj鉍 przede wszystkim z powodu kaukaskiego w靖ku biografii. Dop鏦i nie udost瘼niono rosyjskich archiwali闚, pisz鉍y o Zab這ckim niejako skazani byli na przypuszczenia, st鉅 wiele fa連zywych, czasami sensacyjnie brzmi鉍ych informacji, wielokrotnie pniej prostowanych i uzupe軟ianych[IV]. Pierwszy po moskiewskie dokumenty archiwalne si璕n像 Mark Polakow, ale tylko w zakresie, kt鏎y wi頊a si z opisem lat studenckich Wissariona Bieli雟kiego. Zab這cki studiowa na tym samym wydziale, co pniejszy wielki krytyk rosyjski; utrzymywali z sob bliskie kontakty. Pozwoli這 to w 1954 roku Janowi Reychmanowi na rozwi頊anie pewnych niejasnoci wok馧 osoby Zab這ckiego[V]. Dopiero jednak publikacje rosyjskich historyk闚 W豉dimira Djakowa i Aleksieja Nagajewa dope軟i造 znacz鉍o obraz ca這ci[VI], cho nie bez pewnego ale. Dokumenty przez nich odkryte, to czciowe odpisy akt ledztwa, orygina堯w dot鉅 nie odnaleziono.

S這wnik Wiktorii liwowskiej[VII] jako dat urodzenia podaje rok 1811 (inne r鏚豉 wymieniaj r騜ne lata mi璠zy rokiem 1809 a 1813), w pracy Doroty Samborskiej-Kuku po raz pierwszy pojawi造 si dodatkowe dane. Wed逝g nich by Zab這cki synem Hilarego i Agafii z Szymanowskich, urodzonym w 1811 roku, pochodzi z ㄆhinowa (pow. sie雟ki, gub. mohylewska)[VIII].

O kolejnych etapach jego 篡cia pocz預szy od roku 1831, w kt鏎ym uko鎍zy gimnazjum bazylian闚 w Witebsku, a po mier w sierpniu 1847 roku w Kulpach u podn騜a Araratu na granicy tureckiej (Armenia) wiemy dzi znacznie wi璚ej. Przez te wszystkie lata podlega Zab這cki nadzorowi pa雟twa rosyjskiego, cile b璠鉍 uzale積iony od decyzji jego w豉dz. Zwierzaj鉍 si z tej udr瘯i gruzi雟kiemu przyjacielowi Micha這wiTumaniszwilemu okreli to tak: Nie jestem niczym innym, jak tylko maszyn wprawian w ruch obc r瘯[IX]. Jest wi璚, cho dalece niepe軟a, biografia oficjalna, kt鏎 wytworzyli mu, pos逝guj鉍 si zgromadzonymi przez siebie dokumentami carscy urz璠nicy[X], s fragmenty biografii prywatnej, jak tworz szcz靖ki ocala貫j korespondencji ζdy-Zab這ckiego z Tumaniszwilim, J霩efem Ignacym Kraszewskim oraz Romualdem Podbereskim i inne lady jego kontakt闚 bezporednich z postaciami rodowisk, w kt鏎ych przebywa; i jest rodzaj domylnego autoportretu wyprowadzanego z poetyckich obraz闚. Z nich wszystkich mozolnie i z b喚dami rekonstruuje si zarys ca這ci obrazu.

Wracaj鉍 jednak do biograficznej faktografii - jako szczeg鏊nie uzdolniony, wyr騜niaj鉍y si ucze witebskiego gimnazjum, rekomendowany przez kuratora bia這ruskiego okr璕u szkolnego, zosta w 1831 roku na koszt pa雟twa skierowany na studia uniwersyteckie. Jesieni tego roku podj像 nauk na wydziale filologicznym Uniwersytetu Moskiewskiego, sk鉅 po dwu latach zosta usuni皻y. Aresztowano go w czerwcu 1833 roku w Moskwie i tam osadzono w wi瞛ieniu, potem przeniesiony zosta do Witebska. Pocz靖ek tzw. sprawie Zab這ckiego da這 doniesienie, kt鏎e otrzyma mohylewski gubernator cywilny o znalezieniu w miejscowoci Czausy kartki z tekstem piosenki w j瞛yku polskim, wzywaj鉍ej niezwykle gniewnie i buntowniczo do wyst雷ienia przeciw carowi i Rosji. Zaraz po tym t sam pie odkryto w Witebsku. Zaczyna豉 si od apostrofy i wezwania:

M這dy Lachu, gdzie tw鎩 ko,

M這dy Lachu, gdzie twa bro?

[....]

Siod豉j konie, rzucaj dom,

Bo przyjaciel, bo brat tw鎩

Toczy z wrogiem krwawy b鎩.

Ko鎍zy豉 za bluniercz tyrad:

Piek貫m dla nas car闚 tron,

Na nim teraz siedzi czart

Szubienicy ledwie wart.

Zemsta, bracia, albo zgon![XI]

W pe軟ej napi璚ia atmosferze politycznej, jak stymulowa造 represje po upadku powstania listopadowego i r闚noczenie nadzieja na odzyskanie wolnoci, tego rodzaju sygna造 w豉dze guberni zachodnich traktowa musia造 bardzo powa積ie. ledztwo potwierdzi這 nieprawomylne zachowania Zab這ckiego w okresie nauki w witebskim gimnazjum i kontynuacj tej dzia豉lnoci w okresie moskiewskich studi闚. Autorstwa cytowanego wy瞠j agitacyjnego tekstu napisanego w 1831 roku nie ustalono w闚czas, ale wsp馧czesne badania wykaza造, 瞠 wyszed spod pi鏎a ζdy-Zab這ckiego i mia bardzo rozleg章 recepcj; znajdowano go mi璠zy innymi u polskich zes豉鎍闚 na Syberii.

Dochodzenie trwa這 d逝go, w konsekwencji obwinieni, wr鏚 nich Zab這cki i jego witebski przyjaciel Zenon Micha這wski, stan瘭i przed s鉅em w po這wie 1835 roku. Wyrok zapad w maju 1837 roku i brzmia: za dopuszczenie si obrazy majestatu cesarskiego zuchwa造mi s這wami we w豉snor璚znie napisanych listach i przechowywanie podburzaj鉍ych wierszy, pozbawi wszystkich praw maj靖kowych i zes豉 na roboty kator積icze. Ostatecznie Miko豉j I z豉godzi pierwotne orzeczenie s鉅u i zatwierdzi wyrok skazuj鉍y Zab這ckiego i Micha這wskiego na kar wcielenia jako szeregowc闚 do Korpusu Kaukaskiego na okres 24 lat[XII].

Dodajmy, 瞠 przywo造wani wy瞠j historycy rosyjscy nie traktuj opozycyjnych zachowa Zab這ckiego z tego okresu za przejaw incydentalny, wprost przeciwnie - odkrywaj liczne lady powi頊a 章cz鉍ych go z konspiracyjnymi ruchami wolnociowymi polskimi i rosyjskimi lat po powstaniu listopadowym.

W poezji drugiego okresu pojawia si motyw pot瘼iaj鉍ych oskar瞠 ze strony najbli窺zego otoczenia (Stanza; Do J霩efata Jachymowicza), co wiadczy o braku akceptacji dla szale鎍a i ci篹kiej psychicznie atmosferze, w kt鏎ej oczekiwa na wyrok:

Wtenczas by wi璚ej 瘸lu mi przyczyni

Wo豉li ludzie: on godzien tej kary!

Ty jedna tylko nie mia豉 obwini

Serca, co krwawe ponios這 ofiary. (Stanza. Do N... P... T...eff)[XIII]

Motyw ten wraca w utworze z kaukaskiego okresu w formie nawi頊ania do mitu Prometeusza, (Do N. P. T. Z Kaukazu 8 sierpnia 1842, Ojsungur w W. Czeczni); nie umieszczono go jednak w tomie poezji:

Swoi mi nie poznaj a obcy przechodzie

Powistuje z umiechem szyderczym weso這,

I m闚i po kryjomu: Oto j璚zy zbrodzie

Wpleciony w katuszy ko這![XIV]

S逝瘺 wojskow rozpocz像 w 1837 roku w Taganrogu, jesieni tego roku by ju w Tyflisie (obecne Tbilisi). Wcielono go do Kaukaskiego Batalionu Saper闚. Miejscem, do kt鏎ego powraca po zako鎍zeniu wojennych wypraw by Tyflis. Tu najwyraniej od篡wa, pisa, t逝maczy, uczy si miejscowych j瞛yk闚. Utrzymywa szerokie kontakty z miejscow inteligencj i organizowa 篡cie polskiego rodowiska. Spod jego pi鏎a wysz豉 pierwsza charakterystyka rodowiska polskiego na Kaukazie[XV].

Wojna Rosji ze stawiaj鉍ym jej op鏎 islamskimi narodami Kaukazu, w kt鏎ej bra udzia Zab這cki, prowadzona by豉 w spos鏏 okrutny, bezwzgl璠ny i ze zmiennym szczciem. Uczestniczy wi璚 w rosyjskich tryumfach jak i kl瘰kach. Pisa o tym otwarcie z oczywistych powod闚 nie m鏬, ale dzi m闚i o tej wojnie najpi瘯niejsze w jego poezji wiersze - poetyckie nekrologi. Obwinionemu i skazanemu razem z nim przyjacielowi Zenonowi Micha這wskiemu, kt鏎y w 1839 roku poleg w bitwie z g鏎alami, powi璚i gorzki wiersz: Pami璚i Zenona M-skiego, m闚i鉍y o mierci tragicznie bezsensownej:

Zaginie pami耩 o nim wsz璠zie,

Jak wiatu niewiadomy czyn,

Kociami jego igra b璠zie

Z ur鉚owiskiem Wschodu syn.

W bohaterskiej konwencji opisywa mier Feliksa Ordy雟kiego (Na mier Feliksa Ordy雟kiego poleg貫go w bitwie z g鏎alami 1841 r.).

Z kr鏒kich wzmianek w listach do Kraszewskiego, z adnotacji dotycz鉍ych czasu i miejsca powstania wierszy wiadomo, 瞠 w roku 1839 roku uczestniczy w wojnie przeciw Lezginom (Chazry, Achty). Odpowiadaj鉍 Kraszewskiemu na pytanie o zabytki staro篡tnoci na Kaukazie mimochodem daje obraz prawdy o wojnie: Przy wzi璚iu szturmem Kara-Kiury w Lezgii 1839 roku, w jednej dymi鉍ej si sakli znalaz貫m br頊owe trzy medale z popiersiem Trajana, Wespazjana i Marka Aureliusza[XVI]. Wzi璚ie szturmem polega這 na tym, 瞠 otaczano osad i zr闚nywano z ziemi wszystko, co na niej by這. ㄆpy nale瘸造 do zdobywc闚.

W 1841 roku bra udzia w wyprawie obejmuj鉍ej stepy Szyrwanu, brzeg Morza Kaspijskiego i g鏎y P馧nocnego Dagestanu. Od udzia逝 w tej wyprawie zale瘸造 dalsze jego losy, chodzi這 o awans daj鉍y mu wi瘯sz niezale積o osobist.

Bardzo wyczerpuj鉍y by rok 1842. W po這wie roku pod dow鏚ztwem genera豉 Grabbe wyruszy do Awarii, gdzie mieli wzi szturmem kilka au堯w i zbudowa fortec[XVII]. W miejscowoci Ojsungury w Wielkiej Czeczenii przep璠zi ca貫 lato i jesie przy budowie wojskowych umocnie. Wyprawa zako鎍zy豉 si kl瘰k Rosjan. G鏎ale odci瘭i im ca趾owicie komunikacj z Tyflisem. Do Gruzji wr鏂i wi璚 dopiero 25 grudnia w stanie wielkiego wyczerpania. Uskar瘸 si Zab這cki powa積ie na z造 stan swego zdrowia, pada造 r騜ne przypuszczenia grulica, anewryzm serca. Ale nie mo積a wykluczy, 瞠 gn瑿i豉 go, podobnie jak innych kaukazczyk闚, depresja.

W marcu 1844 roku otrzyma awans na (praporszczika) chor嘀ego, by to najni窺zy stopie oficerski daj鉍y prawo do uzyskania dymisji. Prawdopodobnie uwalnia si od s逝瘺y wojskowej, bo rozwa瘸 r騜ne warianty dotycz鉍e przysz這ci. Plan wyprawy do Persji, Azji Mniejszej, Arabii, Nubii i Palestyny ko鎍zy si niepowodzeniem. Rozwa瘸 wi璚 mo磧iwo powrotu do kraju i ten plan zaczyna wprowadza w 篡cie. W maju 1846 roku Wincenty Gozdawa Reutt, przyjaciel od czas闚 dzieci雟twa mieszkaj鉍y w Mosarzu na Bia這rusi (adresat wiersza Do W. G. R.) czyni starania, by zabezpieczy Zab這ckiemu godziwe warunki 篡cia w kraju. Uprzedza Kraszewskiego o tym, 瞠 w drodze z Tyflisu Zab這cki pragnie go odwiedzi[XVIII]. O zmianie plan闚 zadecydowa造 najprawdopodobniej wzgl璠y prozaiczne. T逝macz鉍 Kraszewskiemu dlaczego zmuszony jest osi na sta貫 w Gruzji, jako przyczyn swoich tarapat闚 wskazywa zachowanie wydawcy Poezji, czyli Podbereskiego. Dos這wnie uj像 to tak: nahaniebniej mi oszwabi, bo naraziwszy mi na strat kilkuset rubli sr[ebrem] zagrabi ca貫 wydanie i korzysta z niego[XIX]. Oskar瞠nie trudno dzi zweryfikowa, narzekanie na nierzetelno wydawc闚 i ksi璕arzy by豉 w tamtym czasie zjawiskiem do powszechnym, ale jaki element prawdy w tym by, skoro pojawi造 si plotki oskar瘸j鉍e Podbereskiego o przyczynienie si do mierci kaukaskiego poety.

W padzierniku tego roku przyszed kolejny cios - zmar z powodu dyzenterii najbli窺zy mu cz這wiek, utalentowany poeta - W豉dys豉w Strzelnicki. Od kiedy jednak na Kaukaz powr鏂i Wojciech Potocki, Zab這cki m鏬 liczy na jego pomoc. W po這wie 1845 roku pojawi si on ponownie w Tyflisie jako oficer do specjalnych porucze nowego namiestnika Kaukazu Michai豉 Woroncowa. Kraszewski, kt鏎y styka si z przebywaj鉍ym wczeniej na Wo造niu Potockim, poleci Zab這ckiego jego opiece. Przy niew靖pliwej pomocy Potockiego, (o czym wiadczy napisany przed wyjazdem pod Ararat dedykowany Potockiemu wiersz Kazbeg) wszed na drog kariery rz鉅owej, obejmuj鉍 z r隕 Woroncowa nominacj na presti穎we stanowisko zarz鉅cy Kulpi雟kich Kopalni Soli. Do szybko uwierzy w dobre intencje nowego namiestnika, wr璚z zachwyci si jego planami rozwoju ziem kaukaskich[XX] i z pozytywistycznym przekonaniem przy章czy do ich realizacji. Dokona wi璚 radykalnego zwrotu romantyk twardo stan像 na ziemi. Niezwykle z這liwie skomentowa t zmian orientacji wsp馧towarzysz wygnania, Leon Janiszewski. W jego ocenie grzech to by wielki i marno nad marnociami, by poeta ko鎍zy 篡cie nad rejestrami i rubryk[XXI]. Janiszewskiemu zapewne nie chodzi這 o fakt obj璚ia stanowiska w strukturach pa雟twa rosyjskiego, ale o rodzaj duchowej dezercji. Obiektywnie rzecz bior鉍 okres rz鉅闚 Woroncowa uwa瘸ny jest przez historyk闚 za szczeg鏊nie korzystny dla rozwoju ekonomicznego i kulturalnego Kaukazu.

Zmar Zab這cki na choler w Kulpach u podn騜a Araratu na granicy tureckiej w sierpniu 1847 roku (Armenia). Kr鏒ko trwa豉 wi璚 jego kariera administracyjna, bo stanowisko zarz鉅cy Kulpi雟kich Kopalni Soli otrzyma na pocz靖ku 1847 roku.

Z inicjatyw wydania drukiem poezji zwraca si do Kraszewskiego w listopadzie 1840 roku nikomu poza kr璕iem przyjaci馧 i znajomych nieznany w闚czas Zab這cki. W momencie nawi頊ania kontaktu z Kraszewskim Zab這cki, cho ju od wielu lat pisa, (zacz像 tworzy jeszcze w okresie pobytu w witebskim gimnazjum) mia za sob zaledwie debiut w noworoczniku Biruta J霩efa Krzeczkowskiego w roku 1837[XXII] i bezskutecznie usi這wa umieci swoje wiersze w innym pimie zbiorowym. Uczciwie m闚i鉍 noworoczniki wyczerpywa造 w tamtych latach mo磧iwoci publikacji. Korzystaj鉍 wi璚 ze sposobnoci, jak da prospekt zamieszczony przez Kraszewskiego w Tygodniku Petersburskim, zach璚aj鉍y do wsp馧pracy z tworzonym przez niego pismem Athenaeum, Zab這cki w imieniu kaukazczyk闚 zwr鏂i si do pisarza z ofert wsp馧pracy. Prosi go te o zaj璚ie si wydaniem zbioru poezji, kt鏎ych r瘯opisy, przygotowuj鉍 si w 1836 roku do opuszczenia kraju, pozostawi w r瘯ach Ignacego Ciechanowieckiego, syna marsza趾a Guberni Witebskiej, studenta Uniwersytetu Dorpackiego. Zobowi頊a si on do og這szenia zbioru drukiem w Lipsku u Breitkopfa i H酺tela za porednictwem dorpackiego ksi璕arza Klugge. W 1839 roku otrzyma pismo od Ciechanowieckiego, 瞠 druk b璠zie w Petersburgu, po czym kontakt mi璠zy nimi si urwa[XXIII]. Zaniepokojony mo磧iwoci utraty znacznej czci dorobku literackiego, prosi Kraszewskiego o pomoc w odzyskaniu r瘯opis闚 i og這szeniu ich. Kraszewski zareagowa bardzo szybko. W ko鎍u stycznia 1841 roku w numerze 鏀mym Tygodnika Petersburskiego ukaza si stanowczy w tonie anons Kraszewskiego wzywaj鉍y Ciechanowieckiego, Aleksandra Obr雷alskiego i innych posiadaczy r瘯opis闚 Zab這ckiego o ich niezw這czny zwrot. Zapowiedzia te, 瞠 zajmie si edycj. Ale sprawy nie post瘼owa造 tak szybko, jak by sobie tego 篡czyli zainteresowani. Poszukiwane r瘯opisy nie dociera造 do r隕 Kraszewskiego, tak przynajmniej wynika z treci list闚 Zab這ckiego do pisarza. W tomach czwartym i pi靖ym Athenaeum z 1841 r. pojawiaj si notatki o przys豉nych z Kaukazu poezjach, ale chodzi這 w nich o najnowsze teksty. Najwyraniej jednak w kt鏎ym momencie by w ich posiadaniu, skoro w jego czasopimie ukaza si starannie dobrany pod wzgl璠em artystycznym i tematycznym du篡 zbi鏎 utwor闚 Tadeusza ζdy-Zab這ckiego[XXIV]. Co wa積e niekt鏎e z nich nie znalaz造 si pniej w tomie Poezji i nigdzie wi璚ej nie by造 publikowane, do takich nale瘸造 utwory: Do ㄆczosy (Witebsk 1831), 砰czenie dla N...... M...... (Moskwa 1831), Do moich piosnek (Witebsk 1834), Do N. P. T. Z Kaukazu (Ojsungur w W. Czeczni 9 sierpnia 1842). Inne r騜ni si znacz鉍o wersj tekstow, dla przyk豉du Czucie jesienne nosz鉍e w Athenaeum tytu Uczucie jesienne (Witebsk 1833) opr鏂z licznych r騜nic leksykalnych i frazeologicznych zawiera dodatkow strof (trzecia w kolejnoci wiersza):

Tylko po niebie kr嘀 chmury siwe

Ci篹arne niegiem i gradem;

Tylko, jak trwogi cie, kawki pierzchliwe

Z這wieszczym przemkn si stadem.

Wszystkie utwory nosz oznaczenia dat i miejsc, w kt鏎ych powsta造, co w Poezjach w wielu miejscach zosta這 ze szkod dla czytelnika usuni皻e. Dlaczego Podbereski nie skorzysta z przygotowanych do druku przez Kraszewskiego i ocenzurowanych wersji tekst闚? trudno powiedzie.

W mi璠zyczasie, w po這wie 1842 roku, odpowiedzia Zab這cki na wezwanie Podbereskiego do wsp馧pracy z jego Rocznikiem Literackim i cho w po這wie lutego 1843 roku umawia si jeszcze z Kraszewskim w sprawie wydania poezji, edytorem zosta Podbereski. Praktycznie w po這wie czerwca 1843 roku sprawa wydania by豉 ju om闚iona.

Zanim ukaza si tom petersburski, tak瞠 Podbereski opublikowa w Roczniku Literackim kilkanacie tekst闚 z okresu kaukaskiego[XXV]. Publikacje te, podobnie jak wczeniej omawiane, promowa造 poet, ale wy章czenia niekt鏎ych wierszy i zmiany tekstowe nie by造 bez znaczenia dla zbioru jako ca這ci. Najwi瘯szym jednak uszczerbkiem dla tomu by brak ca貫go zespo逝 tekst闚, kt鏎ych r瘯opisy przetrzyma najprawdopodobniej Ciechanowiecki. 畝den logiczny argument nie przemawia za tym, 瞠 sta這 si tak z woli Zab這ckiego. W Rubonie[XXVI], kt鏎y je opublikowa ju po wydaniu Poezji, odnalaz造 si wiersze, kt鏎e uwa瘸 on za bezpowrotnie stracone, tak jak np. ceniona przez niego ballada Zakl皻a dziewica. Kilkanacie z tych utwor闚 to poezja intymna, korzystnie r騜ni鉍a si naturalnoci tonu, estetyzacj przedstawienia od tego rodzaju liryk闚, kt鏎e znalaz造 si w zbiorze. Przyk豉dem fragment jednego z cyklu wierszy skierowanych do tej samej adresatki - Do N... M...err (Mosarz 1834 r.):

Jak ci nie kocha! Gdy w ta鎍u swobodnym

W zawody z wiatrem twa stopa wyp造nie;

Ty b造szczysz wtenczas, jak w dniu niepogodnym

T璚za na niebios r闚ninie[XXVII].

Na uwag zas逝guje te na pewno bardzo interesuj鉍y kompozycyjnie, emocjonalnie i mylowo tekst, najsilniej chyba wyra瘸j鉍y fascynacj Zab這ckiego Mickiewiczem Do N... P... T...eff opatrzony podtytu貫m: Wyje盥瘸j鉍ej w podr騜 do Krymu (Pru磬i 1834), oddzielony od znajduj鉍ego si w tomie Poezji wiersza skierowanego do tej samej adresatki, nosi on tytu Stanza. Do N... P... T...eff. Kluczem do odczytania wielu tekst闚 m鏬豚y by wiersz 畝le Jeremiasza. Naladowanie psalmu 137 (Witebsk 1835) m闚i鉍y o wygnaniu, podobnie te Do M. Hr. B[orcha] (Tyflis 1838) podejmuj鉍y, w nawi頊aniu do biografii Owidiusza, temat poety wygnanego. Tom nie w pe軟i wi璚 oddaje skal mo磧iwoci Zab這ckiego. Warto zatem pami皻a, 瞠 nie mamy do czynienia z edycj dzie zebranych. Zab這cki s逝sznie prosi Kraszewskiego o tytu Niekt鏎e poezje Tadeusza ζdy-Zab這ckiego.

Gdyby nie o篡wienie kulturalne lat czterdziestych na kresach, w szczeg鏊noci za inicjatywy wydawnicze Kraszewskiego, Podbereskiego, Bujnickiego, Zenona Fisza, Jakuba Jurkiewicza i Antoniego Marcinkowskiego, a wi璚 powstanie takich czasopism, jak Athenaeum, Rocznik Literacki, Pami皻nik Naukowo-Literacki, Rubon, Gwiazda a tak瞠 wielu noworocznik闚, wiadomo istnienia polskiego rodowiska literackiego na Kaukazie i jego dorobek pozosta造by poza oficjalnym nurtem kultury w sferze niemal wy章cznie prywatno-rodzinnej pami璚i. Z drugiej za strony, jak pisze autorka pracy o tw鏎cy Rubona, gdyby nie udzia kaukazczyk闚, kt鏎zy przyczynili si wprawdzie do zmiany regionalnego profilu pisma, wprowadzaj鉍 egzotyczny kontekst, pismo z powodu ograniczonego potencja逝 intelektualnego miejscowych Polak闚 musia這by zosta zamkni皻e du穎 wczeniej[XXVIII].

W latach dzia豉lnoci Zab這ckiego poza pismami kresowymi jedynie Biblioteka Warszawska zauwa瘸豉 potrzeb drukowania tw鏎czoci kaukazczyk闚 w czym znacz鉍y udzia mia Kazimierz W豉dys豉w W鎩cicki.

Zabiegaj鉍 o wydanie swych poezji wyznawa Tadeusz ζda Kraszewskiemu, 瞠 chodzi o bezinteresowny gest, jakim jest z這瞠nie wdowiego grosza na o速arzu j瞛yka polskiego. Uzna by to mo積a by這 za patetyczny frazes, bo tak brzmi, gdyby nie to, 瞠 Zab這cki maj鉍 za sob dowiadczenie opozycji umia wyci鉚a wnioski z historii, szczerze by przekonany, 瞠 j瞛yk i kultura polska s zagro穎ne. Z pniejszej wymiany myli mi璠zy nimi wynika, 瞠 wydanie poezji traktowa te jako swoisty test w豉snej wartoci, a wi璚 odpowied na pytanie, czy jest poet wystarczaj鉍o dobrym, by dalej i t drog, czy mo瞠 raczej powinien powi璚i si innego typu dzia豉lnoci, a wi璚 np. zaj寞 si studiowaniem j瞛yk闚 i kultur narod闚, wr鏚 kt鏎ych przebywa. Liczy te po cichu na uzyskanie wsparcia materialnego.

Poezje wydrukowano w petersburskiej drukarni Karola Kraja w dwu wersjach: luksusowej i zwyczajnej. Od strony oprawy graficznej spe軟ia造 one oczekiwania salonowych odbiorc闚. r鏚這 finansowania stanowi豉 prenumerata. Zamieszczona na ko鎍u wydania obszerna lista prenumerator闚 i podzi瘯owania za zebranie funduszy pokazuj zasi璕 akcji, kt鏎a po章czy豉 odbiorc闚 kresowych i kaukaskich. Zabrak這 przedmowy, o kt鏎 prosi Zab這cki; chcia, by przedstawiono w nim kr鏒k histori jego r瘯opis闚.

Dedykacje towarzysz鉍e poszczeg鏊nym czciom, pierwotnie inaczej pomylane, zmieni autor po tym, jak musia zrewidowa stosunek do niekt鏎ych pozosta造ch w kraju dawnych przyjaci馧.

 

Uporz鉅kowanie tomu zgodne z tradycyjnymi regu豉mi i wol autora wed逝g zasady chronologicznej, niewiele orientuje odbiorc o jego zawartoci problemowej. Poezja Zab這ckiego m闚i poprzez to, co jest w niej szczeg鏊nie wyeksponowane, jak i poprzez przemilczenia. Najwi瘯szy jest zbi鏎 tekst闚 ukazuj鉍ych stany emocjonalne samotnej jednostki jest ni cz這wiek marz鉍y, wspominaj鉍y, prze篡waj鉍y uczucia nostalgii, smutku, cierpi鉍y z powodu odrzucenia, cz這wiek w靖pi鉍y (Do Boga; z poezji drugiego okresu), ow豉dni皻y myl samob鎩cz (Sprzeczno; Ach, czas ju czas!; Na wierzcho趾u Dzwaris Achmarti, czyli G鏎y w. Krzy瘸), rzadko dowiadczaj鉍y pozytywnych emocji[XXIX]. Ale wiele o sposobie widzenia wiata m闚i na przyk豉d niemal ca趾owity brak kontekstu spo貫cznego, co w zorientowanej demokratycznie romantycznej poezji krajowej tych lat stanowi這 czynnik pierwszoplanowy. W zwi頊ku z czym bardzo rzadko cz這wiek Zab這ckiego pojawia si w otoczeniu jakiej zbiorowoci i je瞠li m闚i my to wy章cznie w uto窺amieniu z grup przyjaci馧 (cz XII Okolic Witebska; Dzie szesnastego maja; Kadora).

Wa積ym problemem, kt鏎y nie narzuca si wprost uwadze czytelnika, jest stosunek do Rosji, a porednio r闚nie do rzeczywistoci kaukaskiej. W zasadzie poza dwoma tekstami: Do Piotra Dubrowskiego oraz Zdrowie Dymitra Demidowa (t逝maczenia i naladowania rosyjskie usun像 Zab這cki z tomu) kontekst rosyjski pozornie nie istnieje, w rzeczywistoci wpleciony jest tam poprzez nawi頊ania do literatury. Przyk豉dem wiersz Chmurki, b璠鉍y parafraz utworu Lermontowa o tym samym tytule. Napisa go poeta rosyjski na kr鏒ko przed wyjazdem na Kaukaz, wiersz cieszy si wielk popularnoci[XXX]. Podobnie jest z utworem Do mojej matki, kt鏎y wykazuje w pocz靖kowych szeciu wersach du蕨 zbie積o z utworem Do ojca, zmar貫go na Kaukazie poety-dekabrysty Aleksandra Odojewskiego. Tak jawne nawi頊ania, nie traktowane jako cytat, mo積a by uzna za literacki plagiat, gdyby nie chodzi這 o wiersze bardzo znane w Rosji i na dodatek rozpoznawalne jako utwory poet闚 represjonowanych za opozycyjny spos鏏 mylenia. Czy mamy zatem do czynienia z naladowcz wt鏎noci w zakresie form przekazu, czy z przejawami szczeg鏊nego, podtekstowego sposobu porozumiewania si z odbiorcami?[XXXI]. Z drugiej strony pytanie czy mo積a by這 si przebi ponad wielko wzor闚, jakie w zakresie kaukaskiego tematu wytworzy豉 literatura rosyjska: Puszkin, Lermontow, Bestu瞠w-Marli雟ki ma wy章cznie charakter retoryczny.

Inny aspekt tematu rosyjskiego dotyczy roli, jak na Kaukazie spe軟ili Polacy walcz鉍 w rosyjskich mundurach przeciw narodom broni鉍ym swej niezale積oci.
W utworach zawartych w tomie tego rodzaju refleksja te ma charakter wy章cznie poredni i trudno przypuszcza, by mog這 by inaczej. Mieczys豉w Inglot, autor podstawowych prac dotycz鉍ych kaukazczyk闚, pisze, 瞠 rola jak na Kaukazie spe軟ili, w wielu z nich budzi豉 niepok鎩 i by豉 r鏚貫m dylemat闚 etycznych. Odczytuje wi璚 pozostawione przez nich teksty jako zapisy pokazuj鉍e podw鎩ny splot tragizmu: tragedi zwyci篹onych i dramat zwyci瞛c闚. Jako dow鏚 przytacza mi璠zy innymi fragment listu Zab這ckiego[XXXII]. Takie reakcje zosta造 zarejestrowane, ale czy tak w istocie by這? Mitologia narodowa i oparty na faktach opis historyczny cz瘰to rozmijaj si z sob. W licie do Micha豉 Tumaniszwilego (Tumanowa) innym od cytowanego przez Inglota - Zab這cki pisa r闚nie tak: Nowoci u nas bardzo ma這 [...] Najwa積iejsza ta, 瞠 Lezginowie oblegli Nuch, i 瞠 nasi ju ich rozbili i przep璠zili[XXXIII]. Po czyjej stronie tu staje? Problem jest zanadto skomplikowany, 瞠by da si rozwi頊a w dwuwartociowym porz鉅ku.

Powa積ie i z szacunkiem do ziemi, na kt鏎ej si znalaz, rozwija Zab這cki w靖ek kaukaski, najczciej wyra瘸ny poprzez opis relacji mi璠zy cz這wiekiem a natur. Stosunek do g鏎 jest u niego ambiwalentny od gniewu, strachu, odczucia grozy, po wzruszenie pi瘯nem (Duma nad brzegiem Morza Kaspijskiego; Do W豉dys豉wa Strzelnickiego; Widok Szyrwanu z Szemachy雟kiej G鏎y i inne). S te utwory przedstawiaj鉍e kultur narod闚 kaukaskich (Toast w czasie burzy; Lezginka; Czara; Alaza雟ka Dolina). Dwa zw豉szcza utwory: Poranek w g鏎ach i Widok Szyrwanu z Szemachy雟kiej G鏎y wyra瘸j w spos鏏 deklaratywny stosunek b喚dnego tu豉czado krainy, w kt鏎ej toczy這 si jego 篡cie:

Pok這n ci, o kraino bezustannej wiosny!

[....]

Przyjm od b喚dnego tu豉cza

Cich 透 powitania............

(Widok Szyrwanu z Szemachy雟kiej G鏎y)

ㄋ 瘸lu za wiatem utraconym, 透 wzruszenia pi瘯nem i 透 wylan nad ludzkim losem.

 

Jak odczytywano poezje Zab這ckiego w latach czterdziestych XIX wieku? Jakie znacz鉍e tropy tam odkrywano? Znamy opinie krytyk闚, z kt鏎ych wielu obok rzeczowych uwag dawa這 wyraz wsp馧czuj鉍ym emocjom, sugerowa這 potrzeb empatycznego czytania zes豉鎍zych tekst闚. O potrzebie wsp馧czucia pisa Kraszewski (1812-1887), cz這wiek z tego samego pokolenia co Zab這cki, podobnie jak on aresztowany za udzia w tajnym zwi頊ku m這dzie篡 (rok 1830), pozostaj鉍y do 1833 roku pod nadzorem policyjnym, zagro穎ny kaukaskim zes豉niem. Podobnie Romuald Podbereski (ok. 1812 - ok. 1856) anonsowa Zab這ckiego jako dziecko niefortunnego losu, wypr鏏owane w cierpieniach[XXXIV]. Ale tak pisa r闚nie Rosjanin Piotr Dubrowski, kt鏎y pozna Zab這ckiego w Moskwie. W entuzjastycznej recenzji zamieszczonej w rosyjskim pimieMoskwitianin[XXXV] manifestowa wielkie uznanie dla dojrza這ci mylowej cz這wieka, kt鏎y pozna bolesn stron 篡cia. W takim duchu opisywa swoje reakcje na poezj Zab這ckiego Maciej υwicki (1816-1900) zes豉niec syberyjski, autor pisanych pod pseudonimem Adolf spod Bielska Gaw璠 krytycznoliterackich.

Opinie krytyk闚 literackich Biblioteki Warszawskiej i Tygodnika Petersburskiego nie by造 zanadto przychylne. Ciep貫 s這wa pad造 ze strony Kraszewskiego, kt鏎y uzna, 瞠 zbi鏎 poezji Zab這ckiego przewy窺za przynajmniej budow wiersza i form dzie豉 tw鏎c闚 krajowych[XXXVI]. Tu mia g喚bok racj utwory Zab這ckiego, Strzelnickiego, Janiszewskiego czy Marcina Szymanowskiego na tak ocen zas逝giwa造. Utrzymuj鉍 listowny kontakt z Zab這ckim wiedzia o nim wi璚ej i wychodzi swoim rozumieniem poza to, na co zwraca uwag recenzent Biblioteki Warszawskiej, pochodz鉍y z Krakowa prawnik-poeta Antoni Czajkowski. Kraszewski podni鏀 kwesti, kt鏎a odnosi豉 si do tw鏎czoci wszystkich bez wyj靖ku kaukazczyk闚. Napisa o Zab這ckim mi璠zy innymi te s這wa: Pi瘯ny talent poetycki, cho troch pno si objawiaj鉍y i przez to utracaj鉍y wiele...[XXXVII]. Sam Zab這cki mia obawy: Z ducha panuj鉍ego obecnie w literaturze naszej wnioskuj, 瞠 og這szenie wiersz闚 moich b璠zie anachronizmem; lecz 篡cie moje by這 gorzkie, zanadto gorzkie! A pisa貫m pod wp造wem okolicznoci i wra瞠 sp馧czesnych[XXXVIII]. Warto swojej tw鏎czoci, r騜ni鉍 j od literackich d嘀e czasu, zawar w okreleniu poezja gorzkiego 篡cia. Opnienie druku w sytuacji o篡wienia literackiego i wydawniczego pocz靖ku lat czterdziestych rzeczywicie obni瘸這 atrakcyjno publikacji.

Drug podkrelan przez Kraszewskiego w豉ciwoci poezji ζdy-Zab這ckiego, traktowan przez krytyka jako jej wielk zalet, a mo積a to spostrze瞠nie odnie r闚nie do tw鏎czoci Strzelnickiego czy Janiszewskiego, by豉 jej wielor鏚這wo. Okrelenie to odnosi si do wielowarstwowoci wysokiej kultury literackiej poety, kt鏎y si璕a do uniwersalnych wzor闚 klasycznych (Owidiusz, Horacy, Jan Kochanowski, Luis Camoẽs, Torquato Tasso, Ewaryst Parny, Franciszek Knianin) i r闚noczenie szuka prawdy w ludowych opowieciach. Za romantyczn afirmacj s這wa poetyckiego przejmowa zar闚no od Byrona, Colleridgea czy Moorea,, jak i od Mickiewicza, Zaleskiego czy Ody鎍a. Bezporedni kontakt z kaukaskimi kulturami otwiera mu jeszcze jedno r鏚這 - kultur Wschodu.

Dzia t逝macze w tomie Poezji, pokazuje tylko cz jego dorobku translatorskiego. Poza zbiorem pozosta造 przek豉dy folkloru czeskiego, literatury rosyjskiej, azerbejd瘸雟kiej, cz poezji angielskiej. O ile wyb鏎 niekt鏎ych utwor闚 mo積a 章czy z literack mod, np. z niezwyk章 popularnoci Byrona, o tyle cz z nich ma charakter wyj靖kowy, wiadcz鉍y o indywidualnym wyborze, np. przek豉dy Percy Bysshe Shelleya[XXXIX] czy rzadko t逝maczonej u nas Felicji Hemans. D逝gi zestaw lektur odkrywamy ledz鉍 motta, kt鏎ymi opatrzy Zab這cki wiele swoich tekst闚. Ale opr鏂z t逝macze istniej w jego poezji naladowania i innego rodzaju intertekstualne przej璚ia, kt鏎ych odczytanie wymaga sporej znajomoci kontekstu literackiego.

Romuald Podbereski, zwolennik bia這ruskiego regionalizmu, wpisywa Zab這ckiego w kr鉚 tw鏎c闚 szko造 bia這ruskiej, wprowadzaj鉍 go do tworzonego w豉nie zarysu historii pimiennictwa bia這ruskiego[XL]. Mia z tym pewien k這pot, poniewa r鏚e bia這ruskiej odr瑿noci upatrywa w lokalnej kulturze warstw ni窺zych, podobnie jak Ignacy Chrapowicki, kt鏎y si璕a do ludowej tw鏎czoci oraz Jan Barszczewski odwo逝j鉍y si do utrwalonej w folklorze wyobrani[XLI]. Tymczasem Zab這cki do s豉bo uzewn皻rznia w swojej poezji to w豉nie r鏚這 inspiracji. Praktycznie nie ma w petersburskim tomie utwor闚 wykorzystuj鉍ych rodzimy lokalny folklor ludowy, cho w tw鏎czoci Zab這ckiego tego rodzaju poezj wprawdzie nieliczn ale znajdziemy. S to: Zakl皻a dziewica. Ballada (z podania gminnego, Witebsk 1833) oraz Laszka. Ballada[XLII]. Pochodz one z pierwszego okresu tw鏎czoci. Tekst Zakl皻ej dziewicy zaopatrzony jest w wyjanienia autora, w kt鏎ych zapowiada, 瞠 kiedy Bia這ru pozna swoje wieci gminne wtenczas poezja bia這ruska b璠zie mia豉 swoje w豉ciwe pi皻no, i zdoln b璠zie obudzi ten瞠 sam interes i powab co polska lub litewska[XLIII]. Przyzna wi璚 musia Podbereski z wyrzutem, 瞠 poeta ukszta速owany na wzorach europejskich by mo瞠 przez to straci wiele z lokalnej specyfiki, ale cechy szko造 bia這ruskiej znalaz w innych wartociach poezji Zab這ckiego wynikaj鉍ych z jej istoty jako poezji serca. Wskazywa wi璚 przede wszystkim na oddanie uczuciowej strony Bia這rusi i przywi頊anie do ziemi rodzinnej, ale za naturalnego, czyli prawdziwego poet Bia這rusi uznawa Barszczewskiego.

W tomie Poezji jest pewna grupa tekst闚 odwo逝j鉍ych si do naturalnego i kulturowego pejza簑 Bia這rusi, jak motyw rodzinnej rzeki w elegii Do Dwiny, Wilia czy Do鹵a雟kie jezioro. T regionaln perspektyw wida te w poemacie opisowym Okolice Witebska, opatrzonym rzeczowymi przypisami dotycz鉍ymi miejsc, zabytk闚 i os鏏. Przypomina Zab這cki m. in. najbardziej znane postacie polskiej literatury, kt鏎e wyda豉 ziemia bia這ruska, sugeruj鉍 swoje z nimi duchowe pokrewie雟two. Cz X poematu powi璚i najwi瘯szemu bardowi bia這ruskiej krainy- Franciszkowi Dionizemu Knianinowi. Przedstawi go w konwencji ostatniego z dawnych bohater闚 butnych, kt鏎zy potrafili dwi瘯iem strun z這tych swych harf budzi heroicznego ducha. Zamyka ten obraz pytanie, w kt鏎ym potwierdzona zostaje zar闚no to窺amo pytaj鉍ego z tradycj p馧nocnego barda, jak i potrzeba podj璚ia jego dzie豉:

I kt騜 z nas jego lutni rozstrojon zwiesi,

I na niej bezimienne cienie przodk闚 wskrzesi?...

Bezsprzecznie podejmuje Zab這cki w tym poemacie pr鏏 zarysowania idiomu bia這ruskiej rodzimoci. Mi璠zy innymi temu celowi s逝篡 przywo豉nie romantycznej antynomii P馧noc : Po逝dnie. Przeciwstawia wi璚 sielance Po逝dnia krain srogiej natury P馧nocy, stawiaj鉍ej cz這wieka wobec innego rodzaju nieidyllicznych wyzwa (cz III). Ale regionalizm bia這ruski s逝篡 u Zab這ckiego jak pisze M. Janion - utworzeniu pewnej mitologii poetyckiej[XLIV]. Jest to wed逝g wzoru zaczerpni皻ego z Pieni Osjana Macphersona (motyw zawieszonej na drzewie harfy bard闚 Kaledonu) mitologia bohaterska i rycerska, ca趾owicie obca ludowej ideologii tw鏎c闚 szko造 bia這ruskiej.

Trudno ponadto nie zauwa篡, 瞠 Bia這ru, kt鏎 maluje przed odbiorc swej poezji Zab這cki, to przede wszystkim projekcja wspomnie m這doci, na co te zwraca uwag recenzent Tygodnika Petersburskiego Prokopowicz, polemizuj鉍 z tezami przedmowy Podbereskiego Bia這ru i Jan Barszczewski[XLV].

 

Dla w豉ciwej oceny kaukaskich utwor闚 Zab這ckiego wyranie brakowa這 naszym 闚czesnym krytykom j瞛yka, przy pomocy kt鏎ego mogliby rozpozna i opisa zar闚no w豉ciwoci egzotycznego kontekstu, jak i dowiadczenie ludzi rzuconych nie z w豉snej woli w tamte strony. Wprawdzie przyznawali, 瞠 poezje kaukaskiego okresu s literacko najlepsze, ale na tym ko鎍zy造 si ich spostrze瞠nia. Alaza雟ka dolina, Widok Szyrwanu czy Na mierc Feliksa Ordy雟kiego nie zmusi造 Antoniego Czajkowskiego do jakiejkolwiek refleksji, wyranie robi unik, kieruj鉍 uwag na erotyzm poezji Zab這ckiego. Na Prokopowiczu poezje opisowe Kaukazu nie zrobi造 prawie 瘸dnego wra瞠nia, uwag zwr鏂i na trzy utwory: Dumk, Kador i Romans. Wola豚y by przekonany, 瞠 kochanka poety Zara lub Nizza oddaj idea dziewicy Kaukazu, a mia co do tego w靖pliwoci. Nie wszystko da si wyt逝maczy dzia豉niem cenzury czy autocenzury. Pewnym usprawiedliwieniem mo瞠 by fakt, 瞠 Poezje Zab這ckiego by造 pierwsz w latach mi璠zypowstaniowych zwart publikacj, kt鏎a wprowadza豉 do 篡cia literackiego kaukaski temat.

Recenzja Piotra Dubrowskiego zwraca豉 uwag na zwi頊ek poezji Zab這ckiego z jego dowiadczeniem 篡ciowym. W tych wierszach wy widzicie osobowo poety, uczestniczycie w jego smutku, poniewa jego wyznania bior si z g喚bokiego prze篡cia i wypowiedziane s prosto z serca! Witebsk i Moskwa, na koniec Morze Kaspijskie, kaukaskie stepy i Abchazja, oto sk鉅 poeta opiewa dzieje swojej duszy. Ze rodka tu豉czego, mozolnego 篡cia, czasami, jak gdyby dla z豉godzenia swoich cierpie, zwraca si do innych poet闚 i przekazuje w swoim ojczystym j瞛yku wierszem dwi璚znym i silnym Tybulla, Szekspira, Byrona, Southeya, Moorea, Colerigdea on wiedzie z nimi rozmow na gronych kaukaskich ska豉ch, ale porywa go te pe軟a prostoty pie Ukrainy...[XLVI].

Dubrowski czyta Zab這ckiego w kontekcie wielkiej literatury rosyjskiej, podejmuj鉍ej tzw. kawkazskij wopros, a tu trzeba przywo豉 takie nazwiska, jak Puszkin, Lermontow, Bestu瞠w-Marli雟ki czy Lew To連toj, co m闚i samo za siebie.

W podobnym tonie ju po mierci Zab這ckiego pisa z Syberii o tomie Poezji zes豉ny tam Maciej υwicki. Zna poet z og這sze i kilku wierszyk闚 w almanachach, krytyki 瘸dnej o nim nie czyta, tym bardziej prze篡 zaskoczenie Nieboszczyk ζda-Zab這cki by poeta! Poeta uczucia. On m鏬 sprawiedliwie odezwa si: < Bo瞠! Ty mi da serce czu貫 i poj皻ne>[XLVII] M闚i鉍 o prawdziwoci tych uczu podkrela warto poetyckiej konfesji m闚ienia sercem, przeciwstawiaj鉍 j poezji wyobrani oraz kreacji nabytej i wyuczonej. Zwraca te uwag na elegijny ton wierszy przenikaj鉍y jego zdaniem nawet momenty radosne. Elegijne widzenie wiata w charakterystycznym porz鉅ku przeciwstawienia czasu idealizowanego dawniej i czasu teraz jako czasu utraty oraz towarzysz鉍e tej wizji wiata poczucie nieuchronnoci i nieodwracalnoci sytuacji prowadz鉍e do melancholijnego poddania si biegowi spraw to w istocie najbardziej odczuwalny ton poezji Zab這ckiego.

Ale 闚czeni krytycy dostrzegli te inny wymiar poezji Zab這ckiego, do mocno zaznaczony w tomie, mimo wy章czenia kilkunastu tekst闚. Tworzy go poezja uczu intymnych, mi這snych (m. i. Mi這c i zemsta poety; Do M...; Do Nizzy; Do Zary; Romans; Do G鏎alki; Rusa趾a Tereku). Jak trafnie zauwa篡 Czajkowski, kt鏎emu ta cz poezji Zab這ckiego podoba豉 si bardziej od innych, 瞠 s豉biej w nich wyra穎ne jest uczucie mi這ci, pot篹niej za rozkoszy[XLVIII]. Na dow鏚 czego zacytowa w ca這ci Rusa趾 Tereku, kt鏎a jest rzeczywicie poetyck pere趾. Zachwyt nad pi瘯nem ogl鉅anego z ukrycia cia豉 za篡waj鉍ej k雷ieli kobiety tworzy aur zmys這wego erotyzmu:

Pi瘯na Rusa趾o! W豉dz wszechw豉dn zakl璚ia

Zmie mi w fal b喚kitn a pe貫n radoci,

Ca逝j鉍, pieszcz鉍, 貫chc鉍 i tul鉍 w obj璚ia

Unios ci na wysp szczcia i mi這ci.

Zmys這wo stanowi na pewno cech dominuj鉍 w poetyce przedstawiania mi這ci u Zab這ckiego, ale znajdziemy te inne jej obrazy, cho熲y motyw mi這ci jako t瘰knoty do przedmiotu w豉snych marze. ζdunek emocjonalny tych liryk闚 jest tym wi瘯szy, 瞠 pojawiaj si one w tomie wierszy jako biegun przeciwny do obraz闚 destrukcji i rozpadu 篡cia. Zaskakuj zachwytem dla m這doci, witalnoci i pi瘯na.

Wszystkich wypowiadaj鉍ych si o Zab這ckim zastanawia這, w jakim stopniu obraz cz這wieka zarysowany w jego poezji to窺amy jest z nim samym, jak prawdziwe i szczere (w werystycznym rozumieniu) s jego poetyckie przedstawienia. Zab這cki stworzy swoisty dziennik swego 篡cia, cho熲y poprzez fakt dokumentowania czasu i miejsca powstania wszystkich swoich wierszy, inna sprawa, 瞠 Podbereski, bo raczej nie cenzor, usun像 wiele tych trop闚.

W por闚naniu z tymi, kt鏎zy po powrocie do kraju si璕ali pami璚i do dowiadcze kaukaskich, dystansowali si wobec nich, dostosowywali do panuj鉍ej atmosfery i oczekiwa tworz鉍 pami皻niki, tacy jak Zab這cki, Strzelnicki, Janiszewski nie mieli komfortu odreagowania swojej traumy, zostali z ca造m swoim dowiadczeniem w tamtym czasie. To w jaki spos鏏 uwiarygodnia ich prawd jako prawd czasu, w kt鏎ym 篡li.


 

 

Nota o autorze

Dr Danuta Ossowska - pracuje w Instytucie Filologii Polskiej UWM w Olsztynie. Zajmuje si g堯wnie pimiennictwem dziewi皻nastowiecznego polskiego wychodstwa wschodniego (zes豉nia na Kaukaz) oraz zachodniego (Wielka Emigracja). Autorka kilkudziesi璚iu publikacji naukowych [w tym ksi嘀ek: we wsp馧autorstwie z M. Filin, Losy Polak闚 na Kaukazie, 2007; Gdy normy wszystkie z zawias wyskocz. Literatura emigracja nar鏚 w projekcie dla Polski T. T. Je瘸 (Zygmunta Mi趾owskiego) 2008] oraz opracowa edytorskich, redaktor kilku prac zbiorowych z zakresu historii i teorii literatury.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

W imieniu dbaj鉍ych o post瘼 literatury, sk豉dam publiczne podzi瘯owanie P. Aleksandrowi Weruha-Darowskiemu w Kamie鎍u-Podolskim, P. Szymonowi Weryha w Witebsku, P. Jak鏏owi Jurkiewiczowi w Kijowie, oraz P. Zenonowi Fisch i P. von Zigern Norbertowi-Kornovi w Stolicy, kt鏎zy troskliw kolekt, dzielnie przychylili si do wydania niniejszego dzie豉.

 

Wydawca.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


P O E Z J E

 

 

T a d e u s z a

 

a d y Z a b o c k i e g o 

 

 

 

 

 

 

 

It came from mine own heart, so to my bead
And thencee into my trickled;

Then to my pen, from whence immediately
On paper I did dribble it daintily.

John Bunyan.

 

 

 

Wyda

 

Romuald Podbereski 

 

 

 

 

 

 

PETERSBURG

W Drukarni Karola Kraja

1845


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pozwala si drukowa, pod warunkiem, aby po wydrukowaniu, legodzie豉, z這穎n by豉 w Komilecie Cenzury liczba egzemplarz闚 prawem naznaczona. St. Petersburg roku 1845 Marca 14 dnia.

Cenzor Ignacy Iwanowski.


 

 

 

 

 

 

 

 

Justynowi

Hrebnickiemu[1]

 

 

 

Jako oznak powszechnego sza-

cunku dla Jego cnot oby-

wawelskich.

 


 


POEZJE PIERWSZEGO OKRESU

 

 

 

1831 - 1832 - 1833

 

 

 

Szypulin, Wilno, Moskwa, Witebsk, Mosarz.

 

 

 

 

For me, I fain would please (be chosen few
Whose souls to feeling and to nature true
Will spare the childish verse, and not destroy
rite light effusions el a heedless boy.
I seek not glory from the senseless crowd:
Of fancied laurels I shall ne'er be proud:
Then warmest plaudits I would scarcely prize,
Their sneers or censures I alike despise.

 

BYRON[2]


 


 

//1

HYMN DO BOGA

 

Myl z Thompsona[3]

 

Wszechmocny, niezbadany miertelnych rozumem

Co wiat otoczy cud闚 niepoj皻ych t逝mem,

Nieogarniony czasem i przestrzeni Bo瞠!

Kt騜 Tobie godny, Ciebie hymn wypiewa mo瞠?

Niewidzialny lecz Ciebie widzimy w naturze!

G這sem twym rozgniewanym s wichry i burze,

Gdy straszne, czarne chmury piorunami zbrojne

Nagle strwo穎nej ziemi wypowiedz wojn ,

Gdy trzaskaj鉍 raz po raz sroz鉍ym si grzmotem,

Druzgoc g鏎 wierzcho趾i z okropnym 這skotem

Gdy si morze poburzy na ziemi obron

I niechc鉍 im ust雷i wzruszy si z 這篡ska,

Zeprze kipi鉍e wiry, i wa造 szalone

We chmury natarczywe z g逝chym rykiem ciska

Lecz tchniesz, i zaraz usn 篡wio造 po wani,

Pierzchn chmury i milej niebo si wyjani.

 

Wiosna jest twej dobroci najlepszym dowodem,
Gdy rzeki i potoki skr瘼owane lodem,
Pokrusz wi瞛y ze swych wyst瘼uj鉍 brzeg闚,
Gdy spi鉍e przyrodzenie na pocieli nieg闚,
Odetchnie nowem 篡ciem w dziewiczym uroku
I ods這ni czarown pier cz這wieka oku.

//2

Zakwitn wonne sady, zamiej si smugi.

Utajone w jedwabiu zaszeleszcz strugi;

Wonne kwiaty zab造sn kolorami t璚zy

A roj motyl闚 ca造 krajobraz uwdzi璚zy,

Wszystko wtenczas tok n璚i, wszystko tak zachwyca!

Ca豉 ziemia dr篡, p這nie jak m這da dziewica.

 

Ty dla stworze swych uczt wydajesz w jesieni,
Kiedy wszystkich nadzieja plonu cieszy s這dka:
Dla nich si pe軟y owoc na drzewie rumieni.
Dla nich to k這s pod sierpem uchyla si kmiotka.

 

O! niech Ci zabrzmi hymny niezliczone rody,
Co nape軟iaj ziemie, powietrze i wody,

Niech Ci wielbi za dary wzi皻e z Twojej r瘯i,
A echo niech odegrzmi: 青hwa豉 Ci i dzi瘯i!
Niech wo kwiat闚 ze wdzi瘯u pyszni鉍ych si swego
Leci miasto kadzid豉 do tronu Twojego.
Trzask ska targanych burza, szum d盥簑, wichr闚 wisty,
Ryk w鏚 morskich, warkoty grom闚, ziemi dr瞠nie,
Niech si zlej w huk ci鉚造, i hymn uroczysty
Niechaj Ci wtenczas zagra wdzigczne przyrodzenie.

 

I ja mog篹 nie n鏂i Tobie pieni wdzi璚znej,

O Ty, co na tle niebios gwiazd zawiesi kr璕i,

I wiod鉍 bez ob喚du po drodze miesi璚znej,
Wyry貫 na niej god這 wszechmocnej pot璕i?
Stw鏎co! zawsze Twe b璠 b這gos豉wi d這nie,
Czy mi ocean wiata w swych g喚biach poch這nie,
Czy le蕨c zadumany nad brzegiem potoku,

Pod moich drzew rodzinnych zielonemi sklepieniem
Kiedy ksi篹yc ukradkiem wyjrzawszy z ob這ku,
Rozp璠zi nocne mroki niepewnym promieniem,
Gdy szmer lici wzbudzony wietrzykiem swawolnym
Nape軟i marz鉍ego drzeniem poniewolnem,

//3

I s這wik uroczysta cichoci natchniony,
Po ciemnych gajach dwi璚zne rozprowadzi tony
Wtedy myl moja wiat ten opuszcza poziomy,
I nic p這szona b章dzi w otch豉ni gwiadzistej;
Rozwa瘸 z zadziwieniem Twoich dzie ogromy
Co si iskrz w powietrza fali przezroczystej.
Jak瞠 dziwny porz鉅ek tu panuje wiecznie!
Jak ze wiat這ci ciemno po章czona sprzecznie!
Niedowiarku zuchwa造! podczas pi瘯nej nocy,
Rozwa cudowne skutki Przedwiecznego mocy,
One twe twarde serce wdzi璚znoci porusza,
I buntowniczy rozum do podda雟twa zmusza.

 

Bo瞠 cho mi hucz鉍a los pochwyci fala,
I gromy si nieszczcia zewsz鉅 na mnie zwal,
Zawsze w Tobie po這輳 ufno i nadziej
I dzi瘯uj鉍 za kar, 透 wdzi璚zna wylej.[4]

 

//4

WILIJA[5]

 

ELEGIJA

 

 

Wilijo! pi瘯na rzeko! o jak瞠 przyjemnie
Drzemiesz na z這tem 這簑 pod gaj闚 sklepieniem!
Ty swojem harmonijnem i dzikiem brz璚zeniem

Obudzasz natchnienie we mnie!

 

Przyjd Muzo! i kwiatami uwie鎍zone skronie
Przechyliwszy nad k喚by fali zapienionej,

ci鉚nij do czarnoksi瞛kiej harfy boskie d這nie

I wt鏎z piosnce nieuczonej.

 

Jak cicho! mierzchnie szkar豉t w zachodnim ob這ku.
I pod ca逝nem nocy dnia blednieje krasa:
Ostatni blask wieczoru odbity w potoku,

Coraz ciemniej鉍 zagasa.

 

Ja b章dz os這niony brzoz namiotem ch這dnym
I j瘯 Wilji echem podrzeniany s造sz,
Widz jak wiatr igraj鉍 po krysztale wodnym

Nadbrze積 trzcin ko造sze.

 

Tu r騜a zaperlona srebrna 貫zk mroku,

Roni鉍 wiosenne wonie ze swych wie鎍闚 krasnych,

Przegl鉅a si ze drzeniem w Wilji potoku

Pyszni鉍 si ze wdzi瘯闚 w豉snych.

//5

Lecz jaki to blask chmurki zap這mieni wschodnie.?
To srebrny ksi篹yc zalni na niebieskim stropie,
I ton鉍 w z這tych blask闚 rz瘰istym potopie

Patrzy na ziemi 豉godnie.

 

O jak瞠 pi瘯ny widok kiedy rybka zdradnie
Potraci zwierciadlane Wilji powierzchnie;
Gdy blada twarz ksi篹yca pe貪aj鉍a na dnie

W r騜ne si kszta速y rozpierzchnie.

 

To zawre, to si w iskry ogniste rostr鉍a,
To si rozwija w srebrne obr璚ze wspaniale,

i 豉鎍uchem zwi頊anym z ksi篹yc闚 tysi鉍a

Przepasze Wilii fale.

 

O jak瞠 s這dko marzy nad brzegami rzeki,
Gdy spi wonne doliny, drzemi ch這dne lasy;
Pami耩 myli me cofa w jaki kraj daleki

W szczliwsze przesz這ci czasy.

 

O! mia貫m ja przyjacio kt鏎zy mi kochali,
Pod jakiem niebem bij wasze serca tkliwe ?
Nie jeden z was po wiata rozhukanej fali

Ugania szczcie pierzchliwe.

 

Ach dla czego nad wi皻ej Wilji kryszta貫m
Nie mog was do serca przycisn寞 z zapa貫m?
We 透ach radosnych ci篹kie roztopi dumanie

Os這dzi przykre rozstanie?

 

O mia貫m i dziewic kt鏎ej da貫m serce,
Kt鏎ej wzrok mi rozjania 篡cia drog ciemna;
Kt鏎a snu豉 mi kwiatem nadziei kobierce

ㄆdz鉍 mi這ci wzajemn.

//6

Gdzie ona? czemu 透a ta do oka si cinie?
Czemu serce zachodzi t瘰knym niepokojem?
Na to yj by'm ka盥a chwil co mi b造nie

Zas瘼ia cichych 貫z zdrojem?

 

Jak pr璠ko si przesnu造 moje mary z這te?
P豉cz!... c騜 to ? to na mnie spad豉 kropla rosy!
Niebo! ty瞠' to moja uczu這 zgryzot,

I p豉czesz nad memi losy ?

 

O tak jest! wierz temu, 瞠 w srogiej katuszy,
Niebo miertelnikowi 透ami ulg niesie;

Lecz oto piew s這wika zabrzgcza po lesie,

ζgodz鉍 burze mej duszy.

 

S這wiku! gdy si wkr鏒ce moje 篡cie przeni,

I duch m鎩 gdy uleci do wiecznoci domu,
Zapiewaj nad mym grobem, bo tak tkliwych pieni

Zapiewa nie b璠zie komu.

 

//7

DO UROJENIA

 

 

O urojenie, c鏎o nadziei,
砰jace r鏚lo czarownych marze!
Ty nam z豉gadzasz w 篡cia kolei.

Skutki z造ch losu wydarze.

 

Gdy rzeczywisto serce me dra積i,
Gdy ju omdlewam r鏚 篡cia trud闚
Ty mi na skrzyd豉ch mej wyobrani.

Unosisz wkranie cud闚.

 

Tam twa z pasm t璚zy utkana szata.
wietlnym odblaskiem raju po造ska,
Tam smutek co me serce oplata

Przed twem si tchnieniem rozpryska.

 

Tam nieustanna mieje si wiosna,
Nic uroczystej ciszy nie k堯ci;
Tam i s這wika piosnka mi這sna

Pr璠zej rozczuli, zasmuci.

 

Tam wietrzyk wie窺zym zapachem wieje,
Tam gaik wie鎍em ziele雟zym wabi,
Tam zdr鎩 wiosenny czystszy d篤igk leje,

Na mi瘯kiem 堯簑 z jedwabi.

//8

Cichym wieczorem, ponad potokiem

Gdy myl przesz這ci cuda ugania,
Ty moje czo這 przys豉niasz mrokiem

Tajemniczego dumania.

 

O jak瞠 wtenczas marz przyjemnie.
Gdy widz b鏀two twoje przytomne,
Nie zg喚biam tajnej przysz這ci ciemnie

I na obecno niepomn.

 

Gwiazdka co patrzy na mnie z wysoka.
Pe貪aj鉍 w mglistej nocy os這nie,
Zda si by blaskiem mej lubej oka

Wys豉nym ku mojej stronie.

 

Wietrzyk co t瘰kno brz璚zy po lesie,

I drzew kwitn鉍ych wie鎍e ugina;
Zda si westchnienie gor鉍e niesie,

Co mi pos豉豉 Malwina.

 

O urojenie! morze burzliwe
Mojej przysz這ci ci鉚le owiecaj;
Gdy zaczn blednie mary szczliwe

Ty mi je znowu rozkwiecaj.

 

Przep造waj rajskiej wiat這ci rzek
Ponad mojego 篡wota toni;
Mo瞠 me czo這 pod tw opiek,

Wie鎍e Poezji os這ni.

 

//9

DO MOJEJ WYNIONEJ DZIEWICY

 

Gdzie瞠 o wr騜ko mych dni wiosennych
Co czarnoksi瞛k w豉dz zakl璚ia
Niedowiadczony umys dzieci璚ia
Cisn窸a w niebo marze promiennych.
Co nad kolebk, na progu 篡cia,
B造sn窸a przed nim w barwach jutrzenki,
I w samym p鉍zku jego rozwicia,
Tajnej przyrody rozkry豉 wdzi瘯i.
Gdy jeszcze z 這na matki ssa mleko,
Ty nad nim czuwa przyrzek豉 wiecznie,
On ci pokocha, pod tw opiek
Sr鏚 niebespiecze雟tw wzrasta bespiecznie.
Wzrasta i marzy w s這dkim zachwycie.
Wnet si wiat pusty przed nim ods這ni,
Lecz on we wytchn像 ca貫 swe 篡cie
I pierwszym ogniem zn闚 go zap這ni.
I ty, kr鏊owo cudnej krainy!
Jak z這ta gwiazda rznia豉 przed nim;
To w Kszta速nych rysach wiejskiej dziewczyny
Zn闚 go mami豉 wdzi瘯iem uprzednim.
To przy ksi篹yca niepewnym brzasku,
Gdy rzek tuman zaciela bia造,

//10

Zjawia豉 mu si w Rusa趾i blasku

Sypi鉍 iskrzystej fali krzyszta造.

To ocini皻a pasem ognistym

I otoczona rojem upoje,

Jak Peri, cora wschodnich uroje,

W szacie przejrzystej, w wie鎍u gwiadzistym

La豉 na we nie urok tajemny;

Wtenczas go wdzi瘯 tw鎩 za serce chwyta,

A step przysz這ci pusty i ciemny

Od twego tchnienia w r騜e rozkwita.

Jak瞠 mu by這 b這go i mi這

Gdy ty go wiod豉, gdy ty go strzeg豉;

Lecz jak si wszystko nagle zmieni這,

Gdy go rzuci豉, gdy go odbieg豉.

wiat ten ogrzany czuciem ognistem

I o篡wiony mi這nem tchnieniem,

Wtenczas si powlok ca逝nem mglistym

i ostyg czarnym pokryty cieniem.

I zaumar這 w piersiach natchnienie

Co go do dzielnych budzi這 pieni,

I silnych uczu wrz鉍e strumienie

Zastyg造 w sercu zbola貫j cieni,

o wr鵵 si do mnie wieku czarowny!
Pe軟y uroku, pe軟y tajemnic,

Wieku! gdy duch m鎩 t瘰kny, w璠rowny,

Wylata z 篡cia dusz鉍ych ciemnic.

Wr鵵 si stra積iczko mych dni wiosennych

i wio roskosz na serce moje:

Niech znowu pasmo marze promiennych
Roztoczy z這te przedemn zwoje.
i rzeczywisto w tak b這giej przerwie
Niechaj mi ze snu nigdy nie budzi,
Niechaj samotny b章dz r鏚 逝dzi
Nim tego 篡cia w靖ek si przerwie.

 

 

 

//11

DO PIOTRA DUBROWSKIEGO [WW]

POSxNIE

 

 

Wieszczu! co piewa mi這ci cierpienia
Jak lubi twoje melodyjne pieni:
One mi z 篡cia obecnego cieni
Unosz w rajsk stref urojenia;
Gdzie wszystko wiosna mieje si dziewicz,
Jak twoja m這do, jak twoje uczucie,
Gdzie harmonijn wszystko tchnie s這dycz
Rozlewaj鉍 si w twych pieni nocie.
Powiedz zk鉅 wzi像e czarodziejskie tony
Jakiemi t瘰kna lutnia twoja brz璚zy;
Azali Seraf blaskiem okr嘀ony,
Sp造n像 do ciebie po smudze t璚zy,
Wion像 natchnieniem i na czo這 twoje
Po這篡 swego zwolennika pi皻no,
I wla uniesie gorej鉍e zdroje
W tw dusze czyst, czu章 i poj皻n?

//12

Kiedy noc w twojej samotnej ustroni,
Rozleje wko這 uroczyst cisz,
I zadumaniem twe czo這 przys這ni
I burz serca twego uko造sze;

O z jak嘀 wtenczas moc i zapa貫m,
Myl twa ognista, promienna, skrzydlata,
Za utworzonym przez si idea貫m

W krain marze i duma odlata.

Tam dla niej p這n najbogatsze skarby.

Tam ona kwiaty wyobrani zbiera,

Tam dla niej lni si najpi瘯niejsze farby

Tam czu豉 przyja w zadumaniu cichem

Wie鎍em nadziei twe czo這 ociska;

Tam czulsza mi這 z niebieskim umiechem

W ogniach jutrzenki przed tob po造ska.

Witaj, Poeto! Ja Polak - S這wianin

B這gos豉wi ci w imie tej istoty

Co by豉 celem twego serca danin

i twojej myli rozwin窸a loty.

Bujaj w krainie uroje szczliwych.
Tam tobie przysz這 wieniec s豉wy splata;
Ale odwiedzaj i przyjacio tkliwych
Gdzie jeszcze dro窺za czeka ci zap豉ta.

 

//13

Do J. LEWICKIEGO[6]

 

MRA DED. I CHIR

 

 

 

O gak milo, milo potkati se
S clowekem geg gedna kogiwala kragina.
FR. TURYNSKI. Angelina Truchlora.

 

 

Po burzy 篡cia, na 這dzi u這mku
Kiedym zawin像 do obcego brzegu,
Spotykam ciebie, m鎩 kochany ziomku!
Jak brzoz strumie w niecofnionym biegu.

.

Dzi瘯i ci za to! p造 szczliwie dalej
Stra積icza gwiazda por鏚 los闚 cieni
Niech ci prowadzi po burzliwej fali,
I blaskiem szczcia 這d tw opromieni.

Kiedy si zejdziem i hymn nieuczony,
Na wt鏎 ojczystych pieni zn闚 zanucim;
Przysz這 przed nami, p造niem w r騜ne strony
I mo瞠 ztamt鉅 nigdy niepowr鏂im

 

//14

EDEN

 

 

Kt騜 ze miertelnych nie s造sza o raju,

O tej cz這wieka kolebce pierwotnej?

I kt騜 z Poet闚 r鏚 nocy samotnej
Nie marzy o tym czarnoksi瞛kim kraju,
Gdzie pierwsze tchnienie m這dzie鎍zego 篡cia,
Dziewiczej ziemi zap這ni這 這no;

Gdzie pierwszy cz這wiek z nicestwa powicia

Powsta i podni鏀 g這w zadziwion;

I gdzie ta pierwsza b造sn窸a ziemianka,

Tak pi瘯na, jako wieszcz闚 urojenia,

Czu豉, jak mi這 Maryli kochanka

I tak ognista, jak jego marzenia?

Przy blasku wiecznych, niezgas造ch pochodni,

Na zwierciadlanym zwieszonych suficie,

Tam pierwsi ludzie nieznaj鉍y zbrodni

Ofiar sercu palili obficie.

Dnie ich p造n窸y w mi這ci, w pokoju,

Nigdy ich duszy k這pot nie utrudzi;

Szmer dr蕨cych lici, dzwi瘯 srebrnego zdroju,

To ich usypia, to zn闚 ze snu budzi.

Szczliwy kraju! c騜 si z tob sta這 ?

Ciebie zniszczy這 Boga rami gniewne;

I tylko w duszy poety zosta這,

O tobie jakie przeczucie niepewne.

//15

I cho znikn像e, Edenie szczliwy!
Lecz wi皻e miejsce twej niegdy posady
Jeszcze oszcz璠zi miecz anio豉 mciwy
Dawnego blasku zostawiaj鉍 lady.
Jak pierwsza mi這 niewinnego serca,
Jeszcze tam nieba lni barw b喚kitn,

Jeszcze tam por鏚 polnego kobierca
Dziewicze r騜e bezustanku kwitn.
Jeszcze i teraz w璠rowiec daleki
B章dz鉍 w tym kraju, sr鏚 p馧nocnej ciszy,

W szmerze palm, w szumie staro篡tnej rzeki,
Odleg造ch wiek闚 jakie echo s造szy.
C tajemnego, c niepoj皻ego,
Cinie mu piersi i na serce pada;
I ten uroczy wdzi瘯 wschodu ca貫go,
O jakiem bliskiem niebie zapowiada.

 

//16

NOC W MOJEJ MΜDOCI

 

ELEGIJA

 

Pomn noc jedna w m這doci mej maju,
Gdy mi by造 najl瞠jsze wra瞠nia dost瘼ne,
Tam na odleg造m wschodzie jak widmo pos瘼ne,
Wznosi si ksi篹yc z ponad sosnowego gaju,
I sypa blask tajemny na jezioro senne,

Co jak zwierciad這 jasne i promienne,
Zadzierzgni皻e mg造 bia貫j gaza przezroczyst
Zaciela這 tak pysznie niezmierne obszary,

I jak 闚 czesne mej m這doci mary,

Lni這 si jak kras uroczyst.
荑dzie nieznana rzeczka szumia豉 we trzcinie,
A nad jej brzegiem ska造 czerni si u這mek;

A tam na pi瘯nej dolinie

Wiejskiego ksi璠za sta domek.

....................i z tego to domu,

W t noc pe軟 natchnienia, pami皻n na wieki.

Jam bieg sam jeden, drz鉍y pokryjomu,
Do ska造 co wisia豉 ponad brzegiem rzeki.
I jak gdyby od laski cudownej dotkni璚ia,
Serce dr瘸這 mi這ci niejasn, niepewna,

//17

Dusza si otworzy豉 do wra瞠 przyj璚ia;

I mimowolnie piosnk ozwa豉 si rzewn.

Bo tam, gdzie szumi rzeczki bezimiennej fale,

Pod staro篡tnym d瑿em na samotnej skale,

Czeka豉 na mnie czarodziejka zdradna,
Pierzchliwa jak Rusa趾a, jak Rusa趾a 豉dna;

Tam zamylona sama jedna sta豉,

Blask czarnoksi瞛ki wybija z jej oczek;
A szata co jej kszta速n posta obwiewa豉
B造szcza豉 we mgle g瘰tej jak srebrny ob這czek.

A ciemne, jak noc bezmiesi璚zna, w這sy,

Uwilgotnione brylantami rosy.

Fal sp造wa造 na ramiona nie積e

I cieniowa造 jej piersi lubie積e.

O ile pon皻, o ile uroku
Mia豉 natenczas dla mnie ta boska dziewica,

Jam z uniesieniem ca這wa jej lica,
I czyta貫m swe szczcie w jej b喚kitnem oku.

.

Ona p豉ka豉 mo瞠 przeczucie tajemne

Zadrza這 wledy w jej duszy tak tkliwej.
Ach! czy mog貫m przysz這ci przejrze chmury ciemne

Ja ? com by taki szczliwy!

 

//18

DO MARZ丘EJ

 

Czego p豉czesz m鎩 aniele!
Poco smutek zlewa serce ?
Widzisz maj po 章kach ciele
R騜nofarbne swe kobierce.

 

S造szysz! las gdzie zabrzmia piewem,
piew ten wt鏎zy gaik senny;
To pod zaperlonem drzewem,
S這wik n鏂i hymn wiosenny.

 

Czujesz! z dolin wiej ch這dy,
Fala ci oblewa woni:
To westchnienie, co dzi roni
Wdzi璚zna ziemia, do przyrody.

 

Czego t瘰kni o tej porze,
Przebudzony gdy cherubem
wiat w godowym lni ubiorze
Jak dziewica przed swym lubem.

 

C騜 wyczyta z twego lica?
Czy kochanek ciebie zdradzi?
Czy te matk lub rodzica
Los do grob uzaprowadzi ?

//19

Nie! tw鎩 ojciec jeszcze 篡je,
Twoja matka ciebie pieci;
Twoje serce cicho bije
A wi璚 niezna i boleci.

 

Ledwie teraz ci zgaduj!...
Wyobrani twoj m這d
Jaki nowy wiat czaruje
Now krasa i swobod.

 

Tam rzniej jasne zorze
I swym blaskiem gwiazdy t逝mi;
Tam szerokie szumi morze
A na morzu wyspy szumi.

 

Nad wyspami niebo czyste,
A na niebie ksi篹yc blady
Leje wiat這 promieniste
Na pomara鎍z wonne sady.

 

Na tych wyspach rado mieszka,
W tej radoci s這dycz nieba;
Lecz nie wiedzie do nich cie磬a
Tylko myl lata trzeba.

 

Bo kt騜 doda orlich skrzyde
By si przemkn寞 w ten kraj z這ty,
W kraj urok闚 i mamide
I roskoszy i pieszczoty.

 

By sie od z造ch ludzi schroni,
I na tej szczliwej ziemi,
Gdzie nic serca nie zaciemi,
Nigdy 瘸dnych 貫z nie roni.

//20

O uciekaj! o umykaj

Do tych krain czucia drog!
Oczy duszy twej zamykaj
Przed rzeczywistoci srog!

 

Bo gdy zgubisz wiat marzenia,
Wnet si serce twe ostudzi,

i zaumra twe westchnienia

Na kamiennej piersi ludzi.

 

//21

DO PRZYJACIOL

 

PIE PRZY WINIE

 

 

Nie ma na wiecie cho by zbieg ca造,
I cho by szpera w potoku wiek闚,
Niema na b鏊e, serca upa造

Dzielniejszych nad wino lek闚.

JAN WIERNIKOWSKI[7]. Gazel Hafiza.

 

O m這dzi druhowie! jestemy jak gocie

U 篡cia na uczcie przelotnej :
Czem pr璠zej butelki soternu[8] roznocie,

I pijcie zdr鎩 fali zawrotnej.

 

Niech dzwoni puhary, niech strony harf brz璚z.

Ten gwar nam sen s這dki narai;
Przywo豉 dziewic, niech skro nam m這dzie鎍z

Rozkwit造ch r騜 wie鎍em umai.

 

Ucztujmy do zbytku! bo wiek nasz zbyt krotki,

Za dniami dni pr璠ko si tocz;
Zaledwie si rodzi ju serce twe smutki

Wysusz i umys zamrocz.

//22

By serce odwil篡, by umys rozwieci,

B鏬 dobry da winn jagod;
By cie磬 ciernist 篡wota rozkwieci,

Utworzy dziewice nam m這de.

 

A wi璚 korzystajmy z rozlicznych tak dar闚.

Niech lej si wina i pieni;
Niech m這do drzemi鉍a na kwiatach r鏚 czar闚

Jak chwila dzieci雟twa si przeni.

 

I niech nas ognista jak lato dziewica,

Obwinie dr蕨cemi r鉍zkami;
Niech piersi do piersi, a lice do lica

Przybli篡 i bawi si z nami.

 

Cho Saturn zgrzybia造 wzrok tocz鉍 zazdrony

Na wiek nasz czatuje i zrz璠zi;
Hulajmy i pijmy! dzwi瘯 czar i szmer g這ny

Na d逝go st鉅 jego odp璠zi.

 

//23

MIΜ I ZEMSTA POETY

ELEGIJA DO N M.r.

 

 

Kiedy na sali przy dwi瘯ach muzycznych,
Okr嘀y ciebie t逝m p這chej m這dzie篡,
I oko twoje z radoci wybie篡,
Aby obejrze wielbiciel闚 licznych,

 

Wtenczas niemia這 tw鎩 str騜 nieodst瘼ny
Przyjdzie do ciebie i stanie w tem kole,
ζtwo go poznasz, on blady, pos瘼ny,
Z zwieszonem czo貫m, ze smutkiem na czole.

 

Oddaj si jemu, i niech z twego oka,
Ogie mi這ci i czucia wytrynie:
Wnet jego dusza jak morze g喚boka
Odbije niebo i gwiazdami b造nie.

 

Oddaj si jemu, a na orlich skrzyd豉ch
Wzniesie ci w marze krainy rozleg貫;
Oka瞠 przesz這 w wietnych malowid豉ch,
Wieki do ciebie przywo豉 ubieg貫.

//24

B喚kitnych niebios gwiadziste sklepienie,
Pod twemi stopy jak ca逝n rozwiesi:
Pod逝g twej ch璚i, na twoje skinienie
Umar貫 ludy i mocarstwa wskrzesi.

 

Ka瞠 im w豉sne opowiedzie dzieje
I jego rozkaz zaraz spe軟i musz,
Wtenczasz przeczytasz sw poj皻n dusz
Dziwne ich sprawy, dziwniejsze koleje.

 

Lecz gdy twe serce w ludzkoci obr瑿ie
Czytaj鉍 przesz這 ze strachu zakrzepnie,
On ci przeniesie w oceanu g喚bie.
Tkank szmaragd闚 nad tob rozepnie.

 

Otoczy ciebie ko貫m czarnoksi瞛kiem
Za kt鏎e woda wkra si nie odwa篡;
i pa豉sz-ryb z oszczepem zwyciezkini
Dla twej obrony postawi na stra篡.

 

Gwiazda [XX] ci zion寞 b璠zie md豉w jasno
Gdy si鉅ziesz w mroku koralowych las闚;
Rak ci opowie drogich pere w豉sno
Wieloryb kl瘰ki potopowych czas闚.

 

Odda ci ca貫 oceanu ksi瘰two.
Ty mu panowa b璠ziesz samow豉dnie;
Wszelki tw鏎 morski przed tob upadnie,
I zaprzysi璕nie wieczne pas逝sze雟two.

 

Jeli si znudzisz, on zn闚 ber貫m skinie,
I twojej woli wykonawca cis造,
Urzeczywici wszystkie twe pomys造,
wiat ca趾iem nowy przed tob rozwinie.

//25

Rozwinie wysp na morzu szerokiem,
Ktor ty sama w m這doci zaranku,
Lubi豉 widzie wyobrani okiem
Wysp, gdzie wiosna kwitnie bezustanku.

 

Gdzie pod przejrzyst gaza nocy wschodniej
Nami皻ny s這wik wdzi璚znej c鏎ze wiosny
Ognist mi這 t逝maczy swobodniej;
Tam echa wt鏎z jego hymn mi這sny.

 

Tam niema ludzi, tam 篡wio造 sporne
Jak w dzie stworzenia 篡j w wiecznej zgodzie;
To ogr鏚 szczcia, i wiatry wieczorne
Muzyk pieni graj w tym ogrodzie.

 

Widzia豉 morze przy zachodzie s這鎍a,
Wtenczas to na niem le篡 jasna pr璕a,
Lni鉍a iskrami i d逝ga bez ko鎍a,
Co od zachodu do st鏕 twoich si璕a.

 

Po tej to pr璠ze s這鎍em uiskrzonej.
Przez morskie wa造 co kipi statecznie,
Do wyspy szczcia przeze utworzonej
On ci za r瘯 powiedzie bespiecznie.

 

Oddaj si jemu, on ciebie uczyni

Tych wszystkich kr鏊estw ksieni samow豉dn,

Wieczne zas這ny m鉅roci wi靖yni,

Na jego rozkaz przed tob upadn.

 

Us造szysz wtenczas harmonj wiata,
Poczujesz matki-ziemi serca bicie;
Wsz璠zie przeniknie twoja myl skrzydlata.
Ka盥ego proszku zbada tajne 篡cie.

//26

Lecz jeli jego nie us逝chasz g這su,

Jeli to serce co bije dla ciebie,

Serce zn瘯ane wypadkami losu,

Z nieczu章 wzgard odrzucisz od siebie,

 

O! wtenczas zemsty l瘯aj si straszliwej!..
Bo on zamkn預szy przed litoci serce,
Im bardziej czu造, im bardziej by tkliwy,
Tem mocniej, sroej skarze przeniewierc.

 

Bo w twoj dusz rzuci straszne jady,
I b璠ziesz gore niszcz鉍ym zapa貫m;
Po drodze 篡cia zatrze szczcia lady,
I ty zostaniesz jedna w wiecie ca造m.

 

Cho pniej gorzkie la b璠ziesz 透y skruchy,
Cho twoje piersi podnios westchnienia,
Lecz on nieczu造, oboj皻ny, g逝chy,
Wydrze ci nawet przesz這ci wspomnienia.

 

Niebo si stanie wiecznie niedost瘼nem,
痂ija rozpaczy serce twe ocinie;
I w tem pustkowiu ciemnem i pos瘼nem
畝dna ci gwiazda przyjazna nie b造nie.

 

//27

DO DZWINY[9]

Elegija

 

I came to the place of my birth and cried:
the friends of my youth! where are they?"
and an echo answered: where are they?"

Arabic MS.

 

 

Rodzinna rzeko! ile lat ubieg這,

Gdym nad twym brzegiem duma raz ostami;

I z這篡 jad鉍 w krain odleg章

Na twojej fali poca逝nek bratni.

 

Wtenczas jak teraz po niebios safirze,
Drzemi鉍y ksi篹yc niemia這 si toczy;
Wtenczas jak teraz rozstrzelony w wirze
Gwiadzist siatk nurty twe pow這czy.

 

Wtenczas jak teraz mg豉 g瘰ta i ch這dna,
Snu豉 si po twem zwierciadle szerokiem:
Wtenczas jak teraz by豉 noc pogodna
I tchn窸a jakim nieziemskim urokiem.

//28

Lecz nie jam jeden duma nad twym brzegiem
Ach trzech nas by這, z m這d wyobrani
D嘀鉍ych sp鏊nie jednym 篡cia biegiem,
Kwitn鉍ych zdrowiem, zwi頊anych przyjani.

 

Wszyscy trzej wtenczas 瞠gnali si z sob,
Wszyscy trzej ciebie, o Dzwino! 瞠gnali,
I przed ostatni rozstania si dob
Zeszli si ch這dem odetchn寞 twej fali.

 

I jam im piewa piosnk po瞠gnania,
A echo dolin dwi瘯i nap馧 krad這;
Mymy p豉kali i 透y po瞠gnania
Pada造 na twe, o Dzwino! zwierciad這.

 

 

A ja, com goni za mar niesta章,
Com kraj rodzinny tak p這cho porzuci,
Daleko wiosn przeb章dziwszy ca章,
Wzgardzony, znowum na twe brzegi wr鏂i.

 

Dwino! twej fali szmer cichy, samotny,
Pi瘯ne sny mego dzieci雟twa ko造sa;
Gdym z ka盥ej chwili godziny przelotnej
Same rozkosze i szczcie wysysa.

 

Ach! gdzie te mary m這dej wyobrani,
Co mi mami造 niegdy bezustanku?
Gdzie urojenia mi這ci, przyjani
Kt鏎em wypieci w moich lat zaranku?

 

Wszystko to przesz這!... 透y me tylko p造n,
Czemu, o serce! nie stwardzia這 moje?

//29

Czemu pe軟ego nadziei, o Dwino!
Mnie nie po趾n窸y bystre nurty twoje ?

 

Mo瞠 by w matki 透a b造sn窸a oku,

Mo瞠 by siostry wyda造 westchnienia;

Lecz ju bym nie czu tych nieszcz nat這ku,

.

 

疾gnam ci, Dwino! dzie ju niedaleki,
Mo瞠 odp造n zn闚 od brzegu twego;
Lecz ju odp造n na d逝go, na wieki,
I wiatr tu prochu nie doniesie mego.

 

//30

ИA MIER A. LIИOWIECKIEGO[10]

 

ELEGIJA

 

 

 

.........bene placideque quiescas

Terraque secura sit super ossa levis.

Tibullus. lib. 11. eleg. 4.

 

 

W dalekim kraju, w samotnej ustroni,
Spocz窸y twoje nieuczczone zw這ki,
Tam k璠y strumie tryskaj鉍 z opoki
Dzikiej naturze pie pos瘼n dzwoni.
Na twej mogile pod貫 chwasty wzrosn,
Nikt z ludzi na ni sp鎩rzenia nie rzuci;
I tylko s這wik z uchodz鉍 wiosn
Pie po瞠gnania mo瞠 ci zan鏂i.

 

Czy dawno w jedne zgromadzeni ko這
S這dz鉍 t瘰knot po rodzinnej stronie
Ojczyste pieni piewali weso這
I sp鏊nie nasze 章czylimy d這nie ?
Czy dawno, wodzu biesiady przyjemnej
Obieg連zy myl znik造ch lat koleje,
Zada貫 zbada wir przysz這ci ciemny
Gdzie pogr嘀one by造 twe nadzieje?

//31

Ju ci nie sta這! gar 鄴速ego piasku
Na wieki twoje przyrzuci豉 oczy;
Co ju nie ujrz wi璚ej s這鎍a blasku,
I z kt鏎ych nigdy 透a si nie wytoczy.
Jak pr璠ko m這do twa kwitn鉍a zwi璠豉,
I mier starga豉 te b造szcz鉍e tkanki,
Co twoja dusza z barw t璚zy wyprz璠豉
Na uwie鎍zenie druha lub kochanki.

 

Pami皻am! p馧noc zbli瘸豉 si ciemna,
K喚by chmur czarnych kr嘀y造 po niebie
I leg豉 cisza na ziemi tajemna
Kiedy do grobu spuszczalimy ciebie.
Miasto modlitew, co w ostatnim darze
Sk豉daj ludzie u grobowej cieni,
Dla ciebie w obcym j瞛yku grabarze
piewali dzikie i pos瘼ne pieni!

 

Miasto 貫z czu造ch rodzic闚 lub krewnych.

Niebo s鉍zy這 krople rosy ch這dnej;

I miasto westchnie twej kochanki rzewnych

Po dzikiem polu szumia wiatr swobodny!

A my? nas tylko dw鏂h by這 przy tobie,

Ja, i towarzysz dalekiej podr騜y;

My nie p豉kali, lecz na twoim grobie

Dwa krzaki bia貫j zasadzili r騜y.

 

Aby przych璚i tkliwego s這wika,

Coby ci przyni鏀 wie o wionie nowej,

I spiew sw鎩 z gwarem zlewaj鉍 strumyka

Niekiedy sen twoj przerywa grobowy;

By ci przypomnia r鏚 p馧nocnej ciszy

Ziemi, gdzie znik造 twe lata jak cienie;

I od dawniejszych twoich towarzyszy,

Ze tchnieniem wiosny przyni鏀 pozdrowienie.

//32

Spoczywaj cicho! niechaj tw鎩 grobowiec
Rusa趾i szat osnuj powiewn;
Mo瞠 twym krewnym, zb章kany w璠rowiec
Wie o twej mierci przyniesie niepewn:
Gdy si dowiedz wnet 透y i westchnienia
Pol do ciebie ze swej duszy g喚bi;
ㄋy ich zamrozi wicher, a westchnienia
Wiatr nim doniesie wp馧 drogi ozi瑿i.

 

Spoczywaj cicho, m這dy przyjacielu!

Co znikn像 w 篡cia najwonniejszym kwiecie;

Ty ju doszed貫 tajemnego celu

O kt鏎ym ci鉚le marzy na tym wiecie.

A ja, jak w morzu zapomniana 堯dka,

Widz jak na mnie grony los si zwala;

Znika nadzieja ocalenia s這dka.....

Ach przeb鏬! gdzie to mi wyrzuci fala.?!

 

//33

CZUCIE JESIENNE

DUMA

 

 

Blow, blow thou winter wind
Thou art not so unkind
As mans ingratitude;
Thy tooth is not so keen
Because thou art not seen
Altho thy breath be rude.
Heigh-ho, sing, heigh-ho unto the green holly
Most friendship is feignin, most lovin mere folly.

SHAKSPEARE, As you like it.

 

Wicher przebiega zwi璠造ch 章k obszary

I maci szklanne jeziora.
I obna穎ne jawor闚 konary

Gwiazdkami ronu ju gor.

 

Wsz璠zie tak pusto, tak dziko, tak g逝cho
Jak w duszy pr騜nej zapa堯w;

Tylko niekiedy uderza me ucho
J瘯i pieni鉍ych si wa堯w.

 

Jak krwawym blaskiem s這nce si promieni
We mglistej zimowej szacie!

Dzikie obrazy gasn鉍ej jesieni!

C騜 ze mna sp鏊nego macie?

//34

疾 lubig patrze oboj皻nem okiem,
Jak si przyrody wdzi瘯 t逝mi;

Ze lubi s逝cha w milczeniu g喚bokiem
Jak wicher po polu szumi.

 

O dziki synu P馧nocy straszliwej

Lubi twe wisty pos瘼ne!
Ty nic tak straszny, ty nic tak burzliwy

Jak moje 篡cie wyst瘼ne

 

Zawiej w to serce, smutny m鎩 dostatek,

Dzik pieni spustoszenia;
Zniszcz w niem nazawsze uczucia ostatek,

I upij 禦ij sumienia.

 

Bo moj m這do w walkach z losem trudnych.

Ju bez powrotu styra貫m;
Bom ju w tych pozna przyjaci馧 ob逝dnych

Kt鏎ych nad 篡cie kocha貫m.

 

Bo ta dziewica co mi dot鉅 strzeg豉

Na drodze cnoty i wiary;
Ju bez powrotu odemnie odbieg豉

I 篡cia unios豉 czary.

 

I ja bez wiary, bez cnoty pokrycia.

Jak mara b章kam sie blada;
I z opieku鎍zej gwiazdy mego 篡cia

Ju na mnie wiat這 nie pada.

 

O kt騜 mi teraz udzieli schronienia

Przed okiem Boga i gminu;
Zawiej, ach! zawiej burz spustoszenia

W me serce, jesieni synu!

 

 

 

 

 

 

//35

DO W. G. R.

 

 

Miody m鎩 druchu! przed szale雟twem wiata,
Skry貫 si w ustro Mosarza bespieczn;
Tu gdy ci szczcie z cichych niebios zlata
Niedbasz na 豉sk losu niestateczn

 

B這go Wincenty! 篡cie twe up造wa
Jak jasny strumie r鏚 majowej 章ki;
Dla ciebie szumi z這tok這sa niwa.
Dla ciebie czu貫 piewaj skowronki;
Dla ciebie wiosn Rusa趾i nami皻ne,
Tajemnym gajom wij wieniec jarki,[YY]
Dla ciebie bij鉍 o kamyki wstr皻ne,
Srebrn harmonj gra fala Mosarki.

 

Umiej korzysta z tak bogatych dar闚

Co los szczliwy daje do u篡cia,

Szukaj w nauce pociech i nektar闚

I nie spogl鉅aj na ocean 篡cia.

Tam wszyscy goni za gwiazd nadziei

Co w mg豉ch przysz這ci tak sie s豉bo wieci.

//36

Tam ich tysi鉍e ginie po kolei,

W gronych ba逕an闚 burzliwej zamieci.

 

Tam pogardzaj i cnot i wiar,
Tam szydz z serca niewinnych zapa堯w,
Tam cz貫k z uczuciem wnet legnie ofiar
Dobroci serca lub m這doci sza堯w.
S逝chaj! st鉅 p造n j瘯i czu造ch matek,

S逝chaj! tam wyje rospacz 瘸lu wciek豉 . . .

Czy nierad jeste 瞠s ju naostatek
Porzuci obraz okropnego piek豉.

 

Pozdrawiam ciebie ! ty jeste szczliwy,
A ja za por鏚 dw鏂h przepaci wisz:
Podemn ryczy ocean burzliwy
I wzd皻e wa造 z 這skotem ko造sze;
Nademn niebo piorunami zbrojne
Z這wieszczym ogniem po造ska i p這nie;
Mo瞠 gotuje now dla mnie wojn
I ostrzy groty w zas瘼ionem 這nie.

 

Co za okropne moje przeznaczenia?
Jaka ma przysz這?. . . jest to otch豉 ciemna
Jak Scylla straszna, jak wieczno tajemna,
I blask nadziei jej nie rozpromienia!
Lecz i z przesz這ci c騜 mi si zosta這?
T逝m gorzkich wra瞠, jedna szczcia chwilka,
Kilka pami靖ek i piosenek kilka,
Kt鏎em rozrzuci r鏚 gminu niemia這.

 

A te piosenki, duszy mojej echo,

Czyli zas造n w pami璚i potomnej ?

Czy zabrzmi kiedy smutkiem lub pociech

Na stronach serca czarodziejki skromnej ?

Jam piewa ludziom, czy ludzie czu mog?

Oni wzgardzili inn i moj pieni,

//37

I podsun瘭i rzeczywisto srog
Pod mary co si nigdy nie odeni.

 

Lecz dosy t瘰kni i rozwodzi 瘸le,
Jam si w Mosarzu na nowo odrodzi;
Tu gdy mi losu sko豉ta造 fale
Dobry Wincenty troski me os這dzi.
Tum jeszcze spotka rajskiego anio豉,
Co mi rozkwieci rzeczywisto nag;
Niech mi wi璚 morze 篡cia dalej wo豉;
Pop造n mia這 z duma i odwag.

 

Pop造n mia這, bo dobry Wincenty,
Poda mi r瘯 w razie ostatecznym;
Pop造n mia這, bo m鎩 anio wi皻y
Pier m okrywszy puklerzem bespiecznym,
Roztoczy skryde p馧wieniec promienny
Nad mego 篡cia opuszczon 堯dk:
Szurnij wi璚 szurnij, odm璚ie bezdenny!
Mnie strze瞠 mi這 ze przyjani s這dk.

 

//38

WEZWANIE

 

ELEGIJA

 

Ksi篹yc harmonji sfer niebieskich s逝cha.
Co si na ciemnej szacie nocy pal;
P馧noc, woko這 panuje cisz g逝cha,
Tylko szmer fali goni鉍ej za lal
Nat篹onego dolatuje ucha.

 

Cisza! tej ciszy nie przerwie gwar t逝mny!
Jak瞠 ten lubi odludny zak靖ek;
Jak瞠 tu mile wieci ksi篹yc dumny,
Co jak kaganiec dawniejszych pami靖ek
Rozlewa blask闚 jarz鉍e kolumny.

 

Ta cisza nocy, to wiat這 ksi篹yca,
Ile ockn窸y w duszy mojej wra瞠 !!!
Ach gdzie jest teraz ta boska dziewica
Co tak g鏎uje w krainie mych marze
Czu這ci serca i wdzi瘯ami lica.?

 

Gdzie jest ten utw鏎 m這doci? gdzie ona,
Co niegdy w wi皻em duszy zamyleniu,

//40[11]

Z wysokich niebios, z archanio堯w grona,
Po drz鉍em gwiazdek odleg造ch promieniu
Schodzi豉 w moje ogniste ramiona?

 

Jestem samotny, z cichem uniesieniem
Czekam na twoje, aniele! przybycie;
Znijd do mnie; dusz rozjanij sp鎩rzeniem
I pob這gos豉w moje 禦udne 篡cie
Cichym spokojem i wi皻em natchnieniem.

 

Z pogard patrz na wiat rzeczywisty,
Gdzie wszystko dla mnie zamar這, zacich這;
Gdzie mych uroje orszak promienisty,
Wczenie zamierzchn像 i znikn像 tak rych這
Jak spadaj鉍ej gwiazdy t鏎 z這cisty.
Ty jedna duszy mej leczy豉 rany,
Ty jedna kwieciem potrz零a豉 ciernie;
Ty, jak 闚 anio od Boga zes豉ny,
鏚 mego 篡cia prowadzi豉 wiernie
Przez tego wiata hucz鉍e ba逕any.

 

Znijd wi璚 i teraz z tajnego ukrycia,
Stygn鉍e serce w mem 這nie ogrzewaj,
Zdejmij z mej duszy 瘸這bne pokrycia
I blade wiat這 nadziei rozlewaj
Na dalsz cie磬 tu豉czego 篡cia.!

 

//40

DOL涉垶KIE JEZIORO[ZZ]

 

ELEGIJA

 

 

O jak瞠 pi瘯ne Do鹵a雟kie jezioro!
Gdy z jego g喚bi jasne s這鎍e wstanie;
Nieogarnione oczyma otch豉nie,
Pasmami blask闚 mieni鉍ych si gor.
Wonno i wie穎 wko這 si rozlewa,

i rozes豉ne z這te s這鎍a w這sy

Po srebrnej fali ch這dny wiatr rozwiewa.

Tu m這dym liciem umajone drzewa

Lni si kroplami brylantowej rosy;

A tam na wyspie samotnej w oddali,

Ptasz皻a ranne rozpocz窸y piewy,

A g這s ich wdzi璚zny budz鉍 ze snu krzewy

Po ucieszonej rozlega si fali.

 

O jak瞠 pi瘯ne Do鹵a雟kie jezioro ,

Gdy cichy ksi篹yc w milcz鉍ych gwiad gronie.

//41

Po stepie niebios tocz鉍 si nieskoro.
Srebrzystym s逝pem lni si w jeno 這nie.
Nieokrelona jaka cisza pad豉
Na zadumane ch這dnych fal zwierciad豉.
Czasami 堯dka przemknie si rybacka,
I w g瘰tej trzcinie zaszeleszcz sieci;
Czasami puszczyk zagrucha znienacka
I fal drzemi鉍e otch豉nie przeleci.
Gdzie tam w oddali jaki rozg這s s造sz...
To pies str騜 domu wierny i niezmienny
Wita rolnika co po pracy dziennej
Powraca teraz w domowe zacisze.
Jak s這dko myle 瞠 si twarze krewne
Za jego przyjciem zaraz wypogodz,
疾 ma造ch dzieci wiegotania rzewne
Za dnia ca貫go trudy go nagrodz.

 

Lecz najpi瘯niejsze Do鹵a雟kie jezioro
Gdy s這鎍e 瞠gna dokolne pag鏎ki,
I na brzeg jego wyjd pn por.
Z c鏎ek tej ziemi najpi瘯niejsze c鏎ki;
I pie dla ucha marz鉍ego droga,
Zabrzmi w wieczoru uroczystej ciszy;
Ach! chyba cz這wiek podobn us造szy
Gdy po tem 篡ciu stanie przed tron Boga.

 

Widzia貫m ciebie, Do鹵a雟kie jezioro

S造sza貫m pieni nad brzegami twemi!

I duch wi瞛iony cielesn zapor,

Na ich rozdwi瘯ach ulatywa z ziemi.

Wtedym twe ciche por闚nywa wody

Z mojego 篡cia morzem tak przewr鏒nem;

I jak wym闚ka Natalji m這dej

Szmer tw鎩 w mem sercu odezwa si smutnem.

 

//42

W imionniku A.. Z.skiej

 

w kszta販ie serca zrobionego

 

 

Zle pani bardzo zrobi豉
Przyjmij przestrog z ust moich,
疾 to serce powi璚i豉
Na wpisanie ofiar swoich.

 

Bo gdy ka盥y po iskierce
Swoich we zapa堯w rzuci,
To tak liczne pani serce
W proch jak g鉉ka si obr鏂i.

 

Cho go zaczniesz gasi 透ami,
Lecz c騜 znacz 貫z twych deszcze?
Kochankowie westchnieniami
Bardziej go rozedm jeszcze.

 

Pani pi瘯na i tak m這da
Jako r騜a r鏚 rozwicia:
Wi璚 o jaka b璠zie szkoda
Straci serce w wionie 篡cia.

 


 

//43

POEZJE DRUGIEGO OKRESU

 

 

1834, 1835, 1836

 

 

 

Witebsk

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

//44

//45

 

OKOLICE WITEBSKA

 

POEMAT OPISOWY

 

 

Again I revisit the hills where we sported,
The streams where we swam, and the fields we fought
The school where, loud warnd by the bell, we resorted
To pore oer the precepts by petagogues taught.

 

Byron.[12]

 

 

I

 

Jasnow這se dziewice Bia這ruskich kraj闚,
Cocie mnie drzemi鉍emu przy szumie ruczaj闚.
Na wschodzie dni m這dzie鎍zych, dni czucia i wiary
Naraja造 sny pi瘯ne i niebieskie mary!
Cocie w璠rownikowi oderwanych wiat闚.
Uplata造 r闚niank z polnych r騜 i kwiat闚,
I za pieni co dawno przebrzmia造 nieznane,
Wie鎍zy造cie ni wieszcza czo這 zadumane,-
O c鏎y mojej ziemi! dajcie i dzi ucha,
Niech wasze serce poraz ostatni pos逝cha.
Samotnej, zaniedbanej piosnki wajdeloty,
Co do Kochanowskiego lutni szczeroz這tej.

//46

Raz jeszcze w Bia貫j-Rusi ci鉚n像 mia貫 d這nie:
Ach! dzwi瘯 przeze zbudzony jak echo przewionie
Lecz mo瞠 jak to echo nim zniknie w parowie
Jeszcze pe軟iejszym tonem pi鉍e gaje wzruszy;
Smutna pie jego ciesz鉍 jakie serce wdowie
Zabrzmi wdzi瘯iem przesz這ci w Natalji duszy.

 

II

 

B這gos豉wione kraje gdzie Tyber wspania造

Toczy po pi瘯nych 章kach pieni鉍e si wa造,

Tam przyrodzenie ci鉚章 umiecha si wiosn,

Tam laur dla wieszcz闚- mirty dla kochank闚 rosn;

Tam gdy noc wp馧przejrzyst mg章 owionie ziemi

Wszystko w jamiem czarownem zapomnieniu drzemie,

Tam Filomela w cieniu cyprys闚 ukryta,

Czulsz, sm皻niejsz piosnk wsch鏚 ksi篹yca wita.

Tam wietrzyk po逝dniowy skrad連zy dolin wonie

Zmyka i pod ci篹arem w czystszym niebie tonie.

I na samotnych wyspach r鏚ziemnego morza

Jeszcze z這tego wieku p這nie jasna zorza.

B這go temu, kto b璠鉍 dalekim od wiata,

Pod rzymskiem niebem p璠zi nieliczone lata.

 

III

 

Lecz nasza p馧noc matka i nieg闚 i burzy,
Jak瞠 rzadko pos瘼ne czo這 odechmurzy,
Tu uiskrzona mrozem czarodziejka zima,
Wi璚ej p馧roku w wi瞛ach przyrodzenie trzyma.
Tu wiosna jako promie zwodniczy nadziei,
Co b造ska por鏚 篡cia niepog鏚 i wiei,
Na chwil tylko zmys造 z逝dzone zachwyci,
Lecz ich jak senna mara, nigdy nie nasyci.

//47

IV

 

O srebrna Dwino! gajem ocicmniona ch這dnym
Gdy s這鎍e stopi niegi wyziewem 豉godnym,
Wiosna si na twych brzegach najmilej rozmieje,

i urok czarodziejski woko這 rozleje.

O jak niegdy lubi貫m w niemowl璚ych czasach
Biega po twoich 章kach, goci w twoich lasach,
S逝cha gwaru twej fali, co, jak pie piastunki
Usypia mego serca dziecinne frasunki;

Lub jak wr騜ba przysz這ci na dusze pogodn

Nawiewa jak trosk cich i 豉godn.

Wiosno! co swym promieniem o篡wczym i ciep造m

Wskrzeszasz 篡cie i wdzi瘯i w przyrodzeniu skrzep貫m.

Odziewasz gaje, cielesz po 章kach kobierce,

Przecz nic wlejesz pociechy w bolej鉍e serce?

I to oko, oddawna nawyk貫 透鏔 rzewnym,

Nie osuszysz na chwil wietrzykiem powiewnym ?

 

V

 

Nieszczliwy rozbitku burzy tego wiata!
Je瞠li ci ostatnia nadzieja odlata,
Je瞠li dusz twoj ci鉚豉 bole t這czy;
I 透a, sp鏊niczka nieszcz, oko twoje mroczy;
Sam tu! usi鉅my spo貫m w cichych gaj闚 cieniu,
One nas mo瞠 wyrw na chwil cierpieniu,
Smutek serca chwilowem marzeniem rozbroj.
ㄋ w oku, a westchnienie w piersiach uspokoj.
I natchn ku z造m losom uczuciem pogardy,
Czego niedozna szczcia ulubieniec hardy.

 

VI

 

Ach! gdzie to mi zawiod這 dumanie ponure?
Widz gajem leszczyny uwie鎍zon g鏎, (a)

//48

Co ca貫j okolicy panuje wspaniale.
U stop jej Widby p造n zadumane fale,
A obok si rozci鉚a 章ka malowana
Poziomemi krzewami i kwieciem usiana.
Ile razy w dzieci雟twa niecofnionych latach,
Gdy 篡cie niezm鉍one p造n窸o po kwiatach,
Wykrad連zy si kryjomu z pod czujnego oka
Bieg貫m powita ciebie, o g鏎o wysoka!
Ile razy z Franciszkiem siedz鉍 ponad brzegiem (b)
Myl naszmy puszczali z szybkiej Widby biegiem,
Co pysznie ustrojona w cienie gaj闚 smutne
Ucieka豉 przed nami jak szczgcie przewrotne

I wiatr zwiewa 透 czucia z naszego oblicza,
Tumy cz瘰to marzyli w dziecinnej prostocie,

o niemiertelnej s豉wie, mi這ci i cnocie,

i gdy si w uniesieniu nasze r璚e sprz璕造,
Usta wieczyst przyja nawzajem przysi璕造.
Druhu! jak wczenie wiatu zosta貫 wydarty;
Ty jeszcze niedopisa pierwszej 篡cia karty,
Jeszcze nie uni鏀 瘸dnej pami靖ki z przesz這ci.
Jeszczem niepozna nawet wzajemnej mi這ci,

I w nagrod za pieni szczliwa kochanka

Jeszcze ci nieuplot豉 z m這dej r騜y wianka,

Jeszczem 瘸dnego serca nie umierzy 瘸le,

A ju ci gniewnej Widby poch這n窸y fale!...

Ach! nikt nad twoj mierci 貫zki nie uroni,

Nikt ci na po瞠gnanie pieni nie zadzwoni;

Nikt na twoim grobowcu kwiat闚 nie zasadzi

I czas pami耩 o tobie z serc ludzkich wyg豉dzi.

Gdy czo這 mniej wspomnienia godne, mniej szlachetne,

Laury niemiertelnoci opromienia wietne;

Twe unie w g喚bi wiek闚 nidy nie zawieci.

Ni do uszu bezstronnych potomk闚 doleci.

Pok鎩 twym wi皻ym prochom! ty jak gwiazda z這ta,

//49

B造szczysz w pos瘼nej ciemni mojego 篡wota:
Niech si tw鎩 duch samotny rozraduje w grobie,
Jeszcze tu jedne serce pami皻a o tobie,
Serce rozdarte burz nieszcz i mi這ci
Co tobie odpoczynku wiecznego zazdroci,...
O! mia貫 dusz wielk, poj皻n i bratni!
Przyjm瞠 t 透 gor鉍, 透 mo瞠 ostatni,

Twojego przyjaciela,

Co jeszcze raz tu przyszed z odleg貫go kra鎍a,

Przypomnie swej m這doci niepowr鏒ne chwile

I zap豉ka na twojej samotnej mogile.

Pok鎩 twym wi皻ym prochom! z przybytk闚 promiennych,

Zlatuj do mnie czasami w moich marach sennych,

Odwiedzaj mi w pos瘼nem duszy zadumaniu,

i wie gwiazd nadziei na smutnem wygnaniu.

 

VII

 

Jaki to straszny 這skot tak dziko i g逝cho,

Odbija si zdaleka o strwo穎ne ucho,

I roztoczone pasmo wspomnienia przerywa?

Ach! to wodospad m造nu myl moj przyzywa.

Przybli禦y si powoli, o jak瞠 okropnie
Leci fala za fal przez omszone stopnie;
Jak t璚za uiskrzony promieniami s這鎍a,
Huczy, pieni si, spada, w krople si roztr鉍a.

O poc騜 si zakrad連zy w ten zak靖 spokojny
Sro篡sz si, wodospadzie! jak huragan znojny
W nieogarnionej okiem arab闚 pustyni,

Jak wicher nami皻noci duszy we wi靖yni?
Wszystko do kola kwitnie, przecz synu zniszczenia
Hymnem burzy przerywasz cisz przyrodzenia?
Rzeczywistego 篡cia obrazie ponury!
Ty nie odbijesz niebios b喚kitne lazury,

i Natalja z dziewic naj豉dniejsza grona,

Jak wr騜ka ska alpejskich t瘰kna, zamylona,

//50

Co si w Manfreda dziwnych zjawia豉 widziad豉ch,
Nie przejrzy si w spienionych twej fali zwierciad豉ch.
Hucz, dziki wodospadzie! i dla ziemskich dzieci
Przypominaj jak szybko nasze 篡cie leci,
砰cie pe軟e odm皻闚, burzliwe bez ko鎍a
Kiedy niekiedy barw oz這cone s這鎍a,
Po kt鏎em, jak po tobie gdy spadniesz w otch豉nie,
Nic wi璚ej opr鏂z piany wspomnie nie zostanie.

 

VIII

 

Powracaj鉍 do miasta odpocznijmy chwil
Na tych wzg鏎kach cienistych miej鉍ych si mile,
Co jak pon靖ne cacka w tej lubej ustroni
Przyrodzenie ze szczodrej wyrzuci這 d這ni, (c)
Tu w cich noc wiosenn przy ksi篹yca blasku,
Na jednym z tych pag鏎k闚, w tajemniczym lasku,
Gdy s這wik os這niony zaperlonem drzewem,
Budzi przyleg貫 gaje harmonijnym piewem,
Lubi貫m upi serce znu穎ne marzeniem,
I t瘰kny duch zasili przesz這ci wspomnieniem.
Ach! w tej b這giej godzinie za obr瑿y wiata,
Myl, jak pszcz馧ka, na skrzyd豉ch powiew闚 wylata,
I pije w zapomnieniu s這dkiem nektar boski;
Wtenczas znikaj przykre obecnoci troski,
I przysz這 malowana czarownemi farby,
Rozwija w naszej duszy nowych uczu skarby:
A nim na Bazylja雟kiej umieszczony wie篡,
Zegar straszn godzin p馧nocy uderzy,
I myli moje z g鏎nej pielgrzymki odwo豉;
Lub p鏦i ch這dny wietrzyk nie ostudzi czo豉,
I g這nym wistem gaj闚 milczenia nie sp這szy
Jak duch rzeczywistoci u逝d roskoszy.

//51

 

IX

 

Wejdmy? wrecie na miastu panuj鉍 g鏎, (d)

Gdzie smutny cie rzucaj topole ponure;

Ju j gaik zarasta, a niegdy przed laty

W tem samem miejscu zamek wznosi si bogaty,

Nasi ojcowie jego widzieli zwaliska,

A nam tylko wspomnienie smutn 透 wyciska...

Niegdy w tem samem miejscu z okop闚 obronnych,

ciera si Bia這rusin z t逝mem wojsk postronnych,

Nieraz w tem samem miejscu w uporczywej bitwie

Odwa積e stawi czo這 i Rusi i Litwie.

Tu Olgierd rozszerzywszy zdobycze i kl瘰ki,

U stop pi瘯nej Marjanny z這篡 miecz zwyci瞛ki.

Tak Herkules okryty s豉w wiekopomn,

Pogardzi przy Omfali maczug ogromn.

Od tej chwili i Witebsk ze swym zamkiem mocnym,

Schyli czo這 przed Litwy mocarzem wszechmocnym.

A dzi w tem samem miejscu gdzie przed czasy brzmia造

Lub weselne okrzyki, lub wojny wystrza造,

ㄆkisza雟kiej doliny jaki ptak w璠rowny,

Tylko kiedy niekiedy hymn n鏂i czarowny;

I bluszcz co si z dzie w靖造ch cz這wieka ur鉚a

Po uwi璚onem miejscu p豉szcz smutku rozci鉚a.

O jak czgsto z Horacym lub Wirgilim w r瘯u

Jam s逝cha tutaj Widby samotnego j瘯u.

O jak瞠 cz瘰to tutaj starzec osiwia造.

piewa mi Bohater闚 dawniejszych pochwa造,

Opowiada podania o wr騜kach bezwzgl璠nych,

o zakl皻ych dziewicach, o rycerzach b喚dnych.
A jam 豉komem uchem dzikie banie chwyta...
Ach! by to m鉅ry starzec co w przysz這ci czyta,

I z duchami prowadzi rozmow tajemn,

I m鏬 przejrze niekiedy nawet przysz這 ciemn.

//52

 

X

 

Bia這rusi! o ile budzisz wspomnie smutnych,
Ach! gdzie to roje twoich bohater闚 butnych,
Co do bitew odwa積e szykowali roty?
Gdzie sa tak uwielbiane twoje Wajdeloty,
Co niegdy potr鉍aj鉍 harfy struny z這te,
Tchn窸y w szlachetne serca do boj闚 ochot?...
Ju o tych bohaterach nikt z twych dzieci niewie,
A lutnie bard闚 wisz na samotnem drzewie.

I ostatni z twych syn闚, wieszcz niedawnych czas闚,
Wychowaniec twych dolin i pos瘼nych las闚,
Co s這dkim dwi瘯iem ucho Czartoryskich pieci
I swe imie w kociele pami璚i umieci,
Ju ciebie z ponad brzeg闚 oddalonej rzeki
Tkliw i sm皻n pieni po瞠gna na wieki! (e)
I kt騜 z nas jego lutni roztrojon zwiesi,
I na niej bezimienne cienie przodk闚 wskrzesi ?...
Mo瞠 w tem samem miejscu gdzie rozmylam teraz
I on przy harmonijnym j瘯u Dwiny nieraz
Przeziera widnem okiem b喚dnych duch闚 t逝my
I s逝cha z rozrzewnieniem dzikiej starca dumy.
I m這dzie鎍ze obrazy odziane urokiem,
Podnosi造 si z duszy, stawa造 przed okiem,
i jak nadobnej wr騜ki wszechw豉dne zakl璚ia,
Rozmarzonego wieszcza wo豉造 w obj璚ia.

o bardzie, Bia這ruskiej krainy ozdobo!

W jak wietnych barwach przysz這 b造szcza豉 przed tob:

Ty s鉅zi, zapale鎍ze! 瞠 tobie na wiecie

R瘯a pi瘯noci kwiatek niebieski uplecie

W zielony wieniec 篡cia, 瞠 za wietne czyny

Osiwia貫 twe skronie otocz wawrzyny.

Lecz jak wczenie we szczcie ziemskie wiar straci

i ob章kaniem czu造 b章d serca przyp豉ci

//53

O czy mog貫 pomyle 瞠 ksi篹niczka m這da
Jakiegokolwiek kr鏊a dostojna nagroda,

Dla 貫z czu造ch poety wyrzecze si wiata!...
Czyli ci nie nauczy smutny los Torkwata?
Czy zapomnia 瞠 b鏀twa z renic b喚kitna,
Nic dla nas biednych wieszcz闚 na tym wiecie kwitn ?
My ty趾o mo瞠m one zdaleka podziwia,

i kryjome westchnienie do ich tronu przywia.

 

XI

 

Ach! obiegaj鉍 okiem zbieg造ch wiek闚 szcz靖ki,
Drogie dla serc czuj鉍ych przesz這ci pami靖ki,
Niech na chwil zatrzymam moj myl zdumion
Nad t wi靖yni Bogu wielkiemu wzniesion, (f)
Gdzie ze brzmieniem organ闚 章cz鉍 mod造 tkliwe
Szuka w wierze pociechy serce nieszczliwe,
Spowiada si ze grzech闚 i pokut czyni.

O ile razy dzieckiem w tej samej wi靖yni,

Na skrzyd豉ch czystych modlitw, z nikczemnych poziom闚
Wznosi貫m si do Stw鏎cy niezmiernych ogrom闚,

I jakby mi wielkoci przywala這 brzemi,
Rozrzewniony, sp豉kany pada貫m na ziemi.
Czemu瞠m nie zachowa t gor鉍 wiar
Kiedy mi, nami皻noci burzliwych ofiar,
Na w靖貫j 這dzi 篡cia bez rudla i wios豉,
Rozhukanych ba逕an闚 grona si豉 nios豉

I cisn像a na wiata nieznane przestworze.
Kiedy wrza這 zdradzieckie pod m stop morze,
Kiedy przyja i mi這 co mi dot鉅 strzeg造,
Przestraszone 這skotem gronych fal odbieg造.
Gdym si tu豉 samotny po cie磬ach ciernistych,
Jak zab章kany Faris na stepach piaszczystych:
I 瘸dna dla mnie gwiazdka nie wysz豉 z ob這ku,
i w 瘸dnym 透y wsp馧czucia nie ujrza貫m oku;

//54

Wiaro! tye wstrzyma豉 samob鎩cze d這nie
Gdym chcia utopi sztylet w mojem w豉snem 這nie,
I ukara to serce, co z dziecka prostot
Lgn窸o do wszystkich ludzi, i bieg這 z ochot
Za tem wszystkiem co pi瘯nem i cnotliwem by這!...
Serce! o g逝pie serce! Jak瞠 mi zdradzi這?...

 

XII

 

Obok tego kocio豉 dzie這 dawnej sztuki
Wznosi si staro篡tna wi靖ynia nauki,
W kt鏎ej owieconego wychowa鎍e wieku,
Staraj si rozwin寞 zdolnoci w cz這wieku,
S豉by rozum wydoby z mrocz鉍ych go ciemnic,
I obwieci mu prawa odwiecznych tajemnic!
Witam ci, szko這! w tobiem wzi像 pierwsze zasady
Moich umiej皻noci i cnoty przyk豉dy,
W tobie poranek 篡cia mojego przemija,
I umys m這dociany wzmaga si, rozwija,

I czytaniem klassycznych utwor闚 si krzepi.....

Ach! w tobiem pierwsze zwi頊ki przyjani zaszczepi;
O swawolni dzieci雟twa mego towarzysze!
Wycie dawno rzucili to wi皻e zacisze,

Nie jeden z was na w靖貫j puciwszy si 這dzi,

Za znikom nadziej po wiata powodzi,

Wr鏂i doma, i stan像 przed siostr zdumia章,

Obci嘀ony pot璕, dostatkiem i chwa章.

Drugi, gdy na w podr騜y wiatr przeciwny wion像

Nie dop造n預szy brzegu bez wieci zaton像.

Inny leg za ojczyzn, i ju gwiazda s豉wy

Rozlewa blask promienny na mogile krwawej.

荑 za w powolnych m瘯ach, r鏚 krewnych 瘸這by,

Umar nies豉wn mierci na 堯簑 choroby.

Was niema, a ja ci鉚le jeszcze o was marz,

Teraz mi otoczy造 obce, zimne twarze;

//55

Do kog騜 si wi璚 z sercem rozdartem obr鏂?
Kto mi teraz pos逝cha gdy piosnk zanuc?
Kto moj dusz pojmie, kto 瘸l m鎩 rozdzieli,
I kto mi samotnika odt鉅 rozweseli?

 

XIII

 

Dosy ju gorzkich wspomnie roztacza kobierce,

Co jak ca逝n grobowy padaj na serce,

Niech myl osamocona gdzie indziej odp造nie :

Ot jestem w ㄆkisza雟kiej pon皻nej dolinie; (g)

Czarodziejskie ustronie! tu g鏎y wynios貫,

Przedzielone parowem, lasami zaros貫,

Jak olbrzymy z doliny samotnej wystaj,

I z逝dzonemu oku miasto zas豉niaj.

荑dzie przytu貫k szczcia wioska nierozleg豉,

Z porodka m這dych drzewek przed oko wybieg豉,

Dalej ci鉚n si zbo瞠m uwie鎍zone 豉ny,

Po kt鏎ych wietrzyk 鄴速e zatacza ba逕any.

I srzebrzysta ㄆczosa w zakr皻ach pon皻nych,

K喚bi drzemi鉍e nurty po kamykach wstr皻nych,

I jak gdyby podr騜 dalek znu穎na,

Szemrzy, j璚zy 瞠 dalej p造n寞 przymuszona.

Ciche i jednotonne jej fali mruczenia,

Komu z czuj鉍ej duszy nie wyrw westchnienia ?

Wydobywszy si z miasta uprzykrzonych gwar闚.

S這dko spocz寞 w tem miejscu rozkoszy i czar闚,

Gdzie myl porwana wirem cudownych urok闚,

B章dzi i w t逝mie licznych gubi si widok闚.

Tu gdzie si przyrodzenie tak wdzi璚znie umiecha,

Cz這wiek zn隕any losem swobodniej oddycha,

I jakby oderwany od ca貫go wiata,

Z rzeczywistoci w marze krain wylata.

Tu si b章ka woko這 dumanie samotne!...

Wdzi璚znym ci, o ㄆczos za te chwile lotne

//56

Com sp璠zi na twych brzegach... ach! i czemu wtedy
Gdym jeszcze nieprzeczuwa nawet przysz貫j biedy,
Nie wysz豉 jaka Nimfa z twej ch這dnej krynicy,
Obwieci przysz這 dla mnie i mojej dziewicy.

O Natalijo! poc騜 wspomnienie o tobie
Zn闚 myl rozweselon pogr嘀a w 瘸這bie?

 

XIV

 

Kiedym na dwi瘯 wszechmocny Przedwiecznego g這su
Wyszed na 章k 篡cia z ciemnego chaosu,

i rzuci po raz pierwszy rozkochane oko,

Na gwiadziste niebiosa, na ziemi szerok
Wtedy ca貫 to ko這 wielkiego stworzenia,
Zla這 si dla mnie w jeden przedmiot uwielbienia.
I z dziewicz mi這ci, z m這dzie鎍zym zapa貫m,
Do przyrody ramiona drz鉍e wyci鉚a貫m,
Chc鉍 j dusz ogarn寞 i zbli篡 do siebie,
I ach! w niej si rozp造n寞 jako chmurka w niebie.
I ona, jak piastunka ma貫go dzieci璚ia,
Schwyci豉 mi z radoci w ogniste obj璚ia,
I na jej piersiach drz鉍ych jak serce dziewicy,
Zapomnia貫m o 篡cia mego tajemnicy.

 

XV

 

Ale sen czarodziejski trwa nie bardzo d逝go...
Dusza, miotana uczu gwa速ownych szarug,
Za jak niewcielon t瘰kni豉 kochank,
Co, otoczona marze fantastycznych tkank,
Ju zlatywa豉 do mnie, i w serce stygn鉍e,

Wprowadza豉 nowego 篡cia jasne s這鎍e...

I jaki hymn, podobny do harf boskich dwi瘯u.

Brzmia po gajach, po 章kach, i w ㄆczosy j瘯u.

Ach! ten hymn niepoj皻y co mi ci鉚le wo豉.

Przedziera si do duszy, lecz upi nie zdo豉

//57

Niesko鎍zonych jej ch璚i, z roskosz tajemn
Jam go 這wi czasami, le獝 znowu przedemn
Pierzcha jak dzika mara. Tak na dnie piekielnem
Srogi Tantal dr璚zony pragnieniem miertelnem
Pr騜no spiek貫mi usty chwyta potok ch這dny
Co spada ci鉚le przed nim z opoki niep這dnej.

 

XVI

 

A ta, kt鏎m utworzy zapa貫m ognistym

Nie zjawia豉 si jeszcze w wiecie rzeczywistym;

Darmo czuj鉍em sercem wsz璠ziem serca pyta,

Nigdziem z oczu pi瘯noci szczcia nie wyczyta.

I smutek si zakrad連zy w zak靖 duszy skryty

Niszczy j i pustoszy jak w嘀 jadowity.

Jam ostyga i ucisk gor鉍y natury

Niemia pierwszego wp造wu na duch m鎩 ponury,

I, jak m這dej dziewicy srogi przeniewierca,

Nie liczy貫m ju wi璚ej uderze jej serca.

 

XVII

 

I myl dzika do ducha wi靖yni zapad豉,
Kiedym widzia jak jesie z 章k ubiory krad豉,
Myla貫m patrz鉍 na to: i cz這wiek tak w豉nie
Rodzi si, wzrasta, kwitnie, usycha i ganie.
Kiedy, siedlisko myli i rozumu czaszka,
Stanie si gniazdem gad闚 lub przytu趾iem ptaszka
Gdzie si duch ten podzieje,

// 58

 

XVIII

 

I ta myl okropniejsza ni piekie katusze,
We dnie i w nocy ci鉚le dr璚zy豉 m dusz.
Niechaj na mnie Pan wiat闚 we Wszechmocnym gniewie,
Spuci piekielnych ogni闚 pal鉍e zarzewie,

Niech wywieraj鉍 zemst nad nikczemnym duchem
Okuje mi gryz鉍ym rozpaczy 豉鎍uchem,
Niech karze zwolennika chuci i przesytu,
Byleby tylko duszy nie odm闚i bytu.
Bo瞠! ty mi da serce czu貫 i poj皻ne,
Czyli odrzucisz proby grzesznika natr皻ne.?

 

XIX

 

Takem cz瘰to si modli w samotnoci skrycie,

ㄋami gorzkiemi pociel zlewaj鉍 obficie,

Lecz uparte niebiosa milcza造 przede mn,

I nic nie rozwidni這 tajemnic ciemn.

Jak ogie gdy si w Etny wn靖rznoci zakradnie,

Pos瘼na rozpacz tla豉 w duszy mojej na dnie.

Czas szybkim lecia p璠em, i jam bez ufnoci,
Oczekiwa ze strachem powt鏎nej nicoci.

 

XX

 

Godzina po godzinie, rok po roku znika,
Tak dla bogacza ziemi, jak dla samotnika;
Wczoraj nie wraca do nas, a jutro tajemne
Nieraz mo瞠 rozproszy mg造 nieszczgcia ciemne.
Nie d逝go trwa ten agon (?) mierci i 篡wota,
i niebieskiego 篡cia jutrznia szczeroz這ta,
Oblana gorej鉍ych p這mieni potokiem,
Zab造sn窸a znienacka przed m這dzie鎍a okiem.

//59

 

XXI

*       

Jam spotka (nigdy pami耩 tej chwili nie zginie)
Niemierteln istot w nicestwa dziedzinie,
T, co z palm nadziei, na 篡cia poranku,
Buja豉 przed m dusz w promienistym wianku
Mo瞠 to Seraf sp造n像 w postaci dziewicy?
Blask niemiertelny z czarnej wybija renicy,
Rumieniec co si po jej jagodach rozlewa,
Jak zorza konaj鉍a p這n像 i omdlewa.
Jej usta tchn像y 篡ciem i woni niebiesk,
Rz瘰y si promieni造 nieostyg章 貫zk,
A warkocz rozpierzchni皻y, fal hebanow
Przys豉nia, niby chmurka, pier alabastrow.
Ta zwiastunka zbawienia, ta pos豉nka Boga,
Dotkn窸a si strun serca mego, kt鏎e trwoga
I w靖pliwo upi造, i zn闚 duch w璠rowny
Wzlecia na orlich skrzyd豉ch w kraj niebios czarowny
I wiara nieskalana z nadziej spokojn
Wla造 si znowu w dusz dzik i niestrojn.

 

XXII

 

Dzi瘯i ci, Natalijo! ty wr鏂i豉 Bogu
Stoj鉍ego na wiecznym pot瘼ienia progu,
Ty we chwilach bolesnych nudy i cierpienia,
Zasy豉豉 mu ciche i wi皻e natchnienia.
Celu mojego 篡cia! duszo duszy mojej!
Ty mi powiedziesz kiedy do wiecznej ostoi,
i tam przed tronem Boga cz零tk niemierteln,
Zlejem si w jedn ca這 pe軟, nierozdzieln,
I zaprzysi璕niem sobie wiar i stateczno
Na ca章 niesko鎍zon, niepoj皻 wieczno.
Tu na ziemi gdzie kwiatek nie ronie wesela,
Nas zimna r瘯a 逝dzi na zawsze rozdziela;

//60

Ty sama nawet goni鉍 za szczciem ulotnem,

Wzgardzi豉 zapale鎍a sercem tak samotnem.

Lecz ja ci nie obwiniam!... bo kt騜 kocha mo瞠

Tu豉cza rzuconego na wiata bezdro瞠,

Bez miana, bez przytu趾u, bez 瘸dnej opieki,

Co wyla bez podzia逝 貫z gor鉍ych rzeki,

Nad kt鏎ego si losem 瘸den nie rozczuli,

Kt鏎ego nikt do serca szczerze nie przytuli?

Ten, co los闚 cz這wieka utrzymuje wodze,

Kaza mi a do zgonu i po krwawej drodze,

Bo com tylko ukocha mi這ci wzajemn,

Jak blask dzienny przed noc, pierzcha這 przedemn.

I ty sama r鏚 篡cia pos瘼nego mroku,

Na to tylko b造sn窸a samotnika oku,

By sprawdzi jego mary, by go podnie w g鏎,

I ztamt鉅 znowu str鉍i w otch豉nie ponure.

Jednak na tle przesz這ci wspomnienie o tobie,

B造szczy jak zapomniana lampa w Rzymskim grobie.

Jak ja, ty mia豉 dusz t瘰kni鉍 do chwa造,

Jak ja, ty chcia豉 obj寞 wiat powszechny ca造;

Jak ja lubi豉 b章dzi po d鉉rowach sennych,

I s逝cha j瘯u zdroj闚 i wiatr闚 jesiennych.

Jam ci widzia gdy boska, rozrzewniona, szczera,

Skrapia豉 透 gor鉍 stronicy Szyllera.

Jam ci s造sza niebianko! gdy anielskim g這sem

La豉 pociech w serca por騜nione z losem.

Ach! Najwy窺zy ci dla mnie przeznaczy z powicia,

I nawet nim nas jeszcze powo豉 do 篡cia,

Dwie pi瘯ne gwiazdy mego i twojego losu,

Kr嘀y造 obok siebie w pustyniach chaosu.

Lubo nie oceni豉 pod ziemsk pow這k

Serca, co tak czu umie silnie i g喚boko,

Lecz gdy rzuciwszy z siebie miertelne pokrycia

Co nas trzyma造 w szrankach nikczemnego 篡cia,

Do lazurowych niebios wyniesiem si spo貫m;

//61

Tam lepiej poznasz tego, co tak kocha ciebie,
I za ziemskie cierpienia nagrodzisz go w niebie.

 

XXIII

 

O Natalijo moja! 瞠gnam ci na wieki!...
Ju mi los przeladowca p璠zi w kraj daleki,
Gdzie jak kwiatek pod wp造wem cieplejszego s這鎍a
Pr璠zej ostatecznego doczekam si ko鎍a.

i gdy jele, sp這szony w przyleg造m manowcu,
Zatrzyma si przy moim samotnym grobowcu,

i schyliwszy ku ziemi promieniste czo這,
Gry b璠zie m這de krzewy co porosn wko這:
Duch m鎩 nielitociwe przeb豉gawszy losy,
Sp造nie we tchnieniu wiatr闚 na brzegi ㄆczosy,
I gdy ci dumaj鉍 napotka pod drzewem
Lekkim ci z zamylenia obudzi powiewem,
I gorej鉍 貫zk w twem oku osuszy,
Gdy si przykre wspomnienie natr鉍i twej duszy.

 

XXIV

 

O ㄆczoso! nazawsze rzucam twe wybrze瞠,

I t wierzb samotn co fal twoich strze瞠;
I t ma章 wysepk co wiosna i lato
Ubieraj kwiecist i zielon szat;

I t wiosk pon皻n, co szczcie przelotne
Obra這 na mieszkanie dla siebie samotne;
I te pole okryte zbo瞠m, co w oddali
Ko造sz si od wiatru nakszta速 morskiej fali.
I inne niezliczone wdzi瘯i i powaby.
A teraz trocha dalej przeniemy krok s豉by,
Gdzie znu穎ne dalek w璠r闚k twe fale

Pogr嘀aj si w Dwiny drzemi鉍ym krysztale.

//62

 

XXV

 

Ot ㄆkiszki zaros貫 gaikiem cienistym

Co si przegl鉅a w nurcie Dwiny przezroczystym,

A wiatr wieczorny jego wierzcho貫k ugina.

Jaka to r鏚 parowu snuje si dro篡na?

P鎩d po niej, c騜 widz? jaki gr鏏 pod jod章

Na nim krzy obwiniony krep, mierci god這.

Powiedz mi kto ty jeste co spisz w tym grobowcu,

W tak samotnem ustroniu, w tak dzikim manowcu,

Jaka r瘯a przyjazna druha albo matki,

Zasadzi豉 nad tob nieznajome kwiatki,

Kwiatki b造szcz鉍e smutku pos瘼nym kolorem.

Co by造 pos瘼niejszej jeszcze duszy wzorem.

To pewnie nieszczliwy skry si w tej mogile?

Jeli tak, czy ci p造n pogodniejsze chwile

Kt鏎emi ci obdarzy nie chcia wiat przewrotny?

Kto wie? mo瞠 tw dusz los krwawi okr鏒ny,

Mo瞠 mi這 twe serce rozdar豉 na 獞ierci.

I ty szuka貫 ulgi pod skrzyd豉mi mierci.

O je瞠li z ostatni nadziej si zwani,

Jeli duszy twej 瘸den promyk nierozjani,

Kt騜 z ludzi si omieli naj瘲awa nad tob ?...

Ach! nie jedna dziewica okryta 瘸這b

Zab章dzi pod t jod喚, i twojej pami璚i

Jeli nie 透, to pewnie westchnienie powi璚i... .

Odpoczywaj spokojnie! niech wiosny kochanek

Czu章 ci piosnk nuci co wiecz鏎, co ranek,

Niechaj cie opieku鎍zy s零iedzkiego drzewa,

Na tw鎩 gr鏏 zapomniany s這dki ch堯d wylewa.

Mo瞠 ta, co si sta豉 twej mierci przyczyn,

Przyjdzie tutaj pomarzy wieczorn godzin,

i przeczekawszy szczcie, przeniwszy nadzieje,

κzk pnego 瘸lu nad tob wyleje.

//63

Jeszcze i tak szczliwy, kiedy 透a kochanki
Skropi na twej mogile zasadzone wianki.

 

XXVI

 

Sk鉅 瞠 to w takiem miejscu, o takiej godzinie,
Jakie echo st逝mionej harmonji p造nie ?.....
To j瘯 dzwon闚 wieczornych z Marka monasteru (g)
Rozlewa si po Dwinie, brzmi w nurtach eteru,
I jak dwi瘯 dzikiej pieni omdlewa w parowie!
O jak瞠 w nim podoba moje serce wdowie!
On rozwija lot myli, i na dusz wieje
Wspomnienia lat ubieg造ch, przysz這ci nadzieje.
Szczliwy kto nazawsze wyrzek連zy si wiata
P璠zi, jak mnich klasztorny w zapomnieniu lata.

O czy mi kiedykolwiek dozwol wyroki,
Przebrn預szy nieszcz moich ocean g喚boki,
Przechyli utrudzone czo這 w cieniu wioski;

i rzuciwszy w niepami耩 jadowite troski,

Przy srebrnym szmerze zdroj闚 pod d瑿em, lub klonem
Rozrzewni si z Szyllerem, zap豉ka z Bajronem ?
Czyli usi鉅 kiedy w skromnej, cichej chatce,
Przy moich w豉snych dziatek ukochanej matce,
Czyli b璠 w nich wlewa do nauk ochot,
I uczy jak czci Boga i mi這wa cnot ?
Tylekrotnie doznawszy zdrady lub niewiary,
Jeszcze si rozsta z wami nie moge, o mary!

 

XXVII

 

Ch這dne gaje, d鉉rowy, doliny zielone,
Groby poziom traw i mchem uwie鎍zone!
Przyjmcie dzisiaj ostatnie tu豉cza westchnienie
Co ze szmerem rzek waszych zlewa harfy brzmienie
Szczliwy ! kto po 篡cia burzliwym obiegu,
Mo瞠 jeszcze zap豉ka na twym, Dwino! brzegu.

//64

Szczliwszy kto jak dziecko w uniesieniu cichem
Z zielonem jeszcze sercem, z kwitn鉍ym umiechem
Marzy o cnocie ludzi nad twoj krynica,
Najrzan Natalji niebiesk renic.
Najszczliwszy ze wszystkich ten co przy jej boku,
Czyta przysz章 nadziej w jej czarownem oku,
I ze nad-ziemsk rozkosz, nowe 篡cie bierze,
I 透 czucia powi璚a mi這ci i wierze;
Kto jej mylom panuje, kto jej sercem w豉dnie,
I czyja g這wa na jej nie積e 這no spadnie.

 

Ludzie! nikt-瞠 z was brata swego nie op豉cze,
Co jako wicher 篡cie prowadzi tu豉cze ? ...
Oto ju po瞠gnania godzina nadchodzi,
Burza wydyma 瘸giel opuszczonej 這dzi,
I p璠zi j jak pi鏎ko w jak otch豉 ciemn;
Piorun bije nademn, wiry wr podemn
Ostatnia 透a upada z nabrzmia貫j powieki,
Okolice Witebska! 瞠gnam was na wieki.

//65

 

OBJANIENIA.

 

 

(a) Widz gajem leszczyny uwie鎍zo g鏎

Okolice Jurkowszczyzny. Czytelnik raczy 豉skawie przebaczy, je瞠li by w tym opisie zasz豉 jaka niestosowno. Autor pisa ze wspomnie swej m這doci, i w takiem miejscu gdzie nie m鏬 ichsprawdzi.

(b) Ile razy z Franciszkiem.....

Franciszek Ochrymowicz m這dzieniec pi瘯nych nadziei, uton像 wWidbie (1825) we czternastym roku swojego 篡cia.

(c) Powracaj鉍 do miasta odpocznijmy chwile

Na tych wzg鏎kach cienistych.....

Okolice Hutorowszczyzny.

(d) Wejdmyz wrecie na miastu panuj鉍a g鏎e.

Wegzal, czyli g鏎a Zamkowa, teraz wyplanlowana i zasadzona
topolami, s逝篡 za pi瘯ny przechadzkowy ogr鏚.

(e) I ostatni z twych syn闚, wieszcz niedawnych czas闚

Ju ciebie z po nad brzeg闚 oddalonej rzeki
Tkliw i sm皻n pieni po瞠gna na wieki.

Bia這ru kilku wyda豉 pisarzy dosy g這nych w polskiej Literaturze, jako to: Franciszek Bohomolec, Jezuita; Jan Onoszko. kt鏎ego poezje, aczkolwiek nadzwyczajnie popsute, wyda豉 Pani Wr鏏lewska; Rysi雟ki wydaniem kt鏎ego ca趾owitych poezji mia si zaj寞 X, Korni這wicz, Missionarz; Mihanowicz Jezuita , wzorowy t逝macz Eurypidesa tragedji: Orestes, i inni. Lecz najs豉wniejszy z nich wszytskich Franciszek Dyonizy Knianin (o kt鏎ym tu mowa) urodzi si 7 padziernika 1750 r. z Ignacegoi AnastazijKnianin闚, ostatnim jego p這dem s dumy Ossyana. Obszerniejsza o jego 篡ciu wiadomo napisa wydawca jego dzie F. S. Dm鏂howski, w siedmiu tomach, Warszawa 1828 (zdaje si) roku, do kt鏎ej odsy豉my naszych czytelnik闚.

Teraz kiedy ostatecznie przegl鉅am r瘯opis niniejszego poematu (za Kaukazem, w Tyllisie, 1844 roku) dolatuj mi godne najwi瘯szego uwielbienia i szacunku imiona P. P. Kazimierza Bujnickiego[13], Micha豉 Hr. Borcha, Aleksandra Grotta Spasowskiego[14], Jana Rodzis豉wa Szepielewicza,[AAA] Jana Barszczewskiego[15], Ign. //66

Chrapowickiego i wielu innych, co tak gorliwie bi鏎a si obecnie na Bia貫j-Rusi za spraw krajowego pimiennictwa, Dzi瘯i wam, wiatli m篹owie! 瞠 za waszem porednictwem zawita i do nas duch czasu, 瞠 nasza Bia這ru, po tyloletnim letargu, nakoniec si ockn窸a, i rozpoczyna nowy okres umys這wego 篡cia.

(f) Niech zatrzymam na chwile moja myl zdumiona.

Nad t wi靖yni Bogu Wielkiemu wzniesion;

Koci馧 po-jezuicki ksi篹y Bazyljan闚.

(g) Ot jestem w Lukisza雟kiej pon皻nej dolinie.

Lukiszki maj靖ek Jenera豉 Czorby, teraz zostaj鉍y w r瘯u niejakiego Kossowa. Przy ujciu ㄆczosy do Dwiny znajduje si dolina w najroskoszniejszem po這瞠niu.

(h) ..........z Marka monasteru.

Monaster . Marka po prawej stronie Dwiny o 2 lub 3 wiorsty od Witebska odleg造.

 


 

//67

DO BOGA

 

 

Ty co kr鏊ujesz na wysokiem niebie,
Gdym si upl靖a w sieci nieszcz zdradnej
Ze skrucha w sercu wo豉貫m do Ciebie,
Lecz odpowiedzi nie da貫 mi 瘸dnej.

 

I ja, co w chwili rodz si i gin,

Jam Ci chcia dojrze ziemnemi oczyma,

I czcz sofizm闚 przebieg連zy krain

Rzek貫m w szale雟twie: 瞠 Ci, Bo瞠! niema!

 

Lecz Ty, co wzburzasz i uciszasz morza,
Na Ateusza tchn像 duchem m鉅roci;

I wnet rozumu trzewiejszego zorza
Zalni豉 przed nim r鏚 chmur w靖pliwoci.

 

I przekonany pad貫m na kolana,
I niewolnicz pociel zla貫m 透ami.
I zawo豉貫m do mojego Pana.
Panie m鎩, Panie! zmi逝j si nad nami!

 

臺 Ty, kt鏎ego przenikliwe oko
聞ostrze瞠 mr闚k por鏚 nocy ciemnej,
艋p鎩rzyj, o sp鎩rzyj na ran g喚bok,
膏 zlej pociechy na balsam tajemny.

 

蓉y! co gdy piorun warczy w chmurach g逝cho
S造szysz w powietrzu lot motyla cichy,
臧achyl, o nachyl mi這sierdziu ucho
臧a j瘯 rozpaczy co wyda cz貫k lichy.

 

 

 

 

 

 

 

 

//68

DWAJ ANIOLOWIE

FANTAZJA

 

 

Masz serce; i czemu by zwa martwem, co
przed twojem czuciem mo瞠 stan寞 w 篡ciu.

 

St. Witwicki[16]. Edmund Ksi璕a II.

 

 

By豉 cisza w niebiosach, s這鎍 ogromne bry造.

W niesko鎍zonej przestrzeni szybko si toczy造,

Jak ten piorun przelotny co si zwija w chmurze;

A z這te ich warkocze ton窸y w lazurze.

Tam wicher w wi皻em 這nie mi這ci pocz皻y,

Przelatywa bezdenne stworzenia odm皻y,

I nagli grono planet pokrewnych do jazdy,

Oko這 ich rodzinnej, opieku鎍zej gwiazdy.

荑dzie kometa ton鉍 we mg造 jasnej morzu,

D嘀y, jakby bez celu, po niebios przestworzu

Do jakich oddalonych i nieznanych kra鎍闚

I trwo篡 ni窺zych planet szczliwych mieszka鎍闚.

Gdy po sko鎍zonych hymnach przedwiecznemu Bogu,

Dwaj anio這wie stoj鉍 na wiecznoci progu,

//69

Wielkie ko這 stworzenia rozwa瘸li smutnie.
Jeszcze ostatnim dwi瘯iem hymnu dr瘸造 lutnie;
I przez nap馧 otwarte Edenu podwoje,
La造 si na ich skrzyd豉 z這tych blask闚 zdroje.

 

ANIOL PIERWSY

 

Tyle tysi璚y wiek闚 pe軟ych chwa造
Nad wiatem g這w przechyli這 nie積;
W przesz這ci 篡cie i mier ju si zla造
W jedn noc cich, smutn i bezbrze積

 

Jednak to wielkie Stw鏎cy arcydzie這,
B造szczy tak pi瘯nie jako w dzie stworzenia;
Bo mi這sierdzie na stra篡 stan窸o
Naprzeciw kosie zagubnej zniszczenia.

 

Ognista mi這 trwa w pierwotnej sile
Broni鉍 si czasu gwa速ownej powodzi;
I na samotnej ca這stki mogile
Kilkorakiego 篡cia kwiatek wschodzi.

 

Sp鎩rzyj w t przepa niesko鎍zon, bracie!
Widzisz tam s這鎍e i proszek nikczemny,
Proszek i s這鎍e w gorej鉍ej szacie
Maj ce pewny i zwi頊ek tajemny.

 

Obadwa r瘯 Pana kierowane

Wedle jednakich praw w przestrzeni kr嘀,

Obadwa kraje zbiegaj鉍 nieznane

W 這no wiecznoci niepoj皻ej d嘀.

 

ANIOL DRUGI

 

I niema granic tym wiatom cudownym!
Przepa!... jak iskry w niej si s這鎍a wiec
Porwane biegiem szybkim i gwa速ownym;
A w lad za niemi grone burze lec.

//70

I nigdzie niema przerwy ani czczoci!
Wszystko si rusza i 篡je w przestrzeni;
Pud tchnieniem wiecznie zielonej Mi這ci,
Drzewo Stworzenia ci鉚le si zieleni.

 

Ot tam! gdzie ledwo dojrze mog oczy

Wielkiego ko豉 na kra鎍ach ostatnich;

Jaki wiat ma造 i niski si toczy

Tonem pierwsze雟twa brzmi鉍 we sferach bratnich.

 

Widz, tam piorun rozdar chmur czarn,
Run像 w zwaliska mieszkaniec wysoki,
Lecz w jego prochu tleje 篡cia ziarno
I Cedr ogromny wzbija si w ob這ki.

 

Pod jego cieniem jaki tw鏎 szlachetny
Pe透a w porodku innych stworze mn鏀twa;
Z oku rozumu strzela promie wietny
Co go podnosi do poznania B鏀twa.

 

Patrz! zgi像 kolano, zap豉ka, i w prochu
Przechyli czo這 przed pierwsz Przyczyn;
Jak瞠 mu smutno by musi w tym lochu!
Ach! gdy na patrz 透y mi z oczu p造n.

 

ANIOL PIERWSY

 

Tam? jest to ziemia, n璠zna garstka b這ta;
A ten za robak co si na niej rusza,
Jest brat nasz cz這wiek, znikoma istota,
Lecz niemiertelna o篡wia go dusza.

 

Jak wietnem by這 jego przeznaczenie!
Pan upodoba we w豉snym utworze;
Osadzi jego w roskosznym Edenie,
Gdzie mia造 p這n寞 nad nim szczcia zorze.

//71

Lecz skoro tylko przymierze naruszy
Spad豉 uroku zas這na szczliwa;
wiat czarnoksi瘰ki przed nim si rozkruszy
I dzi chleb w pocie i we 透ach po篡wa.

 

Duchy 篡wio堯w mi璠zy sob sporne
Na jego zgub odt鉅 si sprzysi璕造;
I nami皻noci dzikie i niesforne
W przedtem tak czystem sercu si zal璕造.

 

Jasnego r鏚豉 ten strumyczek m皻ny
r鏚 ska spadzistych, sr鏚 przepaci wielu,
D嘀y burzliwie samotny, niech皻ny,
Nie wiedz鉍 nawet do jakiego celu.

 

Ta 透a co gore w twojem oku teraz,
W strapione serce nadziej przenika.
P豉cz wi璚, m鎩 bracie! i jam p豉ka nieraz
Nad smutn dola biednego cz這wieka

 

Lecz wkr鏒ce, Panie! zabrzmi twoje gromy,
wiat zmartwychwstanie wznosz鉍 dumne czo這;
I cz貫k nikczemny, ten robak poziomy,
Wezwany b璠zie na uczt weso章.

 

Znowu si wmi瘰za do Anio堯w grona;
Niemiertelnoci przywdzieje pokrycia;
P鏦i go fala wiek闚 niezm鉍ona
Na brzeg nowego nie wyrzuci 篡cia.

 

ANIOL DRUGI

 

Kt騜 zdo豉 zg喚bi przeznaczenie Twoje
O pierwsza rzeczy Przyczyno!

Rzek豉 i 篡cia gorej鉍e zdroje
Do tronu twojego p造n.

//72

I cho straciwszy pierwotn sw dzielno
W 這no przyrodzenia wsi瘯n;

Lecz rzeczesz s這wo, i zn闚 niemiertelno
Zapali zorz sw pi瘯n.

 

Zlituj si, zlituj, wo豉my ze p豉czem,

Nad dol naszego brata,
I odkryj jemu po 篡ciu tu豉czem

Wielk tajemnic wiata.

 

Tak rozmawiali z sob Anio這wie wi璚i;
I na widok ludzkoci litoci przej璚i
Wylewali 透y rzewne, i te 透y jak rosa,
Lec鉍 przez iskrz鉍e si gwiazdami niebiosa,
Spad造 ziarnem pociechy na ziemi nikczemn
I tchn像y w serca ludzi nadziej tajemn.

 

//73

POETA

 

Natchniony prorok zab造sn像 r鏚 czerni,
Chmura rozmyla czo這 mu przys豉nia;
Nie przerywajcie mar jego, niewierni!

Szanujcie jego dumania!

 

Gdy p這cha m這dzie uwie鎍zona kwiatem
Z radoci 篡cia przebiega zagony,
On smutny tskni za przesz這ci latem

Jak anio z niebios str鉍ony.

 

Szanuj go, czerni! on jeden r鏚 t逝mu
Umie rozwik豉 przyrodzenia rysy;
Czyta oczyma bystrego rozumu

Ponik造ch wiek闚 zapisy.

 

Stoi nad bytu otch豉ni bezmowny

Ognistym 篡cie sk鉅 potokiem bie篡;

Gdzie nowych wiat闚 zawi頊ek cudowny

W ciemnem przeznaczeniu le篡.

 

ledzi drabin, po kt鏎ej narody
Z wielkim si szumem jak wiatr przesun窸y.
I pod sztandarem krwawej niepogody

Na 堯簑 mierci zasn像y.

//74

Pod przyrodzenia ukrywszy si skrzyd豉,
Bada i zg喚bia swa myl niez這mna
Ruch tajemniczy wiecznego prawid豉

I si pracowni ogromn.

 

Przed jego myl g鏎 si p豉szcza szczyty,
Przed jego wola dr蕨 wszechmocne duchy;
Widzi to, przed czem cz這wiek pospolity

Stoi i lepy i g逝chy.

 

Z tego wi璚 wzglgdu jego wielkie twory
Do potomnego przechodz鉍 plemienia,
Jak wi皻ej cnoty niemiertelne wzory

Nie znikn w mgle zapomnienia.

 

Dla tego polot wielkiego poety,
Przed okiem gminu albo czerni lichej,
Jak dla wieniaka szybki bieg planety,

Jest niepoj皻y i cichy.

 

Jego uniesie ci瘺a nie oceni,
Ni si z nim wzniesie w sfery nadzmys這we;
I lada fraszka nikczemn zamieni

Poety wie鎍e laurowe.

 

//75

WIECZOR

 

ELEGIJA

 

 

Tout se retrouve dans les rEveries enchant嶪s
où nous plonge le bruit de la cloche.... religion,
famille, patrie et le berceau et la tombe, et le
pass et l'avenir.

Chateaubriand. Rene.[17]

 

 

Dzie jasny zmierzchn像, nad senn dolin

Mg造 si unosz wieczoru;

Cyt! przez jezioro j瘯i dzwon闚 p造n

Z Azarkowskiego klasztoru. [BBB]

 

Wiecz鏎, jezioro i dzwon uroczysty

Ile to pami靖ek budzi
O kraju, gdzie m鎩 sta domek ojczysty

Skryty od wiata i ludzi.

 

O dniach dzieci雟twa sp璠zonych tak s這dko

Na ojca i matki 這nie;

I o dziewicy, co szczcia obw鏚k

Wie鎍zy豉 m這de me skronie.

//76

Jak wszystko wtenczas lni這 si przede mn

W barwach m這doci przejrzystej;

Jak brzmia wiat ca造 harmonj tajemn

Dla mojej duszy ognistej.

 

Lecz blask co niegdy m這doci przywieca

Od srogich nieszcz zamierzchn像;

A dwi瘯 co ucho dziecinne zachwyca

Powolej przebrzmia i pierzchn像.

 

Dzi to do czegom z takim lgn像 zapa貫m

Ju o szale雟two mi wini;

I ja sam jeden na wiecie zosta貫m,

Jak dzika palma w pustyni.

 

Juem si rozwi鏚 ze szczcia otuch,

Z tem co mi dot鉅 cieszy這! . . .

Czemu j瘯 dzwon闚 trwo蕨cy me ucho,

Nie brzmi nad moj mogi章!

 

Ach! wtenczas losu zmiany nieszczliwe

Chwil by nie tru造 obecnych;

Ani bym znosi umiechy z這liwe

Ludzi nikczemnych i niecnych.

 

O niech bym pr璠zej spocz像 w zimnym grob

W dzikiej, nieznanej ustroni;

Mo瞠 cho wtenczas dziewica w 瘸這bie

Pn 透 瘸lu uroni.

 

//77

DO

OLESI SOBOLEWSKIEJ

 

 

 

Ty si umiechasz, anio趾u m這dy!
Kwitniesz jak w sadzie Mosarskim r騜a;
I jeszcze czo豉 twego pogody

Nie l瘯a wewn靖rzna burza.

 

Goszcz鉍 w dzieci雟twa roskosznem niebie
Z radoci wchodzisz na 篡cia b這nie;
Sk鉅 p造n pieni, i sk鉅 na ciebie

Wiej i ch這dy i wonie.

 

Cho nie masz mamy, lecz druga mam
Znalaz豉 dla si w kochanej cioci;
Co tobie 篡cia wiosenna bram

Blaskiem pomylnoci z這ci.

 

Biegnij weso這, nadzieja cicha
Na twe przyj璚ie ci鉚a ramiona:
Jak瞠 si wdzi璚znie tobie umiecha

Przysz這ci 章ka zielona.

 

Biegnij weso這, tam na p馧 drogi
Czeka na ciebie czu造 m這dzieniec.
Kt鏎emu kiedy w roskoszy b這giej

Uwijesz z m這dych r騜 wieniec.

//78

Tak przyjaciela ciche marzenia
Lubi ubiera przysz貫 twe 篡cie;
Lecz gdy wp馧 drogi zamilkn pienia,

I bole przejmie ci skrycie,

 

Gdy jak motyle pierzchn twe mary,
Gdy twoj dusz kolce zadrasn:
Wtenczas nad tob pochodnia wiary

Rozleje wiat這 sw jasn.

 

O niechaj wiecznie nad tob p這nie
Niech na ci oblask t璚zowy rzuca,

I w nami皻noci wzburzonem 這nie

Myl o wiecznoci ocuca.

 

Ro cz貫k k豉mliwem z逝dzon mamid貫m
Co opromienia 篡cia bezdro瞠,
Tylko pod wiary gor鉍ej skrzyd貫m

Znale spokojny sen mo瞠.

 

 

//79

DZIE SZESNASTEGO MAJA

 

ELEGIJA

 

 

Niebo m這doci naszej jasne, promieniste,
W jakich 瞠 barwach b造szczysz dla czuj鉍ej duszy,
Nim, jak w嘀 jadowity, 篡cie rzeczywiste
Czarnoksi瘰k krain marzenia rozkruszy.

 

I gdy w璠rowiec trac鉍 wiar w urojenia
Po nad przepaci stawi oboj皻nie nog,
Wtenczas wschodzi dla duszy jutrzenka wspomnienia
I rzuca blask pochmurny na samotn drog,

 

I dla mnie, cho nied逝go, kwitn像 maj 篡wota,
I ja kilka pami靖ek z przesz這ci unios貫m,
Ja co, na pustynie rzucony sierota,
Zapomniany, bez wsparcia, r鏚 obcych uros貫m.

 

Czy si kiedy odenisz wieku tajemniczy,
Okresie wi皻ych uczu, szlachetnych pomys堯w?
I czyli kiedy 篡cia obraz czarowniczy
Umiechnie si do moich przyt瘼ionych zmys堯w?

 

Czy ponad Moskwy-rzeki malowanym brzegiem
Zn闚 si zab章kam kiedy w wieczornej godzinie ?
I myl puszczona z fali pieni鉍ej si biegiem
Na jej wyziewach w niebios krain odp造nie ?

//80

Moskwa-rzeko! twe lasy, doliny i g鏎y
Tylekrotnie w Bojan闚 hymnach opiewane,
Rzuci造 na m鎩 umys dziki i ponury,
Jakie cienie pos瘼ne ze wiat貫m zmi瘰zane.

 

Tam gdzie twa fala w g鏎ach stromych si zaczaja,
i wytacza si z szumem na 章ki kwieciste,
W dobranem kole druh闚, szesnastego Maja
Obchodzilimy wi皻o wiosny uroczyste.

 

Rozniecone ognisko blask szerzy這 krwawy,
Nocny wietrzyk mg喚 srebrn z fal szumi鉍ych zwiewa,
I Miko豉j wie鎍zony wie篡m laurem s豉wy,
Dla nas na po瞠gnanie smutna pie zapiewa.

 

Powa積ie si toczy豉 rozmowa zmi瘰zana

Co podnosi uczucia i umys zasila,

I my we 透ach radosnych zginali kolana

 

Puhar kr嘀y z r隕 do r隕,- wko這 brzmia造 pienia,
Upojeni m這doci, przyjani i sza貫m.
I weseli jak cz這wiek w pierwszy dzie stworzenia
Witalimy wschodz鉍a jutrzenk z zapa貫m.

 

I ona, opiekunka m這dzie鎍zej biesiady,
M這da, ognista, pi瘯na, gdyby utw鏎 czar闚,
Znajdowa豉 si por鏚 swawolnej gromady,
I z umiechem s逝cha豉 nieprzystojnych gwar闚.

 

Wtenczas, z czo貫m pogodnem i uczuciem czystem,
Jak do bogini wiosny najciszej, najzgodniej,
Podchodzilimy do niej, i wie鎍em kwiecistym
Ozdobieni, w tryumfie wracalimy od niej.

//81

I w sercach naszych p這n像 ogie uniesienia!
Ach! ona tak lubi豉 poezja wi皻,
Widoki i obrazy dzikie przyrodzenia,
I m這dzie鎍zego 篡cia wol nieugi皻.

 

Niestety! ju jej niema. i wieniec r騜owy

Kt鏎ym przyozdobi豉 zapale鎍a skronie,
Z這篡貫m na pamiatkg na kamie grobowy
Co zaleg uwi璚one pieniami ustronie.

 

Towarzysze m這doci! wy teraz daleko
B章dzicie po przestworze wiata obszernego,
Czy si spotkamy jeszcze po nad Moskwa-rzek
I odnowimy wi皻o Maja szesnastego.

 

 

//82

DUCHY

FANTAZJA

 

 

..whateer it be

That governs us..............

.............Fale, Providence, or Allahs will,

Or rekless Fortune, stili the effect the same,

A worki of evil and of misery.

 

Southey, Roderick[18].

 

 

CHOR

 

Okropne plagi ludzkiego plemienia!

Duchy co wiatem w豉dacie,
Co tajemnicze ksi璕i Przeznaczenia,

W swem gronem r瘯u trzymacie!
Przed waszem tchnieniem ko造sz si bory !
Znijdzcie wi璚 teraz na ziemie;
Ju sowy dzikie rozpoczg造 chory
I miertelnik闚 spi plemie.

 

 

(Z r騜nych stron zlatuj si Duchy i daje si s造sze
nast瘼uj鉍a piosnka.)

//83

Jak tylko zalni blade rogi nowiu.
I blask pochmurny rozwiesz po g鏎ach;
Gdy dzienne ptastwo zadrzemie w sitowiu,
I grone wichry zanocuj w chmurach,

 

Wtenczas w milczeniu zlatujemy cichem
I spustoszenie przynosim dla ludzi,
Ten co dzi zasn像 z weso造m umiechem,
Mo瞠 si jutro z rospacz obudzi.

 

C H O R

 

Cz這wiek stworzony we gniewie 篡wio堯w

Od przyrodzenia odwykn像;
Sam siebie w rz璠zie umieci anio堯w

疾 jakie tajnie przenikn像.
Na znak przekl瘰twa co nosi na sobie,

Zapomnia ten zlepek kruchy;
Karzcie go, karzcie w okropnym sposobie

O wy, Przeznaczenia duchy!

 

DUCH PIERWSZY

 

Jestem duchem powietrza, m鎩 pa豉c wysoki

Uwiany z oceanu tuman闚 powiewnych;

Oblewaj go s這鎍a ogniste potoki,

A wn皻rze ozdabiaj roje gwiazd niepewnych.

Ja latam na burzliwych skrzyd豉ch huraganu,

I b喚dne karawany zasypuj piaskiem;

Spadam na uciszone fale oceanu,

I miasta p造waj鉍e druzgoc ze trzaskiem.

Jam to roztr鉍i flot dumnego Filipa,

Jam bitwy Trafalgarskiej zniszczy smutne szcz靖ki;

I tam gdzie mia zab造sn寞 dzie wielkiej pami靖ki,

Tam dop鏒y brzmi jeszcze pogrzebowa stypa.

W豉niem teraz w przelocie bat napotka ma造,

Co ni鏀 m這dego wieszcza do ojczystej strony;

//84

Drzemi鉍e fale morza pos瘼nie szumia造,
Wiatr wiosenny nadyma 瘸giel rozwiniony,
N闚 sie toczy z bojani po b喚kitnych stropach,
Melancholijny umiech barwi przyrodzenie,
Cicho p造n窸a 堯dka po fali roztopach,
I wieszcz uczu w swej duszy niebieskie natchnienie
Ju hymn powrotu zabrzmia, nie przypiesza biegu.
S鉅zi 瞠 w tyle burz zostawi przeciwn,
A w cichem rozrzewnieniu na odleg造m brzegu
Czeka豉 na dziewica z ga章zk oliwn.

Nic mog鉍 znie radoci na tem czole jasnem,
Jam burzliwym na fale huraganem wion像,
I ocean pos逝szny przed jej okiem w豉snem,
Czu貫go, natchnionego m這dzie鎍a poch這n像.
Widzia貫m srog rozpacz i 透y jej widzia貫m,
I uczu貫m najdziksz pociech w swem 這nie;
A 透y te eo najskrz皻niej jak per造 zebra貫m
B璠 b造szcze, jak lampy grob闚, w mej koronie.

 

CHOR

 

Cz這wiek stworzony we gniewie 篡wio堯w

Od przyrodzenia odwykn像;
Sam siebie w rz璠zie umieci anio堯w

疾 jakie tajnie przenikn像.
Na znak przekl瘰twa co nosi na sobie,
Zapomnia ten zlepek kruchy;

Karzcie go, karzcie w okropnym sposobie.
O wy, Przeznaczenia duchy.

 

DUCH DRUGI

 

Jam duch okropnej wojny i srogiej zarazy
Co najstraszniejsze kl瘰ki roznosz po wiecie;
Darmo si cz貫k ukrywa w nastrz瘼ione g豉zy,
Wsz璠zie go zemsta moja dociga i gniecie.

//85

Ci鉚le ma grona r瘯a nad ludzkoci czuwa,

Dusz鉍e tchnienie moje, jak wybuch wulkan闚,
Najszczliwsze krainy na wiecie zatruwa.
Przezemnie okr璕 ziemski zupe軟ie si zmieni,
Ja w duszy ludzkiej budz zamiary wyst瘼ne,
I cz貫k przezemnie krwi sw morza zarumieni
A cia貫m za ut逝ci ska造 niedost瘼ne.
Jam nieraz uzbrojon sztyletem ze stali,
R瘯 syna kierowa w jego ojca serce,

!

Wczoraj brzmia造 weselem doliny Jemenu,

Lecz dzi przez nie na skrzyd豉ch przelecia貫m d簑my;

I kraj b這gos豉wiony, ten obraz Edenu,

Nieprzeliczonych trup闚 zacielaj t逝my.

Jednegom tylko z licznych mieszka鎍闚 zostawi,

Zdrada i pod這 jego odznaczy造 篡cie;

On przed tem r騜ne kraje zniszczy i zakrwawi,

i pniej mi si zbrodni wyp豉ci sowicie.

M鎩 pa豉c zbudowany w podziemnych pieczarach,

Wznosi si, jak cie trwogi, dziko i okropnie;

Zamiast pochodni ludzka tam krew p這nie w czarach,

A koci wycie豉j mego tronu stopnie.

 

CHOR

 

Cz這wiek stworzony we gniewie 篡wio堯w

Od Przyrodzenia odwykn像;
Sam siebie w rz璠zie umieci anio堯w

疾 jakie tajnie przenikn像.
Na znak przekl瘰twa co nosi na sobie,

Zapomnia ten zlepek kruchy;
Karzcie go, karzcie w okropnym sposobie,

O wy, Przeznaczenia duch!

//86

DUCH TRZECI

 

A ja tajemnym cz貫ka losem przewodnicz,
Cz貫ka ca這stkowego w jego ciasnej sferze;
Kto tylko spe軟ia cnoty przykazania szczerze,
Zaraz go ze szczliwych rz璠u wydziedzicz.
Bo jestem wrogiem cnoty, przeladuj cnot,
Nigdy wybuja nie dam tej w靖貫j krzewinie;
Lecz skoro si gdzie jakim przypadkiem rozwinie.
Wnet ja zatrutem tchnieniem przyt逝mi i zgniot.
Tytus, cnotliwy Tytus od narod闚 czczony,
Zaledwo wst雷i na tron krwi Rzymsk zbroczony,
Zaledwo upia plam poprzednik闚 zmaza,
I nieskalane imi potomkom przekaza,
Wnet umiera w nadziei tak wietnych rozkwicie!
Henryk, kt鏎ym si chlubi francuzka korona
Co dla dobra ludzkoci powi璚i by 篡cie,
Pod zab鎩czym sztyletem Raweljaka kona.
Ja cigam ludzi wy窺zych od pod貫go gminu;
Oni zawsze po wiecie tu豉j si biedni.
O ty wieszczu narod闚, wielkiej Grecji synu
Pod staro o chleb 瞠brze musia貫 powszedni.
Dante, co jak meteor b造sn像 w wiekach ciemnych.
Niemia gdzie z這篡 s豉wa obci嘀onych skroni, [CCC]
Tass okuty w kajdany, w pieczarach podziemnych
Nad znikomoci wiata smutne skargi roni. [DDD]

//87

Miltona, Kamoensa cigaj wyroki.
Bajron wygnaniec depce nieprzyjazne fale,
Dziki jak wicher step闚, jak morze g喚boki,
Po upodlonej ziemi rozpociera 瘸le.
Dzisiaj, w ubogiej chatce, pod strzech s這mian,
Urodzi si syn pierwszy kochankom szczliwym,
Ja mu wsch鏚 篡cia zorz orzuc r騜an,
Obdarz jego sercem ognistem i tkliwem;
Nad kolebk dzieci璚ia matka przechylona,
B璠zie mu piewa ojc闚 staro篡tne dzieje,
I jego dusza szczera, niewinna, natchniona,
W豉snym blaskiem r鏚 mroku czerni zajanieje.
Rozwin przed nim niebo m這doci promienne,
Roztocz z這tych marze czarodziejskie zwoje,
Wlej we ch璚i pozna wieczne i bezdenne,
I gor鉍 mi這ci ku ludziom napoj.
I wiat sztuki wyrazem, dwi瘯iem, malowid貫m,
Pocinie si, pop造nie do piersi ognistej;
I natura jak obj寞 wryobrani skrzyd貫m,
Odbije si, roztopi w jego duszy czystej.
I wyst雷i na scen 篡cia jak szaleniec,
Czego si tylko dotknie, wszystko jego zdradzi.
ci鉚nie wrecie po s豉wy promienisty wieniec
I ten wieniec na drog nieszcz go wprowadzi.
Samotny i od 這na braci odrzucony.
Przekona si z rozpacz 瞠 sam uczu b喚dnie;
i jako pigkny kwiatek jesieni zwarzony,
Omylony w nadziejach, schyli si i zwi璠nie.

//88

RAZEM

 

Na skrzyd豉ch burzy zlatujem na ziemi,
I nim jej zgub ostatnia wyrzeczem,
Ci鉚le cigamy dumne cz貫ka plemie

Ogniem, powietrzem i mieczem.

 

J瘯 konaj鉍ych, dzika pie pogrzebu,
P豉cz ucinionych co serce przenika,
Wi璚ej nam czyni radoci, ni niebu

畝l skruszonego grzesznika.

 

Cz這wieku! los闚 igraszko nikczemna,
Dop鏦i duma ko造sa ci b璠zie?
Nad toba r瘯a z造ch duch闚 tajemna

Wisi i ciga ci wsz璠zie.

 

I kiedy poznasz stoj鉍 nad mogi章
Nico promyka co ci w 篡chi zwodzi,
Wyrzeczesz z 瘸lem: ach! lepiej by by這

Gdybym si nigdy nie rodzi"!

 

CHOR

 

Ju cichy wietrzyk zbudzi si r鏚 krzak闚,
Ot si i na brzask zabiera;

I echo spiewu dzikiej nocy ptak闚
W dokolnych lasach umiera.

 

Duchy! przesta鎍ie zdawa swe rachuby,
Wracajcie do siedlisk ciemnych;

Do ju tej nocy przynielicie zguby
Dla miertelnik闚 nikczemnych.